Prędkość pocisku a jego przebijalność

Dziś wpis o przebijalności amunicji strzeleckiej, a konkretnie o tym jak ma się prędkość pocisków do ich przebijalności. Wydawać by się mogło że im większa prędkość pocisku w chwili uderzenia w przeszkodę, tym większa jego przebijalność. Otóż okazuje się że nie do końca. Zasadniczo wzrost prędkości pocisku prowadzi do wzrostu jego przebijalności, ale przynajmniej w niektórych przypadkach, ów wzrost przebijalności, występuje tylko do pewnego momentu. Otóż w niektórych sytuacjach, powyżej pewnej prędkości, pocisk uderzając w cel, zaczyna się poważnie odkształcać, co prowadzi do spadku przebijalności. Spadek przebijalności pocisku przy dużej prędkości uderzenia w cel, spowodowany odkształceniem się pocisku, to zjawisko zbliżone (bądź wręcz tożsame) do luki skruszeniowej, możliwej czasami do zaobserwowania podczas prowadzenia ognia do pojazdów pancernych. Poniżej cytat z książki Broń strzelecka wojsk lądowych (autor: Michał Kochański, rok wydania: 1968, Wydawnictwo MON) oraz dwa rysunki z tej książki:

 

Możliwości przebicia warstw drzewa lub piasku, w zależności od prędkości spotkania pocisku z celem przedstawia rys. 34. Wykresy te uzyskał w 1926 r. Cranz dla amuncicji karabinowej. Charakterystyczne jest zwiększanie przebijalności pocisków przy zwiększaniu prędkości spotkania, lecz tylko do pewnych granic. Następnie na skutek poważnego odkształcenia pocisków w chwili spotkania z przeszkodą głębokość wnikania pocisków w przeszkodę szybko maleje.

W zależności od odległości od punktu wylotu pociski strzeleckie (karabinowe) mają średnie zdolności przebijania, przedstawione na rys. 35. Wykresy te sporządzono dla wartości średnich. Największe wartości przebijania przeszkód bywają do 20% większe. Kopy siana i słomy nie stanowią przeszkody dla pocisków strzeleckich.

 

predkosc_przebijalnosc_1m

 

predkosc_przebijalnosc_2m

Reklamy
Prędkość pocisku a jego przebijalność

Kiedyś to były Mercedesy!

Dziś wpis dotyczący trwałości i niezawodności samochodów osobowych, a konkretnie pojazdów marki Mercedes-Benz. Jak pewnie wielu innych czytelników tego bloga, wielokrotnie spotykałem się z tezą, zgodnie z którą stare modele Mercedesa były bardziej trwałe i niezawodne, od modeli współczesnych. Ostatnio przeczytałem jednak pewną książkę, której fragment zdaje się sugerować, że narzekanie na trwałość współczesnych Mercedesów, przy jednoczesnym chwaleniu leciwych modeli tej marki, to nie jest domena czasów współczesnych.

Jaka to była książka? Otóż była to biografia Stanisława Lema, polskiego pisarza science fiction. Konkretnie chodzi mi o książkę Lem. Życie nie z tej ziemi, napisaną przez Wojciecha Orlińskiego. Wynika z niej że Stanisław Lem w 1973 roku kupił nowego Mercedesa W114 w wersji 280 2.8. Pojazd wyposażony był w sześciocylindrowy benzynowy silnik rzędowy o pojemności 2778 centymetrów sześciennych, moc maksymalna tego silnika wynosiła 130 koni mechanicznych. Przy czym czytając książkę Orlińskiego można dojść do wniosku że Lem nie był zbytnio zadowolony z niezawodności swojego pojazdu. Poniżej cytat z książki, dotyczący wspomnianego Mercedesa:

Po roku skarżył się Čepaitisowi, że mercedesów już nie robią tak solidnych jak kiedyś (jestem swoją drogą ciekaw, czy firma Daimler AG ustaliła, w którym roku po raz pierwszy sformułowano tę skargę; typował bym rok 1902). Pisał: „najpierw się dmuchawa popsuła, potem coś z hamulcem, a po skręceniu śrubek okazało się, że w nim coś skrzypi i piszczy jakby słowik w puszcze od konserw”.

 

Cóż, przypomina mi się anegdota, zgodnie z którą wśród wszelkiego rodzaju tekstów znalezionych przez archeologów, jeden z najstarszych zawiera narzekanie na współczesną (czy raczej ówczesną) młodzież.

 

 

Kiedyś to były Mercedesy!

Osłabiacze podrzutu

Oto kolejny wpis o urządzeniach wylotowych. Tym razem dotyczyć on będzie osłabiaczy podrzutu, zwanych również kompensatorami podrzutu. Ale do rzeczy. Otóż jeśli mamy broń strzelecką w układzie klasycznym (punkt podparcia kolby ulokowany poniżej osi lufy, a tym samym brak układu liniowego), to wtedy, w wyniku strzału, nastąpi ruch końca lufy do góry, czyli tak zwany podrzut. Podrzut to zjawisko wpływające negatywnie na celność podczas strzelania seriami. Tym samym jeśli mamy do czynienia z samoczynną (strzelającą seriami) bronią strzelecką, skonstruowaną w układzie klasycznym, to dobrze aby na końcu lufy znajdowało się urządzenie wylotowe, kierujące część gazów prochowych do góry, po oddaniu strzału. Tego typu urządzenie wylotowe to właśnie osłabiacz podrzutu. Biorąc pod uwagę że osłabiacze podrzutu zazwyczaj działają poprzez skierowanie części gazów prochowych do góry, można według mnie przyjąć że pod względem zasady działania przypominają reakcyjne hamulce wylotowe.

Poniżej rysunki przedstawiające dwa różne modele osłabiacza podrzutu. Pierwszy model to osłabiacz podrzutu zbliżony do tego zastosowanego w radzieckim karabinku automatycznym AKM (zmodernizowana wersja karabinka Kałasznikowa), drugi model to osłabiacz podrzutu zbliżony do tego zastosowanego w radzieckim pistolecie maszynowym PPSz-41 (Pepesza).

 

Oslabiacz_AKM_z

Na powyższym rysunku widnieje osłabiacz podrzutu zbliżony do tego który zobaczyć można na końcu lufy karabinka AKM i jego odmian. Niebieska strzałka przedstawia gazy prochowe kierowane do góry przez ów osłabiacz. Osłabiacz podrzutu karabinka AKM czasami określany jest mianem łyżka. Choć na powyższym rysunku tego nie widać, osłabiacz podrzutu karabinka AKM zamocowany jest na lufie tak, aby kierować gazy prochowe nie pionowo do góry, lecz aby kierować je ukośnie (do góry-w prawo). Czemu zastosowano takie rozwiązanie? Otóż podczas strzelania z prawego ramienia, przy broni w układzie klasycznym, po oddaniu strzału, zazwyczaj następuje ruch końca lufy do góry (podrzut) przy jednoczesnym ruchy końca lufy w prawo. Tak więc osłabiacz podrzutu karabinka AKM ma za zadanie minimalizować nie tylko ruch końca lufy w płaszczyźnie pionowej, lecz również ruch końca lufy w płaszczyźnie poziomej. Oczywiście, można argumentować że tak umocowany osłabiacz podrzutu, podczas strzelania z lewego ramienia, będzie wzmacniał ruch końca lufy w płaszczyźnie poziomej, następujący po oddaniu strzału, bowiem podczas strzelania z lewego ramienia, po oddaniu strzału, zazwyczaj następuje ruch końca lufy w lewo. Jednak karabinek AKM powstał pod koniec lat 50., a wtedy podczas projektowania broni nie przejmowano się zbytnio strzelcami prowadzącymi ogień z lewego ramienia (czyli strzelcami leworęcznymi).

 

Oslabiacz_PPSz_z

Na powyższym rysunku widnieje osłabiacz podrzutu zbliżony do tego zastosowanego w pistolecie maszynowym PPSz-41 (Pepesza). Niebieska strzałka przedstawia gazy prochowe kierowane do góry przez osłabiacz. Uważam że jest to dość ciekawy model osłabiacza podrzutu, bowiem nie ma on formy urządzenia mocowanego na końcu lufy, lecz ma on formę odpowiednio ukształtowanej perforowanej osłony lufy. Otóż wokół lufy Pepeszy znajduje się  perforowana osłona, bądź ujmując to inaczej, osłona z otworami. Ów otwory zastosowano aby zminimalizować negatywny wpływ osłony na chłodzenie lufy. Jednocześnie końcowa część perforowanej osłony lufy (ta część osłony która znajduje się w pobliżu wylotu lufy) opracowana została tak, aby pełnić rolę osłabiacza podrzutu. Jak udało się doprowadzić do sytuacji w której końcowa część osłony lufy pełni rolę osłabiacza podrzutu? Po pierwsze, ta ścianka osłony lufy, która znajduje się przed wylotem lufy, umieszczona jest nie pionowo, lecz ukośnie, aby kierować gazy prochowe do góry. Po drugie, ta część osłony lufy, która znajduje się przed wylotem lufy, ma otwór umieszczony na swojej górnej powierzchni, lecz nie ma otworu umieszczonego na swojej dolnej powierzchni (perforowana osłona lufy Pepeszy ma otwory znajdujące się na dolnej powierzchni, lecz umieszczone są one jedynie za wylotem lufy). Tym samym gazy prochowe mogą wylecieć do góry przez otwór umieszczony na górnej powierzchni osłony, przed wylotem lufy (bo ten otwór jest), lecz nie mogą wylecieć do dołu przez otwór umieszczony na dolnej powierzchni osłony, przed wylotem lufy (bo tego otworu nie ma).

 

Tutaj warto zauważyć że oprócz urządzeń wylotowych pełniących jedynie rolę osłabiacza podrzutu, istnieją również wielofunkcyjne urządzenie wylotowe, pełniące między innymi rolę osłabiacza podrzutu. Przykładowo, na końcu lufy radzieckiego karabinka automatycznego AK-74, znajduje się urządzenie wylotowe, pełniące zarówno rolę hamulca wylotowego, jak i osłabiacza podrzutu.

Inny przykład wielofunkcyjnego urządzenia wylotowego to tłumik płomieni zamocowany na końcu lufy amerykańskiego karabinka automatycznego M16A2. Jest to szczelinowy tłumik płomieni ze szczelinami umieszczonymi na lewej, prawej i górnej powierzchni urządzenia, lecz jednocześnie pozbawiony szczelin znajdujących się na dolnej powierzchni. Tym samym po oddaniu strzału ów urządzenie wylotowe kieruje gazy prochowe na boki i do góry, lecz nie kieruje ich w dół. Rozwiązanie takie powoduje że tłumik płomieni zastosowany w M16A2 pełni jednocześnie rolę osłabiacza podrzutu. Lecz M16 (w tym M16A2) to broń o układzie liniowym, czyli taka gdzie punkt podparcia kolby znajduje się na jednej linii z lufą. Już samo zastosowanie układu liniowego skutecznie redukuje podrzut. Brak szczelin umieszczonych na dolnej powierzchni tłumika to jednak nie tylko redukcja podrzutu- brak gazów prochowych kierowanych w dół po oddaniu strzału oznacza mniej pyłu i kurzy wzbijanego z podłoża przez gazy prochowe (szczególnie jeśli idzie o prowadzenie ognia z postawy leżąc). Mniej pyłu i kurzu wzbijanego przez gazy prochowe ułatwia prowadzenie celnego ognia oraz utrudnia wykrycie strzelca.

 

Specyficzną formą kompensatora podrzutu jest porting lufy. Dzięki portingowi lufy, po oddaniu strzału, część gazów prochowych kierowana jest do góry, przy czym za takie skierowanie gazów prochowych odpowiada nie urządzenie wylotowe, lecz otwory umieszczone na górnej powierzchni lufy.

 

Na zakończenie, uważam że osłabiacze podrzutu największą popularność zyskały w samoczynnej broni strzeleckiej. Nie powinno to zresztą dziwić, bowiem podrzut ma negatywny wpływ na celność przede wszystkim podczas strzelania seriami. Osłabiacze podrzutu spotykane są również w przypadku samopowtarzalnej broni strzeleckiej, bowiem podrzut utrudnia szybkie strzelanie ogniem pojedynczym. Mam jednocześnie wrażenie że osłabiacze podrzutu nie są zbyt popularne w powtarzalnej i jednostrzałowej broni strzeleckiej. Uważam również że osłabiacze podrzutu nie zyskały istotnej popularności w broni artyleryjskiej.

Osłabiacze podrzutu

Hamulce wylotowe

Dziś wpis o hamulcach wylotowych. Czym jest urządzenie zwane hamulcem wylotowym? Otóż jest to zamontowane na końcu lufy urządzenie wylotowe, mające za zadanie zmniejszyć odrzut broni, poprzez wykorzystanie powstałych podczas strzału gazów prochowych. Hamulce wylotowe stosowane są zarówno w przypadku broni strzeleckiej, jak i w broni artyleryjskiej. Hamulce wylotowe dzielą się na akcyjne (zwane też aktywnymi), reakcyjne (reaktywne) i akcyjno-reakcyjne (aktywno-reaktywne). Poniżej opisuję poszczególne typu hamulców wylotowych:

 

 

hamulec_aktywny_z

Akcyjny (aktywny) hamulec wylotowy.

W przypadku akcyjnego hamulca wylotowego, część gazów prochowych uderza w ścianki hamulca ustawione prostopadle do lufy. Gdyby odrzut broni nie istniał, uderzenie gazów prochowych w ścianki hamulca ustawione prostopadle do lufy, powodowało by ruch broni do przodu. Ale odrzut broni istnieje, tym samym wspomniane uderzenie jedynie zmniejsza odrzut. Na powyższym rysunku czerwonymi strzałkami zaznaczono gazy prochowe uderzające w ścianki hamulca prostopadłe do lufy (ów ścianki również zaznaczono kolorem czerwonym).

 

 

hamulec_reaktywny_z

Reakcyjny (reaktywny) hamulec wylotowy.

W przypadku reakcyjnego hamulca wylotowego, część gazów prochowych zostaje skierowanych przez hamulec do tyłu. Przy braku odrzutu, ruch gazów do tyłu, powodował by ruch broni do przodu. Jednak odrzut istnieje, tym samym skierowanie części gazów prochowych do tyłu jedynie zmniejsza odrzut. Na powyższym rysunku niebieskimi strzałkami zaznaczono gazy prochowe skierowane do tyłu przez reakcyjny hamulec wylotowy.

 

 

hamulec_aktywno_reaktywny_z

Akcyjno-reakcyjny (aktywno-reaktywny) hamulec wylotowy.

Akcyjno-reakcyjny hamulec wylotowy to skrzyżowanie hamulca akcyjnego z reakcyjnym. W przypadku akcyjno-reakcyjnego hamulca wylotowego, za zmniejszenie odrzutu częściowo odpowiada uderzenie gazów prochowych w ścianki hamulca prostopadłe do lufy, a częściowo skierowanie gazów prochowych do tyłu. Na powyższym rysunku czerwone strzałki to gazy prochowe uderzające w ścianki hamulca ustawione prostopadle do lufy (również zaznaczone kolorem czerwonym). Strzałki niebieskie to gazy prochowe skierowane do tyłu.

 

Zgodnie z pracą Teoria strzału (Wydawnictwo MON, rok wydania: 1970) hamulce wylotowe pochłaniają około 30-40% energii odrzutu. Natomiast zgodnie z książką Broń i amunicja strzelecka LWP (autor: Stanisław Torecki, Wydawnictwo MON, rok wydania: 1985) istniejące hamulce wylotowe mogą zmniejszać energię odrzutu swobodnego nawet o 60%. Hamulce wylotowe mają jednak pewne wady. Zgodnie z Teorią strzału wady hamulców wylotowych to:

-demaskowanie broni;

-kierowanie strumienia gazów na strzelającego;

-powodowanie wznoszenia pyłu przez gazy prochowe utrudniającego prowadzenie celnego ognia.

Przy czym ów pył wznoszony przez gazy prochowe to po prostu pył porywany z podłoża podczas strzału w wyniku działania gazów prochowych.

Dodatkowo, zgodnie z książką Broń i amunicja strzelecka LWP, wadą hamulców wylotowych są ich duże wymiary.

 

Hamulce wylotowe

Jak działa strumień kumulacyjny?

Kumulacja_m2

Rysunek dotyczący zjawiska kumulacji. Rysunek pochodzi z książki „Współczesna broń strzelecka” (autor: Michał Kochański, Wydawnictwo MON, rok wydania: 1963).

 

Jak pewnie wielu czytelnikom tego bloga wiadomo, jeden z typów amunicji przeciwpancernej to amunicja kumulacyjna. W amunicji tego typu za przebicie pancerza odpowiada strumień kumulacyjny. To znaczy, pocisk uderza w pancerz, w wyniku działania zapalnika następuje wybuch materiału wybuchowego umieszczonego we wnętrzu pocisku, a w wyniku owego wybuchu metalowa wkładka kumulacyjna zmienia się w strumień kumulacyjny, który przebija pancerz. Aby uzyskać najlepszą przebijalność, wkładka kumulacyjna powinna znajdować się w odpowiedniej odległości od pancerza w chwili wybuchu materiału wybuchowego umieszczonego we wnętrzu pocisku. Odległość pomiędzy wkładką kumulacyjną a pancerzem w chwili wybuchu materiału wybuchowego to ogniskowa. Tutaj dodam że zjawisko kumulacji może wystąpić w przypadku odpowiednio ukształtowanego materiału wybuchowego pozbawionego metalowej wkładki kumulacyjnej, ale wszystkie znane mi kumulacyjne pociski przeciwpancerne metalową wkładkę mają.

Lecz na jakiej zasadzie strumień kumulacyjny przebija pancerz? Wielokrotnie spotykałem się z opiniami według których strumień kumulacyjny przepala pancerz. Jednak znane mi informacje wskazują że nie jest to prawda. Według posiadanych przeze mnie informacji strumień kumulacyjny przebija pancerz dzięki swojej energii kinetycznej, a duża energia kinetyczna strumienia kumulacyjnego bierze się z bardzo dużej prędkości strumienia. Strumień kumulacyjny ma bardzo dużą prędkość, a tym samym dużą energię, w wyniku wybuchu materiału wybuchowego odpowiedzialnego za uformowanie się strumienia. Prędkość strumienia kumulacyjnego jest tak duża, że prędkość pocisku w chwili uderzenia w cel, nie ma istotnego wpływu na prędkość strumienia. Stąd też jedną z zalet amunicji kumulacyjnej jest to że jej przebijalność nie zależy w istotnym stopniu od prędkości pocisku. Poniżej cytat z książki Broń przeciwpancerna piechoty (autor: Leon Chodkiewicz, Wydawnictwo MON, rok wydania: 1959):

 

Zdolność przebicia pocisku kumulacyjnego zależy głównie od energii kinetycznej strumienia. Energię kinetyczną strumienia uzyskuje się przez detonację materiału kruszącego zawartego w ładunku kumulacyjnym…

…Prędkość postępowa pocisku w chwili uderzenia w pancerz, a więc prędkość unoszenia układu kumulacynego jest tak mała w porównaniu z prędkością strumienia, że jej wpływ na energię kinetyczną strumienia, jak i na zdolność przebicia pozbawiony jest praktycznego zdarzenia.

Jak działa strumień kumulacyjny?

Czołgowe statystyki z wojny Jom Kippur

Dziś wpis dotyczący ciekawych czołgowych statystyk z wojny Jom Kippur. Wpis ten bazuje na książce M60 vs T-62. Cold War Combatants 1956–92 (autorzy: Lon Nordeen, David Isby, wydawnictwo: Osprey Publishing). Otóż w książce tej można znaleźć następujące stwierdzenie:

A USMC study reported that the battle damage repair states for the October 1973 war were: Centurion – 60 percent returned to action; T-54/T-55 – 55 percent returned to action; and M48/M60 – 19 percent returned to action.

 

Poniżej moje tłumaczenie:

Badanie amerykańskiej piechoty morskiej wskazało że statystyki napraw uszkodzeń bojowych dla wojny z października 1973 roku są następujące: Centurion – 60 procent przywróconych do akcji; T-54/T-55 – 55 procent przywróconych do akcji; i M48/M60 – 19 procent przywróconych do akcji.

 

Powyższe stwierdzenie wskazuje że pod względem tego jak duży procent uszkodzonych czołgów dało się naprawić (uszkodzenia bojowe), amerykańskie Pattony (M48 i M60) wypadały wyraźnie gorzej od radzieckich czołgów T-54/T-55. Jest to dla mnie zastanawiające, bowiem w mojej ocenie Pattony nie miały wcale mniej bezpiecznego sposobu przechowywania amunicji armatniej od czołgów T-54/T-55. Piszę o tym, bowiem uważam że jeśli pancerz czołgu zostaje pokonany przez broń przeciwpancerną, to największe zagrożenie dla czołgu stanowi jego własna amunicja armatnia. Dodam że jeśli idzie o rozmieszczenie zbiorników paliwa, Pattony miały według mnie bardziej bezpieczne rozwiązanie od czołgów T-54/T-55. Jest jednak pewne wyjaśnienie tych statystyk. Otóż stosunkowo często spotykałem się z tezą że w Pattonach, w razie pokonania pancerza przez wrogą broń przeciwpancerną, zagrożenie dla czołgu i jego załogi stanowił elektrohydrauliczny mechanizm obrotu wieży. Lecz wyjaśnienie to nie przemawia do mnie. Uważam że jeśli dochodzi do przebicia pancerza czołgu, to hydrauliczny mechanizm obrotu wieży (zakładając że ów czołg ma mechanizm tego typu) stanowi mimo wszystko wyraźnie mniejsze zagrożenie dla wozu i jego załogi od amunicji armatniej. Ogólnie rzecz ujmując, według mnie zacytowane w tym wpisie stwierdzenie jest warte uwagi, lecz należy podchodzić do niego z pewną dozą ostrożności.

Na zakończenie, wiem że amerykański czołg podstawowy M60 nie był oficjalnie określany mianem Patton (oficjalnie Pattonami nazywano amerykańskie czołgi M46, M47 i M48), jednak nazwa ta przylgnęła do niego, więc we wpisie tym nazwę Patton stosuję również w odniesieniu do czołgu M60.

 

Czołgowe statystyki z wojny Jom Kippur

Szybkostrzelność a celność broni

Dziś wpis o broni strzeleckiej. Konkretnie o tym jaki wpływ ma szybkostrzelność teoretyczna broni na celność ognia seryjnego. Otóż wiele lat temu, w książce Automatyczna broń strzelecka (autor: Stanisław Kochański), napotkałem na pewną, dość ciekawą tezę. Oto cytat zawierający ów tezę:

Z szybkostrzelnością teoretyczną wiąże się, dyskutowane obecnie dość szeroko, zagadnienie celności ognia seryjnego. Ogień ten, zwłaszcza do celów ruchomych, nie jest zbyt celny ze względu na znaczne, kątowe przemieszczenie lufy. Proponuje się zatem dwa, przeciwstawne rozwiązania: albo strzelanie z tak dużą szybkością, aby lufa nie zdążyła zejść z linii celowania, a przemieszczenia celu w krótkim czasie były do pominięcia, albo strzelanie z małą szybkostrzelnością, aby strzelec mógł po każdym strzale poprawić celowanie i uwzględnić ruchy celu. W pierwszym przypadku chodzi o szybkostrzelność rzędu 2000 strz/min, w drugim zaś o szybkostrzelność rzędu 400 strz/min…

…Za dolną granicę dużej szybkostrzelności przyjmuje się 1200 strz/min.

 

Ujmując to innymi słowami, przyjmijmy że strzelamy seriami z broni o układzie klasycznym, czyli z takiej gdzie punkt podparcia kolby znajduje się poniżej osi lufy (brak układu liniowego). W takiej broni, po oddaniu strzału, odrzut spowoduje ruch końca lufy do góry, czyli podrzut. Podrzut natomiast wpływa negatywnie na celność podczas strzelania seriami. Jednak jeśli broń strzela z bardzo dużą szybkostrzelnością teoretyczną, to może występować sytuacja w której seria zostanie wystrzelona zanim podrzut spowoduje zejście lufy z celu. No i odwrotnie, jeśli broń strzela z bardzo małą szybkostrzelnością teoretyczną, to pomiędzy strzałami będzie na tyle dużo czasu, że po oddaniu pierwszego strzału w serii, strzelec będzie mieć dość czasu, aby ponownie naprowadzić lufę na cel, zanim padnie następny strzał w serii.

Zgodnie z powyższym można uznać że dobrze na celność podczas strzelania seriami wpływa zarówno bardzo duża szybkostrzelność teoretyczna, jak i bardzo mała szybkostrzelność teoretyczna. Można też wywnioskować że przeciętna szybkostrzelność teoretyczna wpływa negatywnie na celność podczas strzelania seriami, bowiem przy takiej szybkostrzelności, lufa zdąży zejść z celu po oddaniu pierwszego strzału w serii, ale jednocześnie czas pomiędzy strzałami będzie zbyt mały, aby po oddaniu pierwszego strzału w serii, strzelec zdążył ponownie naprowadzić lufę na cel, zanim padnie następny strzał w serii.

Jest jednak pewne ale. Przez długi okres nie byłem przekonany co do prawdziwości powyższej tezy, bowiem wiele (a może i większość) wzorów samoczynnej broni strzeleckiej strzela z przeciętną szybkostrzelnością teoretyczną, czyli z taką która ma mieć negatywny wpływ na celność ognia seryjnego. Ujmując to inaczej, multum konstrukcji samoczynnej broni strzeleckiej strzela z szybkostrzelnością teoretyczną wyraźnie niższą od 1200 strzałów na minutę, ale jednocześnie z wyraźnie wyższą od 400 strzałów na minutę. Tutaj dodam że w mojej ocenie ludzie zajmujący się konstruowaniem broni raczej wiedzą jaka szybkostrzelność teoretyczna jest sensowna w samoczynnej broni strzeleckiej. Poniżej kolejny cytat z książki Automatyczna broń strzelecka:

Przeciętnie szybkostrzelność teoretyczna ok. 600 strz/min jest wartością optymalną dla broni przeznaczonych do zwalczania celów naziemnych. W praktyce, w zależności od rodzaju broni i jej przeznaczenia, spotyka się szybkostrzelności teoretyczne od 500 do 1200 strz/min.

 

Dodatkowo, choć w internetowych dyskusjach na temat broni strzeleckiej, jakie toczyły się w języku polskim, czasami spotykałem się z tezą że zarówno wysoka, jak i niska szybkostrzelność teoretyczna, ma pozytywny wpływ na celność ognia seryjnego (a przeciętna szybkostrzelność negatywny), to byłem przekonany że dyskutanci po prostu powtarzają ów tezę za książką Automatyczna broń strzelecka (wśród polskich miłośników broni strzeleckiej jest to książka znana i ceniona).

Ostatnio natrafiłem jednak na pewien ciekawy film. W filmie tym Ian McCollum, autor portalu Forgotten Weapons, również stawia taką tezę (aby usłyszeć ów tezę należy oglądać film od 3:30). Przy czym film dotyczy radzieckiego pistoletu maszynowego PPSz-41 (Pepesza) i zgodnie ze słowami Iana McColluma, jest to właśnie broń w której wysoka szybkostrzelność teoretyczna ma pozytywny wpływ na celność podczas strzelania seriami. Jednocześnie McCollum przywołuje przykład amerykańskiego pistoletu maszynowego M3 „Grease Gun”, w którym to właśnie niska szybkostrzelność teoretyczna ma prowadzić do dobrej celności ognia seryjnego. McCollum stawia też tezę że przeciętna szybkostrzelność teoretyczna może mieć negatywny wpływ na celność podczas prowadzenia ognia seriami. Przy czym wątpię aby Ian McCollum znał język polski, stąd też uważam że człowiek ten nie stawia ów tez poprzez powtarzanie ich za polską książką.

Szybkostrzelność a celność broni