Czołgowa amunicja odłamkowo-burząca

Dziś wpis o broni pancernej, a konkretnie o używanej w armatach czołgowych amunicji odłamkowo-burzącej. Ale do rzeczy- otóż można przyjąć że podczas drugiej wojny światowej czołgi prowadziły ogień ze swojej armaty zarówno amunicją przeciwpancerną, jak i amunicją odłamkowo-burzącą. Amunicja przeciwpancerna służyła do zwalczania wrogich czołgów i innych pojazdów pancernych, natomiast amunicja odłamkowo-burząca służyła do zwalczania celów miękkich.

Powyższa generalizacja nie zawsze jednak się sprawdza. Przykładowo, swego czasu nieco zdziwiłem się że w 1939 roku, podczas kampanii wrześniowej, jednostka ognia niemieckiego czołgu Panzer III nie zawierała pocisków odłamkowo-burzących. Ujmując to inaczej, w 1939 roku Niemcy zakładali że Panzer III będzie zwalczać wrogie czołgi i wrogie armaty przeciwpancerne używając amunicji przeciwpancernej, a wrogą piechotę zwalczać będzie używając karabinów maszynowych. Oczywiście, warto pamiętać że wczesne wersje czołgu Panzer III uzbrojone były w armatę kalibru 37 mm- w mojej ocenie można mieć wątpliwości co do skuteczności amunicji odłamkowo-burzącej tak mizernego kalibru. Z drugiej jednak strony, w 1939 roku Niemcy używali amunicji odłamkowo-burzącej w holowanych armatach przeciwpancernych kalibru 37 mm. Warto nadmienić że niemiecka holowana armata przeciwpancerna 3,7 cm PaK (potocznie PaK 36) strzelała tym samym nabojem armatnim co armata czołgowa 3,7 cm KwK (potocznie KwK 36) stanowiąca uzbrojenie wczesnych wersji czołgu Panzer III. Był to nabój 37x249R mm. Aby dowiedzieć się więcej, warto zajrzeć tutaj.

Odnośnie powyższego tekstu o czołgu Panzer III- warto nadmienić że w 1939 roku Niemcy używali nie tylko czołgów Panzer III, lecz również czołgów Panzer IV. Wczesne wersje czołgu Panzer IV uzbrojone były w krótkolufową armatę kalibru 75 mm (7,5 cm KwK, potocznie KwK 37). Podczas kampanii wrześniowej czołgi Panzer IV jak najbardziej strzelały amunicją odłamkowo-burzącą.

Przyjrzyjmy się teraz czołgom radzieckim. W mojej ocenie Sowieci kładli duży nacisk na efektywność amunicji odłamkowo-burzącej. Przykładowo, spotkałem się z tezą że w latach 30. Sowieci wybrali dla swoich armat czołgowych i przeciwpancernych kaliber 45 mm zamiast powszechnie używanego kalibru 37 mm, aby uzyskać większą efektywność amunicji odłamkowej. Kolejny przykład- czołg T-34. Otóż w drugiej połowie 1941 roku Sowieci wyprodukowali 10 egzemplarzy czołgu T-34 w wersji z armatą ZiS-4 kalibru 57 mm. Armata ZiS-4 charakteryzowała się lepszą przebijalnością amunicji przeciwpancernej względem standardowego uzbrojenia czołgu T-34 (armata F-34 kalibru 76,2 mm), lecz mimo tego wersja czołgu uzbrojona w armatę kalibru 57 mm nie była produkowana masowo. Spotkałem się z tezą że Sowieci nie rozpoczęli masowej produkcji czołgu T-34 w wersji z armatą kalibru 57 mm między innymi z powodu słabej efektywności armaty ZiS-4 przeciwko celom miękkim. W przypadku armaty ZiS-4 do zwalczania celów miękkich służył pocisk odłamkowy O-271 zawierający około 200 gram materiału wybuchowego. W przypadku standardowego uzbrojenia głównego czołgu T-34 (armata F-34) do zwalczania celów miękkich służył między innymi pocisk odłamkowo-burzący OF-350 zawierający 710 gram materiału wybuchowego.

Teraz czas na czołgi amerykańskie. Podczas drugiej wojny światowej najbardziej popularnym amerykańskim czołgiem był M4 Sherman. Klasyczna wersja czołgu Sherman uzbrojona była w armatę M3 kalibru 75 mm. Armata M3 75 mm strzelała skutecznym pociskiem odłamkowo-burzącym M48 który to zawierał 680 gram materiału wybuchowego.

W drugiej połowie 1944 roku na polach bitew pojawiły się Shermany uzbrojone w potężniejszą armatę M1 kalibru 76 mm. Naboje armatnie przeznaczone do armaty M1 76 mm miały znacznie większą łuskę względem naboi do armaty M3 75 mm, stąd też armata M1 wystrzeliwała pociski ze znacznie większą prędkością wylotową względem armaty M3. Aby nie był gołosłownym- armata M1 używała amunicji 76x539R mm i wystrzeliwała pocisk przeciwpancerny M62 z prędkości 792 m/s, natomiast starsza armata M3 używała amunicji 75x350R mm i wystrzeliwała pocisk przeciwpancerny M61 z prędkością 618 m/s. Im większa prędkość klasycznego pocisku przeciwpancernego, tym większa przebijalność.

Jak na razie wszystko wydaje się sensowne- Niemcy wprowadzali coraz lepiej opancerzone czołgi, więc Amerykanie wprowadzili do użytku dozbrojoną wersję Shermana. Jest jednak pewne ale. Otóż armata M1 kalibru 76 mm strzelała mniej efektywną amunicją odłamkowo-burzącą względem armata M3 kalibru 75 mm. Pocisk odłamkowo-burzący M42A1 przeznaczony do armaty M1 zawierał 390 gram materiału wybuchowego. Dla porównania, jak już wcześniej wspominałem, pocisk odłamkowo-burzący M48 przeznaczony do armaty M3 zawierał 680 gram materiału wybuchowego.

Czemu nowsza Shermanowska armata strzelała mniej skuteczną amunicją odłamkowo-burzącą względem armaty starszej? Spotkałem się w tej sprawie z dwoma tezami, które zresztą mogą współistnieć. Zgodnie z tezą pierwszą im większa jest prędkość pocisku odłamkowo-burzącego, tym grubsze muszą być ścianki pocisku, a im grubsze ścianki, tym mniej materiału wybuchowego pocisk będzie zawierać. Jak już zaznaczono, armata M1 wystrzeliwała pociski z większą prędkością wylotową względem starszej armaty M3. Teza druga- boczne ścianki pocisku odłamkowo-burzącego muszą być grubsze w tylnej części pocisku, względem tego jak muszą być grube w przedniej części pocisku. Ergo, jeśli pocisk odłamkowo-burzący ma zawierać możliwie dużą ilość materiału wybuchowego (duży współczynnik napełnienia), wtedy najlepiej aby przestrzeń przeznaczona na materiał wybuchowy miała kształt ściętego stożka. Natomiast pocisk odłamkowo-burzący przeznaczony do armaty M1 76 mm miał przestrzeń przeznaczoną na materiał wybuchowy o kształcie cylindrycznym. Ujmując to inaczej, pocisk odłamkowo-burzący przeznaczony do armaty M1 miał mało nowoczesną konstrukcję. Więcej na ten temat tutaj, tutaj oraz tutaj.

Wróćmy do niemieckich czołgów z okresu drugiej wojny światowej. Jak przed chwilą wspomniałem, im większa prędkość pocisku odłamkowo-burzącego, tym grubsze muszą być jego ścianki, a im grubsze ścianki pocisku, tym mniej materiału wybuchowego pocisk będzie zawierać. Istnieje jednak sposób aby połączyć wysoką prędkość wylotową pocisku przeciwpancernego z dużą skutecznością pocisku odłamkowo-burzącego. Otóż wystarczy zastosować słabszy ładunek miotający w naboju z pociskiem odłamkowo-burzącym względem ładunku miotającego w naboju z pociskiem przeciwpancernym. Tak też było w czołgu Panzer IV z długolufową armatą kalibru 75 mm (armata KwK 40) oraz w czołgu Panzer V Panther (armata KwK 42). W przypadku armaty KwK 40 prędkość wylotowa pełnokalibrowego pocisku przeciwpancernego to 750 m/s, a prędkość wylotowa pocisku odłamkowo-burzącego to 550 m/s. Stąd też pocisk odłamkowo-burzący przeznaczony do armaty KwK 40 zawierał 660 gram materiału wybuchowego, co było dość dobrą wartością. Jeśli idzie o armatę KwK 42 z Pantery, prędkość wylotowa pełnokalibrowego pocisku ppanc. to 935 m/s, prędkość wylotowa pocisku odłamkowo-burzącego to 700 m/s, przy czym pocisk odłamkowo-burzący zawierał 600 (660?) gram materiału wybuchowego. Można więc uznać że również Pantera mogła strzelać dość skuteczną amunicją odłamkowo-burzącą.

Rozwiązanie opisane powyżej ma jednak pewne wady. Jeśli pocisk odłamkowo-burzący ma mniejszą prędkość wylotową względem pocisku ppanc., wtedy budowa celownika musi to uwzględniać (bardziej stromy tor lotu pocisku odłamkowo-burzącego). Dodatkowo mniejszy ładunek miotający w naboju z pociskiem odłamkowo-burzącym może powodować niepoprawną pracę półautomatycznego zamka klinowego podczas strzelania tego typu amunicją- link.

Czas na okres zimnej wojny. Otóż podczas średniego i późnego etapu zimnej wojny, spora część armii zachodnich nie używała w swoich czołgach klasycznej amunicji odłamkowo-burzącej. Przykładowo, Brytyjczycy uważali że rolę amunicji odłamkowo-burzącej może z powodzeniem pełnić pocisk przeciwpancerny z plastycznym materiałem wybuchowym (amunicja HESH, czyli High Explosive Squash Head). Według posiadanej przeze mnie wiedzy używanie amunicji HESH jako ekwiwalentu amunicji odłamkowo-burzącej występowało w późnych wersjach czołgu Centurion (wersje z armatą kalibru 105 mm), w czołgu Chieftain oraz w czołgu Challanger 1.

Jeśli idzie o inne armie zachodnie, z tego co wiem w wielu armiach zakładano że przeciwpancerny pocisk kumulacyjny może pełnić rolę amunicji odłamkowo-burzącej. Stąd też podczas zimnej wojny Amerykanie nie stosowali klasycznej amunicji odłamkowo-burzącej w czołgu M60 oraz w czołgu Abrams (to co napisałem tyczy się zarówno Abramsa w wersji M1 z armatą kalibru 105 mm, jak i czołgu w wersji M1A1 z armatą kalibru 120 mm). Podobnie było w przypadku zachodnioniemieckich czołgów Leopard 1 oraz Leopard 2.

Zimna wojna to jednak nie tylko czołgi zachodnie, lecz również czołgi radzieckie. Sowieci przez cały okres zimnej wojny korzystali w swoich czołgach z klasycznej amunicji odłamkowo-burzącej. Można chyba postawić tezę że podczas zimnej wojny na zachodzie patrzono na czołg bardziej jak na broń przeciwpancerną, podczas gdy na wschodzie zakładano że czołg to broń bardziej uniwersalna.

Czołgowa amunicja odłamkowo-burząca

Wukaemy na amerykańskich myśliwcach

Dziś wpis o amerykańskiej lotniczej broni lufowej, a konkretnie wpis odnośnie tego czemu amerykańskie samoloty myśliwskie z okresu drugiej wojny światowej uzbrojone byłe w wielkokalibrowe karabiny maszynowe strzelające amunicją 12,7×99 mm (.50 BMG), a nie w działka. Ale do rzeczy- otóż mogło by się wydawać że skoro amerykańskie drugowojenne myśliwce uzbrojone były w kilka wukaemów (wukaemy .50 Browning AN/M2), to pewnie Amerykanie woleli wukaemy od działek. Okazuje się jednak że nie jest to prawda- powiem więcej, można wręcz postawić tezę że Amerykanie uważali działka za bardziej skuteczne od wukaemów! Czemu więc używali wukaemów? Cóż, poniekąd z braku alternatywy pod postacią niezawodnych działek. Jak doszło do owego braku alternatywy wyjaśnię w dalszej części wpisu.

Otóż Amerykanie, na przełomie lat 30. i 40., planowali uzbroić swoje samoloty myśliwskie w działka. Odpowiednie działko zostało nawet wybrane- było to działko Hispano-Suiza HS.404 strzelające amunicją 20×110 mm. Powiem więcej, w USA rozpoczęto nawet produkcję seryjną owego działka, przy czym wczesna amerykańska wersja działka miała oznaczenie 20-mm Automatic Gun M1, natomiast późniejsza 20-mm Automatic Aircraft Gun AN-M2. Niestety, amerykańskie działka lotnicze bazujące na działku HS.404 okazały się bronią bardzo zawodną, stąd też amerykańskie myśliwce trzeba było uzbroić w wielkokalibrowe karabiny maszynowe (lepszy niezawodny wukaem niż działko o bardzo słabej niezawodności).

Tutaj można zadać następujące pytanie: czemu amerykańskie odmiany działka Hispano-Suiza HS.404 okazały się zawodne? Otóż spotkałem się z tezą że były ku temu dwa główne powody. Po pierwsze, działkami zajmowała się komórka zarządu uzbrojenia wojsk lądowych*, która to odpowiadała za broń artyleryjską, a nie broń strzelecką, stąd też tolerancje wykonania które ustalono, były charakterystyczne dla artylerii, a nie broni strzeleckiej. Jednocześnie owe tolerancje, choć wystarczająco dobre dla klasycznej broni artyleryjskiej (armata czołgowa, haubica, etc.), były zbyt luźne dla działka lotniczego. Po drugie, aby uzyskać dobrą niezawodność, należało skrócić komorę nabojową działka o 2 mm, co zresztą zostało zasugerowane przez Brytyjczyków (mieli oni swoje własne odmiany działka HS.404). Tutaj jednak zadziałał syndrom wymyślone gdzie indziej, a ujmując to inaczej, Amerykanie nie byli skłonni wprowadzać brytyjskich modyfikacji.

Oczywiście, można argumentować że bateria kilku wukaemów .50 Browning AN/M2 była wystarczająco dobra, jeśli chcieć zwalczać wrogie myśliwce, a podczas walk przeciwko Niemcom, amerykańskie myśliwce strzelały znacznie częściej do niemieckich samolotów myśliwskich niż do niemieckich bombowców. Można również argumentować że japońskie samoloty myśliwskie, bez samouszczelniających się zbiorników paliwa i bez pancerza za fotelem pilota, były łatwym calem nawet dla samolotu uzbrojonego w wukaemy. Z drugiej jednak strony, spotkałem się z tezą że stosunek masy do efektywności był gorszy w przypadku wukaemów, niż w przypadku działek. Otóż podczas drugiej wojny światowej Amerykanie szacowali że jedno działko kalibru 20 mm ma skuteczność trzech wukaemów kalibru 12,7 mm, czyli samolot uzbrojony w dwa działka kalibru 20 mm miał równie skuteczne uzbrojenie lufowe jak samolot uzbrojony w sześć wukaemów kalibru 12,7 mm. Jednocześnie dwa działka kalibru 20 mm plus amunicja do nich to mniejsza masa względem sześciu wukaemów razem z amunicją- oczywiście zakładając że samolot uzbrojony w działka może przenosić mniej naboi do swojej broni lufowej, względem samolotu uzbrojonego w wukaemy, bowiem jeden pocisk wystrzelony z działka ma większą skuteczność względem jednego pocisku wystrzelonego z wukaemu.

Oceniając efektywność wukaemów względem działek, warto pamiętać że działka strzelały pociskami wybuchowymi, a wukaemy nie, stąd też ogień prowadzony z działek miał większe szanse doprowadzić do poważnego uszkodzenia płatowca, względem ognia wukaemów. Na zakończenie- pisząc wpis bazowałem w dużej mierze na tej dyskusji z forum Historycy.org.

*Działkami lotniczymi zajmował się zarząd uzbrojenia wojsk lądowych, bowiem na przełomie lat 30. i 40., amerykańskie siły powietrzne podlegały pod wojska lądowe (USAAF znaczy United States Army Air Force, czyli siły powietrzne amerykańskich wojsk lądowych). Dopiero po zakończeniu drugiej wojny światowej USAAF przekształcono w USAF, czyli United States Air Force (amerykańskie siły powietrzne).

Wukaemy na amerykańskich myśliwcach

Amunicja przeciwpancerna typu APHE

BR-350B_colour

Powyżej przekrój radzieckiego tępogłowicowego pocisku przeciwpancernego BR-350B który to stosowany był między innymi w armacie czołgowej F-34 i armacie holowanej ZiS-3. Kolor szary to skorupa pocisku, kolor czerwony to ładunek wybuchowy, a kolorem niebieskim zaznaczono zapalnik.

 

Dziś wpis o przeciwpancernej amunicji armatniej z okresu drugiej wojny światowej, a konkretnie o pociskach armatnich określanych z angielska mianem APHE, czyli Armour-Piercing High-Explosive. Idzie tutaj o pełnokalibrowe pociski przeciwpancerne przebijające pancerz dzięki energii kinetycznej wynikłej z prędkości lotu pocisku (czyli przebijające pancerz w sposób klasyczny), mające w swojej dennej części niewielki ładunek wybuchowy. Ów niewielki ładunek wybuchowy to cecha charakterystyczna pocisków APHE- ma on za zadanie wybuchnąć we wnętrzu trafionego wozu. Jak łatwo się domyślić, wybuch ma za zadanie zwiększyć efekt popenetracyjny, przy czym głównym czynnikiem rażącym jest nie tyle fala uderzeniowa wybuchu, co raczej odłamki wygenerowane ze skorupy pocisku poprzez wybuch. Nadmienię że amunicja APHE o typowej konstrukcji ma zapalnik bezwładnościowy umieszczony w części dennej pocisku.

 

Zgodnie z pracą zatytułowaną Podręcznik artylerii (autor: A. D. Blinow), w przypadku amunicji APHE materiał wybuchowy stanowi przeciętnie od 2% do 3% masy pocisku. Zgodnie z tą samą pracą, w przypadku amunicji odłamkowo-burzącej materiał wybuchowy stanowi od 10% do 15% masy pocisku. Więcej o współczynniku napełnienia pocisków artyleryjskich można znaleźć tutaj.

Przykładem pocisku typu APHE jest radziecki tępogłowicowy pocisk przeciwpancerny BR-350B stosowany w radzieckich drugowojennych armatach kalibru 76,2 mm (między innymi armata czołgowa F-34 i holowana ZiS-3). Zawierał on 119 gram materiału wybuchowego. Dla porównania, wystrzeliwany z tych samych armat pocisk odłamkowo-burzący OF-350 zawierał 710 gram materiału wybuchowego.

 

Wydawać by się mogło że pocisk APHE powinien po przebiciu pancerza zadać znacznie większe straty załodze trafionego wozu, względem niewybuchowego pocisku przeciwpancernego. Tak jednak nie było. Zgodnie z brytyjskim dokumentem zatytułowanym A survey of casualties amongst armoured units in north west Europe (badanie strat wśród jednostek pancernych w północno-zachodniej Europie), różnica pomiędzy efektywnością pocisków APHE a efektywnością niewybuchowych pocisków przeciwpancernych, była mniejsza niż 20% (choć oczywiście różnica była na korzyść pocisków APHE). Pisząc o efektywności mam na myśli straty zadane załodze trafionego wozu w razie przebicia pancerza.

 

Pociski APHE miały nie tylko zaletę pod postacią nieznacznie większego efektu popenetracyjnego, ale również wady. Przykładowo, spotkałem się z tezą zgodnie z którą pociski APHE miały nieznacznie mniejszą przebijalność względem niewybuchowych pocisków przeciwpancernych (zakładam że porównujemy pociski wystrzeliwane z takiej samej armaty, stojące na tym samym etapie rozwoju technicznego). Spotkałem się również z informacją że pociski APHE mogły mieć problem z przebiciem pancerza przestrzennego– spójrzmy zresztą na poniższy rysunek:

Panzer_III_spaced_armour

Na powyższym rysunku widać niemiecki czołg średni Panzer III J z okresu drugiej wojny światowej. Czerwona strzałka wskazuje na przedni górny pancerz kadłuba wozu- przy czym płyta pancerna koloru czerwonego to płyta zewnętrzna, a płyta pancerna koloru niebieskiego to płyta wewnętrzna. Pomiędzy obiema płytami jest pusta przestrzeń. Można więc uznać że przedni górny pancerz kadłuba czołgu Panzer III J to pancerz przestrzenny. Podobno przy tego typu pancerzu, pocisk typu APHE mógł wybuchnąć tuż po przebiciu zewnętrznej płyty pancernej, nie przebijając płyty wewnętrznej. Taka sytuacja najpewniej prowadziła jedynie do uszkodzenia wozu, a nie do jego zniszczenia. Przy trafieniu niewybuchowym pociskiem przeciwpancernym problem nie występuje- taki pocisk nie wybuchnie zbyt wcześnie podczas przebijania pancerza przestrzennego.

 

Na zakończenie, podczas drugiej wojny światowej amunicja APHE stosowana była przez Niemców, Sowietów i Amerykanów. Brytyjczycy natomiast byli do tego typu amunicji negatywnie nastawieni- podobno Brytyjczycy wręcz deaktywowali wybuchowość pocisków APHE otrzymywanych od Amerykanów. Pociski APHE stosowane były również po zakończeniu drugiej wojny światowej- tego typu amunicją mogły strzelać między innymi radzieckie zimnowojenne czołgi średnie T-54/T-55.

Amunicja przeciwpancerna typu APHE

Broń palna- ciekawy eksperyment

Dziś wpis na temat pewnego eksperymentu, dotyczącego odrzutu broni palnej. Ale do rzeczy, najpierw zastanówmy się, skąd bierze się odrzut broni palnej. Otóż podczas strzału gazy prochowe oddziałują nie tylko na pocisk, lecz również na denko łuski, a poprzez denko łuski na czółko zamka. Zakładając że zamek jest zaryglowany, oddziaływanie gazów prochowych na czółko zamka, oznacza oddziaływanie gazów prochowych na całą broń. Ujmując to inaczej, gazy prochowe powodują nie tylko ruch pocisku do przodu, ale również ruch całej broni do tyłu. Ruch broni do tyłu, czyli odrzut. Zakładam oczywiście że broń ma klasyczny układ miotający, a nie układ rakietowy bądź bezodrzutowy. Ot, zakładam że dyskutujemy o klasycznej broni lufowej, takiej jak karabin bądź armata.

W typowej broni lufowej, masa pocisku jest znacznie mniejsza, względem masy broni. Tym samym to nic dziwnego że w wyniku oddania strzału, pocisk porusza się do przodu ze znacznie większą prędkością, względem prędkości z jaką broń porusza się do tyłu. Jednak co by było gdyby pocisk miał taką samą masę jak broń? Cóż, wydawać by się mogło, że w takim przypadku, po oddaniu strzału, prędkość pocisku powinna być taka sama, jak prędkość broni. Czy jednak tak jest? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przytoczę eksperyment, przeprowadzony przez brytyjski magazyn Field. Dodam że eksperyment ten został przeprowadzony wiele lat temu- albo w XIX wieku, albo na początku XX wieku.

Na czym polegał ten eksperyment? Otóż opracowano lufę o kształcie cylindra, do której włożono ładunek miotający (proch) i pocisk o kształcie walca. Masa pocisku (walca) była taka sama jak masa lufy. Załadowaną prochem i pociskiem lufę położono poziomo na ruchomych wałkach (rolkach). Po odpaleniu ładunku miotającego okazało się że lufa poleciała na odległość wyraźnie większą względem odległości na jaką poleciał pocisk. Przeciętnie lufa leciała na odległość o 57% większą względem odległości na jaką leciał pocisk.

 

Czemu jednak tak było? Przecież wydawać by się mogło, że po oddaniu strzału, pęd pocisku powinien być równy pędowi broni. Otóż zgodnie z pracą zatytułowaną Wybrane zagadnienia z podstaw projektowania broni strzeleckiej (autor: Stanisław Kochański), dochodzą tutaj dwa czynniki:

-Czynnik pierwszy, czyli masa ładunku miotającego. W wyniku strzału ładunek miotający zmienia się w gazy prochowe, które to biorą udział w ruchu.

-Czynnik drugi, czyli odrzutowe działanie gazów prochowych. Otóż po wylocie pocisku z lufy, gazy prochowe wylatują z lufy z prędkością większą od prędkości pocisku. Wylatujące z lufy gazy prochowe oddziałują zarówno na pocisk, jak i na broń, przy czym oddziaływanie na pocisk jest niewielkie, natomiast oddziaływanie na broń znaczne. Ujmując to inaczej, w przypadku klasycznej broni lufowej, z powodu powylotowego oddziaływania gazów prochowych, maksymalna prędkość pocisku jest większa, względem prędkości jaką ma pocisk w momencie wylotu z lufy (prędkość wylotowa), lecz jest to nieznaczna różnica. Jednocześnie odrzutowe działanie gazów prochowych powoduje wyraźny wzrost odrzutu. Zgodnie z pracą Wybrane zagadnienia z podstaw projektowania broni strzeleckiej, odrzutowe działanie gazów prochowych to główny czynnik powodujący że w wyniku strzału broń otrzymuje większy pęd od pocisku.

Broń palna- ciekawy eksperyment

Półautomatyczna broń strzelecka

Dziś wpis na temat broni strzeleckiej, a konkretnie na temat półautomatycznej broni strzeleckiej. Wpis będzie tyczyć się tego, czy istnieje jakaś półautomatyczna broń strzelecka. Na początek jednak pewna uwaga terminologiczna- otóż w polskiej terminologii, termin broń półautomatyczna, znaczy co innego, niż anglojęzyczny termin semi-automatic firearm. Otóż odpowiednikiem terminu semi-automatic firearm, jest polski termin broń samopowtarzalna.

 

Ujmując to inaczej, w polskiej terminologii broń automatyczna dzieli się na samopowtarzalną, samoczynną i samoczynno-samopowtarzalną. Broń samopowtarzalna to taka, gdzie aby oddać następny strzał, należy jedynie ponownie ściągnąć spust. Taką bronią jest przykładowo pistolet Glock 17. Zgodnie z polską terminologią, Glock 17 nie jest bronią półautomatyczną, lecz bronią automatyczną (a konkretnie automatyczną bronią samopowtarzalną). Natomiast zgodnie z terminologią anglojęzyczną, Glock 17 to semi-automatic firearm. Można w mojej ocenie przyjąć, że jeśli w mediach głównego nurtu słyszymy stwierdzenie broń półautomatyczna, to tak naprawdę chodzi o broń samopowtarzalną (termin semi-automatic firearm często tłumaczony jest niepoprawnie na broń półautomatyczna).

Broń samoczynna (automatyczna broń samoczynna) to taka, która po ściągnięciu spustu strzela, dopóki nie zwolnimy spustu. Taką bronią jest przykładowo radziecki uniwersalny karabin maszynowy PK. Innymi słowami- PK ma jedynie tryb ogień ciągły. Jedyny sposób na oddanie pojedynczego strzału, to odpowiednio krótkie ściągnięcie spustu.

Istnieje również broń samoczynno-samopowtarzalna (automatyczna broń samoczynno-samopowtarzalna). W broni tego typu mamy najczęściej przełącznik rodzaju ognia z trybem do prowadzenia ognia pojedynczego i trybem do prowadzenie ognia ciągłego. Przykładowo, w karabinku Kałasznikowa, jeśli przełącznik rodzaju ognia ustawimy na tryb ogień pojedynczy, to wtedy karabinek Kałasznikowa będzie działać jak broń samopowtarzalna (konieczne ponowne ściągnięcie spustu aby oddać następny strzał). Natomiast jeśli przełącznik rodzaju ognia ustawimy na tryb ogień ciągły, wtedy Kałasznikow będzie strzelać dopóki nie zwolnimy spustu (no, ewentualnie dopóki nie skończą się naboje w magazynku).

 

No dobra, czym jednak w takim razie jest broń półautomatyczna? Otóż broń półautomatyczna to taka, gdzie część cyklu wykonana jest ręcznie, a część automatycznie. Broń półautomatycznie to głównie broń artyleryjska. Przykładowo, armata F-34, stanowiąca uzbrojenie główne czołgu T-34, to broń półautomatyczna. W przypadku armaty F-34 należy ręcznie załadować nabój do komory nabojowej (czyli wyjąć nabój armatni z jakiegoś stelaża/pojemnika/uchwytu i włożyć go do komory nabojowej). Po włożeniu naboju do komory nabojowe zamknięcie zamka odbywa się automatycznie, a po oddaniu strzału następuje automatyczne wyrzucenie łuski. Jednak aby oddać następny strzał, należy kolejny nabój armatni ręcznie włożyć do komory nabojowej. Czyli część cyklu wykonana została ręcznie (włożenie naboju do komory nabojowej), a część automatycznie (zamknięcie zamka, wyrzucenie łuski).

 

Podany powyżej przykład to armata, czyli broń artyleryjska. Czy jednak istnieją jakieś półautomatyczne konstrukcje strzeleckie? Otóż okazuje się że tak, przy czym liczba wzorów (modeli) półautomatycznej broni strzeleckiej jest bardzo mała.

Przykładowo, półautomatyczną bronią strzelecką jest nominalnie radziecki karabin przeciwpancerny PTRD z okresu drugiej wojny światowej. Zgodnie z instrukcją obsługi, w karabinie PTRD należy ręcznie włożyć nabój do komory nabojowej i ręcznie zamknąć zamek, jednak po oddaniu strzału wyrzucenie łuski powinno odbywać się automatycznie. Czyli mamy część cyklu pracy wykonaną ręcznie (włożenie naboju do komory nabojowej, zamknięcie zamka), a część automatycznie (wyrzucenie łuski). Tyle teoria. W praktyce PTRD nie za bardzo chciał samoczynnie wyrzucać łuski- więcej na ten temat napisałem tutaj. Dodam że radziecki karabin przeciwpancerny PTRD to przykład na to, że dobrze jest rozróżniać broń półautomatyczną od broni samopowtarzalnej. Uważam tak, bowiem w okresie drugiej wojny światowej, oprócz PTRD, Sowieci używali również karabinu przeciwpancernego PTRS. Karabin PTRS to automatyczna broń samopowtarzalna. Innymi słowami- w okresie drugiej wojny światowej Sowieci mieli dwa powszechnie spotykane wzory (modele) karabinu przeciwpancernego, z czego jeden był nominalnie półautomatyczny (PTRD), a drugi samopowtarzalny (PTRS).

No dobra, mamy PTRD- ale to raptem jeden wzór, który zresztą miał półautomatykę działającą nie do końca tak, jak należy. Przydał by się jeszcze jakiś wzór półautomatycznej broni strzeleckiej. Takim wzorem jest niemiecki karabin przeciwpancerny Panzerbüchse 38 z okresu drugiej wojny światowej. Był on, tak jak późniejszy PTRD, bronią półautomatyczną. Spotkałem się też z opinią, według której półautomatyczną bronią strzelecką jest granatnik rewolwerowy Milkor MGL. Mam jednak co do tej tezy wątpliwości (link).

 

Półautomatyczna broń strzelecka

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 3

Dziś kolejny wpis o kolorystyce pocisków smugowych Układu Warszawskiego. Jak dałem do zrozumienia w dwóch poprzednich wpisach (link oraz link), najprawdopodobniej nie jest prawdziwa popularna na zachodzie teza, zgodnie z którą w wojskach Układu Warszawskiego, dominowały pociski smugowe pozostawiające zieloną smugę. Cytowane we wcześniejszych wpisach polskie instrukcje obsługi, wskazują że w Układzie Warszawskim, popularne były pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego. Dziś kolejne polskie źródło z czasów istnienia Układu Warszawskiego, choć nie tylko. Ale do rzeczy, najpierw cytat z wydanej w 1972 roku pracy, zatytułowanej Podręcznik strzelca wyborowego:

 

Pociski smugowe (T-46) pozostawiają za sobą smugę światła czerwonego, widzianą w dzień i w nocy. Zasięg ich lotu wynosi co najmniej 1000 m.

 

No dobra, mamy kolejne polskie źródło z czasów PRL, wskazujące że w ludowym Wojsku Polskim używano pocisków smugowych, pozostawiających czerwoną smugę. Doszedłem jednak do wniosku że przydały by się informacje dotyczące innych armii Układu Warszawskiego niż ludowe Wojsko Polskie, po to aby mieć pewność że czerwone smugacze nie były jakimś polskim ewenementem w bloku wschodnim. Postanowiłem więc skontaktować się z pewną osobą, co do których wiedziałem, że służyła w innej armii Układu Warszawskiego, niż ludowe Wojsko Polskie.

 

Skontaktowałem się ze Stefanem Kotchem, autorem świetnej strony kotsch88. Stefan Kotsch służył w siłach zbrojnych Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), znanych jako Nationale Volksarmee (NVA). Dodam że jego strona to świetne źródło odnośnie urządzeń stosowanych w czołgach- znajdziemy na niej między innymi informacje o systemach kierowania ogniem, stabilizatorach i automatach ładujących. Zapytałem się Stefana Kotscha jakie jest jego zdanie o kolorystyce pocisków smugowych stosowanych w NVA. Oto co mi odpisał (cytuję za pozwoleniem Stefana Kotscha):

 

Oh, trudne pytanie po tak długim czasie. Jednak zdecydowanie nie były zielone. 7,62 mm i 5,45 mm z AK miały czerwone smugacze. To samo odnośnie amunicji 7,62 mm do PKT i 12,7 mm. 14,5 mm z 2Ch35 do armaty 125 mm również były czerwone. Może niektóre partie były nieco czerwonawe w kierunku żółtego. Jednak podstawowy kolor był prawdopodobnie całkiem czerwony. Zielony- nigdy.

 

Jak widać, zdaniem Stefana Kotscha, siły zbrojne NRD wykorzystywały amunicję smugową, pozostawiającą smugę koloru czerwonego. Dodam że występujące w powyższym cytacie oznaczenie 2Ch35, tyczy się lufy wkładkowej, umożliwiającej strzelanie amunicją 14,5×114 mm, z armaty czołgowej kalibru 125 mm. Urządzenie takie stosowano w celu zmniejszenia kosztów szkolenia.

Na zakończenie dodam że obecnie jestem praktycznie pewien, że w wojskach Układu Warszawskiego, dominowały pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego, a nie zielonego.

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 3

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 2

Dziś kolejny wpis o amunicji smugowej stosowanej w wojskach Układu Warszawskiego. Jak dałem do zrozumienia w poprzednim wpisie, występuje na zachodzie powszechna opinia, zgodnie z którą w Układzie Warszawskim, wśród pocisków smugowych, dominowały takie, pozostawiające zieloną smugę. W poprzednim wpisie dałem też do zrozumienia, że owa powszechna na zachodzie opinia, nie jest w mojej ocenie zgodna z rzeczywistością. To znaczy, część amunicji smugowej używanej w Układzie Warszawskim, to najpewniej była amunicja pozostawiająca smugę biało-jasnozieloną, ale oprócz amunicji tego typu, w wojskach Układu Warszawskiego, na szeroką skalę wykorzystywano również pocisku smugowe, pozostawiające smugę czerwoną. W dzisiejszym wpisie zamieszczam kolejny dowód na to, że amunicja smugowa pozostawiająca czerwoną smugę, nie była w Układzie Warszawskim ewenementem.

 

Co jest jednak tym dowodem? Otóż jest nim wydana w 1962 roku instrukcja obsługi zatytułowana 14,5 mm PODWÓJNIE SPRZĘŻONY PRZECIWLOTNICZY KARABIN MASZYNOWY ZMODERNIZOWANY (PKMZ-2). Owa broń, oryginalnie oznaczona jako ZPU-2 (Zenitnaja Puliemiotnaja Ustanowka 2), to podwójnie sprzężony wielkokalibrowy karabin maszynowy KPW, strzelający nabojem 14,5×114 mm. Oto cytat ze wspomnianej instrukcji obsługi, odnoszący się do amunicji używanej w PKMZ-2:

 

14,5 mm  n a b o j e  z  p o c i s k i e m  PZ służą do niszczenia odkrytych celów naziemnych, zapalania budowli drewnianych, stogów siana lub słomy oraz innych łatwopalnych obiektów, paliwa znajdującego się w zbiornikach lub cysternach nie zabezpieczonych opancerzeniem w odległości do 1 500 m.

Pociski PZ dają czerwoną smugę, która jest widoczna zarówno w dzień, jak i w nocy. Długość smugi pocisku wynosi co najmniej 1 500 m.

 

Powyższy cytat zawiera wzmiankę o smudze koloru czerwonego, co wskazuje że amunicja smugowa pozostawiająca czerwoną smugę, była stosowana w Układzie Warszawskim. Widoczne w powyższym cytacie pogrubienie jest mojego autorstwa (oryginalnie pogrubienia nie było). Dodam że pocisk PZ (pocisk zapalający), zawiera w tylnej części smugacz, a w przedniej ładunek zapalający. We wnętrzu pocisku znajduje się również spłonka zapalająca i iglica. W chwili uderzenia pocisku w cel, pod wpływem siły bezwładności, iglica uderza w spłonkę zapalającą, a spłonka zapalająca powoduje zapłon ładunku zapalającego. Tym samym pocisk PZ to w sumie pocisk zapalająco-smugowy. Poniżej grafika przedstawiająca między innymi budowę pocisku PZ (grafika pochodzi z instrukcji obsługi do PKMZ-2):

 

KPWT_pociski_1_m

Od lewej: budowa pocisku BST oraz budowa pocisku PZ. Grafika pochodzi z instrukcji obsługi do przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2.

 

Teraz kolej na następny cytat z instrukcji obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2. Ten cytat również tyczyć się będzie amunicji używanej w tej broni. Oto cytat:

 

P o c i s k i  p r z e c i w p a n ce r n e  z a p a l a j ą c e  s m u g o w e  BZT i BST. Działanie przeciwpancerne i zapalające pocisków BZT i BST jest takie, jak pocisków B-32 i BS-41.

Masa zapalająca smugacza pocisku zapala się przy strzale od działania gazów prochowych. Po opuszczeniu przewodu lufy masa zapalająca zapala masę smugową, wskutek czego tworzy się smuga czerwona, widoczna w dzień i w nocy.

 

Jak widać powyżej, mamy kolejną wzmiankę o czerwonym kolorze smugi. Pogrubienie widoczne w powyższym cytacie znowu jest mojego autorstwa. Dodam że pociski BZT i BST, mają zarówno smugacz umieszczony w tylnej części pocisku, jak i ładunek zapalający znajdujący się w przedniej części pocisku. Ładunek zapalający zapala się od samego uderzenia pocisku w cel (pociski BZT i BST nie mają zapłonki i iglicy mającej ją zbić przy uderzeniu pocisku w cel). Oprócz smugacza i ładunku zapalającego, pociski BZT i BST mają również twardy rdzeń, mający za zadanie przebić lekki pancerz. Przy czym pocisk BZT ma rdzeń ze stali hartowanej, natomiast pocisk BST ma rdzeń spiekany. Poniżej grafika z instrukcji obsługi karabinu maszynowego PKMZ-2, grafika przedstawia między innymi budowę pocisku BZT (budowa pocisku BST przedstawiona została na wcześniejszej grafice):

 

KPWT_pociski_2_m

Od lewej: budowa pocisku B-32, budowa pocisku BS-41 oraz budowa pocisku BZT. Grafika z instrukcji obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2.

 

 

 

 

 

 

 

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 2

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 1

Dziś wpis o kolorystyce pocisków smugowych używanych w wojskach Układu Warszawskiego. Otóż jak powszechnie wiadomo, wśród różnych typów amunicji, istnieją pociski smugowe, pozostawiające za sobą widoczną smugę. Amunicja smugowa ułatwia korygowanie ognia. Smuga pozostawiana przez pocisk smugowy może być jakiegoś koloru- przykładowo, koloru czerwonego.

 

No właśnie- o ile pociski smugowe zawsze kojarzyły mi się ze smugą koloru czerwonego, to jednocześnie w anglojęzycznej części internetu, często natrafiałem na informację, zgodnie z którą w wojskach Układu Warszawskiego, wykorzystywano głównie pociski pozostawiające za sobą zieloną smugę. Informacja ta bardzo mnie zdziwiła, bowiem praktycznie wszyscy znani mi ludzie, którzy mieli do czynienia z bronią używaną w ludowym Wojsku Polskim, pamiętają smugi koloru czerwonego.

 

Jakiś czas temu postanowiłem zgłębić temat i okazało się że niektóre radzieckie pociski smugowe wykorzystywały azotan baru do generowania smugi. Smuga generowana przez azotan baru ma kolor który można opisać jako biało-jasnozielony. Lecz okazało się również, że oprócz pocisków pozostawiających smugę biało-jasnozieloną, Sowieci wykorzystywali także pociski pozostawiające smugę czerwoną. Więcej na ten temat w tej dyskusji na forum Militarium.net.

 

Doszedłem więc do wniosku że o ile faktycznie niektóre pociski używane w bloku wschodnim pewnie pozostawiały zielonkawą smugę, to jednocześnie taki kolor smugi nie był w Układzie Warszawskim regułą. Wręcz byłem przekonany że w Układzie Warszawskim dominowały pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego. Brakowało mi jednak jakiegoś mocnego akcentu. Dajmy na to, wydanej w PRL instrukcji obsługi karabinu, w której padało by stwierdzenie w stylu smuga jest koloru czerwonego. Jednak teraz taki mocny akcent znalazłem!

 

Co jest tym mocnym akcentem? Otóż ów mocny akcent to cytat z polskiej instrukcji obsługi, przeznaczonej do karabinka Kałasznikowa. Instrukcja została wydana w 1961 roku, pod tytułem INSTRUKCJA PIECHOTY. 7,62 mm PISTOLET MASZYNOWY KAŁASZNIKOWA (warto nadmienić że początkowo karabinek Kałasznikowa występował w Polsce pod nazwą 7,62 mm pistolet maszynowy Kałasznikowa, dopiero po jakimś czasie Kałacha przechrzczono na karabinek). Oto cytat ze wspomnianej instrukcji:

 

Naboje z pociskami zapalającymi przeznaczono są do zapalania materiałów pędnych (benzyny, nafty), znajdujących się w bakach żelaznych i cysternach o grubości ścianki do 3 mm oraz do zapalania dachów słomianych, stogów siana, suchej trawy na odległościach do 700 m.

Naboje z pociskami zapalającymi są zarazem pociskami smugowymi.

Pocisk w czasie lotu pozostawia za sobą smugę kolorową (czerwoną) dobrze widoczną w dzień i w nocy. Odległość pozostawiania smugi przez pocisk wynosi 700 m.

 

 

Widoczne w powyższym cytacie drugie pogrubienie jest mojego autorstwa (oryginalnie występowało jedynie pierwsze pogrubienie). Cytat ten wskazuje że miałem rację, twierdząc że w bloku wschodnim jak najbardziej używano amunicji smugowej pozostawiającej czerwoną smugę. Ergo, cytat ten potwierdza że nie należy utożsamiać amunicji smugowej Układu Warszawskiego ze smugą koloru zielonego. Skąd jednak wzięło się popularne na zachodzie, błędne przeświadczenie, zgodnie z którym amunicja smugowa bloku wschodniego, generowała praktycznie zawsze smugę koloru zielonego? Cóż, być może jakąś rolę odgrywał tu system oznaczeń amunicji. Otóż w armiach NATO pociski smugowe zasadniczo pozostawiają smugę koloru czerwonego, a jednocześnie w NATO pociski smugowe oznaczone są kolorem czerwonym. W Układzie Warszawskim pociski smugowe oznaczone były kolorem zielonym. Być może ktoś doszedł więc do następującego, błędnego wniosku: skoro u nas pociski smugowe są oznaczone kolorem czerwonym i pozostawiają czerwoną smugę, to pewnie kolor zielony na pociskach smugowych Układu Warszawskiego oznacza smugę koloru zielonego.

 

Na zakończenie dodam że zamieszczony we wpisie cytat tyczy się pocisku który można by opisać jako pocisk zapalająco-smugowy. To znaczy, idzie o pocisk który ma w tylnej części smugacz, a w przedniej części ładunek zapalający. Na poniższym rysunku pocisk tego typu oznaczony został cyfrą 4:

 

ak_pociski_typy_m

Rysunek z polskiej instrukcji obsługi karabinka Kałasznikowa, instrukcja z 1961 roku (oryginalnie „INSTRUKCJA PIECHOTY. 7,62 mm PISTOLET MASZYNOWY KAŁASZNIKOWA”). Pocisk zapalający (zapalająco-smugowy) oznaczony został cyfrą 4. Typowy pocisk smugowy oznaczony został cyfrą 2.

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 1

Działanie odłamkowe pocisków artyleryjskich

Dziś wpis o broni artyleryjskiej, a konkretnie o działaniu odłamkowym pocisków artyleryjskich. Napisałem już jeden wpis na ten temat (link), przy czym ów wpis tyczył się wpływu kąta upadku pocisku artyleryjskiego, na jego działanie odłamkowe. Dzisiejszy wpis tyczyć się będzie innych czynników mających wpływ na działanie odłamkowe pocisku. Wpis bazuje na pracy zatytułowanej Podręcznik artylerii, tom I (autor: A. D. Blinow, Wydawnictwo MON, 1953 rok). Informacje zawarte we wpisie odnoszą się przede wszystkim do amunicji odłamkowo-burzącej.

 

Jeden z czynników mających wpływ na działanie odłamkowe pocisku to ilość zdolnych do rażenia odłamków. Zgodnie z Podręcznikiem artylerii, aby odłamek został uznany za skuteczny, musi mieć on masę co najmniej 5 gram i energię kinetyczną wynoszącą co najmniej 10 kilogramometrów (kGm) w chwili uderzenia odłamka w cel. Tym samym minimalna prędkość odłamka o masie 5 gram, powinna wynosić 200 metrów na sekundę. Zgodnie z pracą Blinowa, pocisk kalibru 76 mm, daje 1000 bądź więcej odłamków, lecz bardzo duża część z nich to odłamki zbyt małe i lekkie, aby być skutecznymi (małe i lekkie odłamki szybko tracą swoją prędkość). Poniżej tabela zamieszczona oryginalnie w Podręczniku artylerii:

 

Blinow_odlamki_1

Ilość zdolnych do rażenia odłamków w zależności od kalibru. Tabela pochodzi z pracy zatytułowanej „Podręcznik artylerii”.

 

 

Kolejny czynnik mający wpływ na działanie odłamkowe pocisku, to głębokość leja. Im głębszy lej, tym słabsze jest działanie odłamkowe pocisku. Ot, przy głębokim leju spora część odłamków utyka w ścianach leja, natomiast przy leju płytkim, odłamki rozlatują się na boki, rażąc cele. Zgodnie z Podręcznikiem artylerii, najlepsze działanie odłamkowe pocisku uzyskuje się przy głębokości leja nie większej niż 20-25 centymetrów. Przy leju o głębokości 35-40 centymetrów, rażenie odłamkowe spada prawie dwukrotnie. Przy leju o głębokości 50 centymetrów bądź większej, rażenie odłamkowe jest minimalne. Poniżej grafika z Podręcznika artylerii:

 

Blinow_odlamki_2

Grafika zamieszczona oryginalnie w „Podręczniku artylerii” Blinowa. Zgodnie z grafiką, im głębszy lej, tym słabsze działanie odłamkowe.

 

 

Następny czynnik mający wpływ na działanie odłamkowe pocisku, to odstęp wybuchu. Odstęp wybuchu, czyli odległość pomiędzy celem, a miejscem wybuchu pocisku. Wygenerowane ze skorupy pocisku odłamki mają nieregularny kształt, stąd też szybko tracą szybkość, a tym samym zdolność rażenia. Zgodnie z pracą Blinowa, przyjmuje się że zdolne do rażenia są wszystkie odłamki przebijające deskę sosnową o grubości 2,5 centymetra i połowa odłamków które utkną w ów desce sosnowej. Poniżej tabela z Podręcznika artylerii– tabela tyczy się pocisku odłamkowo-burzącego kalibru 76 mm, przy założeniu że zapalnik ustawiony został na działanie natychmiastowe.

 

Blinow_odlamki_3

Tabela z „Podręcznika artylerii”, tycząca się tego jak odstęp wybuchu (odległość pomiędzy miejscem wybuchu pocisku a celem) wpływa na działanie odłamkowe pocisku.

 

Tutaj warto wspomnieć o dwóch pojęciach: pierwsze to powierzchnia całkowitego rażenia odłamkami, drugie to powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami. Powierzchnia całkowitego rażenia odłamkami to powierzchnia, na której wybuch jednego pocisku, powoduje trafienie odłamkami co najmniej 90 procent celów, znajdujących się na ów powierzchni. Natomiast powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami to powierzchnia, na której wybuch jednego pocisku, powoduje trafienie odłamkami co najmniej 50 procent celów, znajdujących się na tej powierzchni. Stąd też powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami jest większa od powierzchni całkowitego rażenia odłamkami. Poniżej rysunek przedstawiający powierzchnię całkowitego rażenia odłamkami i powierzchnię skutecznego rażenia odłamkami, w zależności od kalibru pocisku:

 

Blinow_odlamki_4

Kolejny rysunek z „Podręcznika artylerii”, tym razem rysunek przedstawia powierzchnię całkowitego rażenia odłamkami i powierzchnię skutecznego rażenia odłamkami, dla pocisków różnych kalibrów.

 

Poniżej kilka wniosków odnoszących się do działania odłamkowego pocisków. Wnioski te bazują na Podręczniku artylerii:

-Pocisk razi odłamkami bardziej wszerz (lewo-prawo) niż wgłąb (przód-tył). Zgodnie z pracą Blinowa, stosunek głębokości rażenia odłamkowego do szerokości rażenia odłamkowego, wynosi 1:2 dla armat i 1:3 dla haubic. Ujmując to inaczej- przy pocisku armatnim, powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami, powinna być 2 razy szersza, niż dłuższa. Natomiast przy pocisku haubicznym, powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami, powinna być 3 razy szersza, niż dłuższa.

-Powierzchnia, na której istnieje jakakolwiek szansa, że jakiś odłamek razi skutecznie cel, jest wielka, lecz nie ma ona znaczenia przy obliczaniu skuteczności rażenia odłamkami. Ujmując to innymi słowami- niektóre odłamki są w stanie skutecznie razić cele znajdujące się poza powierzchnią określaną jako powierzchnia skutecznego rażenia odłamkami.

-Im twardsza gleba, tym bardziej skuteczne działanie odłamkowe. Twarda gleba sprzyja małej głębokości leja, a im płytszy lej, tym bardziej skuteczne działanie odłamkowe pocisku.

-Aby zwiększyć skuteczność działania odłamkowego pocisku, pocisk powinny mieć zapalnik ustawiony na działanie natychmiastowe. Zapalnik ustawiony na działanie natychmiastowe sprzyja małej głębokości leja, a mała głębokość leja sprzyja skutecznemu działaniu odłamkowemu.

-Duży kąt upadku pocisku (stromy tor lotu) zwiększa skuteczność działania odłamkowego. Stąd też aby zwiększyć skuteczność działania odłamkowego pocisku, należy prowadzić ogień przy jak najmniejszym ładunku miotającym (haubice i moździerze mogą wykorzystywać ładunki miotające różnej mocy).

 

Na zakończenie- cytat z Podręcznika artylerii:

Odłamki pocisku moździerzowego dają skuteczne rażenie w granicach kręgu o promieniu 25 m od miejsca wybuchu dla 120 mm pocisku, 20 m – dla 107 mm, 18 m- dla 82 mm pocisku, całkowite – w granicach kręgu o promieniu w przybliżeniu dwukrotnie mniejszym.

Jeżeli będziemy strzelali z haubic przy kątach podniesienia ponad 45°, rozlatywanie się odłamków także zbliży się do kręgu i powierzchnia, zarówno skutecznego jak też całkowitego rażenia odłamkami zwiększy się półtora, dwa i więcej razy w porównaniu z podaną na rys. 248 – 251.

 

 

 

 

Działanie odłamkowe pocisków artyleryjskich

Pociski artyleryjskie- współczynnik napełnienia

Dziś wpis o amunicji artyleryjskiej, a konkretnie o parametrze który zwie się współczynnikiem napełnienia, bądź też współczynnikiem wypełnienia. Co określa współczynnik napełnienia? Otóż współczynnik ten określa jak duży procent masy pocisku stanowi kruszący materiał wybuchowy znajdujący się w pocisku. Przykładowo, zgodnie z książką Podręcznik artylerii, tom I (autor: A. D. Blinow, Wydawnictwo MON, 1953 rok) od 10 do 15% masy pocisku odłamkowo-burzącego stanowi materiał wybuchowy. Czyli współczynnik napełnienia pocisków odłamkowo-burzących wynosi od 0,10 do 0,15. Dodam że zgodnie ze wspomnianym już Podręcznikiem artylerii, grubość ścianek pocisków odłamkowo-burzących wynosi od 1/8 do 1/7 kalibru. Zaznaczę również że pociski odłamkowo-burzące mają za zadanie zwalczać przeciwnika zarówno siłą wybuchu, jak i odłamkami.

Oprócz pocisków odłamkowo-burzących, istnieją również pociski burzące. Tego typu pociski mają za zadanie zwalczać przeciwnika głównie siłą wybuchu. Pociski burzące charakteryzują się większym współczynnikiem napełnienia od pocisków odłamkowo-burzących, czyli w przypadku pocisku burzącego ponad 15% jego masy stanowi materiał wybuchowy. Zgodnie z Podręcznikiem artylerii, materiał wybuchowy stanowi do 20% masy pocisku burzącego, a grubość ścianek pocisków tego typu wynosi od 1/15 do 1/10 kalibru.

Występują także pociski odłamkowe, mające za zadanie zwalczać przeciwnika głównie odłamkami wygenerowanymi podczas wybuchu. Pociski odłamkowe mają mniejszy współczynnik napełnienia od pocisków odłamkowo-burzących. Czyli w przypadku pocisków odłamkowych mniej niż 10% masy pocisku stanowi materiał wybuchowy.

 

Kruszący materiał wybuchowy stosowano nie tylko w pociskach przeznaczonych do zwalczania celów nieopancerzonych (pociski odłamkowo-burzące, burzące i odłamkowe). Również używane w okresie drugiej wojny światowej klasyczne pełnokalibrowe pociski przeciwpancerne potrafiły zawierać ładunek kruszącego materiału wybuchowego. Tego typu pociski miały za zadanie najpierw przebić pancerz wrogiego czołgu bądź innego wozu bojowego, a następnie wybuchnąć w jego wnętrzu. W anglojęzycznej terminologii, klasyczne pełnokalibrowe pociski przeciwpancerne wyposażone w ładunek kruszącego materiału wybuchowego, określane są mianem APHE (Armor-Piercing High-Explosive). Zgodnie z Podręcznikiem artylerii, w przypadku tego typu amunicji, od 2 do 3% masy pocisku stanowił materiał wybuchowy. W książce tej można znaleźć również wzmiankę zgodnie z którą w przypadku amunicji APHE grubość ścianek pocisku wynosiła od 1/4 do 1/3 kalibru.

Pociski artyleryjskie- współczynnik napełnienia