Paralaksa

Dzisiaj wpis o zjawisku paralaksy, przy czym wpis ten będzie dotyczyć paralaksy w odniesieniu do celowników optycznych. Otóż układ optyczny celownika tworzy pozorny obraz celu na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą jedynie przy określonym oddaleniu celu. Jeśli w jakimś celowniku układ optyczny tworzy pozorny obraz celu na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą w sytuacji kiedy cel oddalony jest od celownika o (przykładowo) 90 metrów, to wtedy można spotkać się z potocznymi określeniami w stylu paralaksa celownika ustawiona jest na 90 metrów. Istnieją zarówno celowniki bez regulacji paralaksy, jak i z regulacją paralaksy. Jeśli celownik nie ma regulacji paralaksy, to wtedy odległość oddalenia celu, przy której układ optyczny celownika tworzy pozorny obraz celu na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą, jest stała (ustawiona fabrycznie). W celownikach bez regulacji paralaksy odległość ta jest różna w zależności od modelu celownika. Jeśli natomiast celownik ma regulację paralaksy, to wtedy można w takim celowniku zmieniać odległość oddalenia celu przy której układ optyczny celownika tworzy pozorny obraz celu na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą. Regulacja taka często odbywa się poprzez wkręcanie bądź wykręcanie specjalnie skonstruowanego obiektywu.

Przyjmijmy teraz że w jakimś celowniku optycznym paralaksa ustawiona jest na 90 metrów. Bądź ujmując to inaczej, przyjmijmy że układ optyczny celownika tworzy obraz pozorny celu na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą w sytuacji kiedy cel oddalony jest o 90 metrów. Przyjmijmy też że cel oddalony jest od celownika właśnie o owe 90 metrów. Poniżej taka sytuacja:

 

paralaksa_1

Paralaksa ustawiona na 90 metrów, cel oddalony od celownika o 90 metrów. Czerwone kropki na tarczy symbolizują dziury po pociskach, a tym samym położenie średniego punktu trafienia. Lewa część rysunku przedstawia sytuację w której oko strzelca jest na jednej linii z osią optyczną celownika, natomiast prawa część rysunku przedstawia sytuację w której oko odchylone jest w lewo od osi optycznej celownika.

 

paralaksa_schem_1

Paralaksa ustawiona na 90 metrów, cel oddalony od celownika o 90 metrów. W takiej sytuacji obraz pozorny celu generowany jest na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą.

 

W sytuacji przedstawionej na dwóch powyższych rysunkach nie występuje tak zwany błąd paralaksy. To znaczy, zakładając że broń przystrzelana jest centralnie (tak aby średni punkt trafienia przypadał tam gdzie środek krzyża celowniczego), a jednocześnie wycelowana idealnie w środek celu (średni punkt trafienia znajdujący się na środku celu), strzelec będzie widział krzyż celowniczy na środku celu, zarówno przy oku umieszczonym na jednej linii z osią optyczną celownika, jak i przy oku odchylonym od osi optycznej celownika. Bądź ujmując to inaczej, w obu przypadkach (oko na jednej linii z osią optyczną celownika oraz oko odchylone od osi optycznej celownika) średni punkt trafienia będzie pokrywał się ze środkiem krzyża celowniczego. Sytuacja taka występuje, bowiem jeśli celownik ma paralaksę ustawioną na 90 metrów, a cel oddalony jest od celownika o 90 metrów, to wtedy pozorny obraz celu generowany jest przez układ optyczny celownika na jednej płaszczyźnie z siatką celowniczą. Dodatkowo w sytuacji przedstawionej na dwóch powyższych rysunkach strzelec powinien widzieć ostro zarówno siatkę celowniczą, jak i cel.

 

Teraz sytuacja w której paralaksa ustawiona jest na 90 metrów, a cel oddalony jest od celownika o odległość mniejszą niż 90 metrów:

paralaksa_2

Paralaksa ustawiona na 90 metrów, cel oddalony od celownika o odległość mniejszą niż 90 metrów. Czerwone kropki na tarczy symbolizują dziury po pociskach, a tym samym położenie średniego punktu trafienia. Lewa część rysunku przedstawia sytuację w której oko strzelca jest na jednej linii z osią optyczną celownika, natomiast prawa część rysunku przedstawia sytuację w której oko odchylone jest w lewo od osi optycznej celownika.

 

paralaksa_schem_2

Paralaksa ustawiona na 90 metrów, cel oddalony od celownika o odległość mniejszą niż 90 metrów. W takiej sytuacji obraz pozorny celu generowany jest za siatką celowniczą.

 

W sytuacji przedstawionej na dwóch powyższych rysunkach występuje tak zwany błąd paralaksy. Załóżmy że broń przystrzelana jest centralnie, a jednocześnie wycelowana idealnie w środek celu. Wtedy strzelec będzie widział krzyż celowniczy na środku celu (środek krzyża celowniczego pokrywający się ze średnim punktem trafienia), jeśli oko strzelca będzie umieszczone na jednej linii z osią optyczną celownika. Jeśli jednak oko strzelca będzie odchylone od osi optycznej celownika w jakąś stronę, to wtedy krzyż celowniczy będzie przesunięty względem środka celu (a tym samym względem średniego punktu trafienia) w stronę zgodną z tą w którą odchylone jest oko od osi optycznej celownika. To znaczy, przy oku odchylonym w lewo od osi optycznej celownika, krzyż celowniczy przesunięty będzie w lewo od środka celu, choć przecież średni punkt trafienia znajduje się na środku celu. Inny przykład, przy oku odchylonym w dół od osi optycznej celownika, krzyż celowniczy przesunięty będzie w dół względem środka celu. Pozorny ruch siatki celowniczej względem celu, a tym samym rozjeżdżanie się krzyża celowniczego ze średnim punktem trafienia, występujące wraz ze schodzeniem oka z linii będącej przedłużeniem osi optycznej celownika, to właśnie zjawisko zwane błędem paralaksy. W powyższym przypadku zjawisko to występuje, bowiem jeśli celownik ma paralaksę ustawioną na 90 metrów, a cel znajduje się bliżej niż 90 metrów, to układ optyczny celownika generuje pozorny obraz celu za siatką celowniczą. Dodatkowo w powyżej przedstawionej sytuacji obraz celu widoczny w celowniku nie będzie idealnie ostry, zarówno przy oku ustawionym na jednej linii z osią optyczną celownika, jak i przy oku odchylonym od osi optycznej celownika.

 

Teraz sytuacja odwrotna, paralaksa ustawiona na 90 metrów, a cel oddalony od celownika o odległość większą niż 90 metrów:

paralaksa_3

Paralaksa ustawiona na 90 metrów, cel oddalony od celownika o odległość większą niż 90 metrów. Czerwone kropki na tarczy symbolizują dziury po pociskach, a tym samym położenie średniego punktu trafienia. Lewa część rysunku przedstawia sytuację w której oko strzelca jest na jednej linii z osią optyczną celownika, natomiast prawa część rysunku przedstawia sytuację w której oko odchylone jest w lewo od osi optycznej celownika.

 

paralaksa_schem_3

Paralaksa ustawiona na 90 metrów, cel oddalony od celownika o odległość większą niż 90 metrów. W takiej sytuacji obraz pozorny celu generowany jest przed siatką celowniczą.

 

W sytuacji przedstawionej na dwóch powyższych rysunkach również występuje błąd paralaksy. Ponownie załóżmy że broń przystrzelana jest centralnie, a jednocześnie wycelowana idealnie w środek celu. Tym razem również występuje sytuacja w której strzelec widzi krzyż celowniczy na środku celu, jeśli oko strzelca znajduje się na jednej linii z osią optyczną celownika. Natomiast jeśli oko strzelca będzie odchylone od osi optycznej celownika w jakąś stronę, to wtedy krzyż celowniczy będzie przesunięty względem środka celu (a tym samym względem średniego punktu trafienia) w przeciwną stronę względem tej w którą odchylone jest oko od osi optycznej celownika. To znaczy, przy oku odchylonym w lewo od osi optycznej celownika, krzyż celowniczy przesunięty będzie w prawo od środka celu, mimo tego że średni punkt trafienia przypada na środku celu. Kolejny przykład, przy oku odchylonym w dół od osi optycznej celownika, krzyż celowniczy przesunięty będzie w górę względem środka celu. Jak już wspomniałem, pozorny ruch siatki celowniczej względem celu, a tym samym rozjeżdżanie się krzyża celowniczego i średniego punktu trafienia, występujące wraz ze schodzeniem oka z linii będącej przedłużeniem osi optycznej celownika, to tak zwany błąd paralaksy. W przypadku opisanym powyżej można zauważyć to zjawisko, bowiem jeśli celownik ma paralaksę ustawioną na 90 metrów, a cel znajduje się dalej niż 90 metrów, to układ optyczny celownika generuje pozorny obraz celu przed siatką celowniczą. Dodam że w powyższej sytuacji obraz celu widoczny w celowniku nie będzie idealnie ostry, zarówno przy oku ustawionym na jednej linii z osią optyczną celownika, jak i przy oku odchylonym od osi optycznej celownika.

 

Tutaj pewna uwaga terminologiczna. Z tego co wiem stwierdzenia w stylu celownik ma paralaksę ustawioną na 90 metrów, nie są do końca poprawne. Otóż jeśli mamy w celowniku paralaksę ustawioną na 90 metrów, a jednocześnie cel oddalony jest o 90 metrów, to zjawisko paralaksy nie występuje (a przynajmniej nie występuje pomiędzy siatką celowniczą a pozornym obrazem celu generowanym przez układ optyczny celownika). Jednak we wpisie tym stosuję ów nie do końca poprawne określenie o paralaksie ustawionej na daną odległość, jako określenie potoczne.

Teraz pewna uwaga praktyczna. Otóż według posiadanych przeze mnie informacji, podczas strzelania, należy dążyć do tego, aby oko znajdowało się na jednej linii z osią optyczną celownika, nawet jeśli w danej sytuacji błąd paralaksy nie występuje (sytuacja przedstawiona na dwóch pierwszych rysunkach).

Tworząc powyższy wpis bazowałem na książce Balistyka dla snajperów (autor: Jerzy Ejsmont). Poniżej cytat ze wspomnianej książki dotyczący tego na ile istotny jest błąd paralaksy:

Według danych firmy Leupold błąd paralaksy, który występuje przy wzajemnym przesunięciu płaszczyzny obrazu pozornego i płaszczyzny siatki celowniczej o 0,01 mm, może maksymalnie przełożyć się na względne przemieszczenie celu i siatki wynoszące ok. 25 mm na dystansie 100 m, jeśli oko będzie przesuwać się w prawo i w lewo (lub w górę i w dół), wykorzystując cały zakres światła okularu (źrenicy wyjściowej).

Reklamy
Paralaksa

Derywacja pocisku

zboczenie_pocisku_1m

Powyżej rysunek przedstawiający zboczenie pocisku (derywacja pocisku) spowodowane gwintowaniem lufy. Rysunek pochodzi z instrukcji „Teoria Strzału” (wydawnictwo MON, 1970 rok).

 

Dziś wpis o balistyce, a konkretnie o derywacji pocisku (zboczenie pocisku) występującym podczas strzelania z broni o lufie gwintowanej. Otóż podczas strzelania z broni o prawoskrętnym gwincie lufy, pocisk będzie podczas lotu zbaczał w prawo, natomiast podczas strzelania z broni o lewoskrętnym gwincie lufy, pocisk podczas lotu będzie zbaczał w lewo. Poniżej cytat z pracy zatytułowanej Instrukcja strzelania piechoty, część IV, teoria strzału (wydawnictwo MON, 1951 rok):

Wskutek jednoczesnego działania na pocisk ruchu obrotowego, nadającemu pociskowi trwałe położenie podczas lotu, i oporu powietrza, dążącego do obrócenia pocisku przednią częścią do tyłu, oś pocisku odchyla się od kierunku lotu w stronę obracania się, w rezultacie czego pocisk napotyka na opór powietrza więcej jedną swą stroną i dlatego odchyla się od płaszczyzny strzału w kierunku obracania się. Takie odchylenie obracającego się pocisku w bok od płaszczyzny strzału nazywa się z b o c z e n i e m.

Zboczenie wzrasta nieproporcjonalnie do odległości toru lotu pocisku, wskutek czego tor obracającego się pocisku widziany z góry przedstawia linię krzywą.

W broni o bruzdach prawoskrętnych zboczenie zawsze następuje w prawo od płaszczyzny strzału.

Podczas strzelania pionowego (przy kącie rzutu 90°), wskutek braku przyczyn przewracania pocisku w czasie pokonywana oporu powietrza, zboczenie nie istnieje.

 

Czy jednak zboczenie pocisku spowodowane gwintowaną lufą ma istotny wpływ na celność? Aby na to pytanie odpowiedzieć, postanowiłem zajrzeć do pracy zatytułowanej Podręcznik strzelca wyborowego (rok wydania: 1972). Poniżej cytat z ów podręcznika:

W praktyce strzeleckiej zboczenie pocisku na bliższych odległościach (do 600 m) nie ma praktycznego wpływu na trafienie celu. Natomiast podczas strzelania na odległość wynoszącą około 1000 m należy koniecznie uwzględnić poprawkę na zboczenie, które na przykład dla karabinu wyborowego (chodzi o radziecki karabin SWD na nabój 7,62x54R mm- przypis autora bloga) w odległości 1200 m wynosi 45 cm.

 

Poniżej natomiast tabela z pracy zatytułowanej Krótkie wiadomości z teorii strzelania (Wojskowy Instytut Naukowo – Wydawniczy, 1945 rok):

zboczenie_wartosc_m

Powyższa tabela zawiera wartości derywacji dla broni strzelającej nabojem 7,62x54R mm z pociskiem lekkim wzór 1908 (taką bronią był między innymi karabin Mosina). Znane mi wzory broni na nabój 7,62x54R mm mają lufę o gwincie prawoskrętnym.

 

Przy czym pisząc o derywacji pocisku, poruszę również zagadnienie wpływu siły Coriolisa na celność broni strzeleckiej (choć już zamieściłem na ten temat oddzielny wpis). Otóż czytając internetowe dyskusje dotyczące celności broni strzeleckiej, doszedłem do wniosku że dyskutanci często poruszają zagadnienie wpływu siły Coriolisa na celność broni, a rzadko temat derywacji pocisku. Jednocześnie znane mi dane wskazują że derywacja pocisku ma zdecydowanie większy wpływ na położenie średniego punktu trafienia niż siła Coriolisa. Przykładowo, zgodnie z książką Celność broni strzeleckiej (autor: Jerzy Ejsmont), podczas strzelania w Europie Środkowej, maksymalny wpływ siły Coriolisa na położenie średniego punktu trafienia będzie wynosić 7 centymetrów, zakładając że strzelamy na 1000 metrów z broni na nabój .308 Winchester. Dla porównania, zgodnie z tą samą książką, wpływ derywacji pocisku na położenie średniego punktu trafienia będzie wynosić 19 centymetrów, zakładając że strzelamy na 800 metrów z broni na nabój .308 Winchester, używając pocisków o masie 185 granów.

Warto zauważyć coś jeszcze. Otóż na półkuli północnej siła Coriolisa, w zależności od kierunku strzelania, powoduje odchylenie toru lotu pocisków w prawo, w dół, lub w górę. Jednocześnie na półkuli północnej siła Coriolisa nie powoduje odchylenia toru lotu pocisków w lewo. Tym samym wydawać by się mogło że jeśli jakaś armia przewiduje walkę głównie na półkuli północnej, to powinna używać broni z lufą o gwincie lewoskrętnym. W końcu jeśli siła Coriolisa będzie odchylać tor lotu pocisków w prawo, a derywacja w lewo (lewoskrętny gwint lufy), to wtedy oba czynniki będą się częściowo znosić. To znaczy, przyjmijmy że jesteśmy na półkuli północnej i strzelamy w kierunku północnym bądź południowym z broni o lewoskrętnym gwincie lufy. W takiej sytuacji siła Coriolisa będzie odchylać tor lotu pocisków w prawo, a derywacja w lewo. Wpływ derywacji będzie większy, więc tor lotu pocisków będzie mimo wszystko odchylony w lewo, ale ów odchylenie będzie zmniejszone o wpływ siły Coriolisa. Tyle teoria. W praktyce broń o prawoskrętnym gwincie lufy była powszechnie używana również przez armie które walczyły głównie na półkuli północnej. Przykładem armii walczącej głównie (bądź jedynie) na półkuli północnej, a używającej broni z prawoskrętnym gwintem lufy, jest między innymi Wojsko Polskie.

Dodam że jeśli jesteśmy na półkuli północnej i strzelamy w kierunku północnym bądź południowym z broni o prawoskrętnym gwincie lufy, to wtedy wpływ siły Coriolisa i derywacji będzie się nakładać. To znaczy, w takiej sytuacji tor lotu pocisków będzie odchylony w prawo, przy czym za ów odchylenie odpowiadać będzie zarówno derywacja (głównie), jak i dodatkowo siła Coriolisa (w mniejszym stopniu). Bądź ujmując to inaczej, odchylenie toru lotu pocisków w prawo spowodowane derywacją będzie dodatkowo zwiększone o oddziaływanie siły Coriolisa. Ogólnie rzecz biorąc, według mnie powszechne występowanie broni o prawoskrętnym gwincie lufy w armiach walczących głównie na półkuli północnej dowodzi że wpływ siły Coriolisa na położenie średniego punktu trafienia nie jest przesadnie istotny.

 

Na zakończenie, kilka rysunków z pracy zatytułowanej Podręcznik balistyki (autor: Stanisław Rajewski, rok wydania: 1947). Zamieszczone poniżej rysunki dotyczą derywacji pocisku:

zboczenie_pocisku_2m

 

zboczenie_pocisku_3m

 

zboczenie_pocisku_4m

 

zboczenie_pocisku_5m

 

zboczenie_pocisku_7m

 

Derywacja pocisku

Ilość amunicji armatniej w Shermanie

M4A4_Sherman_ammo_m

M4A4 Sherman w wariancie z pierwotnym suchym typem składowania amunicji. Na czerwono zaznaczono pojemniki z amunicją umieszczone w sponsonach, na zielono pojemnik z amunicją umieszczony na dnie kadłuba, na niebiesko pojemnik z amunicją podręczną znajdujący się na podłodze kosza wieży, a na żółto podręczne naboje armatnie umieszczone pionowo na obwodzie kosza wieży.

 

Dziś kolejny wpis o Shermanie. Wpis ten będzie o ilości amunicji armatniej przewożonej w wozach tego typu, a w dużej mierze dotyczyć on będzie tego tego jak wiele naboi armatnich przewożono w Shermanach z suchym ulepszonym sposobem składowania amunicji armatniej. Ale do rzeczy- najpierw zajmijmy się Shermanami uzbrojonymi w armatę M3 75 mm i jednocześnie charakteryzującymi się pierwotnym suchym typem składowania amunicji. Zacytuję więc samego siebie, a konkretnie fragment tego wpisu:

„Najpierw Shermany z pierwotnym suchym sposobem składowania amunicji. Taki sposób składowania amunicji przedstawiony został na tytułowej grafice tego wpisu. W Shermanach z takim sposobem składowania amunicji w przedniej części prawego załogowego sponsonu  (załogowy sponson to wymyślony przeze mnie termin odnoszący się do tej części sponsonu która znajduje się we wnętrzu przedziału załogi) umieszczony był pojemnik mieszczący 17 naboi armatnich, w tylnej części prawego załogowego sponsonu znajdował się pojemnik mieszczący 15 naboi armatnich. Jeśli idzie o sponson lewy, to w jego przedniej części umieszczono pojemnik mieszczący 15 naboi armatnich (wyjątek stanowiły Shermany M4A1, tak więc wozy z pancerzem odlewany, w nich ten pojemnik mieścił 8 naboi armatnich). Na dnie kadłuba umieszczony był pojemnik mieszczący 30 naboi armatnich. Na podłodze wieży znajdował się pojemnik mieszczący 8 podręcznych naboi armatnich. Na obwodzie kosza wieży umieszczono pionowo 12 podręcznych naboi armatnich. W Shermanach z pierwotnym suchym sposobem składowania amunicji bardzo duża część naboi armatnich umieszczona była w górnej części kadłuba, a jednocześnie naboje armatnie umieszczone były w nieopancerzonych pojemnikach.”

 

Wychodzi więc na to że Shermany z pierwotnym suchym typem składowania amunicji przewoziły nominalnie 97 naboi armatnich (wersje z kadłubem wykonanym z płyt walcowanych) bądź 90 naboi armatnich (wersja M4A1, tak więc z kadłubem odlewanym). Mam na myśli oczywiście naboje do armaty M3 kalibru 75 mm. No i faktycznie, w znanych mi źródłach podawany jest taki zapas amunicji armatniej dla suchych Shermanów. Jednak suche Shermany to nie tylko takie z pierwotnym suchym sposobem składowania amunicji, ale też takie z ulepszonym suchym. Przejście na nowy wariant suchego sposobu przechowywania amunicji wiązało się z opancerzeniem pojemników amunicyjnych i usunięciem 12 podręcznych naboi armatnich umieszczonych pionowo w koszu wieży. Tym samym walcowane Shermany z ulepszonym suchym sposobem składowania amunicji powinny przewozić 85 naboi armatnich, a odlewane Shermany z ulepszonym suchym sposobem przechowywania amunicji powinny mieć 78 naboi armatnich. Skąd ten wniosek? Otóż od poprzednich wartości (97 naboi dla czołgów walcowanych i 90 dla odlewanych) odjąłem 12 sztuk amunicji (usunięcie 12 podręcznych naboi umieszczonych pionowo w koszu wieży).

Jednak jest pewien szkopuł. Nie znam żadnego źródła zgodnie z którym w Shermanach przewożono by 85 bądź 78 naboi armatnich. Czemu brak takiego źródła? Cóż, być może wraz z usunięciem 12 podręcznych naboi armatnich, dodano nowy pojemnik na amunicję, aby zapas naboi armatnich się nie zmniejszył. Ale wydaje mi się to mocno wątpliwe- nie znam żadnej wzmianki aby przejście na ulepszony suchy sposób składowania amunicji wiązał się z jakimś nowym pojemnikiem na amunicję. W mojej ocenie po prostu wszelkie teksty o zapasie amunicji w suchych Shermanach bazują na źródłach dotyczących pierwotnego suchego wariantu, a nie ulepszonego suchego.

Wcześniej pisałem cały czas o Shermanach suchych z armatą M3 75 mm. Ale nie wszystkie Shermany były suche, nie wszystkie też były uzbrojone w armatę M3). Jeśli idzie o mokre Shermany z armatą M3 75 mm, przewoziły one 104 naboje armatnie. Natomiast mokre Shermany z armatą M1 76 mm (ta potężniejsza armata) przewoziły 71 naboi armatnich. Dodam że wszystkie fabryczne Shermany z armatą M1 76 mm były mokre. Były też Shermany z haubicą M4 105 mm- one z kolei przewoziły 66 naboi haubicznych. Warto zaznaczyć że Shermany z haubicą M4 105 mm były czołgami suchymi.

Na zakończenie warto przyjrzeć się temu jak wyglądał zapas amunicji armatniej Shermana na tle innych czołgów z okresu drugiej wojny światowej. Według mnie dobrą skalą porównawczą jest radziecki czołg średni T-34. Otóż w T-34 z armatą kalibru 76,2 mm (tak zwany T-34/76) początkowo przewożono 77 naboi armatnich. Taki zapas amunicji armatniej był w wersjach znanych jako T-34 Model 40, T-34 Model 41 i T-34 Model 42. Czyli mniej niż w suchych Shermanach z armatą M3 75 mm. Jednak ostateczna wersja czołgu T-34/76, wóz znany jako T-34 Model 43, przewoził 100 naboi armatnich. Czyli więcej niż suche Shermany z armatą M3 75 mm, ale mniej niż mokre Shermany z armatą M3 75 mm. Natomiast T-34-85 (wóz z armatą kalibru 85 mm) przewoził od 56 do 60 naboi armatnich. Czyli mniej niż Shermany z armatą M1 76 mm. Tak więc jestem skłonny uznać że Sherman przewoził całkiem spory zapas amunicji armatniej, aczkolwiek nie jestem miłośnikiem uogólnienia zgodnie z którym czołgi Sherman miały zasadniczo większy zapas amunicji armatniej od czołgów T-34. Nie jestem miłośnikiem tego uogólnienia, bowiem T-34 Model 43 przewoził większy zapas amunicji od suchych Shermanów z armatą M3. Jest to szczególnie dobrze widoczne jeśli porównać T-34 Model 43 do Shermanów z ulepszonym suchym sposobem składowania amunicji. Dodam że według znanych mi źródeł wśród Shermanów z armatą M3 75 mm było zdecydowanie więcej wozów z ulepszonym suchym sposobem składowania amunicji niż wozów mokrych (wśród wozów mokrych dominowały liczebnie pojazdy z armatą M1 76 mm). Dodam też że naboje armatnie stosowane w T-34/76 miały zbliżone wymiary do naboi armatnich jakimi strzelała amerykańska armata czołgowa M3 75 mm. T-34/76 to amunicja 76,2x385R mm, armata M3 75 mm to amunicja 75x350R mm. Pierwsza cyfra oznacza kaliber nominalny, druga długość łuski, a litera R pochodzi od Rimmed i oznacza wystającą kryzę.

Ilość amunicji armatniej w Shermanie

Shermany z jednym włazem na wieży

Dzisiejszy wpis będzie o amerykańskim drugowojennym czołgu średnim M4 Sherman, a konkretnie o jego włazach. Otóż w przypadku przedziału kierowania tego wozu wszyscy czołgiści w nim siedzący mieli swój górny właz- kierowca miał swój właz, strzelec kadłubowego kaemu swój. Co innego wieża tego wozu. Część Shermanów miała jeden właz przypadający na trzech członków załogi wieży, część dwa włazy przypadające na trzech członków załogi wieży. W przypadku Shermanów z jednym włazem na wieży, włazem dysponował dowódca wozu. Natomiast w Shermanach z dwoma włazami na wieży, jednym włazem dysponował dowódca, a drugim ładowniczy. Wszystkie włazy stosowane w Shermanach były jednoosobowe (tylko jedna osoba mogła wychodzić przez właz jednocześnie). Tym samym w Shermanie pięcioosobowa załoga czołgu miała dwóch (wozy z jednym włazem na wieży) bądź jednego (wozy z dwoma włazami na wieży) czołgistę bez własnego górnego włazu.

Sytuacja jaka występowała w Shermanach z dwoma włazami na wieży, czyli brak włazu dla działonowego, to nie ewenement. Wiele czołgów nie miało i nie ma włazu dla działonowego. Ogólnie rzecz biorąc, dla trzyosobowej wieży standardem stał się właz dla dowódcy i właz dla ładowniczego, a jednocześnie brak włazu dla działonowego. Jednak sytuacja jaka występowała w Shermanach z jednym włazem na wieży wydaje mi się dziwna- dwóch ludzi bez własnego włazu przypadających na trzyosobową wieżę oznacza według mnie dość sporo osób bezwłazowych (nie posiadających własnego włazu).

Jeszcze do niedawna myślałem że jedynie niewielka część wyprodukowanych Shermanów miała jeden właz na wieży. Jednak postanowiłem oszacować jak wiele Shermanów miało jeden właz na wieży i nieco się zdziwiłem. Dalsza część wpisu będzie dotyczyć tego jak wiele Shermanów miało jeden właz na wieży.

Otóż Sherman otrzymał właz dla ładowniczego w październiku 1943 roku. Nieco wcześniej, w sierpniu 1943 roku, wprowadzono nowy typ składowania amunicji w Shermanie- suchy zmodyfikowany (suchy ulepszony), w miejsce wcześniejszego suchego pierwotnego. Oprócz Shermanów z suchym ulepszonym sposobem składowania amunicji, produkowano zestawy quick fix umożliwiające konwersję czołgu Sherman z suchego pierwotnego sposobu składowania amunicji, na system suchy ulepszony. Wyprodukowano około 20 tysięcy takich zestawów. Czyli Shermanów z pierwotnym suchym sposobem składowania amunicji było najpewniej około 20 tysięcy. Może nieco więcej- kiedy rozpoczęto produkcję zestawów quick fix jakaś część Shermanów była już zniszczona (mam na myśli straty bezpowrotne), a wozy zniszczone raczej zestawów nie potrzebowały. Wszystkie Shermany z pierwotnym suchym sposobem składowania amunicji miały fabrycznie jeden właz na wieży. Teraz wystarczy oszacować jak wiele Shermanów wyprodukowano pomiędzy sierpniem 1943 roku (wprowadzenie ulepszonego suchego sposobu składowania amunicji) a październikiem 1943 roku (wprowadzenie drugiego włazu, tego dla ładowniczego), dodać te wozy do pojazdów z pierwotnym suchym sposobem składowania amunicji i będzie można ustalić jak wiele Shermanów miało jeden właz na wieży. W 1943 rok wyprodukowano około 21 tysięcy Shermanów. 21 tysięcy czołgów dzielone przez 12 miesięcy daje 1750 wozów na miesiąc. Czyli zakładając że pomiędzy wprowadzeniem ulepszonego sposobu składowania amunicji, a wprowadzeniem drugiego włazu, minęły dwa miesiące, wychodzi 3500 wozów wtedy wyprodukowanych. Po dodaniu 3500 do 20 000, otrzymujemy 23 500. Mniej więcej tyle Shermanów miało jeden właz na wieży.

Biorąc pod uwagę że ogółem wyprodukowano 49 tysięcy Shermanów,  23,5 tysiąca wozów miało jeden właz na wieży, można wyliczyć że pojazdy z jednym włazem na wieży stanowiły około 48% wszystkich wyprodukowanych Shermanów. Według mnie to dużo, znacznie więcej niż myślałem przed rozpoczęciem szacunków. Tym bardziej że podczas szacowania starałem się nie zawyżać liczby Shermanów z wieżą jednowłazową. Dodam że wśród Shermanów z armatą M1 kalibru 76 mm (ta mocniejsza armata) wszystkie miały dwa włazy na wieży, wśród Shermanów z haubicą M4 kalibru 105 mm również wszystkie wozy miały dwa włazy na wieży, a wśród Shermanów z armatą M3 kalibru 75 mm (ta słabsza armata) około 70% wozów miało jeden właz na wieży. Wyprodukowano około 11 tysięcy Shermanów z armatą M1 76 mm, około 4,5 tysiąca Shermanów z haubicą M4 105 mm i około 33,5 tysiąca Shermanów z armatą M3 75 mm.

Z moich szacunków wynika że większość Shermanów z jednym włazem na wieży miała pierwotny suchy typ składowania amunicji. Ten typ składowania amunicji łączył się z koszem wieży wyposażonym w siatkowe ściany (wykonane z metalowej siatki). Ów ściany mogły utrudniać przechodzenie z wnętrza wieży do przedziału kierowania (i odwrotnie), co w mojej ocenie mogło dodatkowo utrudniać ewakuację. Otóż jeśli znajdujący się w wieży czołgista chciał skorzystać z jakiegoś włazu umieszczonego w kadłubie (mam na myśli zarówno dwa włazy umieszczone na dachu kadłuba, jak i właz ewakuacyjny znajdujący się na dnie kadłuba), to mogło być to utrudnione przy niektórych położeniach wieży, bowiem przy niektórych położeniach wieży siatkowe ściany kosza oddzielały wnętrze wieży od przedziału kierowania. Siatkowe ściany kosza wieży zlikwidowano wraz z przejściem na suchy ulepszony sposób składowania amunicji, aby ułatwić ładowniczemu dostęp do amunicji zlokalizowanej w sponsonach.

Czemu Sherman otrzymał jeden właz na wieży? Być może odziedziczył to rozwiązanie po czołgu średnim M3 Lee/Grant, gdzie też był jeden jednoosobowy właz na trzyosobową wieżę.

Ogólnie rzecz biorąc, wielokrotnie spotykałem się z tezą że Sherman, niezależnie od wersji, wypadał bardzo dobrze jeśli idzie o łatwość ewakuacji z wnętrza wozu, na tle innych czołgów z okresu drugiej wojny światowej. Mam spore wątpliwości czy teza ta jest prawdziwa. To znaczy, te Shermany które miały dwa włazy na wieży, faktycznie mogły wypadać dobrze pod tym względem, ale sytuacja jaka występowała w wozach z jednym włazem na wieży, czyli trzech czołgistów przypadających na jeden jednoosobowy właz, nie wydaje mi się zbyt dobra jeśli idzie o szybką ewakuację z wnętrza pojazdu. Przy czym z tego co kojarzę produkowano zestawy umożliwiające zamocowanie włazu dla ładowniczego na tych Shermanach które takiego włazu fabrycznie nie miały. Z drugiej jednak strony, na znanych mi zdjęciach przedstawiających bitwę o Monte Cassino, widać Shermany z jednym włazem na wieży, a bitwa ta miała miejsce w 1944 roku. Może to wskazywać że implementacja włazu ładowniczego na wozach fabrycznie go pozbawionych nie odbywała się w ekstremalnie szybkim tempie.

Shermany z jednym włazem na wieży

Wyrzucanie łuski w karabinie PTRD

Dzisiejszy wpis będzie o broni strzeleckiej. Zacznę jednak dość nietypowo- od pewnego zdarzenia które miało miejsce grubo ponad rok temu. Otóż odwiedził mnie znajomy, który tak jak ja, interesuje się między innymi bronią strzelecką. Rozmowa między mną i znajomym zeszła na radziecki karabin przeciwpancerny PTRD (Protiwotankowoje Rużjo Diegtiariowa) z okresu drugiej wojny światowej. Ja stałem na stanowisku że PTRD był typowym przykładem broni półautomatycznej (nie mylić z bronią samopowtarzalną), to znaczy, że był bronią gdzie należy ręcznie włożyć nabój do komory nabojowej, a jednocześnie gdzie po oddaniu strzału następuje samoczynne wyrzucanie łuski. Znajomy stał natomiast na stanowisku że PTRD łuski samoczynnie nie wyrzucał. Aby sprawdzić kto ma rację, najpierw postanowiliśmy znaleźć w sieci jakiś film na którym widać strzelanie z PTRD. Znaleźliśmy taki film. Na filmie broń nie wyrzuciła samoczynnie łuski, jednak po oddaniu strzału nastąpiło samoczynne częściowe odryglowanie zamka. Samoczynne odryglowanie nastąpiło bowiem rączka zamkową karabinu współpracowała z krzywką stanowiącą część broni. Biorąc pod uwagę że film był nakręcony współcześnie, uważałem że brak samoczynnego wyrzucenia łuski mógł wynikać z użycia amunicji niepełnej mocy. Ot, istniała możliwość że strzelano amunicją słabszą niż oryginalna, aby zmniejszyć ryzyko uszkodzenia zabytkowej broni. No i film wykazał że jednak po oddaniu strzału z PTRD następuje jakieś samoczynne działanie mechanizmów broni- a konkretnie następuje samoczynna współpraca rączki zamkowej i krzywki.

 

PTRD_pol_ma

Rysunek karabinu przeciwpancernego PTRD z polskiej instrukcji obsługi. Na czerwono zaznaczyłem rączkę zamkową (oryginalnie „rączka zamka”), na niebiesko krzywkę z którą rączka zamkowa współpracuje (oryginalnie „występ półokrągły do otwierania zamka”).

 

 

PTRD_tyl

Rysunek z radzieckiej instrukcji obsługi. Na niebiesko zaznaczyłem krzwykę karabinu PTRD z którą współpracuje rączka zamkowa tej broni.

 

Tuż po obejrzeniu filmu przypomniałem sobie o tym że posiadam reprint polskiej instrukcji obsługi do radzieckich karabinów przeciwpancernych z okresu drugiej wojny światowej. Pełny tytuł instrukcji brzmi 14,5 mm RUSZNICE PRZECIWPANCERNE wzór 1941 roku, systemu Simonowa i Diechtiarewa, OPIS I PIELĘGNACJA. Oryginalna instrukcja została wydana przez Wojskowy Instytut Naukowo – Wydawniczy w 1945 roku. W instrukcji, odnośnie karabinu PTRD, można znaleźć taką wzmiankę:

W jednostrzałowej rusznicy ppanc. (rys. 10) siła odrzutu wykorzystywana jest do otwierania zamka i wyrzucania łusek. Przy odchodzeniu części ruchomych (lufa – 1, komora zamkowa – 6 i zamek – 7) do tyłu, rączka zamkowa (8) naciska na występ półokrągły (9) rury kolby i w ten sposób obraca zamek w lewo.

W końcowym ruchu, zamek (7) oddziela się od lufy (1) i wyciąga z komory nabojowej łuskę, którą wyrzutnik wyrzuca przez dolny otwór komory zamkowej, następnie zamek zatrzymuje się w tylnym położeniu.

 

Po zajrzeniu do reprintu instrukcji obsługi i przeczytaniu powyższej wzmianki, znajomy przyznał mi rację, pochwalił też moje źródło. Zgodziliśmy się również że to pewnie użycie amunicji niepełnej mocy doprowadziło do tego że na obejrzanym filmie karabin nie wyrzucił samoczynnie łuski. Sprawa wydawała się zamknięta. Do czasu.

Sporo ponad rok po zakończenia dyskusji zajrzałem na forum strzelecka.net. W jednym z tematów toczyła się dyskusja na temat tego czy karabin PTRD samoczynnie wyrzucał łuskę po oddaniu strzału. Dyskusja zakończyła się konsensusem że w praktyce PTRD nie wyrzucał łuski samoczynnie. To znaczy, nawet w oryginalnej, radzieckiej instrukcji obsługi, można znaleźć wzmiankę o samoczynnym wyrzucaniu łuski. Dodatkowo broń ma krzywkę z którą współpracuje rączka zamkowa karabinu, co sugeruje że PTRD był bronią półautomatyczną. Jednak materiał filmowy, również archiwalne filmy z okresu drugiej wojny światowej, wskazuje że po oddaniu strzału nie następowało samoczynne wyrzucenie łuski. Podobnie współczesne strzelania z PTRD, również takie z użyciem oryginalnej, radzieckiej amunicji, potwierdzają tezę zgodnie z którą PTRD samoczynnie łuski nie wyrzucał. Link do dyskusji na forum strzelecka.net.

Jak to więc było z PTRD? Cóż, według mnie projektując karabin zakładano że będzie on samoczynnie wyrzucał łuskę. W praktyce samoczynne wyrzucenie łuski nie następowało, ale pozostawiono krzywkę z którą rączka zamkowa współpracuje po oddaniu strzału, bowiem dzięki tej krzywce, po strzale, następowało przynajmniej samoczynne częściowe odryglowanie zamka, co ułatwiało nieco pracę strzelcowi.

W sumie mocno zastanawia mnie to że zarówno polska, jak i radziecka instrukcja obsługi, zawierają błędną informację zgodnie z którą karabin ma samoczynnie wyrzucać łuskę. Może radziecka instrukcja obsługi powstała jeszcze w fazie prac nad bronią, kiedy wydawało się że PTRD będzie samoczynnie wyrzucał łuskę po oddaniu strzału, a później instrukcji nie modyfikowano. Natomiast polska instrukcja obsługi powstała najpewniej na bazie instrukcji radzieckiej.

Uważam że przypadek PTRD był zbliżony do przypadku radzieckich półautomatycznych armat kalibru 45 mm. Armaty te miały półautomatykę, ale nie działała ona poprawnie przy niektórych typach amunicji. Armaty te czasami określano mianem armat ćwierćautomatycznych. Mam wrażenie że określenie ćwierćautmat pasuje również do karabinu przeciwpancernego PTRD. Więcej o półautomatyce armat kalibru 45 mm napisałem tutaj.

Dodam że po przeczytaniu dyskusji na forum strzelecka.net niezwłocznie skontaktowałem się ze znajomym i przyznałem mu rację. Jednak ów forumową dyskusję przeczytałem sporo ponad rok po dyskusji ze znajomym, tym samym znajomy dowiedział się o tym że miał rację dopiero po ponad roku. Morał z tej historii jest taki że trzeba ostrożnie podchodzić do słowa pisanego, nawet jeśli idzie o słowo pisane znajdujące się w instrukcji obsługi przeznaczonej do radzieckich karabinów przeciwpancernych z okresu drugiej wojny światowej.

Wyrzucanie łuski w karabinie PTRD

Zabawa w Złomnika

Ostatnio ciągle wrzucam wpisy dotyczące broni pancernej i broni strzeleckiej, a jednocześnie od dawna nie było żadnego wpisu dotyczącego motoryzacji. Dziś zamieszczam więc wpis motoryzacyjny. Ale do rzeczy. Otóż zabytkową motoryzacją (a szczególnie zabytkową motoryzacją francuską) zainteresowałem się w dużej mierze pod wpływem bloga Złomnik. Jednocześnie jeszcze kilka lat temu istotnym elementem Złomnika były tak zwane miksy. Były to wpisy w których autor zamieszczał interesujące zdjęcia starych samochodów stojących na polskich (i nie tylko) ulicach. Jednocześnie zdjęcia te pochodziły w dużej mierze od czytelników bloga. Ot, każdy mógł wysłać zrobione przez siebie zdjęcia starych samochodów, z nadzieją że zostaną zamieszczone w jednym ze złomnikowych miksów. Dodam że ja też wysyłałem zdjęcia. Niestety, żadne z moich zdjęć nie zostało zamieszczone na Złomniku. Z perspektywy czasu, nie dziwi mnie to- eufemistycznie rzecz ujmując, większość moich zdjęć była nieprzesadnie wysokiej jakości. Dziś postanowiłem więc stworzyć własny miks. W miksie tym nie będzie wszystkich, ani nawet większości moich zdjęć. Zamieszczam jedynie kilka zdjęć jakie zrobiłem pewnego lutowego dnia 2016 roku. Zdjęcia zostały wykonane w miejscu które położone jest na terenach klasyfikowanych jako Trójmiasto. Najpierw zamieściłem zdjęcia wykadrowane i zmniejszone, a na końcu wpisu umieściłem te same zdjęcia sprzed wykadrowania. Zdjęcia sprzed wykadrowania mają dodatkowo większe wymiary. Jeśli ktoś chciał by otrzymać zdjęcia w jeszcze większej rozdzielczości niż ta którą charakteryzują się zamieszczone we wpisie zdjęcia sprzed wykadrowania, niech pisze w komentarzach.

 

zlom_1ms

 

zlom_2ms

 

zlom_3ms

 

zlom_4ms

 

zlom_5ms

 

Zabawa w Złomnika

Hamowanie w Stalinie

Dziś kolejny wpis o radzieckich czołgach ciężkich. Wpis dotyczyć będzie interfejsu kierowcy tego typu wozów. Otóż jakiś czas temu, przyglądając się rysunkowi przedstawiającemu stanowisko kierowcy czołgu IS-2 (Iosif Stalin), doszedłem do wniosku że czegoś tu brakuje. Tym brakującym czymś był pedał hamulca. Oczywiście, brak pedału hamulca nie oznacza że Stalin nie miał hamulców. Hamulce były, jednak aby wyhamować czołg, kierowca musiał użyć dźwigni mechanizmu skrętu. Przy czym podczas hamowania Stalinem przy użyciu dźwigni mechanizmu skrętu, następowało wysprzęglenie (dokonywana przez dwustopniowy planetarny mechanizm skrętu), nawet jeśli kierowca nie wciskał podczas hamowania pedału obsługującego sprzęgło główne. Wychodzi więc na to że podczas jazdy Stalinem nie dało się hamować bez wysprzęglania. Poniżej rysunek przedstawiający stanowisko kierowcy w czołgu IS-2. Rysunek pochodzi z pracy Czołgi. Podręcznik mechanika-kierowcy III-ej klasy. Kolorem żółtym zaznaczyłem pedał sprzęgła głównego, a kolorem niebieskim pedał gazu.

IS-2_kierowca_m

Tutaj wzmianka na temat mechanizmu skrętu zastosowanego w czołgu IS-2. Wóz ten miał dwustopniowy planetarny mechanizm skrętu. Do skręcania i hamowania wozem kierowania kierowca używał dwóch dźwigni. Lewa dźwignia obsługiwałą lewą gąsienicę, a prawa dźwignia odpowiadała za gąsienicę prawą. Przy dźwigni w pierwszym (przednim) położeniu, gąsienica poruszała się ze zwykłą prędkością. Przestawienie dźwigni w położenie drugie (środkowe) powodowało zmniejszoną prędkość gąsienicy. Zmniejszenie prędkości gąsienicy odbywało się dzięki zwiększeniu przełożenia, a za wzrost przełożenia odpowiadała przekładnia planetarna. Przy dźwigni mechanizmu skrętu w położeniu drugim moc nadal dostarczana była na gąsienicę. Było jeszcze trzecie (tylne) położenie dźwigni mechanizmu skrętu. Przy dźwigni w położeniu trzecim następowało wysprzęglenie i dodatkowo przyhamowanie gąsienicy. Wysprzęglenie odbywało się dzięki działaniu przekładni planetarnej. Przy dźwigni w położeni trzecim moc nie była dostarczana na gąsienicę.

Dodam że brak pedału hamulca w czołgu to nie ewenement. Przykładowo, w amerykańskim czołgu Sherman również pedału hamulca nie było. Jest jednak pewne ale. Otóż Sherman miał mechanizm skrętu bazujący na mechanizmie różnicowym (zgodnie z polską terminologią Sherman miał podwójny mechanizm różnicowy, zgodnie z anglojęzyczną termnologią taki mechanizm skrętu to controlled differential). Przy tego typu mechanizmie skrętu, podczas hamowania czołgu przy pomocy dźwigni mechanizmu skrętu, wysprzęglenie nie następowało (zakładając że kierowca podczas hamowania nie wcisnął pedału obsługującego sprzęgło główne). Kierując Shermanem można więc było hamować bez wysprzęglania, mimo braku pedału hamulca.

Wracając do radzieckich czołgów ciężkich, brak możliwości hamowania bez wysprzęglania w czołgu IS-2 zdziwił mnie. Postanowiłem więc sprawdzić jak to było w innych popularnych radzieckich czołgach ciężkich. Najpierw postanowiłem sprawdzić jak to było w czołgu KW-1, wozie starszym od Stalina. KW-1 miał inny mechanizm skrętu niż IS-2 (KW-1 miał mechanizm skręt bazujący na sprzęgłach bocznych), ale również w KW-1 hamowanie czołgu przy pomocy dźwigni mechanizmu skrętu oznaczało obligatoryjne wysprzęglenie (dokonywane przez sprzęgła boczne), nawet jeśli kierowca podczas hamowania nie wcisnął pedału sprzęgła głównego. Aby zobaczyć jak wyglądał interfejs kierowcy czołgu KW-1, postanowiłem zajrzeć do brytyjskiego raportu dotyczącego tego typu wozu. Raport ten powstał w okresie drugiej wojny światowej na bazie czołgu KW-1 dostarczonego Brytyjczykom przez Sowietów (wóz został dostarczony do testów). Tytuł raportu to Preliminary report No1/0. Russian KV/1. W raporcie nie znalazłem co prawda rysunku bądź zdjęcia na którym było by dokładnie widać stanowisko kierowcy czołgu KW-1, ale znalazłem taką oto wzmiankę:

KW-1_kierowca_brytyjski_raport

Zgodnie z tą wzmianką, KW-1 miał po lewej pedał sprzęgła (głównego), po prawej pedał gazu, a jednocześnie charakteryzował się brakiem pedału hamulca. Czyli w KW-1, tak jak w czołgu IS-2, nie dało się hamować bez wysprzęglania.

Skoro przyjrzałem się czołgowi KW-1, postanowiłem sprawdzić jak wyglądał interfejs kierowcy w radzieckich czołgach ciężkich opracowanych po czołgu IS-2. Poniżej dwa rysunki, pierwszy przedstawia stanowisko kierowcy w czołgu IS-3, drugi w czołgu T-10. Oba wozy miały dwustopniowy planetarny mechanizm skrętu, tym samym w obu wozach hamowanie przy pomocy dźwigni mechanizmu skrętu oznaczało wysprzęglenie dokonywane przy pomocy przekładni planetarnych mechanizmu skrętu (sytuacja taka jak w czołgu IS-2).

IS-3_kierowca_mStanowisko kierowcy czołgu IS-3.

 

T-10_kierowca_m2Stanowisko kierowcy czołgu T-10.

 

Na powyższych rysunkach kolorem żółtym zaznaczyłem pedał sprzęgła głównego, a kolorem niebieskim pedał gazu. Jak widać na powyższych rysunkach, w czołgu IS-3 i w czołgu T-10 nie zastosowano pedału hamulca. Tym samym w obu wozach nie było możliwe hamowanie bez wysprzęglania. Lecz teraz spójrzmy na stanowisko kierowcy czołgu T-10M, wóz ten to zmodernizowana wersja czołgu T-10 (M oznacza Modernizirowanyj):

T-10M_kierowca_m2Kolorem żółtym zaznaczyłem pedał sprzęgła głównego, kolorem zielonym pedał hamulca, a kolorem niebieskim pedał gazu. Czołg T-10M miał więc pedał hamulca. Tym samym w wozie tym można było hamować bez wysprzęglania.

Reasumując, w wielu radzieckich czołgach ciężkich nie dało się hamować bez wysprzęglania ze względu na brak pedału hamulca, choć był też przynajmniej jeden radziecki czołg ciężki w którym hamowanie bez wysprzęglania było możliwe (T-10M). To że w wielu radzieckich czołgach ciężkich nie dało się hamować bez wysprzęglania jest w mojej ocenie zastanawiające, bowiem radzieckie czołgi średnie pedał hamulca miały, a tym samym można w nich było hamować bez wysprzęglania. Pedał hamulca zastosowano zarówno w tych radzieckich czołgach średnich które miały mechanizm skrętu bazujący na sprzęgłach bocznych (T-34, T-44), jak i w tych radzieckich czołgach średnich które miały dwustopniowy planetarny mechanizm skrętu (T-54/T-55, T-62). Czemu w radzieckich czołgach średnich był pedał hamulca umożliwiający hamowanie bez wysprzęglania, a w wielu radzieckich czołgach ciężkich nie było ani pedału hamulca, ani możliwości hamowania bez wysprzęglania? Tego nie wiem. Być może miało to związek z tym że czołgi ciężkie miały większą masę od czołgów średnich… a być może nie. W końcu korelacja nie musi oznaczać związku przyczonowo-skutkowego. Jako zakończenie wpisu zamieszczam dwa rysunki. Pierwszy przedstawia stanowisko kierowcy w czołgu średnim T-34-85M, drugi przedstawia stanowisko kierowcy w czołgu średnim T-55. Kolorem żółtym zaznaczyłem pedał sprzęgła głównego, kolorem zielonym pedał hamulca, a kolorem niebieskim pedał gazu.

 

T-34-85M_kierowca_mStanowisko kierowcy czołgu T-34-85M.

 

T-55_kierowca_m2Stanowisko kierowcy czołgu T-55.

Hamowanie w Stalinie