Donośność skuteczna broni

donosnosc_skuteczna_m_k3

Powyższa grafika bazuje na pracy zamieszczonej w książce „Broń strzelecka wojsk lądowych” (Autor: Michał Kochański, Wydawnictwo MON, rok wydania: 1968). Czerwone i niebieskie linie są mojego autorstwa. Czerwone linia oznaczają głębokość pola rażenia. Niebieskie, błąd w ocenie odległości.

 

Dziś kolejny wpis odnoszący się do broni strzeleckiej (choć nie tylko), a konkretnie do parametru broni zwanego donośnością skuteczną. Czym jest donośność skuteczna? Otóż zgodnie z polską terminologią, jest to parametr powiązany z płaskością toru lotu pocisku i wysokością celu. Ale do rzeczy, spójrzmy na powyższą grafikę. Na rysunku oznaczonym literą a mamy do czynienia z sytuacją w której cel (niewielki ludzik) znajduje się bliżej strzelającego niż wynosi odległość strzału bezwzględnego. Czyli na rysunku a głębokość pola rażenia (zaznaczona czerwoną linią) równa jest donośności pocisku. Dodam że głębokość pola rażenia to odległość na której trajektoria pocisku przecina cel.

Jeśli cel znajduje się w odległości nie większej niż wynosi odległość strzału bezwzględnego, wtedy pocisk nie powinien przelecieć nad celem, a tym samym nie powinien trafić w podłoże znajdujące się za celem (strzał długi). Nie powinien też trafić w podłoże znajdujące się przed celem (strzał krótki). Tym samym cel najpewniej zostanie trafiony. Czy jednak można trafić cel, jeśli znajduje się on w większej odległości od strzelającego, niż wynosi odległość strzału bezwzględnego? Otóż tak, ale pod warunkiem że błąd w ocenie odległości nie będzie większy od głębokości pola rażenia. Taka sytuacja przestawiona została na rysunku b stanowiącym część powyższej grafiki. Na rysunku b linia niebieska (błąd w ocenie odległości) jest krótsza od linii czerwonej (głębokość pola rażenia). Czyli błąd w ocenie odległości jest mniejszy od głębokości pola rażenia. Tym samym pocisk powinien trafić w cel- pocisk najpewniej nie przeleci nad celem (strzał długi), nie trafi też najpewniej w podłoże znajdujące się przed celem (strzał krótki).

Spójrzmy teraz na rysunek c. Na rysunku tym cel znajduje się w odległości większej niż wynosi odległość strzału bezwzględnego, a jednocześnie linia niebieska (błąd w ocenie odległości) jest dłuższa od linii czerwonej (głębokość pola rażenia). Tym samym błąd w ocenie odległości jest większy od głębokości pola rażenia, co oznacza że pocisk najpewniej przeleci nad celem (strzał długi), bądź trafi w podłoże znajdujące się przed celem (strzał krótki). Czyli pocisk nie trafi w cel.

Tutaj ktoś może zadać pytanie: czym więc w końcu jest donośność skuteczna broni? Otóż jest to największa odległość, na jakiej błąd w ocenie odległości nie jest większy od głębokości pola rażenia. Ujmując to innymi słowami, odległość na jakiej błąd w ocenie odległości równy jest głębokości pola rażenia, to donośność skuteczna broni. Rysunek zamieszczony poniżej to ilustracja donośności skutecznej broni:

 

donosnosc_skuteczna_2m

Na powyższym rysunku błąd w ocenie odległości (linia niebieska) równy jest głębokości pola rażenia (linia czerwona). Rysunek ilustruje donośność skuteczną broni.

 

Dodam że zgodnie z książką Broń strzelecka wojsk lądowych, dobrze wyszkoleni strzelcy oceniają odległość do celu z błędem wynoszącym co najmniej plus/minus 10%. Zgodnie ze wspomnianą książką, zazwyczaj przyjmuje się że błąd oceny odległości wynosi plus/minus 20%. Wymienione dane o błędach występujących przy ocenie odległości, dotyczą oceny odległości dokonywanej na oko, bez użycia dalmierza.

Wpis ten tyczy się nie tylko broni strzeleckiej, lecz również artyleryjskiej broni lufowej, przeznaczonej do prowadzenia ognia bezpośredniego (armaty czołgowe, armaty przeciwpancerne). Wpis najmocniej tyczy się dawnych wzorów tego typu broni, nie wyposażonych w dalmierz. Przykładowo, o ile wszystkie nowoczesne czołgi mają dalmierz, umożliwiający dokładną ocenę odległości, to w okresie drugiej wojny światowej brak dalmierza był standardem w pojazdach pancernych.

 

Reklamy
Donośność skuteczna broni

Broń samoczynna- ogień seryjny czy pojedynczy?

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a konkretnie o broni samoczynnej. Otóż z broni samoczynnej można prowadzić ogień seriami. Czyli ściągamy spust i broń strzela dopóki nie zwolnimy spustu. Taką bronią są między innymi pistolety maszynowe. Jednak broń samoczynna może być wyposażona w przełącznik rodzaju ognia- czyli mamy przełącznik dzięki któremu możemy wybrać czy chcemy strzelać seriami, czy może ogniem pojedynczym. Jeśli broń samoczynna ma przełącznik rodzaju ognia, to wtedy zwana jest bronią samoczynno-samopowtarzalną. Zresztą, niektóre wzory broni samoczynnej, choć pozbawione przełącznika rodzaju ognia, również nadają się do prowadzenia ognia pojedynczego- jeśli broń charakteryzuje się niską szybkostrzelnością teoretyczną, to można ręcznie oddać strzał pojedynczy, ściągając spust na odpowiednio krótki czas.

Kiedy jednak wybrać strzelanie ogniem pojedynczym, a kiedy strzelać seriami? Można według mnie zastosować generalizację zgodnie z którą broń samoczynna podczas strzelania ogniem pojedynczym ma mniejszy rozrzut (czyli zasadniczo lepszy), niż podczas strzelania seriami. Czyli wydawać by się mogło, że podczas strzelania na dużą odległość, należy strzelać ogniem pojedynczym, natomiast podczas strzelania na małą odległość, można pozwolić sobie na strzelanie seriami- bowiem duży rozrzut jest mniejszym problemem podczas strzelania na małą odległość, niż podczas strzelania na dużą odległość.

Można jednak podejść do sprawy bardziej naukowo. Aby to zrobić, należy dla ognia pojedynczego i seryjnego obliczyć parametr określany jako skuteczność ognia (Sk). Czym jest skuteczność ognia? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zamieszczam cytat z książki Broń strzelecka wojsk lądowych (autor: Michał Kochański, Wydawnictwo MON, rok wydania: 1968):

 

Dla stosunkowo najprostszego przypadku porażenia celów żywych, kiedy praktycznie każde trafienie powoduje co najmniej krótkotrwałe wyeliminowanie żołnierza nieprzyjacielskiego z walki, skuteczność broni określa się wzorem

skutecznosc_ognia_m

 Na podstawie znajomości prawdopodobieństwa trafienia p, które zmienia się ze zmianą odległości prowadzenia ognia oraz zmiennych długości serii s dla różnych odległości broni od celu, można określić dla każdej odległości największą osiągalną skuteczność Skmax, oraz wyjaśnić optymalną długość serii, przy której się ją uzyskuje. Wyniki obliczeń dogodnie jest ujmować w wykresy, przedstawione na rys. 70.

 

We wspomnianej książce (Broń strzelecka wojsk lądowych) znajdują się między innymi wykresy skuteczności ognia dla radzieckiego drugowojennego pistoletu maszynowego PPSz-41, zwanego potocznie Pepeszą. Oto ów wykresy:

sk_ppsz_m

Powyższe wykresy są w mojej ocenie bardzo interesujące. Otóż zgodnie z lewym wykresem, podczas strzelania z Pepeszy do sylwetki popiersie, na odległościach poniżej 160 metrów, bardziej skuteczny jest ogień pojedynczy, natomiast na odległościach powyżej 160 metrów, bardziej skuteczny jest ogień seryjny. Podobnie sprawa ma się w przypadku strzelania z Pepeszy do sylwetki biegnący (prawy wykres)- wtedy na odległościach do 180 metrów, bardziej skuteczny jest ogień pojedynczy, natomiast na odległościach powyżej 180 metrów, bardziej skuteczny jest ogień seryjny. Dodam że Pepesza, podobnie jak inne wzory broni samoczynnej i samoczynno samopowtarzalnej, charakteryzuje się mniejszym rozrzutem podczas strzelania ogniem pojedynczym, niż podczas strzelania seriami. Ujmując to innymi słowami, wydawać by się mogło że podczas strzelania z Pepeszy, ogień seryjny powinien być bardziej skuteczny na małe odległości, a ogień pojedynczy powinien mieć większą skuteczność na odległości duże. A tymczasem, zgodnie z powyższymi wykresami, jest odwrotnie.

 

Zajrzyjmy teraz do instrukcji obsługi Pepeszy, zatytułowanej 7,62-mm PISTOLET MASZYNOWY wz. 1941 r. (instrukcja wydana w 1945 roku przez Wojskowy Instytut Naukowo-Wydawniczy). Oto cytat z ów instrukcji:

Najlepsze rezultaty osiąga się przy strzelaniu: ogniem pojedynczym do 300 m, ogniem krótkimi seriami (2 – 4 wystrzały) do 200 m, długimi seriami (20 – 25 wystrzałów) do 100 m.

 

Czyli zalecano strzelanie na zasadzie duża odległość- ogień pojedynczy, mała odległość- ogień seryjny. Zamieszczone wcześniej wykresy wskazują więc że przeznaczona do Pepeszy instrukcja zawierała nieoptymalne zalecenia.

Mam jednak pewne wątpliwości czy zamieszczone we wpisie wykresy, dotyczące skuteczności ognia prowadzonego z Pepeszy, aby na pewno są zgodne z rzeczywistością. Pomysł aby z pistoletu maszynowego strzelać seriami na duże odległości, a ogniem pojedynczym na odległości małe, wydaje mi się co najmniej dziwny. Z drugiej jednak strony, sądzę że osoba tworząca ów wykresy, pewnie miała dużą wiedzą na temat broni strzeleckiej.

Na koniec, poniżej zamieszczam wykres skuteczności ognia z broni na amunicję pośrednią (kolejny wykres z książki Broń strzelecka wojsk lądowych). Wykres najpewniej dotyczy karabinka Kałasznikowa- w latach 60. była to w Polsce najbardziej popularna broń strzelająca nabojem pośrednim.

sk_kbk_aut_m

Broń samoczynna- ogień seryjny czy pojedynczy?

Poprawione wpisy

Tworząc blog, zdaję sobie sprawę z tego, że wraz ze wzrostem mojej wiedzy, część starych wpisów staje się poniekąd przestarzała. Stąd też co jakiś czas poprawiam te spośród moich leciwych wpisów, które uważam za wymagające poprawek. Oto lista obejmująca te wpisy, które uległy ostatnio dość istotnym zmianom. Zmiany dotyczą nie tylko tekstu, lecz również grafik ilustrujących ów wpisy.

-Poprawiłem wpis tyczący się tego jak umieszczony został silnik w czołgu T-34: link.

-Ulepszyłem wpis o stosowanych w czołgach sponsonach: link.

-Zmodyfikowałem wpis o krótkim przedziale kierowania czołgu: link.

-Wprowadziłem istotne poprawki we wpisie o dużej wysokości czołgu M4 Sherman: link.

Poprawione wpisy

Broń strzelecka- kącik czytelnika

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a konkretnie o tym jakie książki o tej tematyce polecam. Ale do rzeczy, przyjmijmy czytelniku że nie masz dużej wiedzy o broni strzeleckiej. Przyjmijmy wręcz że Twoja wiedza o broni strzeleckiej jest okołozerowa. Wtedy pojawia się pytanie: od czego zacząć? Jakie książki kupić na początek? Najlepiej oczywiście aby były to książki w języku polskim, napisane przystępnym językiem, łatwo dostępne i tanie. Oto więc mój spis książek które polecam początkującym miłośnikom broni strzeleckiej. Większość z wymienionych przeze mnie książek to pozycje które można bezproblemowo kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze. Wszystkie wymienione książki zostały napisane po polsku, przystępnym językiem. Książki wymieniam w kolejności losowej- to nie jest tak że im wcześniej wymieniona pozycja, tym bardziej wartościowa. Zaczynajmy więc!

 

Pozycja pierwsza: Automatyczna broń strzelecka. Autor tej książki to Stanisław Kochański. Książka została wydana w 1991 roku przez wydawnictwo Sigma. Jest to jedna z pierwszych porządnych książek o broni strzeleckiej, jakie przeczytałem. Pozycja naprawdę wartościowa, wręcz kultowa wśród miłośników broni strzeleckiej. Istnieje również wcześniejsza wersja tej książki, zatytułowana Broń strzelecka lat osiemdziesiątych (wydawnictwo Bellona, 1985 rok). Istnieją pewne różnice pomiędzy oboma tytułami, lecz są one w mojej ocenie nieznaczne.

Pozycja druga: Broń i Amunicja strzelecka LWP. Autorem książki jest Stanisław Torecki. Książka została wydana w 1985 roku przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Oto kolejna świetna pozycja. Polecam, nie tylko miłośnikom tych wzorów broni, które były używane przez ludowe Wojsko Polskie.

Pozycja trzecia: Broń strzelecka wojsk lądowych. Tym razem autorem książki jest Michał Kochański (nie wiem czy był on spokrewniony ze Stanisławem Kochańskim, autorem Automatycznej broni strzeleckiej). Książka została wydana w 1968 roku przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej w ramach serii Biblioteka wiedzy wojskowej (BWW). Broń strzelecka wojsk lądowych to pozycja którą przeczytałem dużo później niż dwie wcześniejsza pozycja. Podobnie jak wcześniej wymienione książki, jest to pozycja bardzo, ale to bardzo dobra. Istnieje również wcześniejsza wersja tej książki, zatytułowana Współczesna broń strzelecka (Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1963 rok) i wydana w ramach serii Biblioteka popularnej wiedzy technicznej (seria Sowy). Różnice pomiędzy obiema wersjami książki Michała Kochańskiego są bardzo małe w mojej ocenie.

Pozycja czwarta: Celność broni strzeleckiej. Praktyczny Poradnik. Względem książek wymienionych wcześniej, jest to pozycja stosunkowo młoda, bo z 2007 roku. Książka napisana została przez Jerzego Ejsmonta i wydana przez wydawnictwo Pantera Books. Ów pozycję polecam nie tylko miłośnikom tych wzorów broni gdzie kładziony jest duży nacisk na celność (broń wyborowa), lecz wszelkim miłośnikom broni. Jerzy Ejsmont napisał również inne bardzo dobre książki o broni strzeleckiej (Amunicja i jej elaboracja oraz Balistyka dla snajperów), lecz Celność broni strzeleckiej jest chyba książką najbardziej przystępną spośród jego dzieł.

Pozycja piąta: Podręcznik balistyki. Tym razem pozycja zdecydowanie trudniej dostępna od pozycji wcześniejszych. Autor Podręcznika Balistyki to major Stanisław Rajewski. Podręcznik wydany został w 1947 roku przez Zakłady Graficzne Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego. Podręcznik balistyki to praca którą polecam, bowiem wbrew temu co mogło by się wydawać widząc słowo podręcznik w nazwie, jest to praca napisana przystępnym językiem.

Pozycja szósta: Mechanicy i styliści. Historia i praktyka rewolweru i pistoletu XIX i XX stulecia. Oto kolejna wartościowa, choć trudno dostępna pozycja. Autor książki to Seweryn Bidziński. Książka została wydana w 1996 roku przez wydawnictwo SMB Co. Ltd. Książka ta ma inny charakter niż pozycje wcześniejsze. Mechanicy i styliści to coś co można moim zdaniem określić mianem opowiadania na temat historii broni i jej twórców. Wśród książek o motoryzacji jej odpowiednikiem jest w mojej ocenie książka Dzieje samochodu napisana przez Witolda Rychtera.

 

Na zakończenie, wartościowe książki o broni strzeleckiej to nie tylko te wymienione w moim dzisiejszym wpisie. Jednak to pozycje wymienione w tym wpisie najbardziej zapadły mi w pamięć.

Broń strzelecka- kącik czytelnika

Diesel musi dymić?

Dymienie silnika pochodzi więc przeważnie z wadliwego działania poszczególnych części. Winić za to należy kierowcę lub warsztat, który zajmuje się utrzymaniem w porządku silników i dokonuje napraw bieżących. Jak widzimy z przytoczonych wyżej przyczyn dymienia, można ich we wszystkich tych przypadkach uniknąć przez doprowadzenie do należytego stanu działania poszczególnych części. Zadymienie ulic przez takie samochody jest plagą. Nieprawdą jest na co niektórzy się już zgodzili i przyjęli jako zło konieczne, mianowicie, że silnik Diesel’a musi dymić. Gdyby wszyscy kierowcy w porę usuwali przyczyny dymienia, lub o ile sami nie znają działania silnika Diesel’a, zwrócili się z tym do odpowiednich warsztatów, to napewno sprawa ta uległa by poprawie.

 

Źródło cytatu: książka Szybkoobrotowe samochodowe silniki Diesel’a. Dla kierowców samochodowych. Autor książki: Alfred Frąszczak. Wydawnictwo wileńskiego oddziału „Autotrestas”. Rok wydania: 1941.

Diesel musi dymić?

Strzelec kadłubowego kaemu w czołgu

strzelec_kadłub_kaem_1mRysunek przedstawiający czołg widoczny od góry. Z przodu wozu, po lewej stronie, siedzi kierowca (zaznaczony kolorem czerwonym). Na prawo od kierowcy siedzi strzelec kadłubowego karabinu maszynowego (żołnierz zaznaczony kolorem różowym). Linia przechodząca przez środek wozu to oś wzdłużna pojazdu. Widać że kierowca siedzi bliżej osi wzdłużnej pojazdu, względem tego jak blisko niej znajduje się strzelec kaemu.

 

Jak pewnie wielu czytelnikom tego bloga wiadomo, w okresie drugiej wojny światowej, wiele czołgów miało umieszczone w kadłubie nie tylko stanowisko kierowcy, lecz również stanowisko strzelca kadłubowego karabinu maszynowego. Ów czołgista, siedzący obok kierowcy, zajmował się zazwyczaj nie tylko prowadzeniem ognia z kadłubowego karabinu maszynowego, lecz również obsługiwaniem radiostacji. Mam wręcz wrażenie że to obsługiwanie radiostacji było zadaniem ważniejszym względem tego jak ważne było strzelanie z kadłubowego kaemu. Spotkać się można również z informacjami zgodnie z którymi w niektórych czołgach zdarzały się przypadki kiedy to strzelec kadłubowego kaemu pomagał kierowcy siłować się z dźwignią zmiany biegów- vide czołgi T-34 wyposażone w czterobiegową skrzynię biegów z przesuwnymi kołami zębatymi. Nie wiem jednak na ile często to były przypadki.

Co ciekawe, w niektórych czołgach, siedzisko kierowcy znajdowało się bliżej osi wzdłużnej pojazdu, względem tego jak blisko osi wzdłużnej wozu umieszczone było stanowisko strzelca kadłubowego kaemu. Ujmując to innymi słowami, kierowca był bardziej oddalony od najbliższej bocznej ściany przedziału kierowania, względem tego jak mocno od najbliższej bocznej ściany oddalony był strzelec kadłubowego kaemu. Taka sytuacja występowała między innymi w radzieckim czołgu T-34. Uważam że taki układ stosowano wychodząc z założenia że kierowca podczas pracy wykonuje bardziej zamaszyste ruchy, względem tego jakie ruchy wykonuje strzelec kadłubowego kaemu. Ergo, pewnie niektórzy konstruktorzy wychodzili z założenia że kierowca potrzebuje więcej miejsca od strzelca kadłubowego kaemu.

Stanowisko strzelca kadłubowego karabinu maszynowego to stanowisko dość kontrowersyjne, bowiem w czołgach powojennych praktycznie wszyscy z niego zrezygnowali. Ot, uznano że strzelec kadłubowego kaemu nie jest wart miejsca które zajmuje- w końcu jeśli pozbyć się tego stanowiska, to uzyskujemy miejsce które można na coś wykorzystać. Obok kierowcy można przykładowo umieścić stelaż z amunicją armatnią bądź zbiornik paliwa. No i faktycznie, wiele czołgów z okresu zimnej wojny miało stelaż z amunicją umieszczony obok kierowcy (między innymi Leopard 1, Leopard 2, T-54).

Oczywiście, zawsze można postawić tezę że w okresie powojennym strzelec kadłubowego kaemu był mniej potrzebny niż podczas drugiej wojny światowej. Przykładowo, możliwe że radiostacje powojenne były prostsze w obsłudze od tych drugowojennych, stąd mniejsze zapotrzebowanie na siedzącego obok kierowcy czołgistę zajmującego się obsługą radiostacji. Jednak mam wątpliwości co do tej argumentacji- zanikanie strzelca kadłubowego kaemu to w mojej ocenie już koniec drugiej wojny światowej. Przykładowo, o ile radziecki czołg ciężki KW-1 miał stanowisko strzelca kadłubowego kaemu, to już późniejszy radziecki czołg ciężki IS-2 tego stanowiska nie miał. Dobrze też zauważyć że niedoszły następca czołgu T-34, drugowojenny prototypowy czołg T-43, pozbawiony był stanowiska strzelca kadłubowego kaemu (podczas gdy takie stanowisko było w T-34).

Tutaj pewna uwaga- otóż w okresie drugiej wojny światowej całkiem sporo czołgów miało zbyt mało ludzi w wieży, a zbyt dużo w kadłubie. Przykładowo, radziecki czołg średni T-34 (wersja z armatą kalibru 76,2 mm, czyli wóz znany jako T-34-76) miał dwóch ludzi w kadłubie (kierowca i strzelec kadłubowego kaemu) oraz dwóch ludzi w wieży (dowódca i ładowniczy). Czyli w kadłubie siedział strzelec kadłubowego kaemu, bez którego pewnie można było by się obejść, natomiast w wieży brakowało trzeciego człowieka, stąd też dowódca musiał nie tylko dowodzić, ale również prowadzić ogień z armaty. Dowódca który zajmuje się między innymi strzelaniem z armaty, oznacza nieoptymalny podział zadań wśród członków załogi. Zresztą, taka sytuacja to nie tylko T-34. Przykładowo, w amerykańskim czołgu lekkim M3/M5 Stuart, również było dwóch ludzi w kadłubie i dwóch w wieży, przy czym w Stuarcie dowódca nie zajmował się strzelaniem z armaty, lecz ładowaniem armaty (co również oznaczało nieoptymalny podział zadań wśród członków załogi).

Mam jednak wrażenie że sytuacja gdzie w wieży znajduje się zbyt mała liczba czołgistów (wieża jedno bądź dwuosobowa zamiast trzyosobowej), a w kadłubie znajdują się dwa stanowiska (kierowca i strzelec kadłubowego kaemu), ma pewien sens. Przyjmijmy że mamy czołg gdzie pierścień oporowy wieży jest zbyt mały aby uzyskać wieżę trzyosobową, tym samym stosujemy wieżę dwuosobową bądź wręcz jednoosobową. Przy wieży dwuosobowej bądź jednoosobowej mamy dowódcę przeciążonego obowiązkami (w wieży dwuosobowej dowódca który musi strzelać z armaty bądź ją ładować, w jednoosobowej dowódca musi zarówno strzelać z armaty, jak i ją ładować). W takiej sytuacji dobrze jest aby dowódca chociaż nie musiał zajmować się obsługą radiostacji- czyli dobrze aby był strzelec kadłubowego kaemu radiostację obsługujący. Ujmując to inaczej- uważam że układ dowódca który obsługuje również radiostację nie jest najpewniej zauważalnie gorszy od układu dowódca który nie obsługuje radiostacji, ale z kolei układ dowódca strzelający z armaty i dodatkowo obsługujący radiostacjęmoże i jest zauważalnie gorszy od układu dowódca strzelający z armaty, lecz nie obsługujący radiostacji.

Tutaj pewna ciekawostka- w czołgu T-34-76 (wóz z wieżą dwuosobową, układ dowódca pełniący rolę działonowego) strzelec kadłubowego kaemu zajmował się obsługą radiostacji (zakładając że wóz był w nią wyposażony). Natomiast w czołgu T-34-85 (wersja z armatą ZiS-S-53), gdzie wieża była trzyosobowa, radiostację umieszczono w wieży- tym samym strzelec kadłubowego kaemu zajmował się jedynie obsługą karabinu maszynowego. Dobrze też zauważyć że po zakończeniu drugiej wojny światowej, czołgi T-34-85, były eksploatowane w Polsce z załogami czteroosobowymi. We wnętrzu wieży siedziało trzech czołgistów, w kadłubie jedynie kierowca, a strzelca kadłubowego kaemu wyeksmitowano.

Tutaj dodam że przynajmniej w niektórych czołgach strzelec kaemu kadłubowego nie miał zbyt dobrej widoczności ze swego stanowiska. Przykładowo, w czołgu T-34 mógł rozglądać się jedynie przez celownik kadłubowego kaemu. Inny przykład- w niemieckich czołgach Panzer III i Panzer IV strzelec kadłubowego kaemu do przodu patrzył przez celownik swojej broni, a na prawo przez szczelinę obserwacyjną. Jednak wprowadzenie pancernych fartuchów (Schürzen) zasłoniło skierowaną na prawo szczelinę. Ergo, chyba nie tylko Sowieci mało przejmowali się widocznością z tego stanowiska.

Jeśli idzie o skuteczność kadłubowego kaemu obsługiwanego przez czołgistę siedzącego obok kierowcy, mam wrażenie że nie była ona zbyt duża. Uważam że kadłubowy kaem to broń znacznie mniej przydatna od kaemu sprzężonego z armatą i kaemu przeciwlotniczego umieszczonego na wieży czołgu (kaemy sprzężone z armatą i montowane na wieży mają się dobrze, kadłubowe zanikły wiele lat temu). Co ciekawe, w amerykańskich czołgach z okresu drugiej wojny światowej (między innymi w czołgu Sherman) strzelec kadłubowego kaemu nie dysponował żadnym celownikiem. Czołgista ten dysponował peryskopem (urządzenie nie połączone w żaden sposób z bronią, bez siatki celowniczej) i celował poprzez obserwowanie toru lotu pocisków smugowych. Jak brak celownika wpływał na celność? Zazwyczaj negatywnie, choć co ciekawe, nie zawsze- link.

Przy czym co do wozów amerykańskich- o ile w Shermanie czołgista siedzący obok kierowcy obsługiwał zarówno kadłubowy kaem, jak i radiostację, to w niszczycielu czołgów M10 żołnierz ten zajmował się jedynie obsługą radiostacji- niszczyciel czołgów M10 miał stanowisko przeznaczone dla żołnierza siedzącego obok kierowcy, ale nie miał kadłubowego kaemu.

Jeszcze taka, dość interesująca, informacja odnośnie czołgu Sherman- otóż podczas drugiej wojny światowej, czołg czołgów Sherman, została przez Brytyjczyków przezbrojona w brytyjską armatę 17 funtową. Armata ta miała znacznie lepszą przebijalność względem armat standardowo stosowanych w czołgach Sherman. Wobec Shermanów z armatą 17 funtową stosowano nazwę Sherman Firefly. Wraz z zamontowaniem potężniejszej armaty, radiostację przemieszczono do wieży, a strzelca kadłubowego kaemu wyeksmitowano. Czyli Shermany Firefly stały się czteroosobowe na podobnej zasadzie jak czołgi T-34-85 eksploatowane w powojennej Polsce.

Tutaj pewna informacja odnośnie czołgowej skrzyni biegów. Otóż w wielu czołgach z okresu drugiej wojny światowej, stasowano czołgowy napęd przedni (silnik z tyłu, skrzynia biegów z przodu). Przy takim układzie skrzynia biegów umieszczona była wzdłużnie, pomiędzy kierowcą a strzelcem kadłubowego kaemu. Jednak podczas drugiej wojny światowej istniały również czołgi ze zblokowanym układem napędowym umieszczonym z tyłu (silnik umieszczony z tyłu, skrzynia biegów też). Przy takim układzie nie było skrzyni biegów pomiędzy kierowcą a strzelcem kadłubowego kaemu. Stąd też strzelec kadłubowego kaemu mógł łatwo korzystać z włazu kierowcy. Spójrzmy zresztą na poniższą grafikę:

 

strzelec_kadlub_kaem_2_odkl_m

Na powyższej grafice czołg oznaczony cyfrą „1” ma „czołgowy napęd przedni” (silnik z tyłu, skrzynia biegów z przodu). W czołgu tym skrzynia biegów (oznaczona kolorem niebieskim) znajduje się pomiędzy kierowcą a strzelcem kadłubowego kaemu, stąd też strzelec kadłubowego kaemu ma utrudnione zadanie, jeśli chce skorzystać z włazu kierowcy. Czołg oznaczony cyfrą „2” ma natomiast zblokowany układ napędowy umieszczony z tyłu (zarówno silnik, jak i skrzynia biegów, są z tyłu). W czołgu nr 2 nie ma skrzyni biegów pomiędzy kierowcą a strzelcem kadłubowego kaemu, tym samym strzelec kadłubowego kaemu może stosunkowo łatwo korzystać z włazu kierowcy.

 

 

Piszę o tym, bowiem w radzieckim czołgu T-34, o ile kierowca dysponował swoim własnym górnym włazem, to strzelec kadłubowego kaemu własnego górnego włazu nie miał (przed siedziskiem strzelca kadłubowego kaemu był jedynie denny właz ewakuacyjny). Nie uważam jednak aby był to istotny problem- strzelec kadłubowego kaemu mógł bowiem łatwo skorzystać z włazu kierowcy (brak skrzyni biegów pomiędzy kierowcą a strzelcem kaemu) oraz z włazów umieszczonych na wieży (T-34 nie miał kosza wieży, co ułatwiało przechodzenie pomiędzy przedziałem kierowania a przedziałem bojowym). Znane mi dane wskazują wręcz że w czołgu T-34 przeżywalność strzelca kadłubowego kaemu była dobra na tle innych członków załogi tego wozu- link.

Na zakończenie, uważam że bez strzelca kadłubowego karabinu maszynowego można było się obyć. Uważam tak, bowiem Sowieci zrezygnowali z tego stanowiska już podczas drugiej wojny światowej (czołgi średnie T-43 i T-44, czołg ciężki IS-2), a Amerykanie w latach 50. (czołg M48). Również Brytyjczycy zrezygnowali ze stanowiska strzelca kadłubowego kaemu pod wpływem doświadczeń drugowojennych (czołg Centurion). Z drugiej jednak strony, może i na początku drugiej wojny światowej stanowisko strzelca kadłubowego kaemu jakiś sens miało (mniej zaawansowane radiostacje, powszechne stosowanie dwuosobowej bądź jednoosobowej wieży).

 

 

Strzelec kadłubowego kaemu w czołgu

Czołgowe kaemy przeciwlotnicze

Dziś wpis o czołgowych przeciwlotniczych karabinach maszynowych, montowanych najczęściej na wieży czołgu. Czyli o broni klasyfikowanej jako uzbrojenie pomocnicze czołgu. Wpis ten bazuje na książce Uzbrojenie wozów bojowych (autor: Zygmunt Pankowski, Wydawnictwo MON, rok wydania: 1987). W sumie wpis ten nie jest przesadnie rozbudowany- postanowiłem po prostu wkleić tabele dotyczące stosowanych w czołgach przeciwlotniczych karabinów maszynowych, które to tabele pierwotnie znajdowały się w książce Uzbrojenie wozów bojowych. Tabele wydają mi się interesujące, choć polecam nie traktować informacji w nich zawartych jak prawdy objawionej, bowiem twórca tabel nie ustrzegł się błędów. Jak na razie znalazłem następujące błędy- po pierwsze, radziecki wielkokalibrowy karabin maszynowy DSzK działa na zasadzie odprowadzania gazów prochowych przez boczny otwór w lufie (w książce jest wzmianka że działa na zasadzie krótkiego odrzutu lufy). Po drugie, karabin maszynowy MG3, umieszczony na wieży niemieckiego czołgu Leopard 1, raczej nie jest obsługiwany przez działonowego (celowniczego), skoro znajduje się przy włazie ładowniczego. To samo tyczy się karabinu maszynowego Mg 51 znajdującego się na wieży szwajcarskich czołgów Pz 61 i Pz 68.

 

czolg_km_plot_1

 

czolg_km_plot_2

 

czolg_km_plot_3

 

Czołgowe kaemy przeciwlotnicze