Polska replika filmowa czołgu Cromwell

Dziś wpis o broni pancernej, a konkretnie o polskie replice filmowej brytyjskiego drugowojennego czołgu Cromwell. Ową replikę można zobaczyć w filmie Daleka jest droga z 1963 roku (fragment filmu trwający od 3:44 oraz fragment trwający od 18:04). Replikę zbudowano na bazie radzieckiego drugowojennego czołgu średniego T-34 (a przynajmniej na bazie podwozia radzieckiego wozu), przy czym w mojej ocenie była to dobra decyzja- zarówno radziecki czołg T-34, jak i brytyjski czołg Cromwell, mają zawieszenie Christie z pięcioma dużymi kołami jezdnymi przypadającymi na burtę wozu, oba wozy charakteryzują się również brakiem rolek biegu powrotnego gąsienicy (górny odcinek gąsienicy spoczywa na kołach jezdnych). Warto nadmienić że w obu wozach wieża przesunięta jest wyraźnie do przodu (mniejsza odległość pomiędzy wieżą a przednią krawędzią kadłuba, względem odległości pomiędzy wieżą a tylną krawędzią kadłuba). Oczywiście, można się zastanawiać czy czołg T-34 posłużył do zbudowania repliki z powodu pewnego podobieństwa do brytyjskiego Cromwella, czy może po prostu z powodu dostępności (mamy dostęp do czołgu T-34 więc zbudujemy na jego bazie replikę).

Polska replika filmowa czołgu Cromwell

Bezkolbowy AKMS z Iraku

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a konkretnie wpis bazujący na zdjęciach, jakie znalazłem na moim dysku twardym. Otóż kilka dni temu znalazłem na moim dysku zdjęcia, przedstawiające karabinek AKMS, przekształcony do układu (prawie) bezkolbowego. Owa konwersja została dokonana w okolicach 2005 roku przez irackich bojowników, przy należy zaznaczyć że zwykły karabinek AKMS (Awtomat Kałasznikowa Modernizirowannyj So składnym prikładom) to broń w układzie klasycznym, wyposażona w metalową kolbę składaną.

Jak widać na powyższym zdjęciu, karabinek został pozbawiony kolby i chwytu pistoletowego, zastosowano natomiast stopkę kolby przymocowaną bezpośrednio do tylnej ścianki komory zamkowej. Rolę chwytu pistoletowego pełni magazynek, tym samym nie jest to prawdziwa broń w układzie bez kolby właściwej (bullpup). Otóż w prawdziwym bullpupie, chwyt pistoletowy znajduje się przed magazynkiem, stąd też broń widoczna na zdjęciu to jak dla mnie prawie-bullpup. Przed gniazdem magazynka umieszczono nowy spust, który to połączony został ze spustem standardowym przy pomocy cięgła, które to obchodzi magazynek z lewej strony. Po prawej stronie broni umieszczony został haczyk współpracujący z rączką zamkową karabinka- przy pomocy haczyka można unieruchomić zespół ruchomy karabinka, co poprawia wytłumienie broni (ów karabinek wyposażony został w tłumik dźwięku). Nadmienić należy że widoczny na zdjęciach tłumik dźwięku to nie jest charakterystyczny dla Kałasznikowów tłumik PBS-1. Karabinek nie ma mechanicznego celownika- podstawa celownika mechanicznego służy jako podstawa dla lunety celowniczej.

Bezkolbowy AKMS z Iraku

Strzelby powtarzalne typu „pump action”

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a bardziej konkretnie, kilka moich przemyśleń o strzelbach powtarzalnych typu pump action. Na wstępie pewne uwaga terminologiczna- strzelby powtarzalne pump action dowodzą że polska terminologia nie jest kompatybilna z terminologią anglojęzyczną. Otóż w przypadku anglojęzycznego terminu pump action shotgun, kładziony jest nacisk na sposób przeładowania broni (pump action, czyli przeładowanie poprzez wykonanie ruchu łożem). Natomiast w przypadku polskiego terminu strzelba powtarzalna, kładziony jest nacisk na to że broń trzeba po każdym strzela ręcznie przeładować. Ot, gdyby ktoś skonstruował strzelbę, którą po strzale należało by ręcznie przeładować poprzez wykonanie ruchu rączką zamkową, to w polskiej terminologii nadal była by to strzelba powtarzalna, a w terminologii anglojęzycznej był by to bolt action shotgun.

W przypadku strzelb powtarzalnych typu pump action, ruch łoża do tyłu powoduje odryglowanie i otwarcie zamka, a ruch łoża do przodu powoduje zamknięcie i zaryglowanie zamka. Warto zauważyć że przy napiętym mechanizmie uderzeniowym, blokada suwadła uniemożliwia odciągnięcie łoża w tylne położenie (otwarcie zamka)- stąd też jeśli broń jest nabita (nabój w komorze nabojowej), to aby usunąć nabój z komory nabojowej bez oddawania strzału, należy najpierw wcisnąć przycisk zlokalizowany w okolicach kabłąka spustu (wciśnięcie przycisku powoduje wyłączenie blokady suwadła), a dopiero następnie odciągnąć łoże w tylne położenie. Po co blokada suwadła? Cóż, gdyby nie ona, wtedy użyteczność strzelby powtarzalnej była by w mojej ocenie dyskusyjna. Przyjmijmy że mamy strzelbę bez blokady suwadła, przyjmijmy również że strzelec, pod wpływem stresu, odciągnął nieco łoże w tylne położenie. W takiej sytuacji strzelec nie będzie w stanie oddać strzału, bowiem uniemożliwi to bezpiecznik przed strzałem przedwczesnym. Dzięki blokadzie suwadła nie jest możliwe przypadkowe odciągnięcie łoża w tylne położenie. Więcej na ten temat można znaleźć na forum strzelecka.net.

Przyjmijmy że mamy strzelbę powtarzalną dostosowaną do amunicji 12/76. Liczba 12 oznacza kaliber wagomiarowy, a liczba 76 to długość komory nabojowej wyrażona w milimetrach. Kaliber wagomiarowy 12, czyli z bryły ołowiu o masie jednego funta brytyjskiego, można by odlać 12 pocisków kulistych, pasujących do lufy (stąd też przy kalibrze wagomiarowym 12, średnica przewodu lufy jest większa, niż przy kalibrze wagomiarowym 16). Warto nadmienić że strzelba dostosowana do amunicji 12/76, może również strzelać amunicją 12/70, 12/65, bądź też 12/63,5. Powiem więcej, użycie amunicji 12/63,5 w strzelbie powtarzalnej dostosowanej do amunicji 12/76, ma pewien sens- otóż typowa strzelba powtarzalna ma magazynek rurowy umieszczony pod lufą, zawierający naboje umieszczone jeden za drugim. Stąd też przy użyciu amunicji 12/63,5, do magazynka najpewniej będzie można załadować więcej naboi, niż przy użyciu amunicji 12/76 (mniejsza długość naboju 12/63,5 względem naboju 12/76).

Jak przed chwilą wspomniałem, typowa strzelba powtarzalna ma magazynek rurowy umieszczony pod lufą. Stąd też strzelba powtarzalna ma nie tylko donośnik (popychający naboje w kierunku tylnej części broni), ale również podajnik, pod postacią rampy, na którą to wjeżdża nabój. Czyli strzelec oddaje strzał, a następnie przesuwa łoże do tyłu, co skutkuje wyciągnięciem pustej łuski z komory nabojowej i wyrzuceniem jej przez okno wyrzutowe. Przy ruchu łoża do tyłu, podajnik (rampa) zostaje opuszczony, dzięki czemu może wjechać na niego nabój umieszczony w magazynku. Teraz strzelec przesuwa łoże do przodu- podajnik zostaje uniesiony, a zamek pobiera z niego nabój i wprowadza ów nabój do komory nabojowej.

Tutaj warto wspomnieć o dwóch blaszkach sterowanych ruchami suwadła- mam na myśli ustalacz (przytrzymywacz) oraz rozdzielacz. Przy łożu w przednim położeniu, ustalacz jest włączony, a rozdzielacz pozostaje wyłączony. Włączony ustalacz uniemożliwia wprowadzenie naboju pod podajnik. Ruch łoża do tyłu powoduje nie tylko opuszczenie podajnika, ale również wyłączenie ustalacza- dzięki wyłączeniu ustalacza, donośnik magazynka może pchnąć naboje w kierunku tylnej części broni, aby jeden z naboi wjechał na podajnik. Wraz z wyłączeniem ustalacza następuje włączenie rozdzielacza- rozdzielacz uniemożliwia wprowadzenia na podajnik więcej niż jednego naboju (stąd też strzelba powtarzalna dostosowana do amunicji 12/76, może strzelać nawet wyraźnie krótszymi nabojami, typu 12/63,5). Jak łatwo się domyślić, podczas ruchu łoża do przodu, następuje nie tylko uniesienie podajnika, ale również wyłączenie rozdzielacza i włączenie ustalacza.

Typowa strzelba powtarzalna ma umieszczone u dołu broni okno, przeznaczone do ładowania magazynka, oraz dodatkowo, okno wyrzutowe łusek, znajdujące się po prawej stronie broni. Istnieją jednak wyjątki- w strzelbie powtarzalnej Ithaka 37, okno u dołu broni, pełni zarówno rolę okna do ładowania magazynka, jak i okna wyrzutowego łusek.

Czas wspomnieć o mechanizmie spustowym strzelb powtarzalnych. Współczesne strzelby powtarzalne mają urządzenie zwane przerywaczem. Dzięki przerywaczowi, jeśli strzelec odda strzał, a następnie przeładuje broń cały czas ściągając spust, strzał nie padnie natychmiast po wprowadzeniu nowego naboju do komory nabojowej- aby oddać strzał, strzelec będzie musiał zwolnić spust, a następnie spust ściągnąć. Istniały jednak strzelby powtarzalne z mechanizmem spustowym bez przerywacza- w tego typu strzelbach, jeśli strzelec po oddaniu strzału przeładuje broń cały czas ściągając spust, strzał padnie natychmiast po wprowadzeniu nowego naboju do komory nabojowej. Ot, strzelba bez przerywacza, jest w stanie strzelać tak samo szybko, jak strzelec jest w stanie wachlować łożem. Współczesne strzelby powtarzane mają przerywacz aby zwiększyć bezpieczeństwo użytkowania broni. Dodam że strzelanie ze strzelby powtarzalnej bez przerywacza w stylu cały czas ściągam spust i wachluję łożem, można określić anglojęzycznym terminem slam fire.

Wiele lat temu zastanawiałem się czy można zrobić taki manewr, aby przy załadowanej i nabitej archetypicznej strzelbie powtarzalnej (nabój w komorze nabojowej i naboje w magazynku), usunąć nabój z wnętrza komory nabojowej, pozostawiając naboje w magazynku rurowym. Zapytałem się praktyka. Ów praktyk opisał mi taką oto metodę- odciągamy łoże w tylne położenie (wciskając uprzednio przycisk zwalniający blokadę suwadła), a następnie przechylamy broń w prawo. Odciągnięcie łoża do tyłu spowoduje wyrzucenie naboju przez okno wyrzutowe łusek, a przechylenie broni w prawo spowoduje wypadnięcie przez okno wyrzutowe naboju umieszczonego na podajniku. Kolejne naboje nie wjadą na podajnik, bowiem uniemożliwi to rozdzielacz. Opisana metoda ma jednak pewną wadę- zastosowanie owej metody spowoduje usunięcie z wnętrza broni dwóch naboi, zamiast jednego. Jednak pewien czas temu, w pracy autorstwa Marka Kaszczyka, natrafiłem na opis innej metody. Zgodnie z inną metodą, należy odciągnąć łoże do tyłu na tyle daleko, aby można było ręcznie wyjąć nabój przez okno wyrzutowe, ale jednocześnie na tyle blisko, aby donośnik nie wprowadził kolejnego naboju na podajnik (ustalacz pozostaje cały czas włączony). Używając metody opisanej przez Marka Kaszczyka, usuwamy z wnętrza broni jedynie jeden nabój.

Strzelby powtarzalne typu „pump action”

Efektywność bojowa czołgów, rok 1980

Dziś wpis o broni pancernej, a konkretnie o czołgach z okresu zimnej wojny. Otóż jakiś czas temu znalazłem amerykański dokument zatytułowany COMBAT POTENTIALS of the Armament and Combat Equipment of the Ground Forces and Aviation of the USSR and of the Armies of the Probable Enemy, and Table of the Combat Potentials of Large Units, co można chyba przetłumaczyć jako Potencjał bojowy uzbrojenia i wyposażenia wojsk lądowych i lotnictwa ZSRR i armii potencjalnego przeciwnika, dodatkowo zestawienie potencjału bojowego dużych jednostek. Omawiany amerykański dokument powstał na bazie dokumentów radzieckich, ergo, dokument zawiera szacunki stworzone przez Sowietów, a nie przez Amerykanów. We wspomnianym dokumencie znajduje się między innymi rozdział odnośnie efektywności bojowej czołgów, przy czym zgodnie z dokumentem, im wyższa liczba, tym wyższa efektywność czołgu. Poniżej strona z owego dokumentu:

Na bazie powyższej strony można wywnioskować że w oczach Sowietów, stosunkowo nowoczesne czołgi radzieckie (T-64A, T-72, T-80, czyli wozy z pancerzem warstwowym i automatem ładującym), wypadały dobrze pod względem efektywności bojowej, na tle starszych czołgów zachodnich (M60A1, Leopard 1). Jednocześnie, zgodnie z dokumentem, najnowsze czołgi zachodnie (XM-1, Leopard 2), miały większą efektywność bojową, względem zdecydowanej większości czołgów radzieckich. Zaznaczam że szacunki zamieszczone w omawianym dokumencie bywają krytykowane przez miłośników broni pancernej. Cały amerykański dokument można zobaczyć tutaj. Warto również zajrzeć do mojego starszego wpisu, zatytułowanego czołgowe tabelki, gdzie zamieszczone zostały szacunki odnośnie efektywności bojowej czołgów z okresu drugiej wojny światowej.

Efektywność bojowa czołgów, rok 1980

Emilcin

Dziś wpis o… kosmitach. Przy czym o ile pewien czas temu napisałem wpis o projekcie SETI, to tym razem wpis jest o kosmitach w mniej poważnym wydaniu. Ale do rzeczy- otóż wiele lat temu nie miałem przesadnie sceptycznego zdania odnośnie pozaziemskiego wyjaśnienia zjawiska UFO. Gdy dorosłem, poszedłem w kierunku sceptycyzmu, aczkolwiek nawet gdy stałem się sceptykiem, nadal uważałem za zastanawiające zdarzenie w Emilcinie.

Tutaj pokrótce wyjaśnię na czym polegało zdarzenie w Emilcinie. Otóż w Polsce, w 1978 roku, miało rzekomo dojść do spotkania 70 letniego rolnika z kosmitami. Owi kosmici mieli zabrać rolnika do swojego pojazdu latającego, a następnie rolnika przebadać. Warto nadmienić że pod koniec lat 70., o zdarzeniu w Emilcinie, było w Polsce głośno- powstał nawet film dokumentalny zatytułowany Odwiedziny, czyli u progu tajemnicy. Przy czym zdarzenie w Emilcinie było w moich sceptycznych oczach zastanawiające, bowiem uważałem za mało prawdopodobne, aby 70 letni rolnik zmyślił sobie kontakt z kosmitami- szczególnie jeśli uwzględnić że w Polsce lat 70. dostęp do wiedzy odnośnie zjawiska UFO był zdecydowanie mniejszy niż obecnie.

Przez długi czas byłem przekonany że już niczego ciekawego nie dowiem się odnośnie Emilcina- jednak w 2013 roku wydana została książka Tajne operacje, PRL i UFO. Autor książki, Bartosz Rdułtowski, stawia w swojej książce hipotezę, zgodnie z którą rolnik został tak naprawdę… zahipnotyzowany. Oczywiście, według Rdułtowskiego, rolnik został zahipnotyzowany nie przez kosmitów, lecz przez innego człowieka. Ogólnie rzecz ujmując, zgodnie z hipotezą autora, zahipnotyzowanie rolnika miało być częścią zemsty jednego ufologa na drugim. Zdaję sobie sprawę z tego że hipoteza Rdułowskiego brzmi mocno sensacyjnie, jednak w mojej ocenie autor przedstawia całkiem mocne poszlaki świadczące na korzyść swojej hipotezy.

Na zakończenie- uważam że książka Bartosza Rdułtowskiego jest dobrym argumentem przeciwko pozaziemskiemu wyjaśnieniu zjawiska UFO. Ot, okazuje się że najbardziej wiarygodny przypadek UFO w Polsce, można wyjaśnić w sposób nieco bardziej konwencjonalny, niż kosmici. Dodam że w sieci można znaleźć całkiem niezły wywiad z Bartoszem Rdułtowskim odnośnie zdarzenia w Emilcinie.

Emilcin

Wczesna wieża czołgu T-34 a demontaż armaty

Dziś wpis o broni pancernej, a konkretnie o radzieckim czołgu średnim T-34 z okresu drugiej wojny światowej. Ale do rzeczy- wczesna wieża czołgu T-34 była skonstruowana tak, że tylny pancerz wieży miał postać płyty pancernej przymocowanej do reszty wieży poprzez śruby. Dzięki takiemu rozwiązaniu ułatwiony był demontaż armaty- armatę można było wyjąć z wnętrza wieży poprzez zdemontowanie tylnej płyty pancernej wieży. Poniżej odpowiedni rysunek:

Widoczny od tyłu czołg T-34 Model 41. Kolor czerwony to tylna płyta pancerna wieży „przyśrubowana” do reszty wieży. Kolor jasnoniebieski to tylna górna płyta kadłuba, również przymocowana śrubami. Kolor ciemnoniebieski to luk serwisowy zapewniający dostęp do układu przeniesienia napędu.

Opisaną powyżej cechę konstrukcyjną wieży można uznać za cechę sensowną- ułatwiony demontaż armaty za akceptowalną cenę osłabienia tylnego pancerza wieży (należy pamiętać że tylny pancerz czołgu nie jest trafiany zbyt często). Jednak o ile tylny pancerz wieży pod postacią łatwej do zdemontowania płyty pancernej to cecha wczesnych czołgów T-34 (wczesny wariant wieży przedmutrowej), to jednocześnie Sowieci dość wcześnie porzucili ową cechę konstrukcyjną. Brak możliwości zdemontowania tylnego pancerza wieży to już cecha późnego wariantu wieży przedmutrowej. Również w kolejnych typach wieży czołgu T-34 nie można było zdemontować tylnego pancerza wieży (wieża mutra, wieża czołgu T-34-85).

Tutaj można zadać następujące pytanie- czemu Sowieci dość wcześnie porzucili rozwiązanie, które przynajmniej teoretycznie, było rozwiązaniem dobrym? Cóż, w mojej ocenie, podczas działań wojennych, najpewniej bardzo rzadko występowała konieczność demontażu armaty z czołgu T-34. Po pierwsze, armata F-34, która to stanowiła uzbrojenie główne czołgu T-34, wystrzeliwała pocisk z przeciętną prędkością początkową (680 metrów na sekundę). W tego typu armatach żywotność lufy zazwyczaj jest dość duża. Po drugie, Sowieci ponosili bardzo duże straty, stąd też najpewniej mało który czołg T-34 był w stanie oddać tak dużo strzałów ze swojej armaty, aby zużyć jej lufę. Ot, statystycznie utrata czołgu następowała wcześniej, niż konieczność demontażu armaty z powodu zużytej lufy.

Sowieci wcześnie porzucili możliwość łatwego demontażu tylnej płyty pancernej wieży, ale jednocześnie do końca produkcji czołgu T-34, tylny górny pancerz kadłuba, miał postać łatwej do zdemontowania płyty pancernej- stąd też w czołgu T-34 był stosunkowo dobry dostęp do elementów układu przeniesienia napędu. Warto również zauważyć że powstał prototypowy wariant czołgu T-34-85 ze zmodyfikowaną tylną częścią kadłuba, w którym to zbiorniki paliwa umieszczone były ponad skrzynią biegów- ów wariant nie został wprowadzony do produkcji, bowiem uznano że zbiorniki paliwa umieszczone ponad skrzynią biegów, utrudniają do niej dostęp (utrudnione wykonywanie czynności obsługowych i demontaż skrzyni biegów). Ergo, w oczach Sowietów dobry dostęp do układu przeniesienia napędu był ważniejszy, niż możliwość łatwego zdemontowania armaty czołgu.

Wczesna wieża czołgu T-34 a demontaż armaty

Sól w pociskach artyleryjskich

Dziś wpis tyczący się amunicji artyleryjskiej, a konkretnie jej budżetowej wersji. Ale do rzeczy- otóż pod koniec drugiej wojny światowej, Niemcom brakowało materiałów wybuchowych, stosowanych jako wypełnienie pocisków artyleryjskich. Stąd też Niemcy, aby bezkosztowo zwiększyć objętość materiałów wybuchowych, zaczęli mieszać materiały wybuchowe (główne trotyl) z… solą kamienną. Oczywiście, metr sześcienny czystego trotylu będzie miał większą siłę wybuchu względem metra sześciennego trotylu zmieszanego z solą, ale jak widać Niemcy uznali że pociski artyleryjskie o zmniejszonej efektywności to lepsze rozwiązanie, od niedoborów amunicji artyleryjskiej. Tutaj pewna uwaga- według posiadanej przeze mnie wiedzy, w typowej sytuacji, głównym czynnikiem rażącym odłamkowo-burzącego pocisku artyleryjskiego, jest nie tyle wybuch sam w sobie, co raczej odłamki generowane ze skorupy pocisku poprzez wybuch. Przy mniejszej sile wybuchu odłamki miały mniejszą prędkość, ale jednocześnie były większe, stąd też energia kinetyczna pojedynczego odłamka mogła być zbliżona do tego co występowało w przypadku standardowej, bezsolnej amunicji. Oczywiście, większe wymiary odłamków oznaczały mniejszą ilość odłamków, a tym samym większe ryzyko że żaden z odłamków nie trafi celu- ale jak już wspominałem, najwidoczniej Niemcy uznali że lepiej mieć dużo pocisków artyleryjskich o zmniejszonej efektywności, niż zbyt mało pocisków o efektywności standardowej. Więcej na ten temat można znaleźć tutaj.

Sól w pociskach artyleryjskich

Broń pancerna- kilka linków

Dziś wpis zawierający kilka linków do stron, które to mogą być interesujące dla miłośników bron pancernej. Zaczynajmy więc moją mocno subiektywną wyliczankę interesujących stron o broni pancernej!

Pierwsza strona jaką chcę zalinkować to anglojęzyczny blog Tankograd. Jest to blog o radzieckich czołgach i innych radzieckich wozach bojowych z okresu zimnej wojny, tworzony przez człowieka używającego pseudonimu Iron Drapes. Wpisy zamieszczone na owym blogu są niesamowicie rozbudowane- mam wrażenie że trudno znaleźć w internecie lepsze źródło odnośnie radzieckich zimnowojennych pojazdów pancernych, względem bloga Tankograd. Tutaj pewna ciekawostka- we wpisie odnośnie czołgu T-54, rozdział o układzie przeniesienia napędu owego pojazdu, jest mojego autorstwa.

Czas na kolejny blog- tym razem jest to hiszpańskojęzyczny blog Alejandro-8 (Historia y tecnología militar, czyli Historia i technika wojskowa), autorstwa Alejandro. Na owym blogu najbardziej interesujące wydają mi się wywiady z ludźmi którzy to służyli jako czołgiści, przykładowo wywiad ze Stefanem Kotschem, który to służył w siłach zbrojnych NRD na czołgach T-55 i T-72. Inny interesujący wpis to wywiad z Irańczykiem, który to walczył podczas wojny iracko-irańskiej. Co ciekawe, jeden z wpisów zamieszczonych na blogu Alejandro-8, to wpis mojego autorstwa. Warto nadmienić że tłumaczenie maszynowe dość dobrze radzi sobie z językiem hiszpańskim. Dodam że blog Alejandro istnieje również w wersji anglojęzycznej (link do anglojęzycznej wersji wywiadów z czołgistami).

Powyżej wspomniałem o Stefanie Kotschu. Tutaj warto nadmienić że Stefan Kotsch jest nie tylko byłym czołgistą, ale również autorem strony Kotsch88, która to tyczy się szczegółów konstrukcyjnych czołgów i innych wozów bojowych. Jest to strona w języku niemieckim.

Bardzo dobrą stroną jest Sherman Minutia Website o amerykańskim czołgu M4 Sherman z okresu drugiej wojny światowej. Inna strona o Shermanowej tematyce to The Sherman Tank Site. Obie zalinkowane strony są w języku angielskim. Jeśli idzie o radziecki czołg średni T-34, warto zajrzeć na rosyjskojęzyczną stronę T-34 inform.

Na zakończenie- blog Tank Archives tworzony przez Petera Samsonova (Piotra Samsonowa?). Jest to blog zawierający oryginalne radzieckie dokumenty przetłumaczone na język angielski. Co ciekawe, kiedyś ten sam autor tworzył również blog Soviet Gun Archives o broni strzeleckiej, bazujący na tej samej formule.

Broń pancerna- kilka linków

Ciekawy subwariant czołgu Sherman

Dziś kolejny wpis o broni pancernej- tym razem amerykański czołg średni M4 Sherman z okresu drugiej wojny światowej. Ale do rzeczy- otóż jak już kiedyś napisałem, początkowo przedni górny pancerz kadłuba czołgu Sherman miał grubość 2 cali i nachylony był pod kątem 57 stopni. Wśród tych czołgów Sherman, które to miały pancerz kadłuba spawany z płyt walcowanych, wozy z przednim górnym pancerzem nachylonym pod kątem 57 stopni miały nieoptymalną kompozycją pancerza. Ot, w tego typu wozach przedni górny pancerz miał postać kilku małych płyt pancernych zespawanych ze sobą. W drugiej połowie 1943 roku wprowadzono przedni górny pancerz kadłuba o grubości 2,5 cala, nachylony pod kątem 47 stopni. Nowy pancerz miał taką samą grubość sprowadzoną jak pancerz poprzedni (około 90 mm), ale jednocześnie nowy typ przodu kadłuba zapewniał poprawę kompozycji pancerza w wozach mających kadłub spawany z płyt walcowanych. Innymi słowy, Shermany mające kadłub spawany z płyt walcowanych, charakteryzujące się jednocześnie przednim górnym pancerzem nachylonym pod kątem 47 stopni, miały przedni górny pancerz pod postacią jednej dużej płyty pancernej. Warto nadmienić że Shermany mające przedni górny pancerz nachylony pod kątem 47 stopni, miały większe górne włazy kadłubowe (właz kierowcy i strzelca kaemu), względem Shermanów z przednim górnym pancerzem nachylonym pod kątem 57 stopni.

Jednocześnie, jak już kiedyś napisałem, Shermany dzielą się na czołgi suche oraz mokre. Zasadniczo czołgi suche miały główny zapas naboi armatnich umieszczony we wnętrzu bocznych nawisów kadłuba (sponsony), a czołgi mokre mokre miały główny zapas amunicji umieszczony na dnie kadłuba i dodatkowo mokre komory amunicyjne. Stąd też Shermany mokre zapalały się wyraźnie rzadziej w razie przebicia pancerza przez pocisk przeciwpancerny, względem Shermanów suchych.

No właśnie, dochodzimy do clou mojego wpisu. Otóż jeśli idzie o Shermany uzbrojone w armatę (armata M3 kalibru 75 mm bądź armata M1 kalibru 76 mm), wozy z przednim górnym pancerzem nachylonym pod kątem 57 stopni były suche, natomiast wozy z przednim górnym pancerzem nachylonym pod kątem 47 stopni były zazwyczaj mokre. Istnieje jednak pewien wyjątek- otóż istniała seria produkcyjna czołgu M4A2 (Sherman z Dieslem), gdzie zastosowano nowszy typ przedniego pancerza (nachylony pod kątem 47 stopni) w połączeniu ze starszym sposobem przechowywania amunicji (sposób suchy). Dodam że ów subwariant czołgu M4A2 miał armatę M3 kalibru 75 mm jako uzbrojenie główne. Wyprodukowano 1000 wozów należących do opisanego subwariantu czołgu M4A2. Do czasów dzisiejszych przetrwał jedynie jeden egzemplarz, które to znajduje się w Bukareszcie, w Rumunii. Więcej informacji na temat owego subwariantu czołgu M4A2 można znaleźć tutaj oraz tutaj.

Należy nadmienić że w powyższym tekście pominąłem czołgi Sherman uzbrojone w haubicę kalibru 105 mm. Miały one przedni górny pancerz nachylony pod kątem 47 stopni, a jednocześnie charakteryzowały się brakiem mokrych komór amunicyjnych. Czyli można argumentować że były to kolejne suche Shermany z nowszym typem przedniego pancerza. Z drugiej jednak strony, Shermany z haubicą miały główny zapas amunicji umieszczony na dnie kadłuba, czyli pod tym względem przypominały bardziej wozy mokre niż archetypiczne wozy suche.

Ciekawy subwariant czołgu Sherman

Zużycie paliwa czołgów

Dziś wpis o broni pancernej, a konkretnie wpis o tym ile paliwa zużywają czołgi. Uważam że to dość interesujący temat zarówno dla miłośników broni pancernej, jak i dla miłośników techniki motoryzacyjnej. Zaczynajmy więc!

Najpierw przyjrzymy się radzieckiemu czołgowi średniemu T-34 z okresu drugiej wojny światowej. Zgodnie z pracą zatytułowaną Czołg T-34. Krótkie wskazówki dla załogi (praca z 1945 roku), zasięg czołgu T-34 wynosił 300 kilometrów podczas jazdy po szosie, 250 kilometrów podczas jazdy po drogach polnych i 200 kilometrów podczas jazdy po bezdrożach. Jednocześnie, zgodnie z ową pracą, pojemność zbiorników paliwa czołgu T-34 wynosiła 560 litrów. Czyli można wyliczyć że czołg T-34 zużywał 187 litrów oleju napędowego na 100 kilometrów podczas jazdy po szosie, 224 litry na 100 kilometrów podczas jazdy po drogach polnych oraz 280 litrów na 100 kilometrów podczas jazdy po bezdrożach. Warto nadmienić że praca Czołg T-34. Krótkie wskazówki dla załogi, tyczy się czołgu T-34 z armatą kalibru 76,2 mm (potocznie czołg T-34-76), który to był nieznacznie lżejszy od późniejszego T-34-85 (T-34 ważył 26-30 ton, podczas gdy T-34-85 ważył 32 tony). Warto również zauważyć że czołg T-34 napędzany był silnikiem Diesla, co sprzyja niskiemu zużyciu paliwa.

Teraz przyjrzyjmy się czołgowi T-34-85, czyli ulepszonej wersji czołgu T-34. Otóż zgodnie z pracą zatytułowaną Czołg T-34-85M. Opis i użytkowanie (praca z 1962 roku), czołg T-34-85M zużywał 150-160 litrów oleju napędowego na 100 kilometrów podczas jazdy po szosie i 230-250 litrów oleju napędowego na 100 kilometrów podczas jazdy po drodze gruntowej. Czołg T-34-85M, podobnie jak T-34, napędzany był silnikiem Diesla, co sprzyja niskiemu zużyciu paliwa. Co ciekawe, zgodnie ze wspomnianą pracą, T-34-85 zużywał 5-7 litrów oleju silnikowego na 100 kilometrów podczas jazdy po szosie i 8-10 litrów oleju silnikowego na 100 kilometrów podczas jazdy po drodze gruntowej.

Teraz czas na radzieckie testy brytyjskiego czołgu Cromwell, który to napędzany był silnikiem benzynowym. Podczas pierwszej fazy testów, Cromwell zużył 280 litrów benzyny na przejechanie 100 kilometrów. Dla porównania, w przypadku czołgu M4A2 Sherman (Dieslowska wersja czołgu Sherman), było to 180 litrów oleju napędowego na 100 kilometrów, a w przypadku czołgu T-34 było to 170 litrów oleju napędowego na 100 kilometrów.

Podczas kolejnej fazy testów okazało się że Cromwell zużył 225 litrów na 100 kilometrów podczas jazdy po drodze utwardzonej, 353 litry na 100 kilometrów podczas jazdy po drodze gruntowej i do 370 litrów na 100 kilometrów podczas jazdy w terenie. Więcej informacji o radzieckich testach czołgu Cromwell można znaleźć na blogu Tank Archives.

Jeśli idzie o inne drugowojenne czołgi napędzane silnikiem benzynowym, zgodnie z radzieckimi testami amerykańskiego czołgu średniego M3 Lee, wóz ten zużywał 297 litrów benzyny na 100 kilometrów podczas jazdy po szosie. Warto nadmienić że czołg M3 Lee napędzany był benzynowym silnikiem gwiazdowym, podobnie jak najbardziej popularna wersja silnikowa czołgu M4 Sherman (Sherman w wersji M4 oraz w wersji M4A1). Więcej informacji na temat radzieckich testów czołgu M3 Lee znajduje się na blogu Tank Archives.

Teraz czas na czołgi powojenne. Otóż w drugiej połowie lat 70. Sowieci przetestowali kilka czołgów produkcji radzieckiej (artykuł o owych testach). Podczas testów czołg T-62 zużył 308 litrów paliwa na przejechanie 100 kilometrów, dla kolejnych czołgów było to odpowiednio: 357 litrów dla T-72, 404 litry dla T-64A i 642 litry dla T-80. Bardzo duże zużycie paliwa czołgu T-80 ma związek z tym że wóz ten napędzany jest silnikiem turbinowym, podczas gdy inne radzieckie czołgi zimnowojenne napędzane są bardziej oszczędnym silnikiem Diesla.

Zużycie paliwa czołgów