Wygoda w radzieckich czołgach

Czytając internetowe dyskusje o broni pancernej wielokrotnie spotykałem się z tezą zgodnie z którą radzieckie czołgi, w tym wozy drugowojenne, były wręcz ekstremalnie niewygodne w porównaniu do swoich zachodnich odpowiedników. Czy jednak faktycznie radzieckie czołgi były bardzo niewygodne względem wozów zachodnich? Cóż, według mnie informacje zawarte w radzieckiej książce „Osnowanija Projektirowanija Worużjenija Samochodno-Artiłjerierijskich Ustanowok i Tankow” (Podstawy projektowania uzbrojenia dział samobieżnych i czołgów) powinny pomóc w odpowiedzi na to pytanie. Książkę napisał inżynier pułkownik M. F. Samusenko. Książka została wydana w 1951 roku (jedynie kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej), zawiera więc między innymi informacje dotyczące czołgów z okresu drugiej wojny światowej. Poniżej dwie tabele opracowana na podstawie tabeli zamieszczonej książce Samusenki.

 

czołg

liczba
członków załogi w wieży

średnica
pierścienia oporowego wieży

szerokość
stanowiska działonowego

wymiary
stanowiska ładowniczego

wysokość
przedziału bojowego

T-34/85

3

1570 mm

500 mm

500 mm x 900 mm

1560 mm

IS-2

3

1800 mm

520 mm

600 mm x 1000 mm

1600 mm

Panzer III (armata kalibru 50 mm)

3

1530 mm

500 mm

600 mm x 900 mm

1670 mm

Panzer IV

3

1600 mm

500 mm

500 mm x 750 mm

1440 mm

Panzer V Panther

3

1630 mm

560 mm

500 mm x 900 mm

1600 mm

Panzer VI Tiger

3

1800 mm

520 mm

670 mm x 1000 mm

1580 mm

Cromwell

3

1450 mm

500 mm

400 mm x 800 mm

1665 mm

Churchill (armata 6 funtowa)

3

1380 mm

460 mm

380 mm x 700 mm

1700 mm

M4A2 Sherman

3

1730 mm

600 mm

600 mm x 900 mm

1570 mm

 

czołg

objętość
przedziału bojowego w metrach sześciennych

objętość
kadłuba w metrach sześciennych

objętość
wieży w metrach sześciennych

przestrzeń
zajmowana przez załogę i urządzenia (w metrach sześciennych)

T-34/85

5,2

3,2

2,0

3,8

IS-2

Panzer III (armata kalibru 50 mm)

4,8

3,3

1,5

4,4

Panzer IV

Panzer V Panther

7,3

5,0

2,3

5,4

Panzer VI Tiger

9,6

6,2

3,4

7,8

Cromwell

4,9

3,0

1,9

Churchill (armata 6 funtowa)

M4A2 Sherman

6,9

5,1

1,8

5,2

 

Jeśli bazować jedynie na danych zawartych w powyższych tabelach, można mieć wątpliwości czy radzieckie drugowojenne czołgi wypadały jakoś szczególnie źle pod względem komfortu załogi względem wozów zachodnich. Przykładowo, powyższe informacje wskazują że przedział bojowy radzieckiego drugowojennego czołgu średniego T-34/85 był mniej przestronny niż przedział bojowy amerykańskiego drugowojennego czołgu średniego M4A2 Sherman, ale jednocześnie na podstawie powyższych informacji można mieć wątpliwości czy przedział bojowy czołgu T-34/85 był mniej przestronny od przedziału bojowego niemieckiego drugowojennego czołgu średniego Panzer IV bądź przedziału bojowego brytyjskiego drugowojennego czołgu Cromwell. Podobnie na podstawie powyższych tabeli można mieć wątpliwości czy radziecki drugowojenny czołg ciężki IS-2 miał mniej przestronny przedział bojowy od przedziału bojowego niemieckiego drugowojennego czołgu ciężkiego Panzer VI Tiger (Tygrys). Oczywiście, trudno wysnuwać daleko idące wnioski na podstawie informacji zawartych w dwóch tabelach, jednak powyższe informacje według mnie dają do myślenia. Więcej informacji na temat wygody oferowanej przez drugowojenne wozy bojowe można znaleźć na blogu Archive Awareness i na blogu Jurija Paszoloka.

Reklamy
Wygoda w radzieckich czołgach

Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego

Właśnie przeczytałem książkę „Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego”. Jest to książka o tyle ciekawa, że zawiera ona napisane przez porucznika Jerzego Podoskiego podręczniki strzeleckie z okresu międzywojennego. Tym samym książka ta pozwala spojrzeć na broń strzelecką i strzelectwo oczami osoby żyjącej w okresie międzywojennym. Jednocześnie broń strzelecka nie rozwinęła się tak bardzo od okresu międzywojennego aby wszystkie porady zawarte w podręcznikach Jerzego Podoskiego stały się przestarzałe. Wręcz przeciwnie, spora część porad Jerzego Podoskiego jest aktualna do dzisiaj. Jednak wpis postanowiłem poświęcić tym poradom Jerzego Podoskiego, które z mojej, XXI wiecznej perspektywy, wydają się nie przystawać do dzisiejszych czasów. Wpis ten nie jest w żadnym wypadku krytyką Jerzego Podoskiego, zdaję sobie sprawę z tego że coś co wydaje się słabym rozwiązaniem z perspektywy wczesnego okresu XXI wieku, niekoniecznie wydawało się słabym rozwiązaniem z perspektywy lat 20. i 30. XX wieku. Wpis ten powstał nie po to aby krytykować Jerzego Podoskiego, ale po to aby zobaczyć jakie zmiany zaszły w podejściu do broni strzeleckiej przez kilkadziesiąt lat.

 

Na początek cytaty z podręcznika „Karabinki małokalibrowe i ich użycie”. Podręcznik ten został wydany w 1926 roku.

 Broni małokalibrowej o dostatecznej precyzji dla strzelania na zawodach nie udało się dotąd zbudować, ponieważ broń niezaryglowana musi być zawsze mało precyzyjną, zaś systemu ryglowania nie można dostosować do tak słabej amunicji.

Teza że broń niezaryglowana musi być zawsze mało precyzyjną to według mnie, z dzisiejszej perspektywy, teza nieprawdziwa. Brak ryglowania zamka występuje między innymi w niemieckim samopowtarzalnym karabinie snajperskim PSG-1. Tutaj zaznaczę że choć broń działająca na zasadzie odrzutu zamka półswobodnego (między innymi PSG-1) ma element bądź elementy opóźniające ruch zamka do tyłu we wczesnej jego fazie, to opóźnianie nie jest ryglowaniem. Jednocześnie nawet jeśli odnieść słowa autora o braku ryglowania jedynie do broni działającej na zasadzie odrzutu zamka swobodnego (taka zasada działania dominuje w samopowtarzalnych karabinkach na nabój bocznego zapłonu), to również nie uważam aby broń działającą na zasadzie odrzutu zamka swobodnego była z automatu niecelna.

 

O ile strzelamy z broni bez przyspiesznika, palec wskazujący należy umieścić od razy w kabłąku, nie dotykając spustu, po złożeniu się, opieramy go lekko o spust pierwszym lub drugim członem, zależnie od długości ręki.

   Spusty z przyspiesznikami wymagają wielkich ostrożności, toteż, aby nie spowodować przedwczesnego wypału, podczas składania się, palec powinien być oparty o kabłąk, ale nie wchodzić do kabłaka.

Powyższy cytat jest w mojej ocenie bardzo interesujący, bowiem świadczy o tym że tendencja aby unikać trzymania palca na spuście bez wyraźnej potrzeby (pisząc o wyraźnej potrzebie mam na myśli między innymi chęć oddania strzału), bądź nawet wkładania palca do wnętrza kabłąka spustu, nie istniała od zawsze. Choć Podoski w swoich podręcznikach porusza tematykę bezpieczeństwa, to jednocześnie wręcz zachęca aby w broni pozbawionej przyspiesznika wkładać palec do wnętrza kabłąka spustu (choć warto zauważyć że Podoski odradza wkładanie palca do wnętrza kabłąka spustu w broni z przyspiesznikiem). Obecnie natomiast wkładanie palca do wnętrza kabłąka spustu bez wyraźnej potrzeby, a tym bardziej trzymanie palca na spuście, uważane jest za błąd, niezależnie od tego czy broń ma mechanizm spustowy z przyspiesznikiem, czy bez przyspiesznika.

 

Poniżej cytaty z podręcznika „Pistolet w sporcie i samoobronie”. Podręcznik ten został wydany w 1928 roku.

Nie ulega wątpliwości, że rewolwer jest bronią pewniejszą od pistoletu.

Powyższa teza nie dziwi mnie biorąc pod uwagę że autor pisał swoją książkę w latach 20. XX wieku. Powyższa teza spotykana jest również obecnie. Mam jednak wątpliwości czy obecnie można uznać rewolwer za broń pewniejsza od pistoletu, jeśli założyć użycie pewnej amunicji dającej znikomy odsetek niewypałów. Co ciekawe, już na przełomie XIX i XX wieku odbywały się testy sugerujące że rewolwer niekoniecznie musi być pewniejszy od pistoletu, czego przykładem między innymi testy pistoletu Colt M1900.

 

Pistolet jest stale napięty i wymaga zabezpieczenia. Oprócz bezpiecznika w rączce (należy uważać go za zupełnie niezbędny) może istnieć dodatkowy – zasuwany – raczej szkodliwy, i powinien być zastosowany tzw. bezpiecznik samocznny, polegający na tym, że nie można wystrzelić, o ile po wyjęciu z magazynka, zapomnieliśmy nabój w lufie. To ostatnie zapomnienie jest przyczyną prawie wszystkich wypadków z bronią.

Zgodnie z powyższym cytatem, autor uważał bezpiecznik chwytowy (bezpiecznik w rączce) za niezbędny, bezpiecznik nastawny (zasuwany) za szkodliwy, a bezpiecznik magazynkowy (bezpiecznik samocznny, polegający na tym, że nie można wystrzelić, o ile po wyjęciu z magazynka, zapomnieliśmy nabój w lufie), za przydatny. Rozwój pistoletów nie poszedł jednak w kierunku zgodnym z opinią Podoskiego. Obecnie istnieje wiele pistoletów wyposażonych w bezpiecznik nastawny, a jednocześnie pozbawionych bezpiecznika chwytowego. W sumie nie zdziwił bym się gdyby bezpiecznik nastawny można było uznać za częściej spotykane urządzenie we współczesnych pistoletach od bezpiecznika chwytowego. Oczywiście, taka a nie inna opinia Podoskiego mogła mieć związek z tym na jakim etapie rozwoju były pistolety w latach 20. XX wieku. Dodam że zdziwiła mnie pozytywna opinia Podoskiego o bezpieczniku magazynkowym. Czytając współczesne opinie o tym urządzeniu odnoszę wrażenie że obecnie bezpiecznik magazynkowy uważany jest za mało przydatny.

 

Aby mieć broń długą, – dubeltówkę, lub karabin w zupełnym pogotowiu, najlepiej nosić, ją w obu rękach przed ciałem z prawą ręką na spuście i bezpieczniku.

Powyższa cytat kolejny raz dowodzi że tendencja aby nie trzymać palca na spuście bez wyraźnego powodu jest całkiem współczesnym wynalazkiem.

 

W ostatnich latach ukazało się sporo pistoletów półsamoczynnych, o których doskonałości technicznej wynalazcy prawią dziwne cuda. Kurek podnosi się samoczynnie po nacisku na spust, powtarzać można bez pomocy drugiej ręki, bezpiecznik jest tak urządzony, że przełamuję iglicę przez „pół, zabezpieczając zupełnie itd.”

   Wszystko to wygląda bardzo pięknie, tylko nie mówi się o jednej drobnej sprawie: te udosnonalone pistolety mają kilkanaście drobniutkich sprężynek, części, kawałków i sztuczek, które bardzo łatwo można zgubić lub złamać, a wtedy nie tylko cudowne udoskonalenia nie działają, ale w ogóle cały pistolet jest do niczego.

   Trzymajmy się broni prostych, pewnych i dobrze wypróbowanych, zostawiając te wątpliwe udoskonalenia dla takich amatorów, którzy lubią, broń posiadać, ale nigdy jej nie noszą i nie używają dla własnego bezpieczeństwa, lepiej nie ryzykować życia z powodu jednej sprężynki.

Ogólny wydźwięk powyższego cytatu, zgodnie z którym należy trzymać się broni prostych, pewnych i dobrze wypróbowanych, jest według mnie sensowny również dzisiaj. Jednak warto zauważyć że Podoski uznał za wątpliwe udoskonalenie samonapinanie (kurek podnosi się samoczynnie po nacisku na spust) zastosowane w pistolecie samopowtarzalnym (półsamoczynnym), choć mam wrażenie że opinia Podoskiego o samonapinaniu w rewolwerze nie była aż tak negatywna. Z drugiej jednak strony, Podoski napisał swoją książkę w 1928 roku, były to czasy kiedy rewolwery z samonapinaniem nie były ewenementem, a jednocześnie były to czasy sprzed Walthera PP, który był chyba pierwszym masowo używanym pistoletem z samonapinaniem. Tutaj zaznaczę że obecnie mechanizm spustowy z samonapinaniem jest w pistoletach bardzo często spotykanym rozwiązaniem.

 

Poniżej cytaty z podręcznika „ABC strzelania”. Podręcznik ten pochodzi z 1928 roku.

Istnieją również i karabiny automatyczne, nie stosuje się jednak automatycznych karabinów wojskowych, dlatego, że mechanizm broni automatycznej musi być delikatny, złożony z wielu części, i nie wytrzymałby zabrudzenia i złego obchodzenia się w polu, z drugiej zaś strony żołnierz w walce strzelałby zbyt prędko i bezładnie, marnując naboje do celu.

Podoski w powyższym cytacie daje do zrozumienia że karabin automatyczny (samoczynny bądź samopowtarzalny) był by zbyt delikatny do celów wojskowych. Taka opinia według mnie nie powinna dziwić jeśli przyjrzeć się wzorom karabinów automatycznych (samoczynnych bądź samopowtarzalnych) istniejących w latach 20. XX wieku. Jednak co mnie nieco zaskoczyło, Podoski daje między innymi do zrozumienia że jeśli uzbroić żołnierza w karabin automatyczny, tak więc w broń o dużej szybkostrzelności praktycznej, to będzie on marnował amunicję strzelając zbyt prędko i bezładnie. Podejrzewam zresztą że w latach 20. XX wieku Podoski nie był odosobniony w swojej opinii na temat szybkostrzelnej broni indywidualnej piechoty. Opinia ta okazała się błędna, już podczas drugiej wojny światowej powszechnie używano karabinów samopowtarzalnych (choć jedynie amerykańskie siły zbrojne prawie całkowicie przezbroiły się z karabinów powtarzalnych na samopowtarzalne), a i w Polsce okresu międzywojennego pracowano nad karabinami samopowtarzalnymi. Tutaj zauważę że opracowany przez Jerzego Maroszka w międzywojennej Polsce karabin samopowtarzalny wzór 1938M został wyprodukowany w serii próbnej liczącej według niektórych źródeł około 150 egzemplarzy.

 

Należy zawsze starać się widzieć najwyraźniej cel. Muszka jeszcze dość odległa od oka, będzie wyraźna, zaś krawędzie szczerbiny, chociaż zamglone, są jeszcze dość widoczne, aby można było wyrównać nimi muszkę.

Powyższa porada bardzo mnie zdziwiła. Zazwyczaj spotykałem się z opiniami według których podczas strzelania należy dążyć do tego aby ostro widzieć przyrządy celownicze, a szczególnie muszkę, a nie cel. Pisząc o opiniach nie mam na myśli opini jakiegoś pierwszego lepszego strzelca, ale między innymi opinie zawarte w wydanej w 2007 roku książce „Celność broni strzeleckiej” Jerzego Ejsmonta.

 

…pistolet automatyczny (nosimy, przypis autora bloga) z pełnym magazynkiem, lecz bez naboju w lufie, z nabojem w lufie można nosić tylko te pistolety, które posiadają sprężynowy bezpiecznik w garści zaciskany automatycznie przy objęciu kolby, gdyż wszelkie inne nie zabezpieczają przed przypadkowym strzałem w kieszeni, a z drugiej strony możemy zapomnieć je odsunać w chwili strzału.

Powyższa opinia nie jest według mnie dziwna jeśli przyjrzeć się pistoletom występującym w Polsce lat 20. XX wieku, z drugiej jednak strony, warto zauważyć że dzisiaj istnieją pistolety pozbawione bezpiecznika chwytowego (sprężynowy bezpiecznik w garści zaciskany automatycznie przy objęciu kolby), które można bezpiecznie nosić z nabojem w komorze nabojowej. Oczywiście, trudno mieć pretensje do Podoskiego że pisząc książkę w Polsce lat 20. XX wieku bazował na pistoletach występujących w Polsce lat 20. XX wieku, a nie na pistoletach istniejących obecnie.

 

Zdziwimy zapewne większość naszych Czytelników oświadczając, że tak zwane podwójne działanie czyli możność podnoszenia kurka w rewolwerach, drogą nacisku na spust niczego nie służy, uniemożliwia jakąkolwiek celność i nie powinno być używane nawet przy największym pośpiechu.

Powyższy cytat również ma według mnie taką, a nie inną treść, ze względu na broń obecną w Polsce lat 20 XX wieku. Najpewniej używane wtedy rewolwery (między innymi rewolwer Nagant wzór 1895) charakteryzowały się tak dużą siłą spustu podczas strzelania z samonapinania, że nie dało się według autora skutecznie prowadzić z nich ognia używając samonapinania. Opinia ta, choć najpewniej nie bezpodstawna w latach 20. XX wieku, jest opinią którą w mojej ocenie trudno odnosić do współczesnych rewolwerów.

 

Na zakończenie cytat z podręcznika „Strzelanie”. Podręcznik ten został wydany w 1934 roku.

Prawidłowe celowanie odbywa się w następujący sposób.

  1. „Włożyć” muszkę w szczerbinę, widząc ostro szczerbinę, a nieco mniej ostro – muszkę, nie zwracając uwagi na cel. Wówczas, sprawdzić, czy broń nie jest skręcona.
  2. „Przestawić” oko tak, aby widzieć ostro cel. Wówczas zespół: muszka-szczerbina stanie się nieco mglisty i niewyraźny. Nic to nie szkodzi, nie należy na to zwracać uwagi. Muszka została umieszczona prawidłowo w szczerbinie i tak pozostaje.

Powyżej kolejny cytat zgodnie z którym podczas strzelania należy ostro widzieć cel, a nie przyrządy celownicze. Podczas gdy z tego co wiem obecnie występuje tendencja aby ostro widzieć przyrządy celownicze, szczególnie muszkę, a nie cel.

Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego

Drgania lufy a celność broni strzeleckiej

lufa_drgania

Powyższy rysunek przedstawia drgania lufy występujące podczas strzału. Rysunek pochodzi z polskiej książki „Podręcznik balistyki” z 1947 roku. Rysunek znajduje się na 28 stronie podręcznika.

 

Jeden z czynników które wpływa negatywnie na celność broni strzeleckiej to drgania lufy występujące podczas strzału. Czynnik ten wpływa negatywnie przede wszystkim na celność podczas strzelania ogniem pojedynczym, podczas strzelania seriami to inne czynniki mają na celność wpływ zdecydowanie większy od drgań lufy (mam na myśli drgania lufy względem reszty broni, a nie drgania całej broni spowodowane odrzutem). Drgania lufy to czynnik który brany jest pod uwagę przede wszystkim w przypadku broni długiej (karabiny i karabinki). W przypadku broni krótkiej (pistolety i rewolwery) drgań lufy najczęściej nie bierze się pod uwagę, bowiem lufy stosowane w broni krótkiej zazwyczaj są stosunkowo sztywne. Dobrze również zauważyć że pistolety i rewolwery zazwyczaj charakteryzują się krótką linią celowniczą i brakiem kolby. Cechy te na tyle utrudniają celne strzelanie, że ewentualny wpływ drgań lufy na celność najpewniej pozostanie przez strzelca niezauważony. Jak już wspomniałem, drgania lufy mają negatywny wpływ na celność. Jak jednak ten negatywny wpływ zminimalizować? Otóż jedna z metod to zastosowanie lufy charakteryzującej się grubymi ściankami. Tego typu masywna lufa będzie sztywna, a tym samym mało podatna na drgania. Inna metoda umożliwiająca zminimalizowanie negatywnego wpływu drgań lufy na celność to zastosowanie lufy samonośnej (stosowane jest też określenie lufa swobodnie pływająca, będące kalką anglojęzycznego terminu free floating barrel). Lufa samonośna ma kontakt ze swoim mocowaniem w komorze zamkowej, nie ma jednak kontaktu z tymi elementami broni znajdującymi się na zewnątrz komory zamkowej, które mogły by zakłócić charakterystykę drgań lufy. Przykładowo lufa samonośna nie ma kontaktu z łożem, dwójnogiem, czy rurą gazową. Dzięki temu lufa samonośna umożliwia uzyskanie bardzo dobrej celności. Obie te metody (metoda masywna, sztywna lufa z grubymi ściankami oraz metoda lufa samonośna) często występują razem w broni wyborowej i snajperskiej. Aby dostosować charakterystykę drgań lufy do stosowanej amunicji, można zastosować odpowiednie urządzenie wylotowe, które umożliwia regulację charakterystyki drgań lufy. Tego typu urządzenie wylotowe to przykładowo BOSS (Ballistic Optimising Shooting System). Dobrze również zaznaczyć że jeśli chcieć uzyskać bardzo dobrą celność, to optymalną sytuacją nie jest taka sytuacja w której pocisk wylatuje z lufy kiedy podczas drgań jej koniec jest wyprostowany. Optymalna sytuacja to taka, w której pocisk wylatuje z lufy kiedy jej koniec jest maksymalnie odchylony. Jest tak, bowiem jeśli podczas drgań lufy, jej koniec znajduje się w pozycji wyprostowanej, to wylot lufy ma największą prędkość kątową. Natomiast jeśli podczas drgań lufy, jej koniec znajduje się w pozycji maksymalnie odchylonej, to wylot lufy ma najmniejszą prędkość kątową. Im mniejsza prędkość kątowa wylotu lufy, tym różnice pomiędzy prędkością wylotową poszczególnych pocisków będą miały mniejszy wpływ na celność broni. Jako ciekawostkę dodam że swego czasu zastanawiałem się czy w dotyczącej broni strzeleckiej polskiej literaturze z okresu Polski ludowej (mam na myśli okres od 1944 roku do 1989 roku) były wzmianki o wpływie drgań lufy na celność broni. Początkowo byłem przekonany że w polskiej literaturze z tamtego okresu nie było wzmianek na temat drgań lufy, ale okazuje się że nie jest to prawda. Wzmianki na temat drgań lufy występują w literaturze z okresu Polski ludowej, czego przykładem polska instrukcja wojskowa Krótkie wiadomości z teorii strzelania, pochodząca z 1945 roku. Poniżej cytat z Krótkich wiadomości z teorii strzelania, cytat pochodzi ze strony 41 i strony 41.

 

Drganie lufy przy wystrzale będzie najmniejsze w wypadku, kiedy siła odrzutu skierowana będzie na jeden punkt. Osiąga się to przez silne i szczelne przyleganie tylnej części lufy do kolby i usunięcie oparcia innych części lufy w łożu.

 Osadzanie lufy odbywa się w fabrykach, a oprócz rusznikarza nie wolno nikomu robić w tej dziedzinie jakichkolwiek poprawek. Przy łączeniu lufy z łożem nie należy dążyć do mocniejszego przytwierdzenia lufy, a to dlatego, że drganie (wibracja) broni umocowanej w stojaku jest inne, niż przy strzelaniu z wolnej ręki. Z tego względu przy przestrzeliwaniu karabina, nie wolno umocowywać go w stojaku nieruchomym, a lepiej kłaść go na worku z piaskiem- a to dlatego, że drganie będzie bardziej zbliżone do wibracji którą otrzymujemy przy strzelaniu z wolnej ręki.

 

 

Spośród literatury która została wydana w Polsce ludowej, nie tylko instrukcja Krótkie wiadomości z teorii strzelania zawiera wzmiankę o drganiach lufy. Tego typu wzmiankę zawiera między innymi polski Podręcznik balistyki z 1947 roku. Poniżej cytat z Podręcznika balistyki, cytat pochodzi ze strony 28.

 

Przyczyną powstawania kąta podrzutu nie jest tylko odrzut. Pod wpływem wstrząsu,, który powstanie na skutek wybuchu ładunku, lufa broni zaczyna drgać podobnie jak struna. Gdy przez lufę przebiegają drgania w postaci fal i różne jego punkty to podnoszą się, to opadają, pocisk jeszcze w tym czasie znajduje się w lufie.

 Podobnie drga również wylot lufy; położenie linii będącej przedłużeniem osi przewodu lufy zmienia się periodycznie, a końcowy kierunek pocisku zależy od fazy drgania, która pokrywa się z momentem wylotu (rys. 19 [rysunek znajdujący się na początku wpisu- przypis autora bloga])

 W ten sposób kąt podrzutu znajduje się w prostej zależności od drgania lufy, przy czym drganie lufy przy powstawaniu tego kąta ma nawet większe znaczenie aniżeli odrzut.

 

Drgania lufy a celność broni strzeleckiej

Kąt położenia celu a tor lotu pocisku

kat_celu_tor_lotu

Rysunek z wydanej w 1947 roku polskiej książki „Podręcznik balistyki”. Książka ta została napisana przez majora Stanisława Rajewskiego. Oryginalny podpis pod rysunkiem głosi „Zwiększenie płaskości toru lotu pocisku z kb. wz. 1890/30 przy strzelaniu na 850 m w miarę zwiększania się kąta położenia celu”.

 

Jednym z kluczowych parametrów broni i amunicji podczas strzelania ogniem bezpośrednim (widoczność celu ze stanowiska ogniowego) jest płaskość toru lotu pocisku. Im tor lotu pocisku jest bardziej płaski, tym ewentualny błąd w ocenie odległości położenia celu ma mniejszy negatywny wpływ na szanse trafienia celu. Płaskość toru lotu pocisku ma szczególnie duże znaczenie jeśli dany środek ogniowy nie jest wyposażony w dalmierz, bowiem brak dalmierza sprzyja pomyłkom w ocenie odległości do celu. Zagadnienie które wiąże się bezpośrednio z płaskością toru lotu pocisku to odległość strzału bezwzględnego. Im bardziej płaski tor lotu pocisku, tym większa odległość strzału bezwzględnego. Płaskość toru lotu pocisku zależy od wielu czynników, jednym z tych czynników jest kąt położenia celu względem strzelającego. Jeśli kąt położenia celu jest zerowy (cel znajdujący się na tej samej wysokości co strzelający), wtedy tor lotu pocisku jest najbardziej stromy. Im kąt położenia celu jest bardziej odległy od zera, tym tor lotu pocisku jest bardziej płaski. Jeśli kąt położenia celu względem strzelającego wynosi +90 stopni (cel znajdujący się idealnie nad strzelającym), bądź –90 stopni (cel znajdujący się idealnie pod strzelającym), wtedy tor lotu pocisku jest teoretycznie idealnie płaski. Zgodnie z wydanym w 1947 roku polskim Podręcznikiem balistyki, przy kącie położenia celu wynoszącym od –15 stopni do +15 stopni, zmiana trajektorii lotu pocisku spowodowana niezerowym kątem położenia celu jest tak mała, że w praktyce można ją pominąć (można celować tak jak gdyby cel był na tej samej wysokości co strzelający).

Kąt położenia celu a tor lotu pocisku

Skręcenie broni

skrecenie_broni

Na powyższej grafice rysunek numer 1 obrazuje broń skręconą w lewo, rysunek numer 2 obrazuje broń nie skręconą, natomiast rysunek numer 3 obrazuje broń skręconą w prawo. W okularze lunety widać zielone podłoże tworzące linię widnokręgu, rysunek powstał z założeniem że linia widnokręgu jest idealnie pozioma (horyzont prawdziwy). Czerwona kropka w okularze lunety obrazuje średni punkt trafienia. Jak widać na rysunku, skręcenie broni w lewo powoduje duże przesunięcie średniego punktu trafienia w lewo (uchyb poziomy) oraz nieznacznie przesunięcie średniego punktu trafienia w dół (uchyb pionowy). Natomiast skręcenie broni w prawo powoduje duże przesunięcie średniego punktu trafienia w prawo (uchyb poziomy) oraz nieznacznie przesunięcie średniego punktu trafienia w dół (uchyb pionowy).

 

 

Podczas strzelania z broni strzeleckiej należy dążyć do tego aby broń nie miała przechyłu bocznego (skręcenia) w lewo bądź w prawo. Jeśli podczas strzału broń będzie skręcona w lewo, to średni punkt trafienia powędruje w lewo (uchyb poziomy) oraz w dół (uchyb pionowy) względem punktu celowania. Jeśli podczas strzału broń bęzie skręcona w prawo, to średni punkt trafienia powędruje w prawo (uchyb poziomy) oraz w dół (uchyb pionowy) względem punktu celowania. Skręcenie broni powoduje znacznie większy uchyb poziomy niż pionowy. Przykładowo zgodnie z napisaną przez Jerzego Ejsmonta książką Balistyka dla snajperów, podczas strzelania na odległość 800 metrów z broni na nabój .308 Winchester (pocisk Lapua Scenar o masie 185 granów, prędkośc początkowa 750 metrów na sekundę), skręcenie broni w prawo (zgodnie z ruchem wskazówek zegara) o 10 stopni powoduje że średni punkt trafienia zostaje przesunięty w prawo o około 21 centymetrów oraz w dół o 2 centymetry. Jednym z czynników powodujących skręcenie broni jest tendencja strzelców do poziomowania broni względem elementów otoczenia, które niekoniecznie muszą być poziome. Przykładowo jeśli strzelec poziomuje broń względem linii widnokręgu, która związana jest z horyzontem topograficznym, to linia widnokręgu może być wyznaczana przez (przykładowo) pochyłe wzgórze. Jeśli strzelec będzie poziomował broń względem pochyłego wzgórza, może dojść do skręcenia broni. Aby nie dochodziło do skręcenia broni, niektóre celowniki optyczne wyposażone są w poziomicę, która umożliwia ustawienie broni poziomo niezależnie od punktów odniesienia. Występują również przeznaczone do broni poziomice nie stanowiące elementu celownika, lecz będące oddzielnym elementem mocowanym na szynie montażowej broni.

 

 

Przechył boczny wozu bojowego

czolg_przechyl

Powyższa grafika pochodzi z wydanej w 1974 roku polskiej instrukcji „Podręcznik czołgisty”. Widoczny w górnej części grafiki napis brzmiący „5. Na przechylenie boczne czołgu podczas strzelania w terenie pofałdowanym” odnosi się do tytułu podrozdziału (tytuł podrozdziału brzmi „Określenie poprawek celowania”). Zgodnie z grafiką, aby skompensować wpływ przechyłu bocznego własnego czołgu na położenie średniego punktu trafienia, należy celować w lewy górny róg celu przy przechyle własnego czołgu w prawo oraz celować w prawy górny róg celu przy przechyle własnego czołgu w lewo. Dwie sylwetki czołgu znajdujące się na dole grafiki przedstawiają własny czołg stojący tyłem do osoby oglądającej rysunek, choć pierwsze wrażenie może sugerować inną sytuację (sylwetki czołgu mają namalowaną na środku kropkę, która może kojarzyć się z wylotem lufy armaty czołgowej, co z kolei może kojarzyć się z sytuacją w której namalowany czołg stoi przodem do osoby oglądającej rysunek).

 

 

Skręcenie boczne broni może występować nie tylko w przypadku broni strzeleckiej, ale również w przypadku broni artyleryjskiej, między innymi takiej która stanowi uzbrojenie główne wozów bojowych. Przy czym o ile strzelec znajdujący się na nierównym podłożu zazwyczaj może ustawić broń poziomo, likwidując skręcenie broni, to likwidacja skręcenia broni zazwyczaj nie jest możliwa w przypadku czołgu bądź innego wozu bojowego stojącego na pochyłym wzgórzu w sposób powodujący przechył boczny pojazdu. Stąd też powyżej zamieściłem fragment wydanej w 1974 roku polskiej instrukcji zatytułowanej Podręcznik czołgisty, która zawiera informacje jak należy celować aby skompensować wpływ przechyłu bocznego własnego czołgu (a tym samym skręcenia jego uzbrojenia głównego) na położenie średniego punktu trafienia względem punktu celowania. Wydany w 1974 roku Podręcznik czołgisty dotyczy w dużej mierze radzieckiego zimnowojennego czołgu średniego T-54/T-55, tym samym pojazdu bez systemu kierowania ogniem. Współczesne czołgi wyposażone są natomiast w zaawansowane systemy kierowania ogniem, znacznie ułatwiające celne strzelanie przy przechyle bocznym własnego wozu. Zaznaczę również że istnieją względnie nieliczne pojazdy pancerne z zawieszeniem umożliwiającym obniżenie jednego boku pojazdu przy jednoczesnym podniesieniu drugiego boku pojazdu (przykładowo francuski samochód pancerny AMX-10RC wyposażony w zawieszenie hydropneumatyczne), co przynajmniej w teorii powinno umożliwiać likwidację skręcenia broni przy wozie stojącym na pochyłym wzgórzu.

Skręcenie broni

Wpływ bagnetu na celność, część 2

bagnet_celnosc_1

Powyższy rysunek pochodzi z wydanej w 1947 roku polskiej książki „Podręcznik balistyki”. Książka ta została napisana przez majora Stanisława Rajewskiego. Oryginalny podpis pod rysunkiem głosi „Bagnet na karabinie wpływa na odrzut podobnie, jak ciężar przymocowany do karabina z boku”.

 

Dzisiejszy wpis to następna część wpisu zatytułowanego Wpływ bagnetu na celność. Poprzednia część bazowała na polskiej instrukcji wojskowej Krótkie wiadomości z teorii strzelania z 1945 roku. Dzisiejsza część bazuje na polskim Podręczniku balistyki z 1947 roku. Poniżej zamieszczam cytat z Podręcznika balistyki. Cytat pochodzi ze strony 29 i 31 (na stronie 28 znajduje się rysunek który zamieściłem na początku wpisu), z rozdziału zatytułowanego Odrzut broni. Drganie lufy. Powstawanie kąta podrzutu. Zarówno cytat zamieszczony w dzisiejszym wpisie, jak i cytat zamieszczony w poprzedniej części wpisu, dotyczy karabinu powtarzalnego Mosin wzór 1891/30 z bagnetem kłujnym. W poniższym cytacie pada termin ujemny kąt podrzutu. Termin ten dotyczy sytuacji w której odrzut broni powoduje ruch końca lufy w dół (podrzut ujemny). Jest to sytuacja przeciwna względem dodatniego kąta podrzutu, kiedy to odrzut broni powoduje ruch końca lufy w górę (podrzut dodatni, zwany najczęściej po prostu podrzutem).

 

Przy strzelaniu z karabina wz. 1891/30 z bagnetem kąt podrzutu jest ujemny, a przy strzelaniu bez bagnet- dodatni. Dlatego jeśli z karabina przystrzelanego z bagnetem będziemy strzelać bez bagnetu, to punkt trafienia silnie podniesie się (18-24 cm przy strzelaniu na 100 M). Należy zaznaczyć, że wielkość przesunięcia punktu trafienia w różnych karabinach jest różna i dokładnie można ją określić tylko na podstawie strzelania.

 Bagnet przy strzelaniu ma jeszcze inna znaczenie. Jeśli będziemy obserwować karabin z góry, zauważymy, że symetrię jego narusza tylko bagnet, który jest umieszczony w prawo od osi lufy; w tę też stronę przenosi on środek ciężkości broni.

 Bagnet przy odrzucie hamuje jedną stronę karabina (rys. 21). Im silniej brzeszczot bagnetu jest odgięty w prawo, tym więcej w tę stronę przenosi się środek ciężkości broni, tym dłuższe będzie ramię pary sił powstających przy strzale i tym bardziej przesunie się w lewo punkt trafienia (rys. 21 a).

 Dlatego strzelec powinien dokładnie strzec bagnetu przed zgięciem (przy bagnetu sprawnym, tzn. nie zgiętym w którąkolwiek stronę, przeprowadzona w myśl linia, będąca przedłużeniem górnej krawędzi bagnetu, powinna przecinać oś karabina między celownikiem a szyjką łoża).

 W czasie przystrzeliwania karabina uchylenie pocisków w lewo bierze się pod uwagę i przez odpowiednie przesunięcie muszki w lewo, w przybliżeniu o 0,15 mm, broń doprowadza się do normalnej celności. Jeśli z tego sprawdzonego karabina będziemy strzelać bez bagnetu, nie nastąpi uchyleni lufy w lewo, a pociski znajdą się w prawo od środka celu (w przybliżeniu o 2,5 cm, przy odległości 100 m).

 

Poniżej zamieszczam kompilację dwóch rysunków będących ilustracjami do powyższego cytatu. Poniższe rysunki, podobnie jak powyższy cytat, pochodzą z Podręcznika balistyki. Ilustracją do powyższego cytatu jest również rysunek zamieszczony na początku wpisu.

bagnet_celnosc_2

Wpływ bagnetu na celność, część 2

Niewypały w artylerii

Czasami podczas strzelania może wystąpić niewypał. Spłonka bądź zapłonnik zostają zbite, ale ładunek miotający nie zostaje odpalony. Często spotykałem się z tezą że niewypał to mniejszy problem w przypadku broni strzeleckiej, niż w przypadku broni artyleryjskiej (zaznaczam że nie mam na myśli niewybuchów artyleryjskich, ale właśnie niewypały). W mojej ocenie można uznać taką tezę za prawdziwą, biorąc pod uwagę że amunicja artyleryjska jest znacznie potężniejsza od amunicji strzeleckiej. Tutaj można zadać następujące pytanie: co robić w przypadku wystąpienia niewypału podczas strzelania z broni artyleryjskiej? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zamieszczam fragmenty wydanej w 1972 roku polskiej instrukcji wojskowej występującej pod tytułem Instrukcja artylerii. Działoczyny artylerii naziemnej. Instrukcja ta została wydana w 1972 roku. Poniższy cytat pochodzi ze stron 78 i 79, z rozdziału Obchodzenie się z amunicją w czasie strzelania.

 

W razie niewypału należy jeszcze dwukrotnie odpalić i jeśli strzał nie nastąpił, odczekać 1-2 minuty, otworzyć zamek, wymienić łuskę z ładunkiem, ładunek zasadniczy lub pocisk moździerzowy.

 Jeżeli w czasie otwierania zamka w dziale o ładowaniu nabojami zespolonymi pocisk pozostał w lufie, a łuska się oddzieliła, należy włożyć skróconą łuskę ze zmniejszonym ładunkiem (dla takiego wypadku w każdej baterii należy je mieć) i dać strzał.

 Jeżeli w czasie strzelania z prowadnic wyrzutni artyleryjskich nie zszedł jeden lub kilka pocisków, należy ponownie uruchomić przyrząd odpalający i powtórzyć strzelanie; jeśli i w tym wypadku pociski nie zejdą, należy odczekać 1-2 minuty, po czym rozładować wyrzutnię artyleryjską.

 

 

W powyższym cytacie zainteresował mnie brak wzmianki o ręcznym usuwaniu pocisku z lufy w przypadku niewypału występującego przy dziale strzelającym amunicją rozdzielnego ładowania (oddzielnie ładowany pocisk, oddzielnie ładunek miotający). Jednak jak się zastanowić, nie jest to dziwne, bowiem niewypał oznacza problem z ładunkiem miotającym bądź zapłonnikiem, a nie z pociskiem, tym samym przy niewypale występującym w amunicji rozdzielnego ładowania nie trzeba ręcznie usuwać pocisku z lufy, wystarczy wymienić ładunek miotający i zapłonnik na nowy egzemplarz (oba elementy mogą występować razem pod postacią łuski zawierającej ładunek miotający i zapłonnik), ewentualnie wymienić sam zapłonnik, bez wymiany ładunku miotającego. Tutaj dobrze zaznaczyć że przy broni strzelającej amunicją rozdzielnego ładowania, usuwanie pocisku z lufy w sposób inny niż poprzez wystrzał może być czasochłonne, bowiem może występować konieczność ręcznego wybijania (od strony wylotu lufy) pocisku którego pierścienie wiodące werżnęły się w gwint. Zgodnie z powyższym cytatem, jeśli scalony nabój armatni ulegnie rozcaleniu podczas rozładowywania działa strzelającego amunicją scaloną, a pocisk pozostanie w lufie, należy usunąć pocisk z lufy poprzez oddanie strzału przy pomocy skróconej łuski ze zmniejszonym ładunkiem miotającym (łuska pozbawiona pocisku, tym samym można ją uznać za odmianę naboju ślepego). Brak wzmianki o ręcznym usuwaniu pocisku z lufy dotyczy również sytuacji opisanej powyżej (działo na amunicję scaloną, rozcalenie naboju podczas rozładowywania, pozostanie pocisku w lufie). Poniżej zamieszczam drugi cytat z instrukcji zatytułowanej Instrukcja artylerii. Działoczyny artylerii naziemnej. Tym razem jest to cytat dotyczący rozładowywania broni artyleryjskiej. Cytat pochodzi ze strony 79, z rozdziału Obchodzenie się z amunicją pozostałą po strzelaniu.

 

Działa o ładowaniu rozdzielnym, które po strzelaniu są załadowane rozładowuje się tylko strzelaniem. Pozostałe działa oraz moździerze można rozładowywać przez wyjęcie naboju z lufy przy zachowaniu środków ostrożności.

Wyrzutnie artyleryjskie rozładowuje się przez zdjęcie pocisku z prowadnicy.

 

 

W powyższym cytacie nie ma informacji na temat tego jak usuwać pocisk z lufy przy ręcznym rozładowywaniu działa strzelającego amunicją rozdzielnego ładowania. Jest natomiast wzmianka zgodnie z którą rozładowanie działa strzelającego amunicją rozdzielnego ładowania powinno odbywać się tylko poprzez wystrzał. Najwidoczniej w Wojsku Polskim w latach 70. uważano że rozładowywanie działa strzelającego amunicją rozdzielnego ładowania nie powinno odbywać się w sposób ręczny.

Niewypały w artylerii