Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 3

Dziś kolejny wpis o kolorystyce pocisków smugowych Układu Warszawskiego. Jak dałem do zrozumienia w dwóch poprzednich wpisach (link oraz link), najprawdopodobniej nie jest prawdziwa popularna na zachodzie teza, zgodnie z którą w wojskach Układu Warszawskiego, dominowały pociski smugowe pozostawiające zieloną smugę. Cytowane we wcześniejszych wpisach polskie instrukcje obsługi, wskazują że w Układzie Warszawskim, popularne były pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego. Dziś kolejne polskie źródło z czasów istnienia Układu Warszawskiego, choć nie tylko. Ale do rzeczy, najpierw cytat z wydanej w 1972 roku pracy, zatytułowanej Podręcznik strzelca wyborowego:

 

Pociski smugowe (T-46) pozostawiają za sobą smugę światła czerwonego, widzianą w dzień i w nocy. Zasięg ich lotu wynosi co najmniej 1000 m.

 

No dobra, mamy kolejne polskie źródło z czasów PRL, wskazujące że w ludowym Wojsku Polskim używano pocisków smugowych, pozostawiających czerwoną smugę. Doszedłem jednak do wniosku że przydały by się informacje dotyczące innych armii Układu Warszawskiego niż ludowe Wojsko Polskie, po to aby mieć pewność że czerwone smugacze nie były jakimś polskim ewenementem w bloku wschodnim. Postanowiłem więc skontaktować się z pewną osobą, co do których wiedziałem, że służyła w innej armii Układu Warszawskiego, niż ludowe Wojsko Polskie.

 

Skontaktowałem się ze Stefanem Kotchem, autorem świetnej strony kotsch88. Stefan Kotsch służył w siłach zbrojnych Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), znanych jako Nationale Volksarmee (NVA). Dodam że jego strona to świetne źródło odnośnie urządzeń stosowanych w czołgach- znajdziemy na niej między innymi informacje o systemach kierowania ogniem, stabilizatorach i automatach ładujących. Zapytałem się Stefana Kotscha jakie jest jego zdanie o kolorystyce pocisków smugowych stosowanych w NVA. Oto co mi odpisał (cytuję za pozwoleniem Stefana Kotscha):

 

Oh, trudne pytanie po tak długim czasie. Jednak zdecydowanie nie były zielone. 7,62 mm i 5,45 mm z AK miały czerwone smugacze. To samo odnośnie amunicji 7,62 mm do PKT i 12,7 mm. 14,5 mm z 2Ch35 do armaty 125 mm również były czerwone. Może niektóre partie były nieco czerwonawe w kierunku żółtego. Jednak podstawowy kolor był prawdopodobnie całkiem czerwony. Zielony- nigdy.

 

Jak widać, zdaniem Stefana Kotscha, siły zbrojne NRD wykorzystywały amunicję smugową, pozostawiającą smugę koloru czerwonego. Dodam że występujące w powyższym cytacie oznaczenie 2Ch35, tyczy się lufy wkładkowej, umożliwiającej strzelanie amunicją 14,5×114 mm, z armaty czołgowej kalibru 125 mm. Urządzenie takie stosowano w celu zmniejszenia kosztów szkolenia.

Na zakończenie dodam że obecnie jestem praktycznie pewien, że w wojskach Układu Warszawskiego, dominowały pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego, a nie zielonego.

Reklamy
Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 3

M4 Sherman- pewna ciekawostka

Dziś wpis na temat czołgu M4 Sherman. Przy czym wpis ten tyczyć się będzie nie tylko Shermana jako takiego, ale też układu konstrukcyjnego w którym pierścień oporowy wieży ma większą średnicę od szerokości dolnej części kadłuba. Co prawda napisałem już wpis o zbliżonej tematyce (link), ale uznałem że nie zaszkodzi napisać coś jeszcze. Tak więc na początek, spójrzmy na poniższy rysunek:

p_oporowy_terminologia_2

Na rysunku zamieszczonym powyżej, widać przekrój poprzeczny czołgu. Jak widzimy, w wozie przedstawionym na rysunku, dolna część kadłuba ma mniejszą szerokość, względem górnej części kadłuba. Kolorem czerwonym zaznaczono te fragmenty górnej części kadłuba, które wystają poza zarys dolnej części kadłuba (ujmując to inaczej, kolorem czerwonym zaznaczono sponsony). Czołg zamieszczony na rysunku ma pierścień oporowy wieży o zbliżonej średnicy, do szerokości jaką ma dolna część kadłuba. Czyli pierścień oporowy nie ma średnicy większej niż wynosi szerokość dolnej części kadłuba.

 

Istnieją jednak czołgi, w których pierścień oporowy ma większą średnicę, względem szerokości dolnej części kadłuba. Taki czołg można zobaczyć na poniższym rysunku (czołg oznaczony cyfrą 4):

sponsony_2

Jednak co to wszystko ma wspólnego z czołgiem Sherman? Otóż Sherman to właśnie wóz który ma pierścień oporowy wieży o średnicy większej, względem szerokości dolnej części kadłuba. Czyli Sherman przypomina czołg numer 4 na zamieszczonym powyżej rysunku. Jednocześnie jestem skłonny uznać że duża wysokość górnej części kadłuba czołgu Sherman, mogła ułatwiać pełne wykorzystanie pierścienia oporowego, charakteryzującego się większą średnicą, względem szerokości dolnej części kadłuba.

 

Aby wyjaśnić o co mi chodzi, najpierw zamieszczam rysunek mający z zadanie symbolizować czołg, który z jednej strony ma pierścień oporowy wieży o średnicy większej, względem szerokości dolnej części kadłuba, ale który z drugiej strony ma mniejszą wysokość górnej części kadłuba, względem tego jak wysoka jest górna część kadłuba czołgu Sherman. Oto rysunek:

sherman_dzialon_zc_1_mod

Na powyższym rysunku mamy poprzeczny przekrój kadłuba i wzdłużny przekrój wieży- czyli tak jakby czołg miał lufę wycelowaną na godzinę 9. Jak widzimy, czołgista zaznaczony kolorem czerwonym (dowódca), wystaje swoim siedziskiem poza zarys dolnej części kadłuba. Jednocześnie widzimy że zarówno czołgista czerwony, jak i czołgista niebieski (działonowy), mają swoje stopy umieszczone w dolnej części kadłuba. Niebieska linia oznacza zarys kosza wieży. Poniżej rysunek przedstawiający mniej więcej to samo, lecz w widoku od góry:

sherman_dzialonowy_zc_2ms

Jak widzimy powyżej, czołgista czerwony (dowódca) oraz czołgista zielony (ładowniczy), wystają swoim siedziskiem poza zarys dolnej części kadłuba. Jednocześnie wszyscy czołgiści mają swoje stopy umieszczone we wnętrzu dolnej części kadłuba (stopy nie wystają poza zarys dolnej części kadłuba). Widoczne z przodu kadłuba dwie niewielkie białe sylwetki to kierowca i strzelec kadłubowego karabinu maszynowego- nie mają one jednak w naszych dzisiejszych rozważaniach istotnego znaczenia.

 

Powyższe dwa rysunki nie przedstawiają jednak sytuacji występującej w czołgu Sherman. Otóż Sherman miał zdecydowanie większą wysokość górnej części kadłuba, względem czołgu przedstawionego powyżej. Oto rysunek mający za zadanie przedstawiać czołg Sherman:

sherman_dzialon_sh_1

Spójrzmy na rysunek zamieszczony powyżej: widzimy przekrój poprzeczny kadłuba i przekrój wzdłużny wieży (lufa wycelowana na godzinę 9). Jak można zauważyć, nie dość że dowódca (czerwony) wystaje swoim siedziskiem poza zarys dolnej części kadłuba, to jednocześnie działonowy (niebieski) wystaje swoimi stopami poza zarys dolnej części kadłuba. Dzieje się tak, bowiem ze względu na dużą wysokość górnej części kadłuba, działonowy nie ma żadnej części swojego ciała umieszczonej w dolnej części kadłuba. Ot, zazwyczaj czołgista wieżowy ma górną część swojego ciała umieszczoną w wieży, środkową w górnej części kadłuba, a stopy umieszczone w dolnej części kadłuba. W Shermanie działonowy ma nawet stopy umieszczone w górnej części kadłuba. Poniżej rysunek mający przedstawiać to samo, tyle że widoczne od góry:

sherman_dzialonowy_sh_2m

Jak widać powyżej, siedzisko dowódcy (czołgista czerwony) i siedzisko ładowniczego (czołgista zielony) wystają poza zarys dolnej części kadłuba. Jednocześnie stopy działonowego (żołnierz niebieski) również wystają poza zarys dolnej części kadłuba.

 

Tutaj przydała by się jakaś konkluzja. Otóż moja konkluzja jest taka: uważam że duża wysokość górnej części kadłuba czołgu Sherman, ułatwiała pełne wykorzystanie jego pierścienia oporowego. Może i ułatwiała w nieznacznym stopniu, ale jednak ułatwiała.

 

 

M4 Sherman- pewna ciekawostka

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 2

Dziś kolejny wpis o amunicji smugowej stosowanej w wojskach Układu Warszawskiego. Jak dałem do zrozumienia w poprzednim wpisie, występuje na zachodzie powszechna opinia, zgodnie z którą w Układzie Warszawskim, wśród pocisków smugowych, dominowały takie, pozostawiające zieloną smugę. W poprzednim wpisie dałem też do zrozumienia, że owa powszechna na zachodzie opinia, nie jest w mojej ocenie zgodna z rzeczywistością. To znaczy, część amunicji smugowej używanej w Układzie Warszawskim, to najpewniej była amunicja pozostawiająca smugę biało-jasnozieloną, ale oprócz amunicji tego typu, w wojskach Układu Warszawskiego, na szeroką skalę wykorzystywano również pocisku smugowe, pozostawiające smugę czerwoną. W dzisiejszym wpisie zamieszczam kolejny dowód na to, że amunicja smugowa pozostawiająca czerwoną smugę, nie była w Układzie Warszawskim ewenementem.

 

Co jest jednak tym dowodem? Otóż jest nim wydana w 1962 roku instrukcja obsługi zatytułowana 14,5 mm PODWÓJNIE SPRZĘŻONY PRZECIWLOTNICZY KARABIN MASZYNOWY ZMODERNIZOWANY (PKMZ-2). Owa broń, oryginalnie oznaczona jako ZPU-2 (Zenitnaja Puliemiotnaja Ustanowka 2), to podwójnie sprzężony wielkokalibrowy karabin maszynowy KPW, strzelający nabojem 14,5×114 mm. Oto cytat ze wspomnianej instrukcji obsługi, odnoszący się do amunicji używanej w PKMZ-2:

 

14,5 mm  n a b o j e  z  p o c i s k i e m  PZ służą do niszczenia odkrytych celów naziemnych, zapalania budowli drewnianych, stogów siana lub słomy oraz innych łatwopalnych obiektów, paliwa znajdującego się w zbiornikach lub cysternach nie zabezpieczonych opancerzeniem w odległości do 1 500 m.

Pociski PZ dają czerwoną smugę, która jest widoczna zarówno w dzień, jak i w nocy. Długość smugi pocisku wynosi co najmniej 1 500 m.

 

Powyższy cytat zawiera wzmiankę o smudze koloru czerwonego, co wskazuje że amunicja smugowa pozostawiająca czerwoną smugę, była stosowana w Układzie Warszawskim. Widoczne w powyższym cytacie pogrubienie jest mojego autorstwa (oryginalnie pogrubienia nie było). Dodam że pocisk PZ (pocisk zapalający), zawiera w tylnej części smugacz, a w przedniej ładunek zapalający. We wnętrzu pocisku znajduje się również spłonka zapalająca i iglica. W chwili uderzenia pocisku w cel, pod wpływem siły bezwładności, iglica uderza w spłonkę zapalającą, a spłonka zapalająca powoduje zapłon ładunku zapalającego. Tym samym pocisk PZ to w sumie pocisk zapalająco-smugowy. Poniżej grafika przedstawiająca między innymi budowę pocisku PZ (grafika pochodzi z instrukcji obsługi do PKMZ-2):

 

KPWT_pociski_1_m

Od lewej: budowa pocisku BST oraz budowa pocisku PZ. Grafika pochodzi z instrukcji obsługi do przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2.

 

Teraz kolej na następny cytat z instrukcji obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2. Ten cytat również tyczyć się będzie amunicji używanej w tej broni. Oto cytat:

 

P o c i s k i  p r z e c i w p a n ce r n e  z a p a l a j ą c e  s m u g o w e  BZT i BST. Działanie przeciwpancerne i zapalające pocisków BZT i BST jest takie, jak pocisków B-32 i BS-41.

Masa zapalająca smugacza pocisku zapala się przy strzale od działania gazów prochowych. Po opuszczeniu przewodu lufy masa zapalająca zapala masę smugową, wskutek czego tworzy się smuga czerwona, widoczna w dzień i w nocy.

 

Jak widać powyżej, mamy kolejną wzmiankę o czerwonym kolorze smugi. Pogrubienie widoczne w powyższym cytacie znowu jest mojego autorstwa. Dodam że pociski BZT i BST, mają zarówno smugacz umieszczony w tylnej części pocisku, jak i ładunek zapalający znajdujący się w przedniej części pocisku. Ładunek zapalający zapala się od samego uderzenia pocisku w cel (pociski BZT i BST nie mają zapłonki i iglicy mającej ją zbić przy uderzeniu pocisku w cel). Oprócz smugacza i ładunku zapalającego, pociski BZT i BST mają również twardy rdzeń, mający za zadanie przebić lekki pancerz. Przy czym pocisk BZT ma rdzeń ze stali hartowanej, natomiast pocisk BST ma rdzeń spiekany. Poniżej grafika z instrukcji obsługi karabinu maszynowego PKMZ-2, grafika przedstawia między innymi budowę pocisku BZT (budowa pocisku BST przedstawiona została na wcześniejszej grafice):

 

KPWT_pociski_2_m

Od lewej: budowa pocisku B-32, budowa pocisku BS-41 oraz budowa pocisku BZT. Grafika z instrukcji obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2.

 

 

 

 

 

 

 

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 2

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 1

Dziś wpis o kolorystyce pocisków smugowych używanych w wojskach Układu Warszawskiego. Otóż jak powszechnie wiadomo, wśród różnych typów amunicji, istnieją pociski smugowe, pozostawiające za sobą widoczną smugę. Amunicja smugowa ułatwia korygowanie ognia. Smuga pozostawiana przez pocisk smugowy może być jakiegoś koloru- przykładowo, koloru czerwonego.

 

No właśnie- o ile pociski smugowe zawsze kojarzyły mi się ze smugą koloru czerwonego, to jednocześnie w anglojęzycznej części internetu, często natrafiałem na informację, zgodnie z którą w wojskach Układu Warszawskiego, wykorzystywano głównie pociski pozostawiające za sobą zieloną smugę. Informacja ta bardzo mnie zdziwiła, bowiem praktycznie wszyscy znani mi ludzie, którzy mieli do czynienia z bronią używaną w ludowym Wojsku Polskim, pamiętają smugi koloru czerwonego.

 

Jakiś czas temu postanowiłem zgłębić temat i okazało się że niektóre radzieckie pociski smugowe wykorzystywały azotan baru do generowania smugi. Smuga generowana przez azotan baru ma kolor który można opisać jako biało-jasnozielony. Lecz okazało się również, że oprócz pocisków pozostawiających smugę biało-jasnozieloną, Sowieci wykorzystywali także pociski pozostawiające smugę czerwoną. Więcej na ten temat w tej dyskusji na forum Militarium.net.

 

Doszedłem więc do wniosku że o ile faktycznie niektóre pociski używane w bloku wschodnim pewnie pozostawiały zielonkawą smugę, to jednocześnie taki kolor smugi nie był w Układzie Warszawskim regułą. Wręcz byłem przekonany że w Układzie Warszawskim dominowały pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego. Brakowało mi jednak jakiegoś mocnego akcentu. Dajmy na to, wydanej w PRL instrukcji obsługi karabinu, w której padało by stwierdzenie w stylu smuga jest koloru czerwonego. Jednak teraz taki mocny akcent znalazłem!

 

Co jest tym mocnym akcentem? Otóż ów mocny akcent to cytat z polskiej instrukcji obsługi, przeznaczonej do karabinka Kałasznikowa. Instrukcja została wydana w 1961 roku, pod tytułem INSTRUKCJA PIECHOTY. 7,62 mm PISTOLET MASZYNOWY KAŁASZNIKOWA (warto nadmienić że początkowo karabinek Kałasznikowa występował w Polsce pod nazwą 7,62 mm pistolet maszynowy Kałasznikowa, dopiero po jakimś czasie Kałacha przechrzczono na karabinek). Oto cytat ze wspomnianej instrukcji:

 

Naboje z pociskami zapalającymi przeznaczono są do zapalania materiałów pędnych (benzyny, nafty), znajdujących się w bakach żelaznych i cysternach o grubości ścianki do 3 mm oraz do zapalania dachów słomianych, stogów siana, suchej trawy na odległościach do 700 m.

Naboje z pociskami zapalającymi są zarazem pociskami smugowymi.

Pocisk w czasie lotu pozostawia za sobą smugę kolorową (czerwoną) dobrze widoczną w dzień i w nocy. Odległość pozostawiania smugi przez pocisk wynosi 700 m.

 

 

Widoczne w powyższym cytacie drugie pogrubienie jest mojego autorstwa (oryginalnie występowało jedynie pierwsze pogrubienie). Cytat ten wskazuje że miałem rację, twierdząc że w bloku wschodnim jak najbardziej używano amunicji smugowej pozostawiającej czerwoną smugę. Ergo, cytat ten potwierdza że nie należy utożsamiać amunicji smugowej Układu Warszawskiego ze smugą koloru zielonego. Skąd jednak wzięło się popularne na zachodzie, błędne przeświadczenie, zgodnie z którym amunicja smugowa bloku wschodniego, generowała praktycznie zawsze smugę koloru zielonego? Cóż, być może jakąś rolę odgrywał tu system oznaczeń amunicji. Otóż w armiach NATO pociski smugowe zasadniczo pozostawiają smugę koloru czerwonego, a jednocześnie w NATO pociski smugowe oznaczone są kolorem czerwonym. W Układzie Warszawskim pociski smugowe oznaczone były kolorem zielonym. Być może ktoś doszedł więc do następującego, błędnego wniosku: skoro u nas pociski smugowe są oznaczone kolorem czerwonym i pozostawiają czerwoną smugę, to pewnie kolor zielony na pociskach smugowych Układu Warszawskiego oznacza smugę koloru zielonego.

 

Na zakończenie dodam że zamieszczony we wpisie cytat tyczy się pocisku który można by opisać jako pocisk zapalająco-smugowy. To znaczy, idzie o pocisk który ma w tylnej części smugacz, a w przedniej części ładunek zapalający. Na poniższym rysunku pocisk tego typu oznaczony został cyfrą 4:

 

ak_pociski_typy_m

Rysunek z polskiej instrukcji obsługi karabinka Kałasznikowa, instrukcja z 1961 roku (oryginalnie „INSTRUKCJA PIECHOTY. 7,62 mm PISTOLET MASZYNOWY KAŁASZNIKOWA”). Pocisk zapalający (zapalająco-smugowy) oznaczony został cyfrą 4. Typowy pocisk smugowy oznaczony został cyfrą 2.

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 1

Działanie odłamkowe pocisków artyleryjskich

Dziś wpis o broni artyleryjskiej, a konkretnie o działaniu odłamkowym pocisków artyleryjskich. Napisałem już jeden wpis na ten temat (link), przy czym ów wpis tyczył się wpływu kąta upadku pocisku artyleryjskiego, na jego działanie odłamkowe. Dzisiejszy wpis tyczyć się będzie innych czynników mających wpływ na działanie odłamkowe pocisku. Wpis bazuje na pracy zatytułowanej Podręcznik artylerii, tom I (autor: A. D. Blinow, Wydawnictwo MON, 1953 rok). Informacje zawarte we wpisie odnoszą się przede wszystkim do amunicji odłamkowo-burzącej.

 

Jeden z czynników mających wpływ na działanie odłamkowe pocisku to ilość zdolnych do rażenia odłamków. Zgodnie z Podręcznikiem artylerii, aby odłamek został uznany za skuteczny, musi mieć on masę co najmniej 5 gram i energię kinetyczną wynoszącą co najmniej 10 kilogramometrów (kGm) w chwili uderzenia odłamka w cel. Tym samym minimalna prędkość odłamka o masie 5 gram, powinna wynosić 200 metrów na sekundę. Zgodnie z pracą Blinowa, pocisk kalibru 76 mm, daje 1000 bądź więcej odłamków, lecz bardzo duża część z nich to odłamki zbyt małe i lekkie, aby być skutecznymi (małe i lekkie odłamki szybko tracą swoją prędkość). Poniżej tabela zamieszczona oryginalnie w Podręczniku artylerii:

 

Blinow_odlamki_1

Ilość zdolnych do rażenia odłamków w zależności od kalibru. Tabela pochodzi z pracy zatytułowanej „Podręcznik artylerii”.

 

 

Kolejny czynnik mający wpływ na działanie odłamkowe pocisku, to głębokość leja. Im głębszy lej, tym słabsze jest działanie odłamkowe pocisku. Ot, przy głębokim leju spora część odłamków utyka w ścianach leja, natomiast przy leju płytkim, odłamki rozlatują się na boki, rażąc cele. Zgodnie z Podręcznikiem artylerii, najlepsze działanie odłamkowe pocisku uzyskuje się przy głębokości leja nie większej niż 20-25 centymetrów. Przy leju o głębokości 35-40 centymetrów, rażenie odłamkowe spada prawie dwukrotnie. Przy leju o głębokości 50 centymetrów bądź większej, rażenie odłamkowe jest minimalne. Poniżej grafika z Podręcznika artylerii:

 

Blinow_odlamki_2

Grafika zamieszczona oryginalnie w „Podręczniku artylerii” Blinowa. Zgodnie z grafiką, im głębszy lej, tym słabsze działanie odłamkowe.

 

 

Następny czynnik mający wpływ na działanie odłamkowe pocisku, to odstęp wybuchu. Odstęp wybuchu, czyli odległość pomiędzy celem, a miejscem wybuchu pocisku. Wygenerowane ze skorupy pocisku odłamki mają nieregularny kształt, stąd też szybko tracą szybkość, a tym samym zdolność rażenia. Zgodnie z pracą Blinowa, przyjmuje się że zdolne do rażenia są wszystkie odłamki przebijające deskę sosnową o grubości 2,5 centymetra i połowa odłamków które utkną w ów desce sosnowej. Poniżej tabela z Podręcznika artylerii– tabela tyczy się pocisku odłamkowo-burzącego kalibru 76 mm, przy założeniu że zapalnik ustawiony został na działanie natychmiastowe.

 

Blinow_odlamki_3

Tabela z „Podręcznika artylerii”, tycząca się tego jak odstęp wybuchu (odległość pomiędzy miejscem wybuchu pocisku a celem) wpływa na działanie odłamkowe pocisku.

 

Tutaj warto wspomnieć o dwóch pojęciach: pierwsze to powierzchnia całkowitego rażenia odłamkami, drugie to powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami. Powierzchnia całkowitego rażenia odłamkami to powierzchnia, na której wybuch jednego pocisku, powoduje trafienie odłamkami co najmniej 90 procent celów, znajdujących się na ów powierzchni. Natomiast powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami to powierzchnia, na której wybuch jednego pocisku, powoduje trafienie odłamkami co najmniej 50 procent celów, znajdujących się na tej powierzchni. Stąd też powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami jest większa od powierzchni całkowitego rażenia odłamkami. Poniżej rysunek przedstawiający powierzchnię całkowitego rażenia odłamkami i powierzchnię skutecznego rażenia odłamkami, w zależności od kalibru pocisku:

 

Blinow_odlamki_4

Kolejny rysunek z „Podręcznika artylerii”, tym razem rysunek przedstawia powierzchnię całkowitego rażenia odłamkami i powierzchnię skutecznego rażenia odłamkami, dla pocisków różnych kalibrów.

 

Poniżej kilka wniosków odnoszących się do działania odłamkowego pocisków. Wnioski te bazują na Podręczniku artylerii:

-Pocisk razi odłamkami bardziej wszerz (lewo-prawo) niż wgłąb (przód-tył). Zgodnie z pracą Blinowa, stosunek głębokości rażenia odłamkowego do szerokości rażenia odłamkowego, wynosi 1:2 dla armat i 1:3 dla haubic. Ujmując to inaczej- przy pocisku armatnim, powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami, powinna być 2 razy szersza, niż dłuższa. Natomiast przy pocisku haubicznym, powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami, powinna być 3 razy szersza, niż dłuższa.

-Powierzchnia, na której istnieje jakakolwiek szansa, że jakiś odłamek razi skutecznie cel, jest wielka, lecz nie ma ona znaczenia przy obliczaniu skuteczności rażenia odłamkami. Ujmując to innymi słowami- niektóre odłamki są w stanie skutecznie razić cele znajdujące się poza powierzchnią określaną jako powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami.

-Im twardsza gleba, tym bardziej skuteczne działanie odłamkowe. Twarda gleba sprzyja małej głębokości leja, a im płytszy lej, tym bardziej skuteczne działanie odłamkowe pocisku.

-Aby zwiększyć skuteczność działania odłamkowego pocisku, pocisk powinny mieć zapalnik ustawiony na działanie natychmiastowe. Zapalnik ustawiony na działanie natychmiastowe sprzyja małej głębokości leja, a mała głębokość leja sprzyja skutecznemu działaniu odłamkowemu.

-Duży kąt upadku pocisku (stromy tor lotu) zwiększa skuteczność działania odłamkowego. Stąd też aby zwiększyć skuteczność działania odłamkowego pocisku, należy prowadzić ogień przy jak najmniejszym ładunku miotającym (haubice i moździerze mogą wykorzystywać ładunki miotające różnej mocy).

 

Na zakończenie- cytat z Podręcznika artylerii:

Odłamki pocisku moździerzowego dają skuteczne rażenie w granicach kręgu o promieniu 25 m od miejsca wybuchu dla 120 mm pocisku, 20 m – dla 107 mm, 18 m- dla 82 mm pocisku, całkowite – w granicach kręgu o promieniu w przybliżeniu dwukrotnie mniejszym.

Jeżeli będziemy strzelali z haubic przy kątach podniesienia ponad 45°, rozlatywanie się odłamków także zbliży się do kręgu i powierzchnia, zarówno skutecznego jak też całkowitego rażenia odłamkami zwiększy się półtora, dwa i więcej razy w porównaniu z podaną na rys. 248 – 251.

 

 

 

 

Działanie odłamkowe pocisków artyleryjskich

Kałasznikow a Garand

Dziś wpis o genezie powstania karabinka Kałasznikowa, czyli popularnego Awtomatu Kałasznikowa (AK). Otóż wśród osób nieprzesadnie mocno zainteresowanych bronią strzelecką, do dzisiaj można spotkać się z tezą, jakoby Michaił Kałasznikow skopiował niemiecki karabinek automatyczny StG.44 (Sturmgewehr 44), wprowadzony do uzbrojenia niemieckich sił zbrojnych w okresie drugiej wojny światowej. Osoby które mocniej siedzą w temacie, często zdają sobie jednak sprawę z tego, że teza ta nie jest prawdziwa. Powiem więcej- jak się przyjrzeć konstrukcji karabinka AK, można dojść do wniosku, że pod względem budowy mechanizmów wewnętrznych, bardziej przypomina on amerykański karabin samopowtarzalny M1 Garand z okresu drugiej wojny światowej, niż niemieckiego Sturmgewehra. Poniżej zamieściłem cytat z artykułu Pochodzenie karabinka AK. Dodam że artykuł ten, autorstwa Bogusława Trzaskały, dostępny jest w sieci, na stronie Militech- link.

 

Domyślać się należy, że Kałasznikow dostał do ręki karabin Garanda, który trafił do ZSRR w drodze międzysojuszniczej wymiany sprzętu, przeanalizował jego konstrukcję i dostrzegł zalety oraz możliwość przekonstruowania i udoskonalenia zespołu ruchomego. Karabinek AK, odmiennie od M1 Garand, ma układ nowoczesny, gdzie suwadło znajduje się w zamkniętej komorze zamkowej z tyłu broni. Dzięki umieszczeniu komory gazowej nad, a nie pod lufą, nie ma potrzeby, by suwadło obchodziło magazynek z boku, jak dzieje się to w M1, czy też z obu boków jak w karabinie Maroszka czy klonach karabinu maszynowego BAR.

Można by było mieć wątpliwości, co do powiązań rodzinnych między Garandem, a AK, ale sposób zasilania karabinka Kałasznikowa z 1944, którego mechanizm ryglowy i zespół ruchomy po dalszych, drugorzędnych zmianach został zastosowany w AK, zdradza to już na pierwszy rzut oka! Powyższego w żadnym razie nie należy rozumieć jako skopiowania amerykańskiej broni.

Rozwiązania szczegółowe M1 Garanda i karabinka z 1944 są odmienne, nawet w obrębie zespołu ruchomego, i można mówić można jedynie o silnej inspiracji w zakresie układu zasadniczych elementów zamka i suwadła. Zespół ruchomy Kałasznikowa jest bez wątpienia znacznie bardziej nowoczesny i nie należy się dziwić, że po zmianach niektórych elementów został zastosowany w AK, a następnie zrobił wielką światową karierę (w karabinie maszymowym PK i karabinkach Valmet czy Galil, a z pewnymi zmianami w karabinkach SG 55x, AR70/90 czy w karabinku maszynowym Minimi).

 

W powyższym cytacie można zauważyć że autor artykułu, analizując konstrukcję karabinka Kałasznikowa, doszedł do wniosku, że Michaił Kałasznikow, przed skonstruowaniem swojej broni, zapoznał się z karabinem Garanda. Czy jest jednak jakieś źródło potwierdzające tezę autora artykułu? Okazuje się że tak- ów źródło to sam Michaił Kałasznikow! Poniżej cytat z książki Moje życie jak krótka seria, która to jest wywiadem-rzeką z Michaiłem Kałasznikowem. Cytat ten tyczy się prototypowego karabinka samopowtarzalnego Kałasznikowa, który choć nie został wprowadzony do uzbrojenia, to stanowił punkt wyjścia podczas prac nad karabinkiem automatycznym, który to został wprowadzony do uzbrojenia jako AK:

 

Zainspirowałem się amerykańską strzelbą garand, nabijaną automatycznie. Oryginalność mojego projektu polegała na włączeniu w jego budowę mechanizmu do odrzucania pustych nabojów, z kilkoma modyfikacjami. Rezultat był niezły.

 

Muszę zaznaczyć że choć w powyższym cytacie mowa jest o strzelbie garand, to jestem pewien że chodzi tak naprawdę o karabin samopowtarzalny M1 konstrukcji Garanda. Najpewniej tłumacz książki nie miał dużej wiedzy na temat broni strzeleckiej, stąd też karabin Garanda stał się w polskiej wersji językowej strzelbą.

 

 

Kałasznikow a Garand