Rozrzut broni jako zaleta?

Podczas prowadzenia ognia z jakiejkolwiek broni, praktycznie zawsze występuje zjawisko zwane rozrzutem. To znaczy, nawet jeśli podczas strzelania celować cały czas w ten sam punkt, nawet jeśli podczas strzelania będą cały czas występowały takie same warunki, to tory lotu pocisków i tak nie będą się pokrywały. Skoro tory lotu pocisków nie będą się pokrywały, to i nie będą się pokrywały przestrzeliny na tarczy. Ujmując to innymi słowami, podczas prowadzenia ognia przestrzeliny zajmują na tarczy powierzchnię zwaną polem rozrzutu. Im mniejsze są wymiary pola rozrzutu, tym skupienie broni jest lepsze. Środek pola rozrzutu to średni punt trafienia (śpt). Im bliżej średniego punktu trafienia, tym przestrzeliny układają się gęściej.

Zazwyczaj przyjmuje się że rozrzut broni to zjawisko niepożądane. Ujmując to inaczej, często występuje uogólnienie, zgodnie z którym im mniejszym rozrzutem broń się charakteryzuje, tym lepiej. Stąd też mały rozrzut oznacza dobre skupienie, a duży rozrzut to skupienie słabe. Czy jednak może wystąpić sytuacja, w której większy rozrzut (słabsze skupienie), spowoduje wzrost szans na trafienie celu, względem rozrzutu mniejszego? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się dwóm przypadkom.

 

Przypadek pierwszy- broń wycelowana jest dobrze, średni punkt trafienia przypada na środku sylwetki celu. Poniżej rysunek ilustrujący taką sytuację:

rozrzut_zaleta_1m

Powyższy rysunek pochodzi z pracy zatytułowanej „Podręcznik artylerii, tom I”. Autor pracy to A. D. Blinow. Praca została wydana w języku polskim w 1953 roku, przez Wydawnictwo MON.

 

Lewa strona powyższego rysunku obrazuje sytuację, w której średni punkt trafienia znajduje się na środku sylwetki celu, a broń charakteryzuje się dużym rozrzutem. Prawa strona rysunku to sytuacja, w której średni punkt trafienia znajduje się na środku sylwetki celu, przy broni charakteryzującej się małym rozrzutem. Po lewej stronie rysunku mamy przypadek, gdzie pole rozrzutu ma duże wymiary, tak więc częściowo wychodzi poza obrys sylwetki celu. Stąd też nie wszystkie pociski trafią w cel. Prawa strona rysunku obrazuje małe pole rozrzutu, mieszczące się całkowicie w obrębie sylwetki celu. Oznacza to że wszystkie pociski trafią w cel. Można więc powiedzieć że przy średnim punkcie trafienia zlokalizowanym na środku sylwetki celu, większy rozrzut oznacza spadek szans na trafienie celu, względem rozrzutu mniejszego.

 

Przyjrzyjmy się jednak kolejnej sytuacji. Tym razem mamy broń wycelowaną nieprawidłowo- średni punkt trafienia zlokalizowany jest poza sylwetką celu. Poniżej rysunek obrazujący taką sytuację:

rozrzut_zaleta_2m

Kolejny rysunek z pracy zatytułowanej „Podręcznik artylerii, tom I”.

 

Lewa strona zamieszczonego powyżej rysunku to sytuacja, w której średni punkt trafienia znajduje się poza sylwetką celu, a broń charakteryzuje się małym rozrzutem. Małe wymiary pola rozrzutu powodują, że pole rozrzutu i sylwetka celu nie pokrywają się nawet częściowo, co oznacza że żaden z wystrzelonych pocisków nie trafi w cel. Prawa strona rysunku to sytuacja, gdzie średni punkt trafienia znajduje się poza celem, a broń charakteryzuje się dużym rozrzutem. Duże wymiary pola rozrzutu powodują, że pole rozrzutu częściowo nachodzi na sylwetkę celu, mimo tego że średni punkt trafienia zlokalizowany jest poza celem. Tym samym część pocisków trafi w cel. Można więc uznać że jeśli średni punkt trafienia znajduje się poza sylwetką celu, to wtedy większy rozrzut może powodować wzrost szans na trafienie celu, względem rozrzutu mniejszego. Ergo, większy rozrzut może być w takiej sytuacji korzystny.

 

Dodam że w mojej ocenie to, czy rozrzut będzie zjawiskiem pożądanym, czy niepożądanym, zależy między innymi od tego, czy w cel łatwo wycelować i od szybkostrzelności broni. To znaczy, jeśli strzelać z broni o niewielkiej szybkostrzelności (dajmy na to, karabin powtarzalny) do celu w który łatwo wycelować (przykładowo, nieruchoma tarcza na strzelnicy), to wtedy rozrzut będzie zjawiskiem niepożądanym. Jednak jeśli strzelać z broni o dużej szybkostrzelności (np. karabin maszynowy) do celu w który trudno prawidłowo wycelować (np. szybko przemieszczający się samolot), to wtedy rozrzut może powodować wzrost szans na trafienie w cel.

 

Inny przykład na to że rozrzut broni może być w niektórych sytuacjach zjawiskiem pożądanym, to polowanie na ptactwo. Na ptactwo poluje się nie z broni kulowej (wszelkiego rodzaju sztucery), lecz z broni śrutowej (strzelby), bowiem rozrzut wiązki śrutu powoduje wzrost szans na trafienie w cel, względem pojedynczego strzału kulowego.

 

Na zakończenie, cytat z książki Automatyczna broń strzelecka (autor: Stanisław Kochański, rok wydania: 1991):

Mały rozrzut jest wskazany głównie przy zwalczaniu tzw. celów punktowych o małęj powierzchni i poruszających się z niewielką prędkością w porównaniu z prędkością pocisku. Przy strzelaniu do tzw. celów powierzchniowych lub grupowych, lub poruszających się z dużą prędkością, niekiedy korzystny jest większy rozrzut. W praktyce spotykane są nawet urządzenia zwiększające rozrzut w sposób sztucznie wymuszony.

Reklamy
Rozrzut broni jako zaleta?

Strzelba- długość wiązki śrutu

Ostatnio zacząłem zastanawiać się nad strzelbami, a konkretnie nad pewnym zjawiskiem dotyczącym balistyki strzału śrutowego. Zjawisko które mnie zainteresowało to długość wiązki śrutu. Otóż wylatująca z lufy strzelby wiązka śrutu podczas lotu rozciąga się, tym samym im większa jest odległość wiązki śrutu od wylotu lufy, tym większa jest odległość pomiędzy pierwszymi śrucinami wiązki, a ostatnimi śrucinami wiązki. Jednak jaka jest to odległość? Aby poznać odpowiedź na to pytanie zajrzałem do dwóch książek. Pierwsza książka (czy raczej książeczka) to Dubeltówka śrutowa. Autor książki to Henryk Zapolski-Downar. Książka została wydana w 1955 roku. Poniżej cytat i rysunki z tej książki:

 

Wylatujące z lufy śruciny lecą początkowo zwartą masą. Im dalej jednak od lufy, im śruciny są mniejsze, nieprawidłowego kształtu, bo takie bardziej tracą szybkość, im strzelba mniej ostro bije, tym bardziej część śrucin ładunku pozostaje w tyle. Skutkiem tego początkowo zwarta masa śrutu ku końcowi lotu coraz to więcej rozciąga się w kierunku lotu, tworząc figurę nieprawidłowego kształtu stożka zwróconego podstawą ku tyłowi. I dalej od lufy, tym stożek taki bardziej rozciąga się i wydłuża (rys. 16).

dlugosc_wiazki_2

Jeśli stać z boku, oczywiście w bezpiecznym oddaleniu od przedmiotu, w który śrut trafia, usłyszy się w ślad za hukiem strzału uderzenie śrutu. Uderzenie to może być słyszane jako krótkie dające się wyrazić dźwiękiem: trach! lub też jako dłuższe dające się odtworzyć dźwiękiem trrrrrach! Im ten dźwięk jest dłuższy, w tym większej odległości tylne śruciny lecą za przednimi.

dlugosc_wiazki_1

Ponieważ odległość lotu pomiędzy przednimi a tylnymi śrucinami może dochodzić do kilku metrów i przekraczać wielkość rozrzutu, zagadnienie odległości, na jakiej śruciny lecą za sobą, staje się nie mniej ważne od zagadnienia rozrzutu, nie tylko bowiem, przy dużej odległości lotu pomiędzy śrucinami, świadczy, że broń bije tępo, lecz wpływa także bezpośrednio na skuteczność strzału. Mianowicie przy bardzo szybkim locie lub biegu zwierzyny w poprzek do strzelającego, jeśli śruciny tylne lecą zbyt daleko za przednimi, to przy strzale nawet prawidłowym, w zwierzynę będą trafiały śruciny tylko przednie, gdyż zanim dolecą pozostałe, zwierzyna zdąży przemknąć przez linię ostrzału, a nadlatujące śruciny trafią w próżnię.

 

Druga książka do której zajrzałem to Broń śrutowa i technika strzelania. Autor książki to Tadeusz Puchalski. Książka została wydana w 1978 roku. Poniżej rysunek i cytat z tej książki:

dlugosc_wiazki_3

W wyniku różnej prędkości śrucin wystrzelony ładunek śrutu wydłużając się w kierunku strzału przybiera po 10-20 m formę snopa, podobną do stożka zwróconego szerokim końcem do przodu…

…Pierwsze śruciny wiązki śrutowej lecą nieco szybciej, tylne znacznie wolniej. Śruciny grupują się najczęściej wewnątrz wiązki, tutaj jądro wiązki zawiera około 70% ogólnej liczby śrucin ładunku (Haglund-Claesson 1938). Najszybciej dolatują do celu śruciny skupiające się wokół środka tarczy stałej, natomiast znajdujące się bliżej obwodu tarczy osiągają cel znacznie później. Pierwsze mają zatem większą prędkość niż drugie. Stąd wypływa wniosek praktyczny: przed poruszający się cel należy zakładać raczej za dużo niż za mało, ponieważ każde zbyt duże założenie zostaje wyrównane przez podłużne ugrupowanie śrutu w wiązce, które sprawa, że gdy pierwsze śruciny przelecą przed celem- to następne trafią go.

 

Bazując na powyższych cytatach i rysunkach można według mnie uznać że długość wiązki śrutu może być znaczna. Jednocześnie powyższe cytaty wskazują że rozciągniecie się wiązki śrutu może mieć znaczenie praktyczne (związana jest z owym rozciągnięciem między innymi teza, zgodnie z którą podczas strzelania do poruszającego się celu, lepiej dać zbyt dużą poprawkę, niż zbyt małą).

Strzelba- długość wiązki śrutu

Niebezpieczny Rak?

pm63

Dzisiejszy wpis będzie na temat polskiego pistoletu maszynowego wzór 1963 (PM-63), zwanego popularnie Rakiem. Otóż wielokrotnie spotykałem się z opiniami według których PM-63 jest bronią niebezpieczną dla użytkownika. We wpisie postaram się więc przyjrzeć tezom zgodnie z którymi PM-63 wypada słabo jeśli idzie o bezpieczeństwo użytkownika. PM-63 jest bronią działającą na zasadzie odrzutu zamka swobodnego i jednocześnie strzelającą z zamka otwartego. Działanie na zasadzie odrzutu zamka swobodnego powoduje że zamek po oddaniu strzału hamowany jest przede wszystkim swoją bezwładnością, stąd też aby zamek miał wystarczająco dużą bezwładność, musi mieć stosunkowo dużą masę. Jednocześnie Rak strzela z zamka otwartego, to znaczy, po przeładowaniu zamek pozostaje w tylnym położeniu i dopiero ściągnięcie spustu powoduje ruch zamka w przednie położenie, pobranie naboju z magazynka, a następnie oddanie strzału. Przy broni strzelającej z zamka otwartego, jeśli zamek cofnie się nie dość daleko aby zatrzymać się na zaczepie spustowym, ale dość daleko aby pobrać nabój z magazynka, najpewniej dojdzie do strzału przypadkowego. Jednocześnie duża masa zamka swobodnego, a tym samym jego duża bezwładność, zwiększa szanse na to że zamek broni samoczynnie się cofnie, przykładowo w sytuacji kiedy żołnierz skacze z paki ciężarówki na znajdujące się poniżej podłoże. Jednak aby coś ocenić, dobrze mieć według mnie skalę porównawczą. Owszem, Rak działa na zasadzie odrzutu zamka swobodnego i jednocześnie strzela z zamka otwartego, ale takie połączenie (odrzut zamka swobodnego i jednocześnie strzelanie z zamka otwartego) to prawie standard wśród leciwych pistoletów maszynowych (znaczna większość leciwych peemów charakteryzowała się takim połączeniem). Dobrze zauważyć coś jeszcze. Otóż PM-63 ma nastawny bezpiecznik umożliwiający zabezpieczenie broni zarówno z zamkiem w tylnym położeniu, jak i z zamkiem w przednim położeniu. Bezpiecznik blokuje zamek, stąd też przy zabezpieczonym Raku zamek nie powinien się samoczynnie cofnąć. Nie uważam więc aby Rak był bardziej niebezpieczny dla użytkownika niż inne peemy działające na zasadzie odrzutu zamka swobodnego i jednocześnie strzelające z zamka otwartego. Od niektórych był według mnie wręcz bardziej bezpieczny- istniały peemy działające na zasadzie odrzutu zamka swobodnego i jednocześnie strzelające z zamka otwartego, które nie miały bezpiecznika umożliwiającego zabezpieczenie broni z zamkiem w przednim położeniu, czego przykładem niemiecki drugowojenny pistolet maszynowy MP.38 i wczesne wersje MP.40.  Oczywiście, Rak to nie tylko odrzut zamka swobodnego i strzelanie z zamka otwartego. Rak to również zamek zewnętrzny. Pisząc o zamku zewnętrznym mam na myśli to że zamek tego peemu nie jest umieszczony we wnętrzu komory zamkowej (zamek we wnętrzu komory zamkowej to cecha znacznej większości pistoletów maszynowych), lecz porusza się na szkielecie, niczym w zwykłym pistolecie samopowtarzalnym. Czy zastosowanie zamka zewnętrznego powodowało wzrost zagrożenia dla użytkownika? Cóż, według mnie nie. Co prawda można argumentować że zamek zewnętrzny może powodować wzrost szans na przypadkowe odciągnięcie zamka w tylne położenie, przykładowo podczas wkładania broni do kabury, z drugiej jednak strony, przy broni z zamkiem umieszczonym we wnętrzu komory zamkowej również może nastąpić przypadkowe odciągnięcie zamka w tylne położenie, przykładowo jeśli użytkownik broni przyhaczy o coś rączką zamkową. No i jak już napisałem, Rak ma bezpiecznik który umożliwia zablokowanie zamka zarówno w tylnym, jak i przednim położeniu, tym samym jeśli Rak jest zabezpieczony, nie powinno nastąpić przypadkowe odciągnięcie zamka w tylne położenie. Tutaj dodam że podczas prowadzenia ognia zamek zewnętrzny Raka ma rzekomo od czasu do czasu uderzać w twarz (a konkretnie w oko) swojego użytkownika, jednak mam wrażenie że ta opinia to z dużym prawdopodobieństwem tak zwana miejska legenda. Przede wszystkim Rak strzela z zamka otwartego, tym samym po przeładowaniu broni zamek pozostaje w tylnym położeniu, a użytkownik widzi jak daleko zamek cofnie się po oddaniu strzału. Jednocześnie spotkałem się z opinią według której nie było żadnego udokumentowanego przypadku w którym strzelec Raka dostał zamkiem w twarz. Tutaj dodam że były przypadki kiedy podczas strzelania z Raka jego zamek tłukł szkła masek przeciwgazowych, ale podobno takie przypadki zachodziły jedynie przy niektórych typach masek przeciwgazowych, a i nie były to sytuacje szczególnie częste. Na zakończenie dodam że rzekomo były przypadki kiedy strzelec Raka tracił palec ze względu na małą długość przedniego chwytu pistoletowego (rzekomo palec dłoni trzymającej przedni chwyt pistoletowy potrafił znaleźć się na linii strzału), ale również w tym przypadku mam wrażenie że to tak zwana miejska legenda. Podobno nie było żadnego udokumentowanego przypadku utraty palca podczas strzelania z Raka, zakładając  prowadzenie ognia w prawidłowy sposób. Ogólnie rzecz biorąc, nie uważam aby PM-63 był jakoś szczególnie niebezpieczny dla użytkownika, szczególnie jeśli oceniać Raka na tle innych leciwych pistoletów maszynowych.

Niebezpieczny Rak?

Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego

Właśnie przeczytałem książkę „Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego”. Jest to książka o tyle ciekawa, że zawiera ona napisane przez porucznika Jerzego Podoskiego podręczniki strzeleckie z okresu międzywojennego. Tym samym książka ta pozwala spojrzeć na broń strzelecką i strzelectwo oczami osoby żyjącej w okresie międzywojennym. Jednocześnie broń strzelecka nie rozwinęła się tak bardzo od okresu międzywojennego aby wszystkie porady zawarte w podręcznikach Jerzego Podoskiego stały się przestarzałe. Wręcz przeciwnie, spora część porad Jerzego Podoskiego jest aktualna do dzisiaj. Jednak wpis postanowiłem poświęcić tym poradom Jerzego Podoskiego, które z mojej, XXI wiecznej perspektywy, wydają się nie przystawać do dzisiejszych czasów. Wpis ten nie jest w żadnym wypadku krytyką Jerzego Podoskiego, zdaję sobie sprawę z tego że coś co wydaje się słabym rozwiązaniem z perspektywy wczesnego okresu XXI wieku, niekoniecznie wydawało się słabym rozwiązaniem z perspektywy lat 20. i 30. XX wieku. Wpis ten powstał nie po to aby krytykować Jerzego Podoskiego, ale po to aby zobaczyć jakie zmiany zaszły w podejściu do broni strzeleckiej przez kilkadziesiąt lat.

 

Na początek cytaty z podręcznika „Karabinki małokalibrowe i ich użycie”. Podręcznik ten został wydany w 1926 roku.

 Broni małokalibrowej o dostatecznej precyzji dla strzelania na zawodach nie udało się dotąd zbudować, ponieważ broń niezaryglowana musi być zawsze mało precyzyjną, zaś systemu ryglowania nie można dostosować do tak słabej amunicji.

Teza że broń niezaryglowana musi być zawsze mało precyzyjną to według mnie, z dzisiejszej perspektywy, teza nieprawdziwa. Brak ryglowania zamka występuje między innymi w niemieckim samopowtarzalnym karabinie snajperskim PSG-1. Tutaj zaznaczę że choć broń działająca na zasadzie odrzutu zamka półswobodnego (między innymi PSG-1) ma element bądź elementy opóźniające ruch zamka do tyłu we wczesnej jego fazie, to opóźnianie nie jest ryglowaniem. Jednocześnie nawet jeśli odnieść słowa autora o braku ryglowania jedynie do broni działającej na zasadzie odrzutu zamka swobodnego (taka zasada działania dominuje w samopowtarzalnych karabinkach na nabój bocznego zapłonu), to również nie uważam aby broń działającą na zasadzie odrzutu zamka swobodnego była z automatu niecelna.

 

O ile strzelamy z broni bez przyspiesznika, palec wskazujący należy umieścić od razy w kabłąku, nie dotykając spustu, po złożeniu się, opieramy go lekko o spust pierwszym lub drugim członem, zależnie od długości ręki.

   Spusty z przyspiesznikami wymagają wielkich ostrożności, toteż, aby nie spowodować przedwczesnego wypału, podczas składania się, palec powinien być oparty o kabłąk, ale nie wchodzić do kabłaka.

Powyższy cytat jest w mojej ocenie bardzo interesujący, bowiem świadczy o tym że tendencja aby unikać trzymania palca na spuście bez wyraźnej potrzeby (pisząc o wyraźnej potrzebie mam na myśli między innymi chęć oddania strzału), bądź nawet wkładania palca do wnętrza kabłąka spustu, nie istniała od zawsze. Choć Podoski w swoich podręcznikach porusza tematykę bezpieczeństwa, to jednocześnie wręcz zachęca aby w broni pozbawionej przyspiesznika wkładać palec do wnętrza kabłąka spustu (choć warto zauważyć że Podoski odradza wkładanie palca do wnętrza kabłąka spustu w broni z przyspiesznikiem). Obecnie natomiast wkładanie palca do wnętrza kabłąka spustu bez wyraźnej potrzeby, a tym bardziej trzymanie palca na spuście, uważane jest za błąd, niezależnie od tego czy broń ma mechanizm spustowy z przyspiesznikiem, czy bez przyspiesznika.

 

Poniżej cytaty z podręcznika „Pistolet w sporcie i samoobronie”. Podręcznik ten został wydany w 1928 roku.

Nie ulega wątpliwości, że rewolwer jest bronią pewniejszą od pistoletu.

Powyższa teza nie dziwi mnie biorąc pod uwagę że autor pisał swoją książkę w latach 20. XX wieku. Powyższa teza spotykana jest również obecnie. Mam jednak wątpliwości czy obecnie można uznać rewolwer za broń pewniejsza od pistoletu, jeśli założyć użycie pewnej amunicji dającej znikomy odsetek niewypałów. Co ciekawe, już na przełomie XIX i XX wieku odbywały się testy sugerujące że rewolwer niekoniecznie musi być pewniejszy od pistoletu, czego przykładem między innymi testy pistoletu Colt M1900.

 

Pistolet jest stale napięty i wymaga zabezpieczenia. Oprócz bezpiecznika w rączce (należy uważać go za zupełnie niezbędny) może istnieć dodatkowy – zasuwany – raczej szkodliwy, i powinien być zastosowany tzw. bezpiecznik samocznny, polegający na tym, że nie można wystrzelić, o ile po wyjęciu z magazynka, zapomnieliśmy nabój w lufie. To ostatnie zapomnienie jest przyczyną prawie wszystkich wypadków z bronią.

Zgodnie z powyższym cytatem, autor uważał bezpiecznik chwytowy (bezpiecznik w rączce) za niezbędny, bezpiecznik nastawny (zasuwany) za szkodliwy, a bezpiecznik magazynkowy (bezpiecznik samocznny, polegający na tym, że nie można wystrzelić, o ile po wyjęciu z magazynka, zapomnieliśmy nabój w lufie), za przydatny. Rozwój pistoletów nie poszedł jednak w kierunku zgodnym z opinią Podoskiego. Obecnie istnieje wiele pistoletów wyposażonych w bezpiecznik nastawny, a jednocześnie pozbawionych bezpiecznika chwytowego. W sumie nie zdziwił bym się gdyby bezpiecznik nastawny można było uznać za częściej spotykane urządzenie we współczesnych pistoletach od bezpiecznika chwytowego. Oczywiście, taka a nie inna opinia Podoskiego mogła mieć związek z tym na jakim etapie rozwoju były pistolety w latach 20. XX wieku. Dodam że zdziwiła mnie pozytywna opinia Podoskiego o bezpieczniku magazynkowym. Czytając współczesne opinie o tym urządzeniu odnoszę wrażenie że obecnie bezpiecznik magazynkowy uważany jest za mało przydatny.

 

Aby mieć broń długą, – dubeltówkę, lub karabin w zupełnym pogotowiu, najlepiej nosić, ją w obu rękach przed ciałem z prawą ręką na spuście i bezpieczniku.

Powyższa cytat kolejny raz dowodzi że tendencja aby nie trzymać palca na spuście bez wyraźnego powodu jest całkiem współczesnym wynalazkiem.

 

W ostatnich latach ukazało się sporo pistoletów półsamoczynnych, o których doskonałości technicznej wynalazcy prawią dziwne cuda. Kurek podnosi się samoczynnie po nacisku na spust, powtarzać można bez pomocy drugiej ręki, bezpiecznik jest tak urządzony, że przełamuję iglicę przez „pół, zabezpieczając zupełnie itd.”

   Wszystko to wygląda bardzo pięknie, tylko nie mówi się o jednej drobnej sprawie: te udosnonalone pistolety mają kilkanaście drobniutkich sprężynek, części, kawałków i sztuczek, które bardzo łatwo można zgubić lub złamać, a wtedy nie tylko cudowne udoskonalenia nie działają, ale w ogóle cały pistolet jest do niczego.

   Trzymajmy się broni prostych, pewnych i dobrze wypróbowanych, zostawiając te wątpliwe udoskonalenia dla takich amatorów, którzy lubią, broń posiadać, ale nigdy jej nie noszą i nie używają dla własnego bezpieczeństwa, lepiej nie ryzykować życia z powodu jednej sprężynki.

Ogólny wydźwięk powyższego cytatu, zgodnie z którym należy trzymać się broni prostych, pewnych i dobrze wypróbowanych, jest według mnie sensowny również dzisiaj. Jednak warto zauważyć że Podoski uznał za wątpliwe udoskonalenie samonapinanie (kurek podnosi się samoczynnie po nacisku na spust) zastosowane w pistolecie samopowtarzalnym (półsamoczynnym), choć mam wrażenie że opinia Podoskiego o samonapinaniu w rewolwerze nie była aż tak negatywna. Z drugiej jednak strony, Podoski napisał swoją książkę w 1928 roku, były to czasy kiedy rewolwery z samonapinaniem nie były ewenementem, a jednocześnie były to czasy sprzed Walthera PP, który był chyba pierwszym masowo używanym pistoletem z samonapinaniem. Tutaj zaznaczę że obecnie mechanizm spustowy z samonapinaniem jest w pistoletach bardzo często spotykanym rozwiązaniem.

 

Poniżej cytaty z podręcznika „ABC strzelania”. Podręcznik ten pochodzi z 1928 roku.

Istnieją również i karabiny automatyczne, nie stosuje się jednak automatycznych karabinów wojskowych, dlatego, że mechanizm broni automatycznej musi być delikatny, złożony z wielu części, i nie wytrzymałby zabrudzenia i złego obchodzenia się w polu, z drugiej zaś strony żołnierz w walce strzelałby zbyt prędko i bezładnie, marnując naboje do celu.

Podoski w powyższym cytacie daje do zrozumienia że karabin automatyczny (samoczynny bądź samopowtarzalny) był by zbyt delikatny do celów wojskowych. Taka opinia według mnie nie powinna dziwić jeśli przyjrzeć się wzorom karabinów automatycznych (samoczynnych bądź samopowtarzalnych) istniejących w latach 20. XX wieku. Jednak co mnie nieco zaskoczyło, Podoski daje między innymi do zrozumienia że jeśli uzbroić żołnierza w karabin automatyczny, tak więc w broń o dużej szybkostrzelności praktycznej, to będzie on marnował amunicję strzelając zbyt prędko i bezładnie. Podejrzewam zresztą że w latach 20. XX wieku Podoski nie był odosobniony w swojej opinii na temat szybkostrzelnej broni indywidualnej piechoty. Opinia ta okazała się błędna, już podczas drugiej wojny światowej powszechnie używano karabinów samopowtarzalnych (choć jedynie amerykańskie siły zbrojne prawie całkowicie przezbroiły się z karabinów powtarzalnych na samopowtarzalne), a i w Polsce okresu międzywojennego pracowano nad karabinami samopowtarzalnymi. Tutaj zauważę że opracowany przez Jerzego Maroszka w międzywojennej Polsce karabin samopowtarzalny wzór 1938M został wyprodukowany w serii próbnej liczącej według niektórych źródeł około 150 egzemplarzy.

 

Należy zawsze starać się widzieć najwyraźniej cel. Muszka jeszcze dość odległa od oka, będzie wyraźna, zaś krawędzie szczerbiny, chociaż zamglone, są jeszcze dość widoczne, aby można było wyrównać nimi muszkę.

Powyższa porada bardzo mnie zdziwiła. Zazwyczaj spotykałem się z opiniami według których podczas strzelania należy dążyć do tego aby ostro widzieć przyrządy celownicze, a szczególnie muszkę, a nie cel. Pisząc o opiniach nie mam na myśli opini jakiegoś pierwszego lepszego strzelca, ale między innymi opinie zawarte w wydanej w 2007 roku książce „Celność broni strzeleckiej” Jerzego Ejsmonta.

 

…pistolet automatyczny (nosimy, przypis autora bloga) z pełnym magazynkiem, lecz bez naboju w lufie, z nabojem w lufie można nosić tylko te pistolety, które posiadają sprężynowy bezpiecznik w garści zaciskany automatycznie przy objęciu kolby, gdyż wszelkie inne nie zabezpieczają przed przypadkowym strzałem w kieszeni, a z drugiej strony możemy zapomnieć je odsunać w chwili strzału.

Powyższa opinia nie jest według mnie dziwna jeśli przyjrzeć się pistoletom występującym w Polsce lat 20. XX wieku, z drugiej jednak strony, warto zauważyć że dzisiaj istnieją pistolety pozbawione bezpiecznika chwytowego (sprężynowy bezpiecznik w garści zaciskany automatycznie przy objęciu kolby), które można bezpiecznie nosić z nabojem w komorze nabojowej. Oczywiście, trudno mieć pretensje do Podoskiego że pisząc książkę w Polsce lat 20. XX wieku bazował na pistoletach występujących w Polsce lat 20. XX wieku, a nie na pistoletach istniejących obecnie.

 

Zdziwimy zapewne większość naszych Czytelników oświadczając, że tak zwane podwójne działanie czyli możność podnoszenia kurka w rewolwerach, drogą nacisku na spust niczego nie służy, uniemożliwia jakąkolwiek celność i nie powinno być używane nawet przy największym pośpiechu.

Powyższy cytat również ma według mnie taką, a nie inną treść, ze względu na broń obecną w Polsce lat 20 XX wieku. Najpewniej używane wtedy rewolwery (między innymi rewolwer Nagant wzór 1895) charakteryzowały się tak dużą siłą spustu podczas strzelania z samonapinania, że nie dało się według autora skutecznie prowadzić z nich ognia używając samonapinania. Opinia ta, choć najpewniej nie bezpodstawna w latach 20. XX wieku, jest opinią którą w mojej ocenie trudno odnosić do współczesnych rewolwerów.

 

Na zakończenie cytat z podręcznika „Strzelanie”. Podręcznik ten został wydany w 1934 roku.

Prawidłowe celowanie odbywa się w następujący sposób.

  1. „Włożyć” muszkę w szczerbinę, widząc ostro szczerbinę, a nieco mniej ostro – muszkę, nie zwracając uwagi na cel. Wówczas, sprawdzić, czy broń nie jest skręcona.
  2. „Przestawić” oko tak, aby widzieć ostro cel. Wówczas zespół: muszka-szczerbina stanie się nieco mglisty i niewyraźny. Nic to nie szkodzi, nie należy na to zwracać uwagi. Muszka została umieszczona prawidłowo w szczerbinie i tak pozostaje.

Powyżej kolejny cytat zgodnie z którym podczas strzelania należy ostro widzieć cel, a nie przyrządy celownicze. Podczas gdy z tego co wiem obecnie występuje tendencja aby ostro widzieć przyrządy celownicze, szczególnie muszkę, a nie cel.

Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego