Porządna dawka klasycznego Złomnika

Dziś wpis motoryzacyjno-wspominkowy. Otóż jak już kiedyś pisałem, zabytkową motoryzacją zainteresowałem się w dużej mierze pod wpływem bloga Złomnik. Wspomniany blog istnieje do dzisiaj, ale stoję na stanowisku że współczesny Złomnik to nie to co kiedyś. Dzisiejszy wpis będzie o latach świetności Złomnika, a konkretnie zawierać będzie linki do tych klasycznych złomnikowych wpisów, które to uważam za najlepsze. Zaczynajmy więc!

 

Link pierwszy prowadzi do wpisu o tanim, przenośnym ESP.

Link numer 2 to wpis będący motoryzacyjnym horoskopem.

Link trzeci to złomnikowy psychotest.

Link czwarty to test jak bardzo złomnik jest Twoje auto.

Link piąty to ciekawa historia o Ładach w Kanadzie.

Link numer 6, tym razem trójkołowy Maluch Diesel.

Link siódmy to wpis o Twingo i Beskidzie.

Link ośmy to złomnikowa opowieść o zakupie pewnego samochodu

Link dziewiąty to wpis o Citroenie XM

 

Na zakończenie- uważam że klasyczny Złomnik wart jest przypomnienia, szczególnie że nie tylko ja zainteresowałem się zabytkową motoryzacją pod wpływem owego bloga.

 

 

 

Porządna dawka klasycznego Złomnika

Radzieckie psy przeciwpancerne

Dziś wpis o radzieckiej broni przeciwpancernej, a konkretnie o psach przeciwpancernych. Mam na myśli radziecki projekt polegający na tym aby odpowiednio wyszkolony pies z przymocowanym do ciała ładunkiem wybuchowym służył za broń przeciwpancerną. Pies miał za zadanie pobiec do wrogiego czołgu, gdzie miał nastąpić wybuch ładunku wybuchowego- oczywiście, zakładano że pies nie przeżyje wybuchu, ale zakładano jednocześnie że wybuch będzie w stanie zniszczyć wrogi czołg.

Istnieje dość powszechna teza, zgodnie z którą rodzaj paliwa stosowany w radzieckich czołgach, miał negatywny wpływ na skuteczność psów przeciwpancernych. Otóż podczas drugiej wojny światowej Sowieci stosowali w swoich czołgach silnik Diesla, natomiast Niemcy silnik benzynowy. Zgodnie z ową powszechną tezą, radzieckie psy przeciwpancerne, szkolone przy wykorzystaniu czołgów produkcji radzieckiej, na polu bitwy wolały biec nie do czołgów niemieckich, lecz do czołgów radzieckich, bowiem były w stanie przy pomocy węchu odróżnić czołg napędzany benzyną (czołgi niemieckie z silnikiem benzynowym), od czołgu napędzanego olejem napędowym (czołgi radzieckie z silnikiem Diesla).

Okazuje się jednak że powyższa teza najpewniej nie jest prawdziwa! Otóż podczas drugiej wojny światowej Sowieci psy przeciwpancerne szkolili zasadniczo jedynie w 1941 roku. Jednocześnie w 1941 roku Sowieci nadal mieli na stanie multum czołgów napędzanych silnikiem benzynowym. Ogólnie rzecz biorąc, w 1941 roku, nowsze radzieckie czołgi miały silnik Diesla (czołg średni T-34, czołgi ciężkie KW), a starsze radzieckie czołgi napędzane były silnikiem benzynowym (między innymi czołg lekki T-26 i czołg szybki BT-5). Jak łatwo się domyślić, do takiego zadania jak szkolenie psów przeciwpancernych, wykorzystano starsze czołgi o mniejszej wartości bojowej, czyli wozy napędzane silnikiem benzynowym, a nie nowsze czołgi napędzane Dieslem.

Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.

 

 

Radzieckie psy przeciwpancerne

Krytyka skuteczności amunicji .45 ACP

Dziś wpis o broni strzeleckiej, a konkretnie o balistyce końcowej amerykańskiej amunicji pistoletowej .45 ACP (amunicja znana również jako 11,43×23 mm), która to stosowana jest między innymi w pistolecie samopowtarzalnym M1911 i pistolecie maszynowym Thompson. Otóż jeszcze do niedawna byłem przekonany że pocisk wystrzelony z broni strzelającej nabojem .45 ACP, powinien zadać większe obrażenia trafionemu celowi żywemu, względem amunicji 9×19 mm Parabellum- przynajmniej przy założeniu że porównujemy pełnopłaszczową amunicję .45 ACP do pełnopłaszczowej amunicji 9×19 mm Parabellum. Okazuje się jednak że nie jest to takie oczywiste. Poniżej cytat z książki zatytułowanej Wound Ballistics:

 

Z analizy tych faktów oraz wymagań odnośnie penetracji skóry i kości, można łatwo zdać sobie sprawę że pocisk kalibru .45 ACP ma małą wartość jako twórca obrażeń poza miękkimi tkankami i małymi odległościami. Pocisk często zawodzi zarówno jeśli idzie o penetrację jak i łamanie kości oraz praktycznie nigdy nie kruszy kości co jest częste w przypadku pocisków karabinowych i odłamków. Japońska i niemiecka broń boczna wystrzeliwująca pociski z prędkością wylotową 1100 stóp na sekundę jest znacznie bardziej efektywna przeciwko sile żywej względem broni ma amunicję .45 ACP. Jeśli ta sama amunicja ze swoimi cechami jest używana w pistolecie maszynowym, wielokrotne trafienia mogą skompensować jej słabość, tak widoczną przy pojedynczych strzałach.

Oczywiście, karabinek ze swoją znacznie większą prędkością wylotową w dużej mierze zastąpił pistolet samopowtarzalny na nabój .45 ACP i jest bardziej skuteczną bronią przeciwko sile żywej względem jakiejkolwiek broni bocznej.

 

Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać powyższy cytat w wersji oryginalnej, oto link do odpowiedniego fragmentu książki Wound Ballistics. Dodam że książka pochodzi z 1962 roku i tyczy się w dużej mierze okresu drugiej wojny światowej.

 

 

Krytyka skuteczności amunicji .45 ACP

Jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu

jednostopniowy_pms_1mJednostopniowy planetarny mechanizm skrętu. Rysunek pochodzi z radzieckiej książki zatytułowanej „Czołg”.

 

Dziś wpis o czołgowych mechanizmach skrętu, a konkretnie o jednostopniowym planetarnym mechanizmie skrętu (jednostopniowy PMS). Ale do rzeczy. Jakiś czas temu opisałem czołgowy mechanizm skrętu typu sprzęgła boczne. Przy tego typu mechanizmie skrętu czołgista może skręcić albo poprzez wysprzęglenie jednej z gąsienic, albo poprzez jej wysprzęglenie i dodatkowo przyhamowanie. W przypadku jednostopniowego PMS jest praktycznie tak samo- tutaj też czołgista albo wysprzęgla jedną z gąsienic, albo wysprzęgla ją i dodatkowo przyhamowuje. Stąd też zgodnie z anglojęzyczną terminologią, zarówno mechanizm skrętu typu sprzęgła boczne, jak i jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu, określane są tak samo (clutch and brake steering system).

Jaka jest więc różnica pomiędzy mechanizmem skrętu typu sprzęgła boczne a jednostopniowym planetarnym mechanizmem skrętu? Otóż w przypadku sprzęgieł bocznych, wysprzęglenie gąsienicy odbywa się dzięki działaniu sprzęgła bocznego- przykładowo, w radzieckim czołgu średnim T-34 jest to wielotarczowe sprzęgło suche. Natomiast w jednostopniowym PMS to przekładnia planetarna służy do wysprzęglania gąsienicy (przekładnia planetarna służy za sprzęgło boczne). Warto nadmienić że tak jak w przypadku mechanizmu skrętu typu sprzęgła boczne mamy w pojeździe dwa sprzęgła boczne (jedno do wysprzęglania lewej gąsienicy, drugie do wysprzęglania prawej gąsienicy), tak w przypadku jednostopniowego PMS mamy dwie przekładnie planetarne (jedna do wysprzęglania lewej gąsienicy, druga do wysprzęglania prawej gąsienicy).

 

Aby zrozumieć jak działa jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu, spójrzmy na rysunek przedstawiający prostą przekładnię planetarną:

dwustopniowy_pms_planet_kolor_m

Zgodnie z radziecką książką zatytułowaną Czołg, w przypadku jednostopniowego planetarnego mechanizmu skrętu, element napędzający to koło słoneczne (kolor żółty), natomiast element napędzany to koszyk satelitów (kolor zielony). Podczas jazdy czołgu na wprost włączony jest hamulec zatrzymujący koło pierścieniowe, czyli satelity toczą się po nieruchomym kole pierścieniowym. Stąd też przy ruchu prostoliniowym czołgu na jeden obrót koła słonecznego przypada mniej niż jeden obrót koszyka satelitów (przekładnia planetarna działa jak przekładnia zwalniająca).

Aby wysprzęglić jedną z gąsienic, należy wyłączyć hamulec koła pierścieniowego jej przekładni planetarnej. Jeśli wysprzęglić gąsienicę lewą, a jednocześnie nadal doprowadzać moc do gąsienicy prawej, wtedy czołg zacznie łagodnie skręcać w lewo (po promieniu swobodnym).

Oprócz wyłączenia hamulca koła pierścieniowego, można dodatkowo włączyć hamulec zatrzymujący, który to unieruchamia gąsienicę. Wtedy to jedna z gąsienic, oprócz wysprzęglenia, zostanie dodatkowo zahamowana, a czołg zacznie obracać się wokół unieruchomionej gąsienicy (skręt po promieniu głównym). Przykładowo, czołg zacznie ostro skręcać w lewo, jeśli wysprzęglić i zahamować gąsienicę lewą, a jednocześnie nadal doprowadzać moc do gąsienicy prawej. Warto nadmienić że hamulec zatrzymujący współpracuje z wałem napędowym który to przymocowany jest do koszyka satelitów (koszyk satelitów przekładni planetarnej stanowiącej część jednostopniowego PMS). Stąd też włączenie hamulca zatrzymującego unieruchamia nie tylko gąsienicę, ale również koszyk satelitów przekładni planetarnej współpracującej z ową gąsienicą (cały czas mam na myśli przekładnię planetarną wchodząca w skład jednostopniowego PMS). Hamulec zatrzymujący służy nie tylko do wykonywania ostrych skrętów, ale również do hamowania czołgu podczas jazdy na wprost- aby zatrzymać czołg podczas ruchu prostoliniowego, należy włączyć zarówno hamulec zatrzymujący odpowiedzialny za gąsienicę lewą, jak i hamulec zatrzymujący odpowiedzialny za gąsienicę prawą.

 

Jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu generuje równie duże straty mocy jak mechanizm skrętu typu sprzęgła boczne. Oba mechanizmy skrętu charakteryzują się brakiem rekuperacji mocy. Dodatkowo oba mechanizmy skrętu należą do drugiej grupy mechanizmów skrętu. Jakie są więc zalety jednostopniowego PMS względem sprzęgieł bocznych? Otóż zgodnie z książką Czołg, jednostopniowy PMS nie wymaga tak częstych regulacji jak sprzęgła boczne. Dodatkowo przy jednostopniowym planetarnym mechanizmie skrętu trzeba użyć mniejszej siły aby wysprzęglić gąsienicę względem mechanizmu skrętu typu sprzęgła boczne. Należy jednak zaznaczyć że przy jednostopniowym PMS dociśnięcie hamulca zatrzymującego gąsienicę wymaga użycia większej siły względem mechanizmu skrętu typu sprzęgła boczne.

 

Spośród znanych mi czołgów, jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu stosowany był w niemieckich czołgach średnich Panzer III i Panzer IV z okresu drugiej wojny światowej. Pantera miała natomiast zupełnie inny, znacznie bardziej nowoczesny mechanizm skrętu.

 

 

jednostopniowy_pms_2_termJednostopniowy planetarny mechanizm skrętu- rysunek pochodzi z książki zatytułowanej „Czołg”.

 

 

jednostopniowy_pms_3m_termKolejny rysunek z książki „Czołg” przedstawiający jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu.

Jednostopniowy planetarny mechanizm skrętu

Nietypowa pasja motoryzacyjna

Dziś wpis bazujący na jednym zdjęciu. Owe zdjęcie, które to niedawno zrobiłem, pokazuje że świat miłośników motoryzacji jest dziwniejszy niż mi się wydawało. Oto zdjęcie o którym mowa:

niet_pasj_mot_m

Powyższe zdjęcie dowodzi że istnieje w Polsce miejsce w którym to mieszka miłośnik Fiata Multipla! Dodam że jeszcze jakiś czas temu byłem przekonany że nie ma czegoś takiego jak miłośnik Fiata Multipla. Jak widać, byłem w błędzie.

Nietypowa pasja motoryzacyjna

Peryskop Gundlacha raz jeszcze

Jakiś czas temu napisałem wpis o peryskopie odwracalnym Gundlacha. Dziś kolejny wpis o peryskopie Gundlacha, jednak nieco inny od poprzedniego. Dzisiejszy wpis jest jednocześnie dość nietypowy jak na polskie standardy, bowiem zawiera krytyczne spojrzenie na urządzenie skonstruowane przez Gundlacha. Ujmując to inaczej- jestem zdania że typowy polski artykuł o peryskopie Gundlacha opisuje owe urządzenie w samych superlatywach. Mój dzisiejszy wpis będzie jednak inny.

 

Ale do rzeczy. Jak już pisałem we wcześniejszym wpisie, peryskop odwracalny Gundlacha to urządzenie dzięki któremu czołgista może spoglądać do tyłu bez konieczności odwracania głowy. Jednak jest pewne ale. Otóż aby wykorzystać ową cechę peryskopu Gundlacha, peryskop musi być zamocowany w obrotowym jarzmie w taki sposób, aby podczas obracania się cały czas pozostawał przed głową czołgisty. Spójrzmy na poniższą grafikę:

Gundlach_gora_1

Na grafice zamieszczonej powyżej, rysunek oznaczony literą A to spoglądanie do przodu. Rysunek A1 to spoglądanie nieco w prawo. Natomiast rysunek B to spoglądanie do tyłu. Poniżej grafika z radzieckiej książki zatytułowanej Czołg. Tak jak poprzednio, litera A oznacza spoglądanie do przodu, a litera B spoglądanie do tyłu:

Gundlach_pl

Czyli jak widzimy, przy odpowiednio umocowanym peryskopie Gundlacha, czołgista może spoglądać do tyłu bez konieczności obracania głowy. Jednocześnie rozglądanie się na boki wymaga obracania głowy- czyli peryskop Gundlacha nie jest wcale lepszy od zwykłego obrotowego peryskopu jeśli idzie o spoglądanie w kierunku przedniej półsfery.

 

Jak na razie opisałem sytuację w której to peryskop Gundlacha zamocowany jest w obrotowym jarzmie w taki sposób, że podczas obrotu cały czas pozostaje przed głową czołgisty. Jednak nie jest to jedyny sposób obrotowego mocowania peryskopu Gundlacha. Równie dobrze peryskop Gundlacha może być zamocowany tak, aby podczas obrotu przemieszczać się wokół głowy czołgisty. Poniżej odpowiedni rysunek:

Gundlach_gora_2

Na powyższej grafice cyfra 1 oznacza spoglądanie do przodu, a cyfra 2 spoglądanie do tyłu. Przy powyższym sposobie mocowania peryskopu Gundlacha, czołgista nie może spoglądać do tyłu bez konieczności obracania głowy, czyli czołgista nie może wykorzystać głównej cechy peryskopu Gundlacha.

 

Oczywiście, można połączyć oba sposoby mocowania peryskopu Gundlacha. Przykładowo, w radzieckim czołgu średnim T-34-85 dowódca mógł zarówno obracać peryskop Gundlacha w jarzmie umieszczonym przed swoją głową, jak i mógł również przemieszczać peryskop Gundlacha wokół swojej głowy. Czyli dowódca czołgu T-34-85 mógł spoglądać do tyłu bez konieczności obracania głowy, wykorzystując pierwszy sposób obracania peryskopu.

Tutaj dochodzimy do clou dzisiejszego wpisu. Otóż w drugowojennym czołgu T-34-85, dowódca mógł przy pomocy peryskopu Gundlacha spoglądać do tyłu, bez konieczności obracania głowy. Podobnie było w przypadku czołgu średniego T-44. Jednak już we wczesnych zimnowojennych czołgach T-54, choć dowódca dysponował peryskopem Gundlacha, to nie mógł wykorzystać jego głównej cechy- możliwości spoglądania do tyłu bez konieczności obracania głowy. Otóż we wczesnym T-54 dowódca mógł jedynie przemieszczać peryskop Gundlacha wokół swojej głowy, nie mógł natomiast obracać peryskopu w taki sposób, aby podczas obracania peryskop cały czas pozostawał przed głową dowódcy.

Wychodzi więc na to że według Sowietów możliwość spoglądania do tyłu bez konieczności obracania głowy nie była przesadnie przydatna, skoro pozbyli się owej możliwości we wczesnych T-54.

 

Co ciekawe, według posiadanych przeze mnie informacji, podobna ewolucja nastąpiła w przypadku amerykańskiego czołgu średniego M4 Sherman. Otóż w Shermanach z wczesnego i średniego okresu produkcji, dowódca mógł zarówno obracać peryskop Gundlacha w jarzmie umieszczonym przed swoją głową, jak i mógł przemieszczać peryskop Gundlacha wokół swojej głowy. Czyli poprzez wykorzystanie pierwszego sposobu obracania peryskopu, dowódca mógł spojrzeć do tyłu bez konieczności obracania głowy. Jednak w Shermanach z późnego okresu produkcji (wozy wyposażone w wieżyczkę obserwacyjną dowódcy) dowódca mógł jedynie przemieszczać peryskop wokół swojej głowy- czyli nie mógł spojrzeć do tyłu bez obracania głowy. Wychodzi więc na to że również według Amerykanów możliwość spoglądania do tyłu bez konieczności obracania głowy nie była przesadnie istotna.

 

Peryskop Gundlacha raz jeszcze

Przewożenie piechoty na czołgu

Jak powszechnie wiadomo, podczas drugiej wojny światowej Armia Czerwona powszechnie używała czołgów do transportu piechoty- można znaleźć multum drugowojennych zdjęć na których widać radzieckie czołgi transportujące na swoim pancerzu piechotę. Jednak co ciekawe, powstał nawet radziecki dokument w którym opisano jak wielu żołnierzy mogło być przewożonych na poszczególnych modelach czołgów. Zgodnie z owym dokumentem, amerykański czołg lekki M3 Stuart mógł przewozić sześciu żołnierzy. Tyle samo żołnierzy mogło być przewożonych na amerykańskim czołgu średnim M4A2 Sherman. Brytyjskie czołgi piechoty Matilda II i Valentine również mogły przewozić sześciu żołnierzy. Radziecki czołg średni T-34 mógł przewozić dwunastu żołnierzy piechoty, a radziecki czołg ciężki KW-1 aż piętnastu. Link do radzieckiego dokumentu oraz do jego amerykańskiego odpowiednika.

 

Tutaj pewna ciekawostka. Otóż Jerzy Faszyński w książce My kierowcy czołgów opisał sytuację, w której to duża liczba żołnierzy piechoty siedząca na przedziale napędowym czołgu, spowodowała problemy z chłodzeniem silnika (czołgiem tym był najpewniej T-34). Zgodnie z książką, istotnym czynnikiem był tutaj strój żołnierzy piechoty- żołnierze mieli na sobie płaszcze. Poniżej fragment książki My kierowcy czołgów:

 

Noc była chłodna i fizylierzy, którzy jechali jako desant na czołgach, siedzieli otuleni płaszczami, trzymając się mocno poręczy desantowych.

Zatrzymałem się, aby zobaczyć, czy nikt nie pozostał w tyle. Dopiero po dłuższej chwili dogoniłem kolumnę, a właściwie jeden czołg. Stał na skraju szosy. Silnik pracował cicho, na małych obrotach. Obok czołgu stali fizylierzy, a na górze, nad otwartą płytą nadsilnikową, jeden z najlepszych kierowców.

-Co się dzieje? – zapytałem.

Dowódca zameldował:

-Woda się zagrzała ponad 100°. Już drugi raz stajemy.

-Jak żaluzje?

-Otwarte.

-A woda jest?

-Właśnie sprawdzamy.

 

Tymczasem kierowca obcasem przycisnął zaworek parowy. Z szumem buchnęła para, a gdy już całkowicie uszła, odkręciliśmy korek. Cieniutkie strużki wody przepływały przez łącznik. Znaczyło to że wody starczy i pompa pracuje. Zakręciliśmy korek z powrotem.

-Jaka jest dokładna temperatura? – pytałem.

-95 stopni.

-Spróbujcie jechać. Trzeci bieg i więcej gazu. Może tę „gorączkę” wentylatorem obniżymy.

 

Za chwilę czołg ruszył. Nie mogłem zrozumieć. Niby wszystko w porządku, a już drugi raz stoją. Patrzyłem jak czołg zaczął nabierać szybkości. Podjechałem bliżej i zobaczyłem jak urządzili się na czołgu fizylierzy. Usiedli wygodnie, poprawiając płaszcze.

Jechałem jeszcze jakiś czas za czołgiem, a gdy wóz znów stanął, nie pytałem już o nic. Zatrzymując samochód krzyknąłem fizylierom: „Siedzieć! Nie ruszać się!”. Następnie wywołałem dowódcę i kierowcę.

-Popatrzcie, co się dzieje!

Na płycie nadsilnikowej, jeden przy drugim, siedzieli fizylierzy. Płaszcze ich, szczelnie rozprostowane, szczelnie zakrywały otwory żaluzji.

Kierowca zaklął.

-Obywatelu kapitanie, skądże ja mam wiedzieć, co oni robią? Jak wyjdę, to wszyscy stoją.

 

Fizylierzy musieli przesiąść się z ciepłego miejsca i po chwili czołg znów ruszył. Gdy na kolejnym postoju zobaczyłem go na właściwym miejscu w kolumnie, zapytałem kierowcy: „Ile?” „Woda 70, olej 65, wszystko w porządku” – usłyszałem w odpowiedzi.

Przewożenie piechoty na czołgu

Czołg T-34-85 i błędna grafika

Dziś wpis odnośnie pewnej grafiki, która to przedstawia wnętrze radzieckiego czołgu średniego T-34-85 z okresu drugiej wojny światowej. Owa grafika jest zresztą całkiem popularna, można ją znaleźć między innymi w Wikipedii, w anglojęzycznym haśle odnośnie czołgu T-34. Aby nie przedłużać, oto grafika o której mowa:

T-34-85_interior_ramka_m

Zgodnie z powyższą grafiką, we wnętrzu kadłuba czołgu T-34-85, miały rzekomo znajdować się naboje armatnie umieszczone poziomo, na burtach przedziału bojowego. Owe poziome naboje armatnie zostały przeze mnie zaznaczono żółtą ramką. Czy jednak czołg T-34-85 faktycznie miał we wnętrzu kadłuba naboje armatnie umieszczone poziomo, na burtach przedziału bojowego? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na rysunek, który to pochodzi z polskiej instrukcji obsługi czołgu T-34-85M (instrukcja z 1962 roku):

T-34-85_amunicja_m

Na powyższym rysunku widzimy naboje armatnie znajdujące się we wnętrzu wieży. Widzimy również pojemniki z amunicją armatnią umieszczone na dnie kadłuba. Na rysunku widać również kilka naboi armatnich umieszczonych pionowo we wnętrzu kadłuba. Jednocześnie na rysunku nie ma naboi armatnich umieszczonych we wnętrzu kadłuba poziomo, na burtach przedziału bojowego. Ergo, grafika zamieszczona na początku wpisu przedstawia niezgodne z rzeczywistością rozmieszczenie amunicji w czołgu T-34-85. Jak widać, należy krytycznie podchodzić do źródeł, również jeśli idzie o grafiki z internetu.

Na zakończenie- istniały czołgi T-34 z nabojami armatnimi umieszczonymi we wnętrzu kadłuba poziomo, na burtach przedziału bojowego, ale były to klasyczne T-34 z armatą kalibru 76,2 mm. W czołgu T-34-85 takiego rozwiązania nie stosowano.

Czołg T-34-85 i błędna grafika

Amunicja przeciwpancerna typu APHE

BR-350B_colour

Powyżej przekrój radzieckiego tępogłowicowego pocisku przeciwpancernego BR-350B który to stosowany był między innymi w armacie czołgowej F-34 i armacie holowanej ZiS-3. Kolor szary to skorupa pocisku, kolor czerwony to ładunek wybuchowy, a kolorem niebieskim zaznaczono zapalnik.

 

Dziś wpis o przeciwpancernej amunicji armatniej z okresu drugiej wojny światowej, a konkretnie o pociskach armatnich określanych z angielska mianem APHE, czyli Armour-Piercing High-Explosive. Idzie tutaj o pełnokalibrowe pociski przeciwpancerne przebijające pancerz dzięki energii kinetycznej wynikłej z prędkości lotu pocisku (czyli przebijające pancerz w sposób klasyczny), mające w swojej dennej części niewielki ładunek wybuchowy. Ów niewielki ładunek wybuchowy to cecha charakterystyczna pocisków APHE- ma on za zadanie wybuchnąć we wnętrzu trafionego wozu. Jak łatwo się domyślić, wybuch ma za zadanie zwiększyć efekt popenetracyjny, przy czym głównym czynnikiem rażącym jest nie tyle fala uderzeniowa wybuchu, co raczej odłamki wygenerowane ze skorupy pocisku poprzez wybuch. Nadmienię że amunicja APHE o typowej konstrukcji ma zapalnik bezwładnościowy umieszczony w części dennej pocisku.

 

Zgodnie z pracą zatytułowaną Podręcznik artylerii (autor: A. D. Blinow), w przypadku amunicji APHE materiał wybuchowy stanowi przeciętnie od 2% do 3% masy pocisku. Zgodnie z tą samą pracą, w przypadku amunicji odłamkowo-burzącej materiał wybuchowy stanowi od 10% do 15% masy pocisku. Więcej o współczynniku napełnienia pocisków artyleryjskich można znaleźć tutaj.

Przykładem pocisku typu APHE jest radziecki tępogłowicowy pocisk przeciwpancerny BR-350B stosowany w radzieckich drugowojennych armatach kalibru 76,2 mm (między innymi armata czołgowa F-34 i holowana ZiS-3). Zawierał on 119 gram materiału wybuchowego. Dla porównania, wystrzeliwany z tych samych armat pocisk odłamkowo-burzący OF-350 zawierał 710 gram materiału wybuchowego.

 

Wydawać by się mogło że pocisk APHE powinien po przebiciu pancerza zadać znacznie większe straty załodze trafionego wozu, względem niewybuchowego pocisku przeciwpancernego. Tak jednak nie było. Zgodnie z brytyjskim dokumentem zatytułowanym A survey of casualties amongst armoured units in north west Europe (badanie strat wśród jednostek pancernych w północno-zachodniej Europie), różnica pomiędzy efektywnością pocisków APHE a efektywnością niewybuchowych pocisków przeciwpancernych, była mniejsza niż 20% (choć oczywiście różnica była na korzyść pocisków APHE). Pisząc o efektywności mam na myśli straty zadane załodze trafionego wozu w razie przebicia pancerza.

 

Pociski APHE miały nie tylko zaletę pod postacią nieznacznie większego efektu popenetracyjnego, ale również wady. Przykładowo, spotkałem się z tezą zgodnie z którą pociski APHE miały nieznacznie mniejszą przebijalność względem niewybuchowych pocisków przeciwpancernych (zakładam że porównujemy pociski wystrzeliwane z takiej samej armaty, stojące na tym samym etapie rozwoju technicznego). Spotkałem się również z informacją że pociski APHE mogły mieć problem z przebiciem pancerza przestrzennego– spójrzmy zresztą na poniższy rysunek:

Panzer_III_spaced_armour

Na powyższym rysunku widać niemiecki czołg średni Panzer III J z okresu drugiej wojny światowej. Czerwona strzałka wskazuje na przedni górny pancerz kadłuba wozu- przy czym płyta pancerna koloru czerwonego to płyta zewnętrzna, a płyta pancerna koloru niebieskiego to płyta wewnętrzna. Pomiędzy obiema płytami jest pusta przestrzeń. Można więc uznać że przedni górny pancerz kadłuba czołgu Panzer III J to pancerz przestrzenny. Podobno przy tego typu pancerzu, pocisk typu APHE mógł wybuchnąć tuż po przebiciu zewnętrznej płyty pancernej, nie przebijając płyty wewnętrznej. Taka sytuacja najpewniej prowadziła jedynie do uszkodzenia wozu, a nie do jego zniszczenia. Przy trafieniu niewybuchowym pociskiem przeciwpancernym problem nie występuje- taki pocisk nie wybuchnie zbyt wcześnie podczas przebijania pancerza przestrzennego.

 

Na zakończenie, podczas drugiej wojny światowej amunicja APHE stosowana była przez Niemców, Sowietów i Amerykanów. Brytyjczycy natomiast byli do tego typu amunicji negatywnie nastawieni- podobno Brytyjczycy wręcz deaktywowali wybuchowość pocisków APHE otrzymywanych od Amerykanów. Pociski APHE stosowane były również po zakończeniu drugiej wojny światowej- tego typu amunicją mogły strzelać między innymi radzieckie zimnowojenne czołgi średnie T-54/T-55.

Amunicja przeciwpancerna typu APHE