Broń palna pod wodą

Dziś wpis o broni palnej, a konkretnie o tym czy broń palna działa pod wodą. Przy czym pisząc o broni palnej, mam na myśli zwykłą broń palną, przeznaczoną do walki na lądzie. Nie mam na myśli konstrukcji specjalnie zaprojektowanych do użycia pod wodą, takich jak pistolet SPP-1 bądź karabinek APS. A zatem- czy zwykła broń palna jest w stania działać pod wodą? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przytoczę pewne zdarzanie, jakie miało miejsce w Polsce lat 90.

Otóż w latach 90., na Mazurach, doszło do sytuacji, w której kłusownicy zaatakowali funkcjonariuszy Państwowej Straży Rybackiej. Strażnicy zostali zaatakowani na jednym z mazurskich jezior, kiedy to płynęli łódką. Podczas ataku jeden z kłusowników wciągnął do wody funkcjonariusza i zaczął go topić. Podtapiany funkcjonariusz oddał pod wodą strzał ze swojego pistoletu, lecz strzał nie poskutkował. Podtapiany strażnik oddał więc drugi strzał- tym razem skuteczny. Po oddaniu drugiego strzału napastnik przestał topić strażnika, a następnie owy kłusownik popłynął do brzegu, skąd został zabrany przez swoich kompanów. Jakiś czas później napastnik został znaleziony w szpitalu z raną postrzałową prawego podudzia. Postrzał doprowadził do wieloodłamkowego złamania kości piszczelowej.

Dodam że strażnik uzbrojony był w polski pistolet P-64, czyli 9 mm pistolet wzór 1964. Jest to działająca na zasadzie odrzutu zamka swobodnego broń samopowtarzalna, strzelająca radzieckim nabojem 9×18 mm. Nabój ten określany jest potocznie mianem nabój Makarowa bądź 9 mm Makarow, od Pistoletu Makarowa, który jest najbardziej popularną bronią strzelającą owym nabojem. Trzeba jednak pamiętać że konstruktor Pistoletu Makarowa, Nikołaj Makarow, nie skonstruował naboju 9×18 mm. Nabój został skonstruowany przez Borysa Siemina.

Wróćmy jednak do mazurskiego zdarzania. Sprawa trafiła do sądu, który to zwrócił się z zapytaniem do Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia (WITU), czy możliwe jest oddanie pod wodą dwóch strzałów z pistoletu P-64. Przeprowadzone w WITU doświadczenie wykazało, że zanurzony w wodzie pistolet P-64, przeładowuje się poprawnie po oddaniu strzału. Czyli możliwe jest oddanie pod wodą dwóch strzałów z takiego pistoletu. Dodam że podczas doświadczenia pistolet zanurzony był w wodzie na głębokość 20 centymetrów, a woda miała temperaturę 12 stopni Celsjusza. Jednak obie te informacje raczej nie mają istotnego znaczenia.

Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia jednak na tym nie poprzestał. W instytucie postanowiono również sprawdzić, czy pocisk wystrzelony z trzymanego pod wodą pistoletu P-64, jest w stanie doprowadzić do takich obrażeń, jakie występowały u kłusownika. Aby to sprawdzić, najpierw oddano pod wodą strzał z pistoletu P-64, do deski sosnowej o grubości 25 mm. Podczas testu, pomiędzy wylotem lufy pistoletu a deską, była odległość wynosząca 0,5 metra (owe pół metra uznano za maksymalną odległość z jakiej mógł paść strzał oddany pod wodą przez strażnika). W wyniku podwodnego testu pocisk wbił się w deskę na głębokość 12 mm. Następnie testy napowietrzne wykazały że wystrzelony z pistoletu P-64 pocisk, wbijający się w deskę sosnową na głębokość 12 mm, ma prędkość wynoszącą 140 metrów na sekundę i energię kinetyczną 94 Jouli na centymetr kwadratowy. Po zakończeniu testu uznano że taka energia jest wystarczająca do zadania obrażeń występujących u kłusownika. Testy przeprowadzone w WITU potwierdziły więc prawdziwość zeznać strażnika.

Tutaj nadmienię iż czasami uznaje się że aby pocisk był w stanie skuteczne porazić cel żywy, powinien mieć w momencie uderzenia energię kinetyczną wynoszącą co najmniej 150 Jouli na centymetr kwadratowy. Z drugiej jednak strony, za niebezpieczne dla człowieka uważane są już pociski i odłamki, mające energię kinetyczną wynoszącą ponad 19,6 Jouli na centymetr kwadratowy, przy założeniu że masa pocisku bądź odłamka jest nie mniejsza niż 0,2 grama (pocisk z radzieckiego naboju 9×18 mm ma masę wynoszącą około 6 gram).

Reasumując, przynajmniej niektóre wzory lądowej broni palnej są w stanie poprawnie działać pod wodą. Jednocześnie przynajmniej niektóre pociski projektowane pierwotnie do użytku lądowego, zachowują skuteczność podczas strzelania podwodnego, zakładając bardzo małą odległość pomiędzy wylotem lufy a celem.

Na zakończenie, wpis napisałem na podstawie artykułu Strzały pod wodą. Artykuł ten, napisany przez Andrzeja Kowalczyka, zamieszczony został w Magazynie Strzeleckim Colt, numer 5-6 1995.

Reklamy
Broń palna pod wodą

Broń palna- ciekawy eksperyment

Dziś wpis na temat pewnego eksperymentu, dotyczącego odrzutu broni palnej. Ale do rzeczy, najpierw zastanówmy się, skąd bierze się odrzut broni palnej. Otóż podczas strzału gazy prochowe oddziałują nie tylko na pocisk, lecz również na denko łuski, a poprzez denko łuski na czółko zamka. Zakładając że zamek jest zaryglowany, oddziaływanie gazów prochowych na czółko zamka, oznacza oddziaływanie gazów prochowych na całą broń. Ujmując to inaczej, gazy prochowe powodują nie tylko ruch pocisku do przodu, ale również ruch całej broni do tyłu. Ruch broni do tyłu, czyli odrzut. Zakładam oczywiście że broń ma klasyczny układ miotający, a nie układ rakietowy bądź bezodrzutowy. Ot, zakładam że dyskutujemy o klasycznej broni lufowej, takiej jak karabin bądź armata.

W typowej broni lufowej, masa pocisku jest znacznie mniejsza, względem masy broni. Tym samym to nic dziwnego że w wyniku oddania strzału, pocisk porusza się do przodu ze znacznie większą prędkością, względem prędkości z jaką broń porusza się do tyłu. Jednak co by było gdyby pocisk miał taką samą masę jak broń? Cóż, wydawać by się mogło, że w takim przypadku, po oddaniu strzału, prędkość pocisku powinna być taka sama, jak prędkość broni. Czy jednak tak jest? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przytoczę eksperyment, przeprowadzony przez brytyjski magazyn Field. Dodam że eksperyment ten został przeprowadzony wiele lat temu- albo w XIX wieku, albo na początku XX wieku.

Na czym polegał ten eksperyment? Otóż opracowano lufę o kształcie cylindra, do której włożono ładunek miotający (proch) i pocisk o kształcie walca. Masa pocisku (walca) była taka sama jak masa lufy. Załadowaną prochem i pociskiem lufę położono poziomo na ruchomych wałkach (rolkach). Po odpaleniu ładunku miotającego okazało się że lufa poleciała na odległość wyraźnie większą względem odległości na jaką poleciał pocisk. Przeciętnie lufa leciała na odległość o 57% większą względem odległości na jaką leciał pocisk.

 

Czemu jednak tak było? Przecież wydawać by się mogło, że po oddaniu strzału, pęd pocisku powinien być równy pędowi broni. Otóż zgodnie z pracą zatytułowaną Wybrane zagadnienia z podstaw projektowania broni strzeleckiej (autor: Stanisław Kochański), dochodzą tutaj dwa czynniki:

-Czynnik pierwszy, czyli masa ładunku miotającego. W wyniku strzału ładunek miotający zmienia się w gazy prochowe, które to biorą udział w ruchu.

-Czynnik drugi, czyli odrzutowe działanie gazów prochowych. Otóż po wylocie pocisku z lufy, gazy prochowe wylatują z lufy z prędkością większą od prędkości pocisku. Wylatujące z lufy gazy prochowe oddziałują zarówno na pocisk, jak i na broń, przy czym oddziaływanie na pocisk jest niewielkie, natomiast oddziaływanie na broń znaczne. Ujmując to inaczej, w przypadku klasycznej broni lufowej, z powodu powylotowego oddziaływania gazów prochowych, maksymalna prędkość pocisku jest większa, względem prędkości jaką ma pocisk w momencie wylotu z lufy (prędkość wylotowa), lecz jest to nieznaczna różnica. Jednocześnie odrzutowe działanie gazów prochowych powoduje wyraźny wzrost odrzutu. Zgodnie z pracą Wybrane zagadnienia z podstaw projektowania broni strzeleckiej, odrzutowe działanie gazów prochowych to główny czynnik powodujący że w wyniku strzału broń otrzymuje większy pęd od pocisku.

Broń palna- ciekawy eksperyment

PPS-43 w wersji na nabój pośredni wzór 43

PPS naboj posredni

Powyżej zdjęcie mające przedstawiać skonstruowaną przez Aleksieja Sudajewa broń na nabój pośredni 7,62 mm wzór 43 (7,62×41 mm), bazującą na pistolecie maszynowym PPS-43. Zdjęcie pochodzi z artykułu „Zapomniani rywale Kałasznikowa”, zamieszczonego w magazynie „Broń i Amunicja”.

 

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a konkretnie o radzieckiej konstrukcji strzelającej nabojem pośrednim wzór 43. Ale do rzeczy- otóż podczas drugiej wojny światowej Sowieci doszli do wniosku, że potrzebują broni strzelającej nabojem pośrednim (nabój pośredni to nabój słabszy niż pistoletowy, ale silniejszy niż karabinowy). W ZSRR rozpoczęto więc prace nad amunicją pośrednią i bronią do niej dostosowaną. Wśród radzieckich konstruktorów pracujących nad bronią do naboju pośredniego był Aleksiej Iwanowicz Sudajew, który to opracował wcześniej pistolet maszynowy PPS-42 i jego unowocześnioną wersję, PPS-43.

 

Wśród strzelających nabojem pośrednim konstrukcji Aleksieja Sudajewa, dość dobrze opisany jest prototypowy karabinek automatyczny AS-44 (Awtomat Sudajewa) wraz z jego unowocześnioną wersją, OAS (Obligacziennyj Awtomat Sudajewa). Jednak zgodnie z artykułem Zapomniani rywale Kałasznikowa (magazyn: Broń i Amunicja, numer: Wrzesień-Październik 2007, autorzy: Adam Górecki i Zbigniew Górecki), przed AS-44 było coś jeszcze konstrukcji Sudajewa, dostosowane do naboju pośredniego. Tym czymś miała być strzelające nabojem pośrednim wzór 43 prototypowa broń, bazująca na pistolecie maszynowym PPS-43. Owa skonstruowana przez Sudajewa broń, miała działać tak jak pierwowzór- czyli działać na zasadzie odrzutu zamka swobodnego. Zastosowanie zamka swobodnego w broni strzelającej nabojem pośrednim nie wydaje się dobrym rozwiązaniem- nabój pośredni jest zdecydowanie silniejszy od pistoletowego, stąd też konieczność zastosowania zamka swobodnego charakteryzującego się dużą masą. Natomiast duża masa zamka może negatywnie wpływać na masę broni, celność podczas strzelania seriami i żywotność broni.

 

W sumie niewiele wiadomo na temat owej swobodnozamkowej konstrukcji Sudajewa, strzelającej nabojem pośrednim 7,62 mm wzór 43. Na pewno broń strzelała tym wcześniejszym nabojem pośrednim noszącym oznaczenie wzór 43, czyli nabojem 7,62×41 mm. Nabój ten nie był produkowany na skalę masową, w odróżnieniu od późniejszego naboju pośredniego noszącego oznaczenie wzór 43, czyli naboju 7,62×39 mm (Sowieci mieli dwa wzory naboju pośredniego występujące pod oznaczeniem 7,62 mm wzór 43). Oto co na temat swobodnozamkowej broni Sudajewa strzelającej nabojem wzór 43 można znaleźć w artykule Zapomniani rywale Kałasznikowa:

 

Pierwszy karabinek automatyczny Sudajewa z przełomu 1943/1944, będący powiększoną wersją pistoletu maszynowego PPS-43, z cięższym swobodnym zamkiem, drewnianą kolbą i magazynkiem na 30 naboi [cytowany tekst stanowił podpis pod zdjęciem- przypis autora bloga].

 

konstruktor ten [Sudajew- przypis autora bloga] jako jedyny miał doświadczenie w budowie automatów na nabój wz.1943, gdyż kilka miesięcy wcześniej skonstruował karabinek stanowiący powiększoną wersję swojego pistoletu maszynowego PPS-43, z cięższym swobodnym zamkiem, drewnianą kolbą i magazynkiem na 30 naboi.

 

Powyższe dwa cytaty w sumie niewiele mówią odnośnie mutacji pistoletu maszynowego PPS-43 do naboju pośredniego wzór 43. Na zakończenie dodam że oprócz przebudowanego PPS-43, istniała jeszcze co najmniej jedna radziecka broń strzelająca nabojem wzór 43, która to działała na zasadzie odrzutu zamka swobodnego. Mam na myśli prototypowy Awtomat Szpagina, skonstruowany przez Georgija Szpagina (konstruktor pistoletu maszynowego PPSz-41, czyli Pepeszy). Awtomat Szpagina strzelał nabojem 7,62×41 mm i jak już wspomniano, działał na zasadzie odrzutu zamka swobodnego. Broń charakteryzowała się dużą masą (5,5 kg, sam zamek ważył 1,2 kg), słabą celnością i niewielką żywotnością (Awtomat Szpagina przestał działać po oddaniu 315 strzałów).

 

Awtomat Szpagina

Awtomat Szpagina, czyli kolejna broń zbudowana na zasadzie „nabój pośredni 7,62 mm wzór 43 plus zamek swobodny”.

 

 

 

PPS-43 w wersji na nabój pośredni wzór 43

Awtomat Kałasznikowa- z peemu w karabinek

Dziś wpis o Awtomacie Kałasznikowa (AK), a konkretnie wpis na temat polskich oznaczeń tej broni. Otóż Kałasznikow jest w polskiej terminologii klasyfikowany jako karabinek automatyczny. Czy jednak Kałasznikow był od zawsze karabinkiem w polskim nazewnictwie? Okazuje się że nie. Otóż wiele lat temu Kałasznikow był w Polsce określany mianem pmK. Skrótowiec ten oznaczał pistolet maszynowy Kałasznikowa. Czyli wiele lat temu, w Polsce, Kałach figurował jako pistolet maszynowy (peem). Poniżej fragment polskiej instrukcji do Kałasznikowa– instrukcja z 1961 roku:

 

AK_pmK_m

 

Oznaczenie po jakimś czasie zmieniono na kbkAK, co znaczyło karabinek AK. Kiedy Kałasznikow został w Polsce przechrzczony z peemu na karabinek? Najpewniej miało to miejsce w latach 60. Uważam tak, bowiem w napisanej przez Michała Kochańskiego książce, zatytułowanej Współczesna broń strzelecka, Awtomat Kałasznikowa figuruje jeszcze jako pistolet maszynowy. Książka ta została wydana w 1963 roku. Jednocześnie w następnej wersji tej książki, zatytułowanej Broń strzelecka wojsk lądowych, Awtomat Kałasznikowa jest już karabinkiem. Broń strzelecka wojsk lądowych wydana została w 1968 roku.

Tutaj pewna uwaga odnosząca się do Kałasznikowów z kolbą składaną. Otóż w ZSRR, karabinek AK z kolbą składaną, nosił oznaczenie AKS. Litera „S” miała oznaczać so składywajuszczimsja prikładom (ze składaną kolbą) bądź składnoj (składany). Jednocześnie, według posiadanych przeze mnie informacji, oznaczenie AKS nie było w Polsce stosowane na istotną skalę. Podobnie nie stosowano w Polsce oznaczenia pmKS. Ot, we wczesnej fazie eksploatacji Kałasznikowa w siłach zbrojnych PRL, pisano po prostu pistolet maszynowy Kałasznikowa z metalową kolbą składaną.

 

Kałasznikow to jednak nie tylko wersja zwykła, lecz również wersja zmodernizowana, zwana AKM. Przy czym litera „M” oznacza modernizirowannyj. AKM i jego odmiany od początku eksploatacji w ludowym Wojsku Polskim określane były mianem karabinek. Co ciekawe, o ile w przypadku zwykłego AK z kolbą składaną, oznaczenie AKS nie zyskało w Polsce popularności, to w przypadku AKM z kolbą składaną (AKMS), oznaczenie AKMS było w Polsce popularne.

 

W tym momencie ktoś może zadać następujące pytanie- ale czemu „Kałasznikow” najpierw nazywany był pistoletem maszynowym, a później karabinkiem? Cóż, karabinek Kałasznikowa to broń która łączy cechy pistoletów maszynowych i karabinów. Przykładowo, Kałasznikow strzela amunicją pośrednią. Jest to amunicja słabsza niż karabinowa (stosowana w karabinach), ale silniejsza niż pistoletowa (stosowana w pistoletach maszynowych). Ujmując to inaczej- pocisk wystrzelony z AK ma energię kinetyczną (energię wylotową) wynoszącą około 2000 jouli. Pocisk wystrzelony z pistoletu maszynowego ma około 500-600 jouli energii. Natomiast pocisk wystrzelony z karabinu może mieć energię kinetyczną wynoszącą ponad 3000 jouli. Zastosowanie amunicji pośredniej powoduje że strzelanie seriami z Awtomatu Kałasznikowa ma sens (gdyby AK strzelał amunicją karabinową, odrzut najpewniej był by zbyt duży, aby strzelanie seriami miało sens). Pod tym względem AK przypomina pistolety maszynowe. Jednocześnie amunicja pośrednia powoduje że Kałasznikow ma znacznie większą donośność skuteczną od pistoletów maszynowych- tak jak karabiny. Stąd też problemy terminologiczne.

 

Dodam że problemy terminologiczne związane z wprowadzeniem karabinka automatycznego (indywidualnej, samoczynno-samopowtarzalnej bądź samoczynnej broni, strzelającej nabojem pośrednim), występowały nie tylko w Polsce. Przykładowo, w okresie drugiej wojny światowej, niemieckie prototypowe karabinki automatyczne Mkb 42(W) i Mkb 42(H), miały w oznaczeniu litery „Mkb”, które znaczyły Maschinenkarabiner, co w języku polskim znaczy karabinek maszynowy. Produkowany seryjnie niemiecki drugowojenny karabinek automatyczny, początkowo nosił oznaczenie MP.43, które później zmieniono na MP.44. Litery „MP” oznaczały Maschinenpistole, czyli pistolet maszynowy. Ostatecznie nazwę broni zmieniono na StG.44, przy czym litery „StG” oznaczały Sturmgewehr, co można przetłumaczyć na karabin szturmowy. Dodam że termin Sturmgewehr stał się protoplastą anglojęzycznego terminu assault rifle, który to jest odpowiednikiem polskiego terminu karabinek automatyczny.

 

Na zakończenie, jeszcze nie tak dawno temu byłem przekonany, że obecnie nikt w Polsce nie pamięta oznaczenia pistolet maszynowy Kałasznikowa (pmK), poza miłośnikami broni strzeleckiej. Okazuje się jednak że nawet dzisiaj niektórzy oznaczenie to pamiętają. Poniżej współczesna wypowiedź Lecha Wałęsy, byłego prezydenta Polski:

 

Tego kto przysłał mi dziś 04-03-2019 r kulę [nabój od broni PMK z oświadczeniem że mam 7 dni życia jeśli się nie wycofam z działalności politycznej informuję że takie teksty tylko i wyłącznie mnie wzmacniają w dalszej działalności .Nigdy nikt mnie nie zastraszył i nie zastraszy .Do zobaczenia bohaterze.Ja tylko boję się PANA BOGA i trochę mojej żony .

 

W mojej ocenie, zastosowany przez Lecha Wałęsę termin „broni PMK”, najpewniej oznacza pmK, czyli pistolet maszynowy Kałasznikowa. Lech Wałęsa odbywał zasadniczą służbę wojskową w latach 1963-1965, czyli w czasach kiedy to oznaczenie pmK było w Polsce stosowane.

Awtomat Kałasznikowa- z peemu w karabinek

Półautomatyczna broń strzelecka

Dziś wpis na temat broni strzeleckiej, a konkretnie na temat półautomatycznej broni strzeleckiej. Wpis będzie tyczyć się tego, czy istnieje jakaś półautomatyczna broń strzelecka. Na początek jednak pewna uwaga terminologiczna- otóż w polskiej terminologii, termin broń półautomatyczna, znaczy co innego, niż anglojęzyczny termin semi-automatic firearm. Otóż odpowiednikiem terminu semi-automatic firearm, jest polski termin broń samopowtarzalna.

 

Ujmując to inaczej, w polskiej terminologii broń automatyczna dzieli się na samopowtarzalną, samoczynną i samoczynno-samopowtarzalną. Broń samopowtarzalna to taka, gdzie aby oddać następny strzał, należy jedynie ponownie ściągnąć spust. Taką bronią jest przykładowo pistolet Glock 17. Zgodnie z polską terminologią, Glock 17 nie jest bronią półautomatyczną, lecz bronią automatyczną (a konkretnie automatyczną bronią samopowtarzalną). Natomiast zgodnie z terminologią anglojęzyczną, Glock 17 to semi-automatic firearm. Można w mojej ocenie przyjąć, że jeśli w mediach głównego nurtu słyszymy stwierdzenie broń półautomatyczna, to tak naprawdę chodzi o broń samopowtarzalną (termin semi-automatic firearm często tłumaczony jest niepoprawnie na broń półautomatyczna).

Broń samoczynna (automatyczna broń samoczynna) to taka, która po ściągnięciu spustu strzela, dopóki nie zwolnimy spustu. Taką bronią jest przykładowo radziecki uniwersalny karabin maszynowy PK. Innymi słowami- PK ma jedynie tryb ogień ciągły. Jedyny sposób na oddanie pojedynczego strzału, to odpowiednio krótkie ściągnięcie spustu.

Istnieje również broń samoczynno-samopowtarzalna (automatyczna broń samoczynno-samopowtarzalna). W broni tego typu mamy najczęściej przełącznik rodzaju ognia z trybem do prowadzenia ognia pojedynczego i trybem do prowadzenie ognia ciągłego. Przykładowo, w karabinku Kałasznikowa, jeśli przełącznik rodzaju ognia ustawimy na tryb ogień pojedynczy, to wtedy karabinek Kałasznikowa będzie działać jak broń samopowtarzalna (konieczne ponowne ściągnięcie spustu aby oddać następny strzał). Natomiast jeśli przełącznik rodzaju ognia ustawimy na tryb ogień ciągły, wtedy Kałasznikow będzie strzelać dopóki nie zwolnimy spustu (no, ewentualnie dopóki nie skończą się naboje w magazynku).

 

No dobra, czym jednak w takim razie jest broń półautomatyczna? Otóż broń półautomatyczna to taka, gdzie część cyklu wykonana jest ręcznie, a część automatycznie. Broń półautomatycznie to głównie broń artyleryjska. Przykładowo, armata F-34, stanowiąca uzbrojenie główne czołgu T-34, to broń półautomatyczna. W przypadku armaty F-34 należy ręcznie załadować nabój do komory nabojowej (czyli wyjąć nabój armatni z jakiegoś stelaża/pojemnika/uchwytu i włożyć go do komory nabojowej). Po włożeniu naboju do komory nabojowe zamknięcie zamka odbywa się automatycznie, a po oddaniu strzału następuje automatyczne wyrzucenie łuski. Jednak aby oddać następny strzał, należy kolejny nabój armatni ręcznie włożyć do komory nabojowej. Czyli część cyklu wykonana została ręcznie (włożenie naboju do komory nabojowej), a część automatycznie (zamknięcie zamka, wyrzucenie łuski).

 

Podany powyżej przykład to armata, czyli broń artyleryjska. Czy jednak istnieją jakieś półautomatyczne konstrukcje strzeleckie? Otóż okazuje się że tak, przy czym liczba wzorów (modeli) półautomatycznej broni strzeleckiej jest bardzo mała.

Przykładowo, półautomatyczną bronią strzelecką jest nominalnie radziecki karabin przeciwpancerny PTRD z okresu drugiej wojny światowej. Zgodnie z instrukcją obsługi, w karabinie PTRD należy ręcznie włożyć nabój do komory nabojowej i ręcznie zamknąć zamek, jednak po oddaniu strzału wyrzucenie łuski powinno odbywać się automatycznie. Czyli mamy część cyklu pracy wykonaną ręcznie (włożenie naboju do komory nabojowej, zamknięcie zamka), a część automatycznie (wyrzucenie łuski). Tyle teoria. W praktyce PTRD nie za bardzo chciał samoczynnie wyrzucać łuski- więcej na ten temat napisałem tutaj. Dodam że radziecki karabin przeciwpancerny PTRD to przykład na to, że dobrze jest rozróżniać broń półautomatyczną od broni samopowtarzalnej. Uważam tak, bowiem w okresie drugiej wojny światowej, oprócz PTRD, Sowieci używali również karabinu przeciwpancernego PTRS. Karabin PTRS to automatyczna broń samopowtarzalna. Innymi słowami- w okresie drugiej wojny światowej Sowieci mieli dwa powszechnie spotykane wzory (modele) karabinu przeciwpancernego, z czego jeden był nominalnie półautomatyczny (PTRD), a drugi samopowtarzalny (PTRS).

No dobra, mamy PTRD- ale to raptem jeden wzór, który zresztą miał półautomatykę działającą nie do końca tak, jak należy. Przydał by się jeszcze jakiś wzór półautomatycznej broni strzeleckiej. Takim wzorem jest niemiecki karabin przeciwpancerny Panzerbüchse 38 z okresu drugiej wojny światowej. Był on, tak jak późniejszy PTRD, bronią półautomatyczną. Spotkałem się też z opinią, według której półautomatyczną bronią strzelecką jest granatnik rewolwerowy Milkor MGL. Mam jednak co do tej tezy wątpliwości (link).

 

Półautomatyczna broń strzelecka

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 3

Dziś kolejny wpis o kolorystyce pocisków smugowych Układu Warszawskiego. Jak dałem do zrozumienia w dwóch poprzednich wpisach (link oraz link), najprawdopodobniej nie jest prawdziwa popularna na zachodzie teza, zgodnie z którą w wojskach Układu Warszawskiego, dominowały pociski smugowe pozostawiające zieloną smugę. Cytowane we wcześniejszych wpisach polskie instrukcje obsługi, wskazują że w Układzie Warszawskim, popularne były pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego. Dziś kolejne polskie źródło z czasów istnienia Układu Warszawskiego, choć nie tylko. Ale do rzeczy, najpierw cytat z wydanej w 1972 roku pracy, zatytułowanej Podręcznik strzelca wyborowego:

 

Pociski smugowe (T-46) pozostawiają za sobą smugę światła czerwonego, widzianą w dzień i w nocy. Zasięg ich lotu wynosi co najmniej 1000 m.

 

No dobra, mamy kolejne polskie źródło z czasów PRL, wskazujące że w ludowym Wojsku Polskim używano pocisków smugowych, pozostawiających czerwoną smugę. Doszedłem jednak do wniosku że przydały by się informacje dotyczące innych armii Układu Warszawskiego niż ludowe Wojsko Polskie, po to aby mieć pewność że czerwone smugacze nie były jakimś polskim ewenementem w bloku wschodnim. Postanowiłem więc skontaktować się z pewną osobą, co do których wiedziałem, że służyła w innej armii Układu Warszawskiego, niż ludowe Wojsko Polskie.

 

Skontaktowałem się ze Stefanem Kotchem, autorem świetnej strony kotsch88. Stefan Kotsch służył w siłach zbrojnych Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), znanych jako Nationale Volksarmee (NVA). Dodam że jego strona to świetne źródło odnośnie urządzeń stosowanych w czołgach- znajdziemy na niej między innymi informacje o systemach kierowania ogniem, stabilizatorach i automatach ładujących. Zapytałem się Stefana Kotscha jakie jest jego zdanie o kolorystyce pocisków smugowych stosowanych w NVA. Oto co mi odpisał (cytuję za pozwoleniem Stefana Kotscha):

 

Oh, trudne pytanie po tak długim czasie. Jednak zdecydowanie nie były zielone. 7,62 mm i 5,45 mm z AK miały czerwone smugacze. To samo odnośnie amunicji 7,62 mm do PKT i 12,7 mm. 14,5 mm z 2Ch35 do armaty 125 mm również były czerwone. Może niektóre partie były nieco czerwonawe w kierunku żółtego. Jednak podstawowy kolor był prawdopodobnie całkiem czerwony. Zielony- nigdy.

 

Jak widać, zdaniem Stefana Kotscha, siły zbrojne NRD wykorzystywały amunicję smugową, pozostawiającą smugę koloru czerwonego. Dodam że występujące w powyższym cytacie oznaczenie 2Ch35, tyczy się lufy wkładkowej, umożliwiającej strzelanie amunicją 14,5×114 mm, z armaty czołgowej kalibru 125 mm. Urządzenie takie stosowano w celu zmniejszenia kosztów szkolenia.

Na zakończenie dodam że obecnie jestem praktycznie pewien, że w wojskach Układu Warszawskiego, dominowały pociski smugowe pozostawiające smugę koloru czerwonego, a nie zielonego.

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 3

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 2

Dziś kolejny wpis o amunicji smugowej stosowanej w wojskach Układu Warszawskiego. Jak dałem do zrozumienia w poprzednim wpisie, występuje na zachodzie powszechna opinia, zgodnie z którą w Układzie Warszawskim, wśród pocisków smugowych, dominowały takie, pozostawiające zieloną smugę. W poprzednim wpisie dałem też do zrozumienia, że owa powszechna na zachodzie opinia, nie jest w mojej ocenie zgodna z rzeczywistością. To znaczy, część amunicji smugowej używanej w Układzie Warszawskim, to najpewniej była amunicja pozostawiająca smugę biało-jasnozieloną, ale oprócz amunicji tego typu, w wojskach Układu Warszawskiego, na szeroką skalę wykorzystywano również pocisku smugowe, pozostawiające smugę czerwoną. W dzisiejszym wpisie zamieszczam kolejny dowód na to, że amunicja smugowa pozostawiająca czerwoną smugę, nie była w Układzie Warszawskim ewenementem.

 

Co jest jednak tym dowodem? Otóż jest nim wydana w 1962 roku instrukcja obsługi zatytułowana 14,5 mm PODWÓJNIE SPRZĘŻONY PRZECIWLOTNICZY KARABIN MASZYNOWY ZMODERNIZOWANY (PKMZ-2). Owa broń, oryginalnie oznaczona jako ZPU-2 (Zenitnaja Puliemiotnaja Ustanowka 2), to podwójnie sprzężony wielkokalibrowy karabin maszynowy KPW, strzelający nabojem 14,5×114 mm. Oto cytat ze wspomnianej instrukcji obsługi, odnoszący się do amunicji używanej w PKMZ-2:

 

14,5 mm  n a b o j e  z  p o c i s k i e m  PZ służą do niszczenia odkrytych celów naziemnych, zapalania budowli drewnianych, stogów siana lub słomy oraz innych łatwopalnych obiektów, paliwa znajdującego się w zbiornikach lub cysternach nie zabezpieczonych opancerzeniem w odległości do 1 500 m.

Pociski PZ dają czerwoną smugę, która jest widoczna zarówno w dzień, jak i w nocy. Długość smugi pocisku wynosi co najmniej 1 500 m.

 

Powyższy cytat zawiera wzmiankę o smudze koloru czerwonego, co wskazuje że amunicja smugowa pozostawiająca czerwoną smugę, była stosowana w Układzie Warszawskim. Widoczne w powyższym cytacie pogrubienie jest mojego autorstwa (oryginalnie pogrubienia nie było). Dodam że pocisk PZ (pocisk zapalający), zawiera w tylnej części smugacz, a w przedniej ładunek zapalający. We wnętrzu pocisku znajduje się również spłonka zapalająca i iglica. W chwili uderzenia pocisku w cel, pod wpływem siły bezwładności, iglica uderza w spłonkę zapalającą, a spłonka zapalająca powoduje zapłon ładunku zapalającego. Tym samym pocisk PZ to w sumie pocisk zapalająco-smugowy. Poniżej grafika przedstawiająca między innymi budowę pocisku PZ (grafika pochodzi z instrukcji obsługi do PKMZ-2):

 

KPWT_pociski_1_m

Od lewej: budowa pocisku BST oraz budowa pocisku PZ. Grafika pochodzi z instrukcji obsługi do przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2.

 

Teraz kolej na następny cytat z instrukcji obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2. Ten cytat również tyczyć się będzie amunicji używanej w tej broni. Oto cytat:

 

P o c i s k i  p r z e c i w p a n ce r n e  z a p a l a j ą c e  s m u g o w e  BZT i BST. Działanie przeciwpancerne i zapalające pocisków BZT i BST jest takie, jak pocisków B-32 i BS-41.

Masa zapalająca smugacza pocisku zapala się przy strzale od działania gazów prochowych. Po opuszczeniu przewodu lufy masa zapalająca zapala masę smugową, wskutek czego tworzy się smuga czerwona, widoczna w dzień i w nocy.

 

Jak widać powyżej, mamy kolejną wzmiankę o czerwonym kolorze smugi. Pogrubienie widoczne w powyższym cytacie znowu jest mojego autorstwa. Dodam że pociski BZT i BST, mają zarówno smugacz umieszczony w tylnej części pocisku, jak i ładunek zapalający znajdujący się w przedniej części pocisku. Ładunek zapalający zapala się od samego uderzenia pocisku w cel (pociski BZT i BST nie mają zapłonki i iglicy mającej ją zbić przy uderzeniu pocisku w cel). Oprócz smugacza i ładunku zapalającego, pociski BZT i BST mają również twardy rdzeń, mający za zadanie przebić lekki pancerz. Przy czym pocisk BZT ma rdzeń ze stali hartowanej, natomiast pocisk BST ma rdzeń spiekany. Poniżej grafika z instrukcji obsługi karabinu maszynowego PKMZ-2, grafika przedstawia między innymi budowę pocisku BZT (budowa pocisku BST przedstawiona została na wcześniejszej grafice):

 

KPWT_pociski_2_m

Od lewej: budowa pocisku B-32, budowa pocisku BS-41 oraz budowa pocisku BZT. Grafika z instrukcji obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego PKMZ-2.

 

 

 

 

 

 

 

Pociski smugowe w Układzie Warszawskim, część 2