Prestiż Marynarki Wojennej

Dziś wpis dość nietypowy- będzie to wpis o wojskowości, lecz nie o sprzęcie wojskowym, a o postrzeganiu marynarki wojennej. Otóż zdarzało mi się spotkać z tezą, zgodnie z którą w wielu krajach, służba w marynarce wojennej, uchodziła i uchodzi za bardziej prestiżową, od służby w wojskach lądowych. Jednocześnie jakiś czas temu przeczytałem książkę, która ową tezę zdaje się potwierdzać. Książką ta to Byłem kamikaze autorstwa Ryuji Nagatsuki. Otóż autor książki wspomina o pogardliwym określeniu zol, jakie stosowali studenci wobec żołnierzy zawodowych. Jednocześnie autor wspomina, że określenie zol było stosowane jedynie wobec tych żołnierzy zawodowych, którzy służyli w wojskach lądowych. Z książki wynika że żołnierze zawodowi służący w marynarce wojennej (a na pewno oficerowie służący w tej formacji) nie byli określani mianem zol. Poniżej fragment książki Byłem kamikaze:

 

„Zol” to była pogardliwa nazwa, którą studenci określali zawodowych wojskowych. Słowo to, pełne lekceważenia, wywodziło się z niemieckiego: „Soldat”…

 

…Chciałbym podkreślić, że pogardliwym mianem „zol” nazywaliśmy wyłącznie zawodowych wojskowych armii lądowej.

 

Na zakończenie, odnośnie książki Byłem kamikaze– książka została napisana przez człowieka, który był pilotem kamikaze, a który to wojnę przeżył. Nie ukrywam że pierwsza połowa książki nieprzesadnie mocno mi się spodobała. Co innego druga połowa książki- ta spodobała mi się znacznie bardziej. Ogólnie rzecz ujmując, nie żałuję że przeczytałem Byłem kamikaze.

Prestiż Marynarki Wojennej

PPK z systemem kierowania MCLOS- tor lotu pocisku

Dziś wpis o przeciwpancernych pociskach kierowanych (PPK), a konkretnie o PPK z systemem kierowania MCLOS (Manual Command to Line Of Sight, czyli po polsku kierowanie ręczne z wykorzystaniem metody trzech punktów). We wpisie poruszona zostanie problematyka toru lotu takiego pocisku. Wpis bazuje na pracy zatytułowanej Szkolenie operatorów przeciwpancernych pocisków kierowanych. Praca ta, wydana w 1967 roku jako dodatek do piątego numeru Przeglądu wojsk lądowych, została napisana przez podpułkownika dyplomowanego magistra Kazimierza Grzeszczaka.

Ujmując to innymi słowami, clou dzisiejszego wpisu to cytat z pracy Szkolenie operatorów przeciwpancernych pocisków kierowanych, przy czym cytat ten tyczy się toru lotu przeciwpancernego pocisku kierowanego, charakteryzującego się systemem kierowania MCLOS. Oto cytat ze wspomnianej pracy, z rozdziału zatytułowanego Charakterystyka optymalnego nawyku śledzenia w kierowaniu pociskiem bojowym:

 

Obserwacja strzelań prowadzonych z grupami eksperymentalnymi i kontrolnymi w większości wypadków potwierdziła założenie, że jeżeli operator miał ukształtowany optymalny nawyk śledzenia na trenażerze i podczas kierowania pociskiem bojowym stosował zasady teorii strzału, to trafiał w cel pierwszymi bojowymi pociskami.

Jednocześnie obserwacja operatorów dopuszczonych do strzelania po raz pierwszy dowiodła, że są oni niezmiernie zaangażowani pod względem emocjonalnym. To emocjonalne zabarwienie czynności śledzenia pocisku bojowego ma negatywny wpływ na większość operatorów, zwłaszcza podczas kierowania pierwszym pociskiem.

Posługując się rysunkiem 10, na którym przedstawiono wykresy optymalnych sposobów śledzenia podczas strzelania pociskiem bojowym, spróbujemy przedstawić psychologiczną analizę czynności śledzenia operatora.

ppk_tor_lotu_m

[aby zobaczyć rysunek w większej rozdzielczości, należy kliknąć tutaj– przypis autora bloga]

Na rysunku 10a pokazano idealny sposób kierowania pociskiem wykluczający wypadek zetknięcia się pocisku z ziemią. Operator w tym wypadku sterowałby pociskiem na wysokości wykluczającej zetknięcie się pocisku z ziemią i obniżałby go do linii celowania tuż przed celem. Wymagałoby to od operatora znajomości odległości pocisku od celu w każdym punkcie toru lotu. A to przekracza jego możliwości. Dlatego takiego sposobu naprowadzenia nie można zastosować.

Na rysunku 10b, c, d przedstawiono najdoskonalsze sposoby naprowadzenia pocisku na różne odległości. Sposoby te polegają na tym, że lot pocisku jest stopniowo obniżany, tak aby na linię celowania mógł wejść w określonym czasie. Od punktu P2 linii celowania pocisk jest naprowadzany metodą trzech punktów (oko-pocisk-cel) na tzw. odcinku bojowym (ataku). Sterując pociskiem na odcinku bojowym operator musi skupić uwagę i spokojnie kierować. Na tym odcinku istnieje największe prawdopodobieństwo zetknięcia się pocisku z ziemią.

Jest zrozumiałe, że z punktu widzenia możliwości psychicznych operatora odcinek naprowadzenia metodą trzech punktów powinien być jak najkrótszy. Ponadto obliczono, że prawdopodobieństwo zetknięcia się pocisku z ziemią zwiększa się wraz z upływem czasu lotu pocisku na linii celowania. Dlatego czas naprowadzania metodą trzech punktów na różnych odległościach strzelania będzie różny, co będzie się łączyło z koniecznością wykonywania przez operatora odpowiednich czynności śledzenia i oceny czasu lotu.

Podczas obserwowania strzelań pociskiem bojowym w wielu wypadkach stwierdzono u operatorów brak odporności psychicznej pod wpływem napięcia emocjonalnego w naprowadzeniu pocisku już na odcinku zbliżania do celu. Niektórzy pod wpływem złudzeń psychicznych dążyli do jak najszybszego sprowadzania pocisku na linię celowania (oko-pocisk-cel). Ponadto duże napięcie emocjonalne operatora doprowadziło do tego, że strzelanie takie kończyło się przeważnie uderzeniem pocisku w ziemię.

Operatorzy, którzy poznali technikę kierowania pociskiem bojowym i przestrzegali na odcinku zbliżania się do celu zasad kierowania nim w określonym czasie i na odpowiedniej wysokości, potrafili pocisk odpowiednio wystabilizować i płynnie wprowadzić na odcinek bojowy (ataku).

Jeden z operatorów, który w czasie strzelania trafił pierwszym pociskiem, powiedział:

 

„Pierwszy pocisk zaobserwowałem w środku górnego pola widzenia lunety celowniczej i spostrzegłem, że pocisk miarowo schodził w dół, dałem mu więc lekki sygnał do góry.

Pocisk po ułamku sekundy zareagował i wzniósł się się nieco do góry. Przez kilka sekund prowadziłem pocisk nad celem; był dokładnie zgrany z kierunkiem obserwacji.

Drugi pocisk prowadziłem w identyczny sposób”.

 

Z wypowiedzi tej wynika, że operator stosował dobrą technikę śledzenia pocisku bojowego, zapewniającą właściwe wykonanie zadania.

PPK z systemem kierowania MCLOS- tor lotu pocisku

Czołgowe mechanizmy skrętu i ich grupy- raz jeszcze

Dziś wpis na temat klasyfikacji czołgowych mechanizmów skrętu, a konkretnie na temat mechanizmów skrętu grupy pierwszej, drugiej i trzeciej. Co prawda napisałem już na ten temat wpis (link), ale uważam że nie zaszkodzi napisać coś jeszcze. Najpierw jednak wyjaśnię o co chodzi z owymi grupami mechanizmów skrętu (choć we wcześniejszym wpisie już to zrobiłem). Poniżej cytaty z pracy zatytułowanej Konstrukcja pojazdów gąsienicowych- układy przeniesienia mocy (autorzy: T. Koszycki, E. Kraszewski, J. Czerwonka, K. Malicki). Dodam że w poniższych cytatach zastosowano termin typ, zamiast terminu grupa. Czyli mamy nie grupę pierwszą mechanizmów skrętu, lecz typ pierwszy. Cytaty ilustrowane są rysunkami mojego autorstwa.

 

mech_skret_grupa_1

t y p   p i e r w s z y – są to mechanizmy, przy zastosowaniu których punkt zachowujący w czasie skrętu prędkość ruchu prostoliniowego (V0) znajduje się na wzdłużnej osi symetrii pojazdu. Do mechanizmów tego typu zalicza się wszystkie rodzaje mechanizmów różnicowych; prosty, podwójny, złożony i różnicowe mechanizmy skrętu o podwójnym doprowadzeniu mocy.

 

 

mech_skret_grupa_2

t y p   d r u g i – są to mechanizmy, przy zastosowaniu których punkt zachowujący w czasie skrętu prędkość ruchu prostoliniowego (V0) znajduje się na osi gąsienicy wyprzedzającej [wyprzedzająca, czyli ta która podczas skrętu porusza się z większą prędkością- przypis autora bloga]. Rozróżnia się następujące mechanizmy skrętu tego typu- sprzęgła boczne, jedno- i dwustopniowe planetarne mechanizmy skrętu oraz planetarne mechanizmy skrętu o podwójnym doprowadzeniu mocy.

 

mech_skret_grupa_3b

t y p   t r z e c i – są to mechanizmy, przy zastosowaniu których punkt zachowujący prędkość ruchu prostoliniowego przemieszcza się na zewnątrz osi gąsienicy wyprzedzającej. Taką właściwość posiadają pojazdy wyposażone w elektromechaniczny UPM [Układ Przeniesienia Mocy- przypis autora bloga] oraz hydromechaniczny z zastosowaniem oddzielnego napędu na gąsienice za pośrednictwem przekładni hydrostatycznych.

 

Na bazie powyższych cytatów można by wywnioskować, że mechanizmy skrętu grupy pierwszej są bezsprzecznie lepsze, od mechanizmów skrętu grupy drugiej, bowiem w przypadku mechanizmów skrętu grupy pierwszej, podczas wykonywania skrętu, środkowa część kadłuba pojazdu porusza się tak samo szybko, jak podczas jazdy na wprost. Czyli zasadniczo pojazd nie zwalnia podczas wykonywania skrętu. Natomiast w przypadku mechanizmów skrętu grupy drugiej, podczas wykonywania skrętu, środkowa część kadłuba pojazdu porusza się wolniej, względem jazdy na wprost. Czyli pojazd zwalnia podczas wykonywania skrętu. Jednak rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Otóż mechanizmy skrętu grupy drugiej mają pewną zaletę- w przypadku mechanizmów skrętu grupy drugiej, obciążenie silnika podczas wykonywania skrętu, zasadniczo jest mniejsze, niż w przypadku mechanizmów skrętu grupy pierwszej. Poniżej tabela z książki Teoria ruchu pojazdu gąsienicowego (autor: Zbigniew Burdziński):

 

mech_skretu_grupy_tab_m

Tabela odnosząca się obciążenia silnika podczas wykonywania skrętu w pojazdach z mechanizmem skrętu grupy pierwszej i w pojazdach z mechanizmem skrętu grupy drugiej. Jak widać, mechanizmy skrętu należące do grupy drugiej, wypadają lepiej.

 

Poniżej cytat z pracy Konstrukcja pojazdów gąsienicowych- układy przeniesienia mocy:

Jeśli chodzi o wybór typu mechanizmy skrętu, to lepsze właściwości zapewniają mechanizmy różnicowe [czyli mechanizmy grupy pierwszej- przypis autora bloga], gdyż większa jest prędkość kątowa skrętu, prowadzi to jednak do zwiększenia mocy potrzebnej silnika, w porównaniu z mechanizmami drugiego typu. Dlatego mechanizmy skrętu typu różnicowego należy stosować w pojazdach o dużej mocy jednostkowej silnika.

 

Nadmienię że w mojej ocenie, mechanizmy skrętu grupy drugiej, mogą charakteryzować się mniejszym obciążeniem silnika podczas wykonywania skrętu, ze względu na siłę bezwładności. To znaczy, w przypadku czołgu z mechanizmem skrętu grupy drugiej, jego kadłub podczas wykonywania skrętu porusza się wolniej, niż podczas jazdy na wprost. Czyli siła bezwładności kadłuba pomaga pokonać opory ruchu, jakie występują podczas wykonywania skrętu. Natomiast w przypadku czołgu z mechanizmem skrętu grupy pierwszej, środkowa część kadłuba wozu porusza się tak samo szybko podczas wykonywania skrętu, jak podczas jazdy na wprost. Czyli w wozie z mechanizmem skrętu należącym do grupy pierwszej kadłub nie zwalnia podczas wykonywania skrętu, stąd też siła bezwładności kadłuba nie pomaga pokonać oporów ruchu, występujących podczas wykonywania skrętu.

Dodam że sytuacja, w której siła bezwładności kadłuba, pomaga pokonać oporu ruchu, występujące podczas wykonywania skrętu, wydaje się tym bardziej pożądana, że w pojeździe gąsienicowym oporu ruchu są wyraźnie większe podczas wykonywania skrętu, niż podczas jazdy na wprost. Poniżej cytat z pracy Konstrukcja pojazdów gąsienicowych- układy przeniesienia mocy:

 

Skręt pojazdów gąsienicowych realizuje się drogą zmiany prędkości względnych gąsienic. Podczas skrętu wzdłużne osie gąsienic nie zmieniają swej równoległości wzajemnej i położenia względem kadłuba pojazdu, a zatem muszą się przemieszczać po podłoży w kierunku poprzecznym. Wskutek tego w czasie skrętu działają na pojazd oprócz oporów ruchu prostoliniowego znaczne opory skrętu. Szczególnie duże opory, kilkakrotnie przewyższające opory ruchu prostoliniowego, działają w czasie skrętu na darnistym podłożu, kiedy oprócz tarcia występują opory powodowane odkształcaniem, ścinaniem i nagarnianiem gruntu przez gąsienice.

 

Na koniec jeszcze pewna uwaga. Otóż mam wrażenie że w pojazdach gąsienicowych z mechanizmem skrętu należącym do grupy pierwszej, zazwyczaj mamy do czynienia z mechanizmem skrętu pod postacią jednego urządzenia, które to współpracuje z obiema gąsienicami. Przykładowo, w amerykańskim czołgu M4 Sherman mamy w sumie jedno urządzenie zwane w polskiej terminologii podwójnym mechanizmem różnicowym (w terminologii anglojęzycznej Controlled differential bądź też Cletrac differential), które współpracuje zarówno z lewą, jak i z prawą gąsienicą. Natomiast w pojazdach z mechanizmem skrętu należącym do grupy drugiej, mechanizm skrętu zazwyczaj występuje pod postacią dwóch oddzielnych urządzeń, z których jedno urządzenie współpracuje z lewą gąsienicą, a drugie z prawą gąsienicą. Przykładowo, radziecki czołg średni T-34 ma mechanizm skrętu bazujący na sprzęgłach bocznych. Czyli mamy jedno sprzęgło boczne odpowiedzialne za lewą gąsienicę i drugie sprzęgło boczne odpowiedzialne za prawą gąsienicę.

 

 

Czołgowe mechanizmy skrętu i ich grupy- raz jeszcze

PPS-43 w wersji na nabój pośredni wzór 43

PPS naboj posredni

Powyżej zdjęcie mające przedstawiać skonstruowaną przez Aleksieja Sudajewa broń na nabój pośredni 7,62 mm wzór 43 (7,62×41 mm), bazującą na pistolecie maszynowym PPS-43. Zdjęcie pochodzi z artykułu „Zapomniani rywale Kałasznikowa”, zamieszczonego w magazynie „Broń i Amunicja”.

 

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a konkretnie o radzieckiej konstrukcji strzelającej nabojem pośrednim wzór 43. Ale do rzeczy- otóż podczas drugiej wojny światowej Sowieci doszli do wniosku, że potrzebują broni strzelającej nabojem pośrednim (nabój pośredni to nabój silniejszy niż pistoletowy, ale słabszy niż karabinowy). W ZSRR rozpoczęto więc prace nad amunicją pośrednią i bronią do niej dostosowaną. Wśród radzieckich konstruktorów pracujących nad bronią do naboju pośredniego był Aleksiej Iwanowicz Sudajew, który to opracował wcześniej pistolet maszynowy PPS-42 i jego unowocześnioną wersję, PPS-43.

 

Wśród strzelających nabojem pośrednim konstrukcji Aleksieja Sudajewa, dość dobrze opisany jest prototypowy karabinek automatyczny AS-44 (Awtomat Sudajewa) wraz z jego unowocześnioną wersją, OAS (Obligacziennyj Awtomat Sudajewa). Jednak zgodnie z artykułem Zapomniani rywale Kałasznikowa (magazyn: Broń i Amunicja, numer: Wrzesień-Październik 2007, autorzy: Adam Górecki i Zbigniew Górecki), przed AS-44 było coś jeszcze konstrukcji Sudajewa, dostosowane do naboju pośredniego. Tym czymś miała być strzelające nabojem pośrednim wzór 43 prototypowa broń, bazująca na pistolecie maszynowym PPS-43. Owa skonstruowana przez Sudajewa broń, miała działać tak jak pierwowzór- czyli działać na zasadzie odrzutu zamka swobodnego. Zastosowanie zamka swobodnego w broni strzelającej nabojem pośrednim nie wydaje się dobrym rozwiązaniem- nabój pośredni jest zdecydowanie silniejszy od pistoletowego, stąd też konieczność zastosowania zamka swobodnego charakteryzującego się dużą masą. Natomiast duża masa zamka może negatywnie wpływać na masę broni, celność podczas strzelania seriami i żywotność broni.

 

W sumie niewiele wiadomo na temat owej swobodnozamkowej konstrukcji Sudajewa, strzelającej nabojem pośrednim 7,62 mm wzór 43. Na pewno broń strzelała tym wcześniejszym nabojem pośrednim noszącym oznaczenie wzór 43, czyli nabojem 7,62×41 mm. Nabój ten nie był produkowany na skalę masową, w odróżnieniu od późniejszego naboju pośredniego noszącego oznaczenie wzór 43, czyli naboju 7,62×39 mm (Sowieci mieli dwa wzory naboju pośredniego występujące pod oznaczeniem 7,62 mm wzór 43). Oto co na temat swobodnozamkowej broni Sudajewa strzelającej nabojem wzór 43 można znaleźć w artykule Zapomniani rywale Kałasznikowa:

 

Pierwszy karabinek automatyczny Sudajewa z przełomu 1943/1944, będący powiększoną wersją pistoletu maszynowego PPS-43, z cięższym swobodnym zamkiem, drewnianą kolbą i magazynkiem na 30 naboi [cytowany tekst stanowił podpis pod zdjęciem- przypis autora bloga].

 

konstruktor ten [Sudajew- przypis autora bloga] jako jedyny miał doświadczenie w budowie automatów na nabój wz.1943, gdyż kilka miesięcy wcześniej skonstruował karabinek stanowiący powiększoną wersję swojego pistoletu maszynowego PPS-43, z cięższym swobodnym zamkiem, drewnianą kolbą i magazynkiem na 30 naboi.

 

Powyższe dwa cytaty w sumie niewiele mówią odnośnie mutacji pistoletu maszynowego PPS-43 do naboju pośredniego wzór 43. Na zakończenie dodam że oprócz przebudowanego PPS-43, istniała jeszcze co najmniej jedna radziecka broń strzelająca nabojem wzór 43, która to działała na zasadzie odrzutu zamka swobodnego. Mam na myśli prototypowy Awtomat Szpagina, skonstruowany przez Georgija Szpagina (konstruktor pistoletu maszynowego PPSz-41, czyli Pepeszy). Awtomat Szpagina strzelał nabojem 7,62×41 mm i jak już wspomniano, działał na zasadzie odrzutu zamka swobodnego. Broń charakteryzowała się dużą masą (5,5 kg, sam zamek ważył 1,2 kg), słabą celnością i niewielką żywotnością (Awtomat Szpagina przestał działać po oddaniu 315 strzałów).

 

Awtomat Szpagina

Awtomat Szpagina, czyli kolejna broń zbudowana na zasadzie „nabój pośredni 7,62 mm wzór 43 plus zamek swobodny”.

 

 

 

PPS-43 w wersji na nabój pośredni wzór 43

Czołgowe zbiorniki paliwa- zagrożenie pożarowe

Dziś wpis na temat czołgowych zbiorników paliwa- a konkretnie na temat tego jak duże zagrożenie dla czołgu i jego załogi, stanowią zbiorniki paliwa, w razie przebicia pancerza wozu. Jak już pisałem w jednym z moich wpisów (link), niektóre czołgi mają wewnętrzne zbiorniki paliwa znajdujące się poza przedziałem napędowym. Ujmując to innymi słowami- w niektórych czołgach zbiorniki paliwa umieszczone są we wnętrzu przedziału załogi. Przykładowo, w radzieckim czołgu średnim T-34 z okresu drugiej wojny światowej, część zbiorników paliwa umieszczona była po bokach przedziału bojowego. Jednocześnie te zbiorniki paliwa, które umieszczono po bokach przedziału bojowego, oddzielono od załogi jedynie lekką, niepancerną blachą (falszburtą). Poniżej rysunek przedstawiający zbiorniki paliwa czołgu T-34:

T-34-76_zbiorniki

Układ paliwowy czołgu T-34. Zbiorniki czerwone i żółte znajdują się po bokach przedziału bojowego. Zbiorniki zielone umieszczone są we wnętrzu przedziału napędowego.

 

Kolejny czołg który miał wewnętrzne zbiorniki paliwa umieszczone między innymi poza przedziałem napędowym, to radziecki czołg ciężki IS-2 z okresu drugiej wojny światowej. W czołgu IS-2, we wnętrzu przedniej części kadłuba (przedział kierowania), umieszczono dwa zbiorniki paliwa. Poniżej rysunek przedstawiający zbiorniki paliwa czołgu IS-2:

IS-2_zbiorniki_blog

Układ paliwowy czołgu IS-2. Zbiorniki koloru czerwonego znajdują się we wnętrzu przedziału kierowania. Zbiornik koloru zielonego umieszczony został we wnętrzu przedziału napędowego.

 

Zbiorniki paliwa umieszczone we wnętrzu przedziału załogi, to możliwość zbudowania mniejszego pojazdu, a tym samym pojazdu o lepszym stosunku masy do poziomu ochrony pancernej. Z drugiej jednak strony, jest to rozwiązanie kontrowersyjne z punktu widzenia palności wozu w razie przebicia pancerza. Ot, jeżeli pancerz zostanie przebity, to najlepiej aby wszystkie wewnętrzne zbiorniki paliwa były we wnętrzu przedziału napędowego.

Jakiś czas temu, w książce Wozy bojowe LWP 1943-1983 (autor: Janusz Magnuski, wydawnictwo MON), znalazłem fragment który opisuje dzieje czołgu T-34 (T-34-76), znajdującego się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. We fragmencie tym opisany został między innymi pożar zbiornika paliwa tego wozu, jaki wystąpił po przebiciu pancerza. Oto fragment książki:

 

W nocy z 2 na 3 marca uczestniczył w atakach na Żabinek i tu został trafiony z boku „Panzerfaustem”, który przebił pancerz i trafił w zbiornik paliwa. Czołg zapalił się, ale załoga zdołała ugasić pożar i wycofać się do swoich. Czołg oddano do remontu, który w warunkach polowych trwał dość długo, tak że maszyna powróciła do macierzystej jednostki w początkach maja 1945 roku.

 

Z powyższego cytatu można wywnioskować że w wyniku przebicia pancerza, zbiornik paliwa może się zapalić, nawet jeśli jest napełniony olejem napędowym (paliwo to uchodzi za bezpieczniejsze od benzyny- choć można dyskutować czy słusznie). Ergo, cytat ten potwierdza tezę, że z punktu widzenia palności wozu po trafieniu, rozmieszczenie zbiorników jest ważniejsze od rodzaju paliwa. Z drugiej jednak strony, zgodnie z powyższym cytatem, załoga zdołała ugasić pożar. Co wskazuje że być może pożar paliwa jest mniej groźny od pożaru amunicji armatniej (z tego co wiem nie da się ugasić pożaru amunicji armatniej przy pomocy zwykłej, ręcznej gaśnicy).

 

Poniżej kolejny cytat tyczący się pożaru czołgowych zbiorników paliwa. Tym razem jest to cytat z rosyjskiej Wikipedii, a konkretnie cytat z artykułu o czołgu ciężkim IS-2 (link). Oto cytat:

 

Dokument ten potwierdza, że bezpieczeństwo pożarowe IS-2 pogorszyło umieszczenie wyżej wymienionych zbiorników paliwa w przedziale załogi wozu, co częściowo zostało skompensowane niższą palnością oleju napędowego w porównaniu z benzyną. Również raporty z frontowych części wskazują, że pożar IS-2 został ugaszony przez jego własną załogę przy pomocy zwykłej gaśnicy tetrowej. Należy zauważyć, że gaszenie należy przeprowadzać w maskach przeciwgazowych- przedostając się na gorące powierzchnie, czterochlorek węgla zostaje częściowo utleniony do fosgenu, który jest silną trującą substancją duszącą. Już w tym czasie w czołgach innych krajów zaczęto stosować bezpieczniejsze gaśnice na dwutlenek węgla. Podobnie jak inne czołgi tego czasu (z rzadkimi wyjątkami), IS-2 nie był przeciwwybuchowy, ze względu na umieszczenie amunicji w przedziale bojowym: wybuch amunicji gwarantował zniszczenie czołgu z całą załogą.

 

Czyli powyżej mamy kolejny cytat który wskazuje że z jednej strony zbiorniki mogły się zapalić w wyniku przebicia pancerza, a z drugiej strony można było je ugasić. Istnieje również bardzo ciekawy radziecki dokument (link), wskazujący że trafiony zbiornik paliwa mógł wybuchnąć. Zgodnie z zalinkowanym dokumentem, trafienie w pełny zbiornik paliwa, mogło być względnie bezpieczne (brak wybuchu zbiornika, a nawet brak zapalenie się paliwa). Jednocześnie przy częściowo napełnionym zbiorniku paliwa, zbiornik mógł wybuchnąć w wyniku trafienia. Zgodnie z dokumentem, najgroźniejszy współczynnik napełnienia zbiornika z punktu widzenia jego wybuchowości, to 10-15%. Ujmując to inaczej, jeśli zbiornik będzie napełniony w 10-15%, to wtedy ryzyko wybuchu zbiornika będzie największe. Zresztą, możliwe że o zalinkowanym radzieckim dokumencie zrobię oddzielny wpis.

Czołgowe zbiorniki paliwa- zagrożenie pożarowe

Ile osób może zmieścić się w czołgu?

Dziś wpis tyczący się pojemności czołgów, a konkretnie tego ile osób może wejść do czołgu. Nie będzie to wpis przesadnie rozbudowany, bowiem będzie bazował na jednym poście z forum internetowego Odkrywca. Ale do rzeczy, oto post użytkownika bonczek_hydroforgroup:

 

Szanowne Koleżanki i Koledzy !
O temperaturze rozpisywac się nie będę i możliwościach naszych czołgów jednak mogę z ręką na sercu napisac ile osób w nich się mieści bowiem studiując dawno dawno temu na WAT takie rekordy biliśmy.
Otóż do T34/85 który do dziś stoi na poligonie na Bemowie (ogólnodostepny) weszło nas 16 (szesnaście) osób do zamknięcia włazu
Do T55 albo T54 weszło nas 7 osób ale słyszałem że w jednej z jednostek koło Połczyna Zdroju weszło 8 osób (nam się nie udało)
Do T72 weszły 3 i nic więcej się nie udało
Pozdrawiam
bonczek

 

Post został oryginalnie zamieszczony w tym wątku- link. Dodam że post zamieszczony został w 2007 roku. Oczywiście, można dyskutować czy powinienem tworzyć wpis bazujący na jednym poście z forum internetowego, ale uważam że zacytowany powyżej post jest na tyle interesujący, że zasługuje na uwagę. Otóż wynika z niego że im młodszy radziecki czołg, tym mniej osób nadprogramowych może się do niego zmieścić. Czołg T-34-85 to wóz drugowojenny, który to oryginalnie miał załogę pięcioosobową. Zgodnie z zamieszczonym powyżej postem, do takiego pojazdu dało radę wejść 16 osób. Co daje aż 11 osób nadprogramowych! Tutaj nadmienię że czołgi T-34-85 eksploatowane w powojennej Polsce miały załogę zredukowaną do 4 osób, ale traktuję czołg T-34-85 jako wóz pięcioosobowy, bowiem jako taki został zaprojektowany. Czołg T-54 (bądź też jego unowocześniona wersja, T-55) to radziecki czteroosobowy czołg z wczesnego okresu zimnej wojny. Skoro do takiego pojazdu weszło 7 osób, to mamy jedynie 3 osoby nadprogramowe. Natomiast T-72 to radziecki wóz trzyosobowy z lat 70. Zgodnie z cytowanym postem, weszły do niego raptem 3 osoby, co nie daje żadnej osoby nadprogramowej.

 

Tutaj można zadać następujące pytanie- czy w takim razie im młodszy radziecki czołg, tym bardziej ciasny? Cóż, w mojej ocenie niekoniecznie. Jestem zdania że Sowieci projektowali swoje czołgi tak, aby w ich wnętrzu było jak najmniej pustej, niewykorzystanej przestrzeni. Jednocześnie uważam że Sowieci starali się eliminować pustą, niewykorzystaną przestrzeń, aby osiągnąć małe wymiary wozu, a tym samym uzyskać możliwie dobry stosunek masy do poziomu ochrony pancernej. W teście typu wepchnijmy do czołgu jak najwięcej osób, przestrzeń która standardowo pozostaje niewykorzystana, staje się przydatna. Jednocześnie owa przestrzeń niekoniecznie musi wpływać pozytywnie na komfort czołgistów. Ujmując to inaczej- możliwe że im młodszy radziecki czołg, tym mniej w jego wnętrzu pustej, niewykorzystanej przestrzeni. Jednak mała ilość pustej, niewykorzystanej przestrzeni, niekoniecznie musi oznaczać ciasne stanowiska członków załogi wozu.

Ile osób może zmieścić się w czołgu?

Awtomat Kałasznikowa- z peemu w karabinek

Dziś wpis o Awtomacie Kałasznikowa (AK), a konkretnie wpis na temat polskich oznaczeń tej broni. Otóż Kałasznikow jest w polskiej terminologii klasyfikowany jako karabinek automatyczny. Czy jednak Kałasznikow był od zawsze karabinkiem w polskim nazewnictwie? Okazuje się że nie. Otóż wiele lat temu Kałasznikow był w Polsce określany mianem pmK. Skrótowiec ten oznaczał pistolet maszynowy Kałasznikowa. Czyli wiele lat temu, w Polsce, Kałach figurował jako pistolet maszynowy (peem). Poniżej fragment polskiej instrukcji do Kałasznikowa– instrukcja z 1961 roku:

 

AK_pmK_m

 

Oznaczenie po jakimś czasie zmieniono na kbkAK, co znaczyło karabinek AK. Kiedy Kałasznikow został w Polsce przechrzczony z peemu na karabinek? Najpewniej miało to miejsce w latach 60. Uważam tak, bowiem w napisanej przez Michała Kochańskiego książce, zatytułowanej Współczesna broń strzelecka, Awtomat Kałasznikowa figuruje jeszcze jako pistolet maszynowy. Książka ta została wydana w 1963 roku. Jednocześnie w następnej wersji tej książki, zatytułowanej Broń strzelecka wojsk lądowych, Awtomat Kałasznikowa jest już karabinkiem. Broń strzelecka wojsk lądowych wydana została w 1968 roku.

Tutaj pewna uwaga odnosząca się do Kałasznikowów z kolbą składaną. Otóż w ZSRR, karabinek AK z kolbą składaną, nosił oznaczenie AKS. Litera „S” miała oznaczać so składywajuszczimsja prikładom (ze składaną kolbą) bądź składnoj (składany). Jednocześnie, według posiadanych przeze mnie informacji, oznaczenie AKS nie było w Polsce stosowane na istotną skalę. Podobnie nie stosowano w Polsce oznaczenia pmKS. Ot, we wczesnej fazie eksploatacji Kałasznikowa w siłach zbrojnych PRL, pisano po prostu pistolet maszynowy Kałasznikowa z metalową kolbą składaną.

 

Kałasznikow to jednak nie tylko wersja zwykła, lecz również wersja zmodernizowana, zwana AKM. Przy czym litera „M” oznacza modernizirowannyj. AKM i jego odmiany od początku eksploatacji w ludowym Wojsku Polskim określane były mianem karabinek. Co ciekawe, o ile w przypadku zwykłego AK z kolbą składaną, oznaczenie AKS nie zyskało w Polsce popularności, to w przypadku AKM z kolbą składaną (AKMS), oznaczenie AKMS było w Polsce popularne.

 

W tym momencie ktoś może zadać następujące pytanie- ale czemu „Kałasznikow” najpierw nazywany był pistoletem maszynowym, a później karabinkiem? Cóż, karabinek Kałasznikowa to broń która łączy cechy pistoletów maszynowych i karabinów. Przykładowo, Kałasznikow strzela amunicją pośrednią. Jest to amunicja słabsza niż karabinowa (stosowana w karabinach), ale silniejsza niż pistoletowa (stosowana w pistoletach maszynowych). Ujmując to inaczej- pocisk wystrzelony z AK ma energię kinetyczną (energię wylotową) wynoszącą około 2000 jouli. Pocisk wystrzelony z pistoletu maszynowego ma około 500-600 jouli energii. Natomiast pocisk wystrzelony z karabinu może mieć energię kinetyczną wynoszącą ponad 3000 jouli. Zastosowanie amunicji pośredniej powoduje że strzelanie seriami z Awtomatu Kałasznikowa ma sens (gdyby AK strzelał amunicją karabinową, odrzut najpewniej był by zbyt duży, aby strzelanie seriami miało sens). Pod tym względem AK przypomina pistolety maszynowe. Jednocześnie amunicja pośrednia powoduje że Kałasznikow ma znacznie większą donośność skuteczną od pistoletów maszynowych- tak jak karabiny. Stąd też problemy terminologiczne.

 

Dodam że problemy terminologiczne związane z wprowadzeniem karabinka automatycznego (indywidualnej, samoczynno-samopowtarzalnej bądź samoczynnej broni, strzelającej nabojem pośrednim), występowały nie tylko w Polsce. Przykładowo, w okresie drugiej wojny światowej, niemieckie prototypowe karabinki automatyczne Mkb 42(W) i Mkb 42(H), miały w oznaczeniu litery „Mkb”, które znaczyły Maschinenkarabiner, co w języku polskim znaczy karabinek maszynowy. Produkowany seryjnie niemiecki drugowojenny karabinek automatyczny, początkowo nosił oznaczenie MP.43, które później zmieniono na MP.44. Litery „MP” oznaczały Maschinenpistole, czyli pistolet maszynowy. Ostatecznie nazwę broni zmieniono na StG.44, przy czym litery „StG” oznaczały Sturmgewehr, co można przetłumaczyć na karabin szturmowy. Dodam że termin Sturmgewehr stał się protoplastą anglojęzycznego terminu assault rifle, który to jest odpowiednikiem polskiego terminu karabinek automatyczny.

 

Na zakończenie, jeszcze nie tak dawno temu byłem przekonany, że obecnie nikt w Polsce nie pamięta oznaczenia pistolet maszynowy Kałasznikowa (pmK), poza miłośnikami broni strzeleckiej. Okazuje się jednak że nawet dzisiaj niektórzy oznaczenie to pamiętają. Poniżej współczesna wypowiedź Lecha Wałęsy, byłego prezydenta Polski:

 

Tego kto przysłał mi dziś 04-03-2019 r kulę [nabój od broni PMK z oświadczeniem że mam 7 dni życia jeśli się nie wycofam z działalności politycznej informuję że takie teksty tylko i wyłącznie mnie wzmacniają w dalszej działalności .Nigdy nikt mnie nie zastraszył i nie zastraszy .Do zobaczenia bohaterze.Ja tylko boję się PANA BOGA i trochę mojej żony .

 

W mojej ocenie, zastosowany przez Lecha Wałęsę termin „broni PMK”, najpewniej oznacza pmK, czyli pistolet maszynowy Kałasznikowa. Lech Wałęsa odbywał zasadniczą służbę wojskową w latach 1963-1965, czyli w czasach kiedy to oznaczenie pmK było w Polsce stosowane.

Awtomat Kałasznikowa- z peemu w karabinek