Składowanie amunicji w czołgu, część 2

Dzisiaj kolejny wpis poświęcony składowaniu amunicji armatniej we wnętrzu czołgu. Tym razem skupię się na amunicji armatniej umieszczonej we wnętrzu wieży czołgu, przy czym pisząc o wieży mam na myśli ten element czołgu który wystaje ponad kadłub, a nie znajdujący się we wnętrzu kadłuba kosz wieży. Choć pomysł aby umieścić amunicje armatnią we wnętrzu wieży może wydawać się poniekąd naturalny, to jeszcze podczas drugiej wojny światowej powszechnym rozwiązaniem był brak jakiegokolwiek naboju armatniego we wnętrzu wieży. Sytuacja zaczęła zmieniać się pod koniec drugiej wojny światowej, czego przykładem ewolucja czołgów radzieckich, amerykańskich i niemieckich. Przykładowo, o ile radziecki czołg średni T-34/76 nie przewoził amunicji armatniej we wnętrzu wieży, to amunicja armatnia znalazła się we wnętrzu wieży czołgu T-34/85. Podobnie było w przypadku amerykańskich czołgów średnich, bowiem o ile M4 Sherman nie przewoził w wieży amunicji armatniej (mam na myśli tą część wieży która wystawała poza kadłub, pomijam kosz wieży), to następca Shermana, czołg M26 Pershing, miał amunicję armatnią we wnętrzu wieży. Również u Niemców pod koniec drugiej wojny światowej amunicja armatnia pojawiła się we wnętrzu wieży, czego przykładem czołg ciężki Panzer VI B Königstiger (Tygrys Królewski), który przewoził amunicję armatnią we wnętrzu wieży, w odróżnieniu od swojego poprzednika, czołgu Panzer VI Tiger (Tygrys). Amunicja armatnia umieszczona w wieży zazwyczaj pełni rolę podręcznego zapasu (amunicja pierwszego rzutu), ale są wyjątki od tej reguły. Umieszczenie w wieży podręcznego zapasu amunicji armatniej może ułatwić pracę ładowniczemu, a tym samym zwiększyć szybkostrzelność praktyczną. Ułatwienie pracy ładowniczemu polega między innymi na tym że amunicja umieszczona w wieży jest cały czas usytuowana tak samo względem armaty i ładowniczego, niezależnie od tego jak obrócona jest wieża, a tym samym niezależnie od tego w którą stronę skierowana jest armata. Z drugiej jednak strony, jeśli założyć że wieża jest często trafianą częścią czołgu, umieszczenie amunicji armatniej w wieży może zmniejszyć przeżywalność załogi w razie przebicia pancerza. Tutaj dodam że według znanych mi danych o ile podczas drugiej wojny światowej kadłub czołgu był znacznie częściej trafiany niż wieża, to jednocześnie podczas zimnej wojny sytuacja się odwróciła i to wieża zaczęła być częściej trafiana od kadłuba. Ta zmiana mogła mieć związek ze stosowaniem coraz potężniejszego uzbrojenia głównego, a tym samym coraz większych wież, wraz z tendencją do obniżania sylwetki kadłuba (przykładowo, poprzez umieszczenie kierowcy w pozycji półleżącej). Choć podczas zimnej wojny wieża czołgu była często trafianym elementem wozu, to jednocześnie podczas zimnej wojny powszechnie stosowano podręczny zapas amunicji armatniej umieszczony w wieży, również w wozach które nie miały odizolowanych od załogi magazynów amunicji ze słabymi panelami. Wskazuje to że według decydentów zalety podręcznego zapasu amunicji armatniej umieszczonego w wieży przeważały nad wadami tego rozwiązania. Poniżej przedstawiłem sposoby umieszczenia amunicji armatniej we wnętrzu wieży.

 

 

Amunicja armatnia w niszy wieży

czolg_amunicja_nisza_m

Rysunek przedstawiający umieszczony w niszy wieży podręczny zapas amunicji armatniej, amunicja umieszczona została poprzecznie względem wieży. Niebieska podwójna strzałka wskazuje na odległość pomiędzy nasadą zamkową a tylną częścią pierścienia oporowego wieży.

 

Chyba najbardziej popularnym sposobem na umieszczenie amunicji armatniej w wieży jest umieszczenie jej w niszy wieży. Rozwiązanie to ma swoje zalety. Przykładowo, amunicja armatnia umieszczona w niszy wieży pozwala wykorzystać przestrzeń znajdującą się w niszy, a jednocześnie nisza wieży równoważy (przynajmniej w jakimś stopniu) masę znajdującej się z przodu wieży armaty i masę potężnego (a tym samym ciężkiego) przedniego pancerza wieży. Jednocześnie podręczny zapas amunicji umieszczony w niszy wieży pozwala skonstruować czołg tak aby niewielka była odległość pomiędzy nasadą zamkową (tylna część armaty) a tylną częścią pierścienia oporowego wieży (pisząc o tylnej części pierścienia oporowego zakładam że lufa skierowana jest na wprost). Ułatwia to zastosowanie potężnego uzbrojenia głównego, z drugiej jednak strony, przy takim rozwiązaniu utrudnione jest ładowanie armaty przy pomocy amunicji umieszczonej w kadłubie. Jest to jeden z powodów dla których w wielu czołgach z amunicją w niszy wieży, w razie wystrzelenia zapasu amunicji znajdującego się w niszy, zaleca się przeładować amunicję z kadłuba do niszy wieży, a następnie ponownie ładować armatę przy pomocy amunicji znajdującej się w niszy. Znajdująca się w niszy wieży amunicja armatnia zazwyczaj umieszczona jest poziomo względem wieży (T-34/85), choć były też czołgi gdzie umieszczona w niszy amunicja znajdowała się pionowo względem wieży (pociski umieszczone w niszy radzieckiego drugowojennego czołgu ciężkiego IS-2). Przy amunicji umieszczonej w niszy poziomo, amunicja być ona umieszczona poprzecznie względem wieży (T-34/85) bądź wzdłużnie względem wieży (Leopard 2, M1 Abrams). Aby amunicja znajdująca się w niszy wieży nie stanowiła zagrożenia dla załogi, w wielu czołgach zachodnich III powojennej generacji jest ona umieszczona we wnętrzu odizolowanego od załogi magazynu amunicji ze słabymi panelami. Przy takim rozwiązaniu słabe panele zazwyczaj znajdują się na dachu niszy wieży. Co ciekawe, również w czołgach bez wyraźnie wykształconej niszy wieży stosowano podręczny zapas amunicji armatniej znajdujący się w tylnej części wieży. Czołgi z takim rozwiązaniem to między innymi radzieckie zimnowojenne wozy T-54/T-55 i T-62. Bardzo często zapas amunicji znajdujący się w niszy wieży jest wyraźnie mniejszy od zapasu amunicji znajdującego się w kadłubie, tak jest między innymi w radzieckim drugowojennym czołgu T-34/85 i w niemieckim zimnowojennym czołgu Leopard 2. Istnieją jednak czołgi gdzie w niszy wieży jest zbliżony zapas amunicji armatniej do zapasu umieszczonego w kadłubie, czego przykładem francuski współczesny czołg AMX Leclerc. Istnieją też czołgi które w niszy wieży mają więcej amunicji armatniej niż w kadłubie, przykładem takiego wozu jest amerykański zimnowojenny czołg M1 Abrams. Magazyn amunicji we wnętrzu niszy wieży może występować zarówno w wersji obsługiwanej przez ładowniczego (T-34/85, Leopard 2, M1 Abrams), jak i w wersji obsługiwanej przez automat ładujący (francuskie czołgi AMX-13 i AMX Leclerc). Jeśli w niszy znajduje się magazyn amunicji współpracujący z automatem ładującym, to zazwyczaj znajdująca się w nim amunicja armatnia umieszczona jest względem wieży poziomo, wzdłużnie, a dodatkowo pociskiem skierowanym do przodu. Dla porównania, jeśli umieszczony w niszy magazyn amunicji obsługiwany jest przez ładowniczego, to jeśli w magazynie tym amunicja umieszczona jest względem wieży poziomo, wzdłużnie, to zazwyczaj naboje armatnie skierowane są łuską do przodu. Tutaj zaznaczę że umieszczony w niszy wieży magazyn amunicji obsługiwany przez automat ładujący może być odizolowanym od załogi magazynem amunicji ze słabymi panelami, rozwiązanie takie zastosowano właśnie we francuskim czołgu AMX Leclerc. Na koniec dodam że o ile zazwyczaj amunicja armatnie znajdująca się w tylnej części wieży jest amunicją podręczną (pierwszego rzutu), to istnieją wyjątki od tej reguły. Wyjątkiem takim jest radziecki zimnowojenny czołg T-72, który ma amunicję pierwszego rzutu umieszczoną w kadłubowym magazynie amunicji obsługiwanym przez automat ładujący, a jednocześnie niektóre wersje tego wozu mają w tylnej części wieży dwa przeciwpancerne pociski podkalibrowe pełniące rolę amunicji drugiego rzutu.

 

 

Amunicja armatnia na bocznej ścianie wieży

t-34-85_ammo_stowageSkładowanie amunicji armatniej we wnętrzu radzieckiego czołgu średniego T-34/85. Kolorem zielonym zaznaczono amunicję podręczną umieszczoną we wnętrzu wieży, na jej prawej ścianie.

 

Amunicja armatnia umieszczona w wieży może być przymocowana do wewnętrznej strony bocznej ściany wieży. Przy takim rozwiązaniu amunicja może być umieszczona na prawo od ładowniczego (co może mieć związek z umieszczeniem ładowniczego w prawej części wieży) bądź na lewo od ładowniczego (co może mieć związek z umieszczeniem ładowniczego w lewej części wieży). Przy pomocy takiego rozwiązania można umieścić we wnętrzu czołgu stosunkowo niewielką ilość amunicji armatniej, jednocześnie amunicja ta najczęściej pełni rolę zapasu podręcznego. Przykładowo, w czołgu T-34/85 do wewnętrznej strony prawej ściany wieży przymocowane były cztery podręczne naboje armatnie, podczas gdy w niszy wieży znajdowało się dwanaście podręcznych naboi armatnich.

 

 

Amunicja armatnia w przedniej części wieży

czolg_amunicja_wieza_przod_m

Rysunek przedstawiający podręczny zapas amunicji umieszczony we wnętrzu wieży, przed ładowniczym. Naboje armatnie zaznaczone są na czerwono.

 

Znajdująca się we wnętrzu wieży amunicja armatnia może być umieszczona w przedniej części wieży, przed ładowniczym. Rozwiązanie takie zazwyczaj zazwyczaj służy do przewożenia podręcznej amunicji armatniej. Przykładowo, we wnętrzu wieży amerykańskiego drugowojennego czołgu M26 Pershing znajdowało się kilka podręcznych naboi armatnich, przy czym te naboje armatnie umieszczone były przed ładowniczym. Podręczna amunicja armatnia umieszczona w przedniej części wieży, przed ładowniczym, występowała również w amerykańskim zimnowojennym czołgu ciężkim M103. Jeśli amunicja armatnia znajduje się tuż za przednim pancerzem wieży, to zwiększone zostają szanse na to że przy wieży ustawionej przednim rogiem do wroga, amunicja będzie zasłonięta przez przedni, a tym samym zazwyczaj najbardziej odporny pancerz wieży. Zbliżona sytuacja występuje przy amunicji armatniej umieszczonej tuż za przednim pancerzem kadłuba czołgu.

 

 

Składowanie amunicji w czołgu, część 2

Składowanie amunicji w czołgu, część 1

Dzisiejszy wpis poświęcony będzie składowaniu amunicji armatniej we wnętrzu czołgu. We wpisie tym postaram się opisać najczęściej stosowane sposoby składowania armatniej amunicji czołgowej. Pisząc o sposobach składowania, mam na myśli nie konstrukcję pojemników i stelaży służących do przechowywania amunicji, ale miejsca przeznaczone na składowanie amunicji armatniej. Ogólnie rzecz biorąc, postaram się opisać które miejsca we wnętrzu czołgu były i są najczęściej stosowane do przechowywania amunicji armatniej.

 

 

Amunicja armatnia w sponsonach

tiger_ii_ammo_stowage

Składowanie amunicji armatniej we wnętrzu niemieckiego drugowojennego czołgu ciężkiego Panzer VI B Königstiger (Tygrys Królewski). Na czerwono zaznaczono główny zapas amunicji umieszczony w sponsonach, przy czym należy zaznaczyć że narysowany czołg ma w sponsonach mniejszą ilość amunicji od ilości nominalnej. Kolorem żółtym zaznaczono amunicję podręczną umieszczoną w niszy wieży.

 

W okresie drugiej wojny światowej wiele czołgów miało główny zapas amunicji armatniej przechowywany we wnętrzu sponsonów (pod pojęciem sponsony mam na myśli te fragmenty górnej części kadłuba, które wystają poza szerokość dolnej części kadłuba, a tym samym znajdują się nad gąsienicami czołgu). Rozwiązanie to miało zarówno zalety, jak i wady. Jeśli amunicja armatnie zostanie umieszczona w sponsonach, to będzie znajdować się w górnych partiach kadłuba, co powinno ułatwić pracę ładowniczemu. Z drugiej jednak strony, jeśli amunicja armatnia zostanie umieszczona stosunkowo wysoko w kadłubie, to można uznać że wzrastają szanse na to że w razie przebicia pancerza (perforacji pancerza) zostanie trafiona przez pocisk który dokonał przebicia pancerza. Tutaj dodam że znane mi dane wskazują że w okresie drugiej wojny światowej bardzo duży procent trafień przypadających na pancerz czołgu to były trafienia w boczny górny pancerz kadłuba, tak więc trafienia w pancerz chroniący sponsony. Dobrze też zauważyć że o ile Amerykanie we wczesnych i średnich czołgach średnich M4 Sherman stosowali magazyny amunicji umieszczone w sponsonach, to w późnych Shermanach zastosowali magazyn amunicji umieszczony na dnie kadłuba. Zmiana ta miała związek z chęcią zmniejszenia palności wozu po wystąpieniu perforacji pancerza. Jednocześnie znane mi dane wskazują że późne Shermany faktycznie paliły się zdecydowanie rzadziej przy wystąpieniu perforacji pancerza od Shermanów wczesnych i średnich (choć dobrze zaznaczyć że przeniesienie magazynu amunicji na dno kadłuba wiązało się jednocześnie z zastosowaniem mokrych komór amunicyjnych, co też mogło mieć wpływ na spadek palności wozu). Czołgi z amunicją armatnią składowaną we wnętrzu sponsonów to między innymi wczesne i średnie Shermany oraz niemieckie czołgi Panzer IV, Panzer V Panther (Pantera), Panzer VI Tiger (Tygrys) oraz Panzer VI B Königstiger (Tygrys Królewski). Dobrze zaznaczyć że najpewniej nie wszystkie wozy z amunicją składowaną w sponsonach paliły się równie dobrze po trafieniu. W mojej ocenie mogły występować różnice pomiędzy (przykładowo) czołgami gdzie umieszczona w sponsonach amunicja była przechowywana w nieopancerzonych pojemnikach/regałach/stelażach amunicyjnych (wczesne Shermany), a wozami gdzie umieszczona w sponsonach amunicja armatnia była przechowywana w pancernych pojemnikach/szafkach amunicyjnych (średnie Shermany). Wśród czołgów opracowanych po zakończeniu drugiej wojny światowej trudno znaleźć wóz z amunicją armatnią umieszczoną w sponsonach. Powodem takiej sytuacji może być to że wiele czołgów powojennych nie miało sponsonów (brak sponsonów to między innymi cecha radzieckich powojennych czołgów średnich i podstawowych, czego przykładem wozy rodziny T-54/T-55).

 

 

Amunicja armatnia na dnie kadłuba czołgu

t-34-85_ammo_stowage

Składowanie amunicji armatniej we wnętrzu radzieckiego drugowojennego czołgu średniego T-34/85. Na czerwono zaznaczono główny zapas amunicji składowany na dnie kadłuba (naboje umieszczone poziomo we wnętrzu metalowych pojemników). Kolorem niebieskim zaznaczono nieliczne naboje armatnie umieszczone pionowo w kadłubie. Kolorem żółtym zaznaczono amunicję podręczną umieszczoną we wnętrzu niszy wieży. Kolorem zielonym zaznaczono amunicję podręczną umieszczoną we wnętrzu wieży, na jej prawej ścianie.

 

Podczas drugiej wojny światowej wiele czołgów miało główny zapas amunicji armatniej umieszczony na dnie kadłuba (a konkretnie na dnie przedziału bojowego). Również to rozwiązanie miało zarówno zalety, jak i wady. Zaletą takiego rozwiązania jest spadek szans na to że wrogi pocisk po przebiciu pancerza trafi w główny magazyn amunicji. Tutaj zaznaczę że znane mi dane dotyczące występującego podczas drugiej wojny światowej rozkładu trafień czołgów wskazują że dolna część kadłuba czołgu była trafiana rzadziej od górnej części kadłuba (stąd też wiele wozów miało przedni górny pancerz kadłuba bardziej odporny od przedniego dolnego, a boczny górny pancerz kadłuba bardziej odporny od bocznego dolnego). Mam co prawda wątpliwości czy takie rozwiązanie było dobre w przypadku najechania czołgu na minę przeciwpancerną, z drugiej jednak strony znane mi dane wskazują że podczas drugiej wojny światowej czołgi częściej były niszczone ogniem bezpośrednim prowadzonym z wrogich armat niż przez miny. Jednocześnie okres drugiej wojny światowej to mniejsza popularność przeciwpancernych min przeciwdennych niż obecnie, a w mojej ocenie miny tego typu stanowią raczej większe zagrożenie dla magazynu amunicji umieszczonego na dnie przedziału bojowego względem zagrożenia stwarzanego przez miny przeciwgąsienicowe. Dobrze też zauważyć że w czołgach o typowej konstrukcji przed przedziałem bojowym znajduje się przedział kierowania, tym samym istnieją szanse że mina przeciwdenna wybuchnie nie pod przedziałem bojowym, a pod przedziałem kierowania. Jednocześnie w czołgach z amunicją składowaną na dnie kadłuba amunicja armatnia zazwyczaj znajdowała się na dnie przedziału bojowego, a nie na dnie przedziału kierowania. Zakładam że wybuch miny przeciwdennej następujący pod przedziałem kierowania powinien stanowić mniejsze zagrożenia dla magazynu amunicji zlokalizowanego na dnie przedziału bojowego od wybuchu miny przeciwdennej następującego bezpośrednio pod przedziałem bojowym. Za wadę magazynu amunicji umieszczonego na dnie wozu można uznać utrudnione pobieranie amunicji armatniej z dna kadłuba przez ładowniczego, stąd też wiele wozów z głównym magazynem amunicji umieszczonym na dnie kadłuba miało oprócz głównego magazynu amunicji również niewielki magazyn podręczny zlokalizowany w partiach wozu położonych wyraźnie wyżej niż dno kadłuba. Przykładowo, radziecki drugowojenny czołg średni T-34/76, oprócz głównego magazynu amunicji umieszczonego na dnie przedziału bojowego, miał również niewielką ilość naboi armatnich umieszczoną na ścianach przedziału bojowego. Ta niewielka ilość naboi armatnich znajdująca się na ścianach przedziału bojowego była podręcznym zapasem amunicji. Podobnie było w T-34/85, choć tam podręcznym zapasem amunicji była przede wszystkim amunicja armatnia umieszczona w wieży czołgu. Wśród czołgów z głównym magazynem amunicji umieszczonym na dnie kadłuba stosowano zarówno rozwiązanie polegające na umieszczeniu amunicji armatniej pionowo, rozwiązanie polegające na umieszczeniu amunicji armatniej poziomo, jak i rozwiązanie polegające na umieszczeniu amunicji armatniej skośnie (ani poziomo, ani pionowo). Mam wrażenie że przy umieszczonych pionowo nabojach armatnich ładowniczy miał ułatwione zadanie jeśli chciał pobrać nabój armatni z dna kadłuba. Z drugiej jednak strony, naboje armatnie umieszczone pionowo mogły powodować wzrost wysokości magazynu amunicji znajdującego się na dnie kadłuba, a tym samym wzrost szans na to że w razie perforacji pancerza wrogi pocisk trafi umieszczony na dnie kadłuba główny zapas amunicji. Znajdujący się na dnie kadłuba główny magazyn amunicji zawierający naboje armatnie umieszczone pionowo to rozwiązanie zastosowane między innymi w amerykańskich późnych (mokrych) Shermanach z armatą M3 kalibru 75 mm. Jednocześnie jeśli czołg miał główny zapas amunicji umieszczony na dnie kadłuba, a naboje należące do tego zapasu umieszczone poziomo, to takie rozwiązanie mogło jak dla mnie utrudniać pracę ładowniczemu, ale jednocześnie zmniejszać wysokość magazynu amunicji znajdującego się na dnie kadłuba, a tym samym zmniejszać szanse na to że znajdujący się na dnie kadłuba zapas amunicji zostanie trafiony. Umieszczony na dnie kadłuba główny zapas amunicji zawierający naboje armatnie umieszczone poziomo to rozwiązanie zastosowane między innymi w radzieckim czołgu T-34. Zastosowanie amunicji umieszczonej skośnie (ani poziomo, ani pionowo) powinno z jednej strony nie utrudniać pracy ładowniczemu, a z drugiej strony rozwiązanie takie mogło umożliwić opracowanie dennego magazynu amunicji charakteryzującego się względnie niewielką wysokością. Takie rozwiązanie zastosowano między innymi w mokrych Shermanach z armatą M1 kalibru 76 mm. Różnice pomiędzy sposobem składowania amunicji w dennym magazynie amunicji mokrych Shermanów z armatą M3 kalibru 75 mm (naboje armatnie umieszczone pionowo) a sposobem składowania amunicji w dennym magazynie mokrych Shermanów z armatą M1 kalibru 76 mm (naboje armatnie umieszczone skośnie) mogły wynikać z tego że naboje armatnie do armaty M1 miały większą długość od naboi armatnich do armaty M3. Główny magazyn amunicji umieszczony na dnie kadłuba czołgu utrudnia zastosowanie podłogi wieży. Co prawda podłogę zastosować można, ale podłoga może utrudniać ładowniczemu pobieranie amunicji znajdującej się na dnie wozu. Stąd też o ile we wczesnych i średnich amerykańskich czołgach średnich M4 Sherman stosowano pełną podłogę wieży przeznaczoną dla wszystkich wieżowych członków załogi, to większość późnych Shermanów miało jedynie połowę podłogi wieży (podłogą dysponował dowódca i działonowy, lecz nie ładowniczy). Dobrze też zauważyć że następca Shermana, czołg M26 Pershing, w ogóle nie miał podłogi wieży (Pershing, podobnie jak późne Shermany, miał główny zapas amunicji na dnie kadłuba). Czołgi z głównym magazynem amunicji umieszczonym na dnie przedziału bojowego to między innymi drugowojenne czołgi radzieckie (T-34, IS-2) oraz późne drugowojenne czołgi amerykańskie (M26 Pershing, M24 Chaffe oraz późne czołgi M4 Sherman). Istniały również wozy gdzie na dnie kadłuba zlokalizowana była jedynie niewielka część amunicji armatniej, umieszczana w takim a nie innym miejscu aby sensownie wykorzystać puste (nie zajmowane przez różnego rodzaju urządzenia) miejsce zlokalizowane na dnie kadłuba. Do wozów w których jedynie niewielka ilość amunicji armatniej zlokalizowana była na dnie kadłuba zalicza się między innymi niemiecka drugowojenna Pantera (główny zapas amunicji tego wozu znajdował się w sponsonach). Mam wrażenie że po zakończeniu drugiej wojny światowej nastąpił spadek popularności rozwiązania polegającego na umieszczeniu głównego zapasu amunicji na dnie kadłuba. W mojej ocenie miało to między innymi związek z występującą (przynajmniej u niektórych producentów czołgów) tendencją do projektowania czołgów charakteryzujących się możliwie małą wysokością. W niskim czołgu podłoga wieży (bądź stopy czołgistów, jeśli wóz nie ma podłogi wieży) może znajdować się tuż nad dnem kadłuba, a w takiej sytuacji raczej nie ma miejsca aby umieścić amunicję armatnią na dnie przedziału bojowego. Innym powodem spadku popularności magazynu amunicji umieszczonego na dnie kadłuba było być może wzrastające rozpowszechnienie min przeciwdennych, choć mam co do tego wątpliwości, bowiem jeden z najbardziej popularnych sposobów składowania amunicji w powojennych czołgach, magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy, również nie wydaje mi się zbyt dobrym rozwiązaniem w przypadku wybuchu miny przeciwdennej. Według mnie współcześnie dodatkowym czynnikiem zmniejszającym sens magazynu amunicji umieszczonego na dnie kadłuba są przeciwpancerne pociski kierowane (PPK) wyposażone w opcję top attack (możliwość rażenia czołgu od góry). W mojej ocenie PPK wykorzystujący opcję top attack ma znacznie większe szanse spowodować bezpośrednie trafienie przez strumień kumulacyjny amunicji umieszczonej na dnie kadłuba od PPK atakującego klasycznie. Przy czym PPK z opcją top attack pojawiły się dopiero pod koniec zimnej wojny, a spadek popularności magazynu amunicji umieszczonego na dnie kadłuba czołgu to w mojej ocenie okres zdecydowanie wcześniejszy. Spośród zimnowojennych czołgów które przewożą istotną część amunicji armatniej na dnie kadłuba wymienić można radziecki czołg podstawowy T-72. W wozie tym na dnie kadłuba znajduje się amunicja umieszczona w obrotowym magazynie automatu ładującego. Mam jednak wrażenie że w przypadku tego pojazdu amunicja armatnia znalazła się na dnie kadłuba nie ze względu na chęć zmniejszenia palności wozu w razie perforacji, ale jedynie ze względu na konstrukcję automatu ładującego. Uważam tak, bowiem o ile w T-72 amunicja umieszczona w magazynie automatu ładującego znajduje się na dnie kadłuba wozu, to amunicja drugiego rzutu umieszczona jest w różnych zakamarkach czołgu, również w tych zakamarkach które znajdują się w górnych partach wozu. Dodam że według niektórych opinii czołg T-72 przewożący amunicję jedynie w magazynie automatu ładującego jest bezpieczniejszy w razie perforacji od czołgu T-72 przewożącego pełny zapas amunicji (amunicja w magazynie automatu ładującego oraz amunicja drugiego rzutu).

 

 

Amunicja armatnia obok kierowcy

t-44_ammo_stowage

Składowanie amunicji armatniej we wnętrzu radzieckiego czołgu średniego T-44 z końca drugiej wojny światowej. Na czerwono zaznaczono główny zapas amunicji umieszczony z przodu kadłuba, po prawej stronie kierowcy. Kolorem niebieskim zaznaczono naboje armatnie przymocowane do lewej i prawej ściany przedziału bojowego. Kolorem żółtym zaznaczono amunicję podręczną znajdującą się we wnętrzu niszy wieży. Kolorem zielonym zaznaczono amunicję podręczną umieszczoną we wnętrzu wieży, na jej prawej ścianie.

 

Podczas drugiej wojny światowej wiele czołgów miało oprócz umieszczonego w przedniej części kadłuba stanowiska kierowcy, znajdujące się obok niego drugie stanowisko, przeznaczone dla strzelca kadłubowego karabinu maszynowego. Strzelec kadłubowego kaemu w wielu czołgach zajmował się również obsługą radiostacji. Co ciekawe, istniały pojazdy pancerne gdzie kadłubowego karabinu maszynowego nie było, ale i tak zastosowano kadłubowe stanowisko przeznaczone dla żołnierza siedzącego obok kierowcy (pojazdem takim był między innymi amerykański niszczyciel czołgów M10 Wolverine z okresu drugiej wojny światowej). Po zakończeniu drugiej wojny światowej dość szybko przestano stosować umieszczone z przodu kadłuba stanowisko przeznaczone dla żołnierza siedzącego obok kierowcy. Najwyraźniej uznano że obsługą radiostacji może zajmować się dowódca czołgu oraz że kadłubowy karabin maszynowy nie jest bronią zbyt skuteczną. Skoro przestano stosować kadłubowe stanowisko znajdujące się obok kierowcy, to obok kierowcy pojawiło się miejsce, które można było na coś wykorzystać. Stąd też wiele czołgów opracowanych po drugiej wojnie światowej ma znajdujący się obok kierowcy główny magazyn amunicji. Magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy może mieć różną postać, między innymi w zależności od tego czy kierowca siedzi na środku przedziału kierowania, czy może po lewej bądź prawej stronie przedziału kierowania. Jeśli kierowca znajduje się na środku przedziału kierowania, to przy takim rozwiązaniu magazyn amunicji można umieścić zarówno na lewo, jak i na prawo od kierowcy. Takie rozwiązanie zastosowane zostało między innymi w amerykańskim zimnowojennym czołgu M60 (wóz zaliczany do czołgów serii Patton). Natomiast jeśli kierowca znajduje się po lewej bądź prawej stronie kadłuba, to przy takim rozwiązaniu magazyn amunicji można umieścić po prawej (jeśli kierowca siedzi po lewej stronie przedziału kierowania) bądź po lewej (jeśli kierowca siedzi po prawej stronie przedziału kierowania) stronie kierowcy. Magazyn amunicji umieszczony po prawej stronie kierowcy to między innymi radzieckie zimnowojenne czołgi serii T-54/T-55. Co ciekawe, w T-55 (choć nie w T-54) magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy jest jednocześnie zbiornikiem paliwa (gniazda na naboje armatnie znajdują się we wnętrzu zbiornika paliwa). Magazyn amunicji umieszczony po lewej stronie kierowcy to między innymi niemiecki zimnowojenny czołg Leopard 1. Zazwyczaj jeśli magazyn amunicji znajduje się na prawo od kierowcy, to ładowniczy siedzi po prawej stronie wieży (sytuacja występująca między innymi w czołgach serii T-54/T-55), natomiast jeśli magazyn amunicji umieszczony jest na lewo od kierowcy, to wtedy najczęściej ładowniczy siedzi po lewej stronie wieży (sytuacja występująca w czołgu Leopard 1). Jeśli stanowisko ładowniczego znajduje się po lewej stronie wieży, to taka sytuacja powinna jak dla mnie ułatwiać ładowanie armaty osobom praworęcznym, które stanowią większość społeczeństwa. Z drugiej jednak strony, stanowisko ładowniczego umieszczone po prawej stronie wieży było całkiem popularne, nie tylko w przypadku czołgów radzieckich (T-34, T-44, T-54/T-55, T-62, IS-2, IS-3, T-10). Takie rozwiązanie stosowano między innymi w niemieckich czołgach drugowojennych (Panzer III, Panzer IV, Panzer V Panther, Panzer VI Tiger, Panzer VI B Königstiger). Istnieją wyjątki od reguły zgodnie z którą magazyn amunicji umieszczony po lewej stronie kierowcy oznacza ładowniczego po lewej stronie wieży, a magazyn amunicji umieszczony po prawej stronie kierowcy oznacza ładowniczego po prawej stronie wieży. Przykładowo francuski zimnowojenny czołg AMX-30 ma kierowcę umieszczonego po lewej stronie przedziału kierowania, magazyn umieszczony po prawej stronie kierowcy, a ładowniczego umieszczonego po lewej stronie wieży. Mam wrażenie że rozwiązanie zastosowane w czołgu AMX-30 może utrudniać ładowniczemu pobieranie amunicji z magazynu amunicji umieszczonego obok kierowcy. Dobrze jednak zauważyć że w czołgach które mają magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy, amunicja zlokalizowana obok kierowcy często pełni rolę amunicji drugiego rzutu, natomiast rolę amunicji pierwszego rzutu (amunicja podręczna) pełnią naboje armatnie zlokalizowane w innych, łatwiej dostępnych dla ładowniczego miejscach czołgu (przykładowo naboje armatnie umieszczone w niszy wieży). Uważam że główny magazyn amunicji zlokalizowany obok kierowcy to rozwiązanie które ma większy sens w czołgach z odpornym przednim pancerzem kadłuba niż w czołgach których przedni pancerz kadłuba nie zapewnia dobrego poziomu ochrony pancernej. Jeśli czołg ma odporny przedni pancerz kadłuba, a jednocześnie magazyn amunicji armatniej umieszczony obok kierowcy, to wtedy przedni pancerz kadłuba umieszczony tuż przed magazynem amunicji zapewnia sensowną ochronę magazynu amunicji, zakładając że wóz stoi przodem bądź przednim rogiem do wroga. Natomiast jeśli czołg ma przedni pancerz kadłuba charakteryzujący się słabą odpornością, to wtedy przedni pancerz zlokalizowany tuż przed magazynem amunicji raczej nie będzie dobrze chronił magazynu amunicji. Stąd też według mnie magazyn amunicji umieszczony w przedniej części wozu, obok kierowcy, ma większy sens w czołgu Leopard 2, niż we wcześniejszym czołgu Leopard 1. Leopard 2 ma przedni pancerz kadłuba oferujący sensowny poziom ochrony pancernej, podczas gdy w mojej ocenie przedni pancerz Leoparda 1 nie oferował dobrego poziomu ochrony pancernej nawet wtedy kiedy Leopard 1 dopiero został wprowadzony do uzbrojenia. Uważam również że magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy może być podatny na wybuchy min. Magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy to rozwiązanie bardzo popularne do dzisiaj, bowiem wiele współczesnych czołgów ma układ konstrukcyjny zbliżony do Leoparda 2. Mam na myśli układ konstrukcyjny gdzie amunicja umieszczona obok kierowcy pełni rolę amunicji drugiego rzutu, a rolę amunicji podręcznej pełnią naboje armatnie umieszczone w odizolowanym od załogi magazynie amunicji ze słabymi panelami, który znajduje się w niszy wieży. Tutaj zaznaczę że nie kojarzę czołgu w którym magazyn amunicji umieszczony obok kierowcy był by jednocześnie odizolowanym od załogi magazynem amunicji ze słabymi panelami, a to tego typu magazyny amunicji są najbardziej bezpiecznym sposobem składowania amunicji armatniej.

 

 

m60a1_ammo_stowage

Składowanie amunicji armatniej we wnętrzu amerykańskiego zimnowojennego czołgu M60. Na czerwono zaznaczono amunicję armatnią umieszczoną z przodu kadłuba, na lewo i na prawo od kierowcy. Kolorem żółtym zaznaczono amunicję umieszczoną we wnętrzu niszy wieży. Kolorem niebieskim, zielonym i fioletowym zaznaczono resztę amunicji armatniej.

Składowanie amunicji w czołgu, część 1

Czołgowa amunicja pierwszego i drugiego rzutu

Czytając internetowe dyskusje o broni pancernej można spotkać się z terminem amunicja pierwszego rzutu oraz z terminem amunicja drugiego rzutu. Pojęcia te dotyczą armatniej amunicji czołgowej. Co oznaczają? Termin amunicja pierwszego rzutu dotyczy amunicji która jako pierwsza ma zostać załadowana do armaty czołgowej. Jeśli czołg nie ma automatu ładującego amunicję, lecz ładowniczego, amunicja pierwszego rzutu zazwyczaj umieszczona jest tak, aby ładowniczy mógł względnie łatwo ładować przy jej pomocy armatę. Przykładowo w wielu czołgach amunicja pierwszego rzutu znajduje się w niszy wieży, skąd może zostać względnie łatwo pobrana przez ładowniczego. Zamiast terminu amunicja pierwszego rzutu można zastosować termin podręczny zapas amunicji, jednak pisanie o podręcznym zapasie amunicji niezbyt dobrze pasuje w mojej ocenie do czołgów wyposażonych w automat ładujący armatę, przynajmniej jeśli brać pod uwagę najczęściej występujące typy automatów ładujących. Tutaj zaznaczę że w czołgach z automatem ładującym amunicja pierwszego rzutu znajduje się we wnętrzu magazynu automatu ładującego (w przeciwieństwie do amunicji drugiego rzutu, która w powszechnie spotykanych rozwiązaniach nie jest pobierana przez automat ładujący). Czego dotyczy natomiast termin amunicja drugiego rzutu? Termin ten dotyczy amunicji armatniej która ma być pobierana do ładowania armaty dopiero po wyczerpaniu się amunicji pierwszego rzutu. Stąd też amunicja drugiego rzutu może być umieszczona gorzej pod względem ergonomii ładowniczego, ale lepiej pod względem zapewnienia względnego bezpieczeństwa w przypadku przebicia pancerza wozu. Przykładowo amunicja drugiego rzutu może być umieszczona na dnie kadłuba czołgu. Takie rozwiązanie utrudnia ładowniczemu pobieranie amunicji drugiego rzutu, jednak zmniejsza szanse na to że wrogi pocisk po przebiciu pancerza trafi w amunicję drugiego rzutu (a przynajmniej zmniejszało w czasach kiedy większość czołgów niszczona była przez wrogie armaty strzelające ogniem bezpośrednim). Przechodząc ponownie do amunicji pierwszego rzutu, aby mogła ona zostać łatwo pobrana przez ładowniczego, często umieszczona jest stosunkowo wysoko (przykładowo w wspomnianej już niszy wieży czołgu). Jeśli założyć że wrogie pociski najczęściej trafiają górną część kadłuba bądź wieżę, to można również założyć że umieszczona wysoko amunicja pierwszego rzutu ze sporym prawdopodobieństwem zostanie trafiona przez wrogi pocisk jeśli przebije on pancerz czołgu. Stąd też w tych czołgach które nie mają odizolowanego od załogi magazynu amunicji ze słabymi panelami, często spotykane rozwiązanie to względnie niewielka ilość amunicji pierwszego rzutu znajdująca się w wieży i znacznie większa ilość amunicji drugiego rzutu znajdująca się w dość bezpiecznym miejscu kadłuba. Tym samym magazyn amunicji drugiego rzutu stosunkowo często jest głównym (największym) magazynem amunicji armatniej w czołgu. Jednocześnie trafienie przez wrogi pocisk zapasu amunicji pierwszego rzutu liczącego kilka bądź kilkanaście naboi armatnich powinno stanowić dla załogi czołgu mniejsze zagrożenie od trafienia przez wrogi pocisk zapasu amunicji liczącego kilkadziesiąt naboi armatnich (główny magazyn amunicji). Aby zmniejszyć szanse na to że magazyn amunicji drugiego rzutu (główny magazyn amunicji) zostanie trafiony przez pocisk któremu udało się dokonać przebicia pancerza, poza umieszczeniem amunicji drugiego rzutu na dnie kadłuba, stosowane jest między innymi rozwiązanie polegające na umieszczeniu magazynu amunicji drugiego rzutu (głównego magazynu amunicji) tuż za przednim pancerzem kadłuba, na lewo bądź na prawo od kierowcy (zależnie od tego czy kierowca czołgu siedzi po prawej, czy po lewej stronie kadłuba). Przy takim rozwiązaniu, zakładając żę wrogie pociski będą miały trudności z przebiciem przedniego pancerza kadłuba, jeśli już nastąpi przebicie pancerza kadłuba, to raczej będzie to przebicie pancerza bocznego. Jednocześnie jeśli pocisk przebije pancerz boczny kadłuba, to raczej nie trafi głównego magazynu amunicji znajdującego się tuż za przednim pancerzem kadłuba (zakładam czołg stojący przednim rogiem do wroga). Dobrze też zauważyć że czołgi zimnowojenne, tak więc wozy wyposażone w potężne armaty, a tym samym wieże charakteryzujące się dużym wymiarami, stosunkowo często trafiane są przez wroga w wieżę, a nie w kadłub. Pocisk który przebił pancerz wieży raczej nie powinien trafić głównego magazynu amunicji znajdującego się tuż za przednim pancerzem kadłuba.

 

Powyższe przemyślenia dotyczą czołgów bez odizolowanego od załogi magazynu amunicji ze słabymi panelami. Jak jednak wygląda zagadnienie amunicji pierwszego i drugiego rzutu w czołgach z odizolowanym od załogi magazynem amunicji ze słabymi panelami? Otóż większość czołgów z tego typu magazynem amunicji ma amunicję pierwszego rzutu znajdującą się w niszy wieży, przy czym amunicja ta znajduje się w magazynie ze słabymi panelami. Nawet jeśli tego typu magazyn amunicji zostanie trafiony, to znajdująca się w nim amunicja nie powinna stanowić zagrożenia dla załogi, bowiem spalające się ładunki miotające bądź wybuchające pociski powinny odrzucić umieszczone na dachu wieży słabe panele magazynu amunicji, co z kolei umożliwia energii powstałej podczas spalania się bądź wybuchu amunicji, ujście na zewnątrz czołgu, bezpieczne dla załogi. Jednocześnie większość czołgów wyposażonych w wieżowy magazyn amunicji ze słabymi panelami, zawierający amunicję podręczną (pierwszego rzutu), ma również kadłubowy magazyn amunicji, pozbawiony słabych paneli. Kadłubowy magazyn amunicji najczęściej zawiera amunicję drugiego rzutu. Zazwyczaj kadłubowy magazyn amunicji znajduje się tuż za przednim pancerzem kadłuba, na lewą bądź na prawo od kierowcy (zależnie od tego czy kierowca siedzi po prawej, czy po lewej stronie kadłuba). Jeśli w wyniku przebicia pancerza nastąpi zapłon bądź wybuch amunicji drugiego rzutu, znajdującej się w kadłubowym magazynie amunicji bez słabych paneli, to zjawisko takie będzie groźne dla załogi. Inaczej sytuacja wygląda w czołgu gdzie zarówno amunicja pierwszego rzutu, jak i drugiego rzutu, znajduje się w magazynie ze słabymi panelami. W tego typu wozie ani zapłon bądź wybuch amunicji pierwszego rzutu, ani zapłon bądź wybuch amunicji drugiego rzutu, nie powinien stanowić zagrożenia dla załogi. Teraz czas na przykłady z życia. Pierwszy przykład to zachodnioniemiecki zimnowojenny czołg Leopard 2. Wóz ten ma znajdujący się w niszy wieży magazyn amunicji ze słabym panelem. Wieżowy magazyn amunicji zawiera 15 naboi armatnich pierwszego rzutu. Jednocześnie Leopard 2 ma kadłubowy magazyn amunicji pozbawiony słabych paneli. Kadłubowy magazyn amunicji zawiera 27 naboi armatnich drugiego rzutu. Tym samym jednostka ognia Leoparda 2 wynosi 42 naboje armatnie, przy czym głównym (największym) magazynem amunicji jest magazyn kadłubowy zawierający amunicję drugiego rzutu. Kadłubowy magazyn amunicji znajduje się tuż za przednim pancerzem kadłuba, na lewo od kierowcy (kierowca siedzi po prawej stronie kadłuba). Leopard 2 nie ma automatu ładującego armatę, armata ładowana jest przez ładowniczego. Drugi przykład to amerykański zimnowojenny czołg Abrams w wersji M1A1. Wóz ten ma znajdujący się w niszy wieży magazyn amunicji ze słabymi panelami. Wieżowy magazyn amunicji zawiera 34 naboje armatnie pierwszego rzutu. M1A1 ma również kadłubowy magazyn amunicji ze słabymi panelami zawierający 6 naboi armatnich drugiego rzutu. Tym samym jednostka ognia czołgu M1A1 wynosi 40 naboi armatnich, przy czym największym (głównym) magazynem amunicji jest magazyn wieżowy zawierający amunicję pierwszego rzutu. Czołg M1A1 nie ma automatu ładującego armatę, armata ładowana jest przez ładowniczego. Abrams to obecnie jedyny seryjny czołg w którym cały zapas amunicji armatniej znajduje się w odizolowanych od załogi magazynach amunicji ze słabymi panelami. Następny przykład to francuski czołg AMX Leclerc wprowadzony do uzbrojenia po zakończeniu zimnej wojny. Pojazd ten ma umieszczony w niszy wieży magazyn amunicji ze słabymi panelami. Wieżowy magazyn amunicji zawiera 22 naboje armatnie pierwszego rzutu i współpracuje z automatem ładującym armatę (AMX Leclerc nie ma ładowniczego). Oprócz wieżowego magazynu amunicji ze słabymi panelami, AMX Leclerc ma również kadłubowy magazyn amunicji, pozbawiony słanych paneli. Kadłubowy magazyn amunicji zawiera 18 naboi armatnich drugiego rzutu. Magazyn kadłubowy znajduje się tuż za przednim pancerzem kadłuba, na prawo od kierowcy (kierowca siedzi po lewej stronie wozu). Kadłubowy magazyn amunicji nie współpracuje z automatem ładującym armatę. Jeśli skończy się amunicja pierwszego rzutu, to aby ponownie korzystać z automatu ładującego, należy ręcznie przenieść amunicję z kadłubowego magazynu amunicji do wieżowego magazynu amunicji. Jednostka ognia czołgu AMX Leclerc wynosi 40 naboi armatnich.

 

Wcześniej napisałem że w czołgach które nie mają odizolowanego od załogi magazynu amunicji ze słabymi panelami często spotykane rozwiązanie to mała ilość amunicji armatniej pierwszego rzutu umieszczona w miejscu mało bezpiecznym (przykładowo nisza wieży) i duża ilość amunicji armatniej drugiego rzutu znajdująca się w miejscu stosunkowo bezpiecznym (przykładowo dno kadłuba). Istnieją jednak wyjątki. Taki wyjątek to między innymi radziecki zimnowojenny czołg T-72 oraz czołgi na nim bazujące (między innymi rosyjski T-90 i polski PT-91 Twardy). Czołg T-72 nie ma magazynu amunicji ze słabymi panelami. 22 sztuki amunicji pierwszego rzutu znajdują się nisko, na dnie kadłuba, w magazynie współpracującym z automatem ładującym armatę (T-72 nie ma ładowniczego). Natomiast 19 sztuk amunicji drugiego rzutu znajduje się w różnych zakamarkach czołgu, między innymi w zakamarkach znajdujących się stosunkowo wysoko (górna część kadłuba i wieża). Stąd też w T-72 to amunicja pierwszego rzutu umieszczona jest w sposób bardziej bezpieczny od amunicji drugiego rzutu. Jednostka ognia czołgu T-72 wynosi 39 sztuk amunicji. Piszę o sztukach amunicji, bowiem T-72 strzela amunicją rozdzielnego ładowania. Tutaj warto dodać że podczas drugiej wojny w Czeczenii podobno rosyjskie załogi czołgów T-72 często jadąc do walki miały w czołgach jedynie amunicję pierwszego rzutu, stąd też podczas drugiej wojny czeczeńskiej rzekomo wielu rosyjskich czołgistów służących na czołgach T-72 przeżyło przebicie pancerza swojego wozu. Dodam też że o ile usunięcie z czołgu T-72 amunicji drugiego rzutu być może ma wyraźny pozytywny wpływ na przeżywalność załogi w razie przebicia pancerza, to mam wątpliwości czy tego typu manewr miał by dobrą skuteczność w radzieckich zimnowojennych czołgach T-64 i T-80. Czemu tak uważam? Jak już napisałem, w T-72 amunicja pierwszego rzutu znajduje się nisko, na dnie kadłuba. Natomiast w czołgach T-64 i T-80 amunicja pierwszego rzutu znajduje się wyraźnie wyżej niż w czołgu T-72. Nawet jeśli T-64 bądź T-80 będzie przewoził jedynie amunicję pierwszego rzutu, to i tak przebicie pancerza z dużym prawdopodobieństwem skończy się bezpośrednim trafieniem amunicji przez pocisk bądź strumień kumulacyjny. Różnice wynikają z tego że magazyn amunicji automatu ładującego czołgu T-72 ma inną konstrukcję od magazynu amunicji automatu ładującego zastosowanego w czołgach T-64 i T-80. W T-72 magazyn automatu ma pociski i ładunki miotające umieszczone w pozycji poziomej, natomiast w T-64 i T-80 magazyn automatu ma pociski znajdujące się w pozycji poziomej, a ładunki miotające umieszczone w pozycji pionowej.

 

Na zakończenie poruszę zagadnienie dotyczące tego jak wygląda sytuacja w czołgu po wystrzeleniu amunicji armatniej pierwszego rzutu. Otóż w przypadku wielu czołgów występuje założenie zgodnie z którym jeśli skończy się amunicja w magazynie pierwszego rzutu, to należy przeładować amunicję z magazynu drugiego rzutu do magazynu pierwszego rzutu, a następnie ponownie ładować armatę korzystając z magazynu pierwszego rzutu. Założenie takie występuje między innymi z tego względu że w wielu czołgach trudno osiągnąć sensowną szybkostrzelność praktyczną ładując armatę bezpośrednio z magazynu drugiego rzutu. Szczególnie dobrze jest to widoczne w czołgach wyposażonych w automat ładujący, gdzie powszechnie spotykane rozwiązanie to takie w którym automat ładujący pobiera jedynie amunicję umieszczoną w magazynie pierwszego rzutu. W czołgach z automatem ładującym można co prawda ładować armatę ręcznie amunicją drugiego rzutu, ale strzelając w ten sposób można osiągnąć jedynie bardzo niską szybkostrzelność praktyczną. Choć tutaj należy dodać że istnieją czołgi z ładowniczym (bez automatu ładującego) które również nie nadają się zbyt dobrze do ładowania armaty bezpośrednio amunicją drugiego rzutu. Jednocześnie można w mojej ocenie postawić tezę że przeładowanie amunicji drugiego rzutu do magazynu amunicji pierwszego rzutu trwa dłużej w czołgach z automatem ładującym, niż w czołgach z ładowniczym (bez automatu ładującego). Jak widać, układ z automatem ładującym armatę i jednocześnie brakiem ładowniczego, nie ma tylko i wyłącznie zalet.

Czołgowa amunicja pierwszego i drugiego rzutu

Wygoda w radzieckich czołgach

Czytając internetowe dyskusje o broni pancernej wielokrotnie spotykałem się z tezą zgodnie z którą radzieckie czołgi, w tym wozy drugowojenne, były wręcz ekstremalnie niewygodne w porównaniu do swoich zachodnich odpowiedników. Czy jednak faktycznie radzieckie czołgi były bardzo niewygodne względem wozów zachodnich? Cóż, według mnie informacje zawarte w radzieckiej książce „Osnowanija Projektirowanija Worużjenija Samochodno-Artiłjerierijskich Ustanowok i Tankow” (Podstawy projektowania uzbrojenia dział samobieżnych i czołgów) powinny pomóc w odpowiedzi na to pytanie. Książkę napisał inżynier pułkownik M. F. Samusenko. Książka została wydana w 1951 roku (jedynie kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej), zawiera więc między innymi informacje dotyczące czołgów z okresu drugiej wojny światowej. Poniżej dwie tabele opracowana na podstawie tabeli zamieszczonej książce Samusenki.

 

czołg

liczba
członków załogi w wieży

średnica
pierścienia oporowego wieży

szerokość
stanowiska działonowego

wymiary
stanowiska ładowniczego

wysokość
przedziału bojowego

T-34/85

3

1570 mm

500 mm

500 mm x 900 mm

1560 mm

IS-2

3

1800 mm

520 mm

600 mm x 1000 mm

1600 mm

Panzer III (armata kalibru 50 mm)

3

1530 mm

500 mm

600 mm x 900 mm

1670 mm

Panzer IV

3

1600 mm

500 mm

500 mm x 750 mm

1440 mm

Panzer V Panther

3

1630 mm

560 mm

500 mm x 900 mm

1600 mm

Panzer VI Tiger

3

1800 mm

520 mm

670 mm x 1000 mm

1580 mm

Cromwell

3

1450 mm

500 mm

400 mm x 800 mm

1665 mm

Churchill (armata 6 funtowa)

3

1380 mm

460 mm

380 mm x 700 mm

1700 mm

M4A2 Sherman

3

1730 mm

600 mm

600 mm x 900 mm

1570 mm

 

czołg

objętość
przedziału bojowego w metrach sześciennych

objętość
kadłuba w metrach sześciennych

objętość
wieży w metrach sześciennych

przestrzeń
zajmowana przez załogę i urządzenia (w metrach sześciennych)

T-34/85

5,2

3,2

2,0

3,8

IS-2

Panzer III (armata kalibru 50 mm)

4,8

3,3

1,5

4,4

Panzer IV

Panzer V Panther

7,3

5,0

2,3

5,4

Panzer VI Tiger

9,6

6,2

3,4

7,8

Cromwell

4,9

3,0

1,9

Churchill (armata 6 funtowa)

M4A2 Sherman

6,9

5,1

1,8

5,2

 

Jeśli bazować jedynie na danych zawartych w powyższych tabelach, można mieć wątpliwości czy radzieckie drugowojenne czołgi wypadały jakoś szczególnie źle pod względem komfortu załogi względem wozów zachodnich. Przykładowo, powyższe informacje wskazują że przedział bojowy radzieckiego drugowojennego czołgu średniego T-34/85 był mniej przestronny niż przedział bojowy amerykańskiego drugowojennego czołgu średniego M4A2 Sherman, ale jednocześnie na podstawie powyższych informacji można mieć wątpliwości czy przedział bojowy czołgu T-34/85 był mniej przestronny od przedziału bojowego niemieckiego drugowojennego czołgu średniego Panzer IV bądź przedziału bojowego brytyjskiego drugowojennego czołgu Cromwell. Podobnie na podstawie powyższych tabeli można mieć wątpliwości czy radziecki drugowojenny czołg ciężki IS-2 miał mniej przestronny przedział bojowy od przedziału bojowego niemieckiego drugowojennego czołgu ciężkiego Panzer VI Tiger (Tygrys). Oczywiście, trudno wysnuwać daleko idące wnioski na podstawie informacji zawartych w dwóch tabelach, jednak powyższe informacje według mnie dają do myślenia. Więcej informacji na temat wygody oferowanej przez drugowojenne wozy bojowe można znaleźć na blogu Archive Awareness i na blogu Jurija Paszoloka.

Wygoda w radzieckich czołgach

Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego

Właśnie przeczytałem książkę „Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego”. Jest to książka o tyle ciekawa, że zawiera ona napisane przez porucznika Jerzego Podoskiego podręczniki strzeleckie z okresu międzywojennego. Tym samym książka ta pozwala spojrzeć na broń strzelecką i strzelectwo oczami osoby żyjącej w okresie międzywojennym. Jednocześnie broń strzelecka nie rozwinęła się tak bardzo od okresu międzywojennego aby wszystkie porady zawarte w podręcznikach Jerzego Podoskiego stały się przestarzałe. Wręcz przeciwnie, spora część porad Jerzego Podoskiego jest aktualna do dzisiaj. Jednak wpis postanowiłem poświęcić tym poradom Jerzego Podoskiego, które z mojej, XXI wiecznej perspektywy, wydają się nie przystawać do dzisiejszych czasów. Wpis ten nie jest w żadnym wypadku krytyką Jerzego Podoskiego, zdaję sobie sprawę z tego że coś co wydaje się słabym rozwiązaniem z perspektywy wczesnego okresu XXI wieku, niekoniecznie wydawało się słabym rozwiązaniem z perspektywy lat 20. i 30. XX wieku. Wpis ten powstał nie po to aby krytykować Jerzego Podoskiego, ale po to aby zobaczyć jakie zmiany zaszły w podejściu do broni strzeleckiej przez kilkadziesiąt lat.

 

Na początek cytaty z podręcznika „Karabinki małokalibrowe i ich użycie”. Podręcznik ten został wydany w 1926 roku.

 Broni małokalibrowej o dostatecznej precyzji dla strzelania na zawodach nie udało się dotąd zbudować, ponieważ broń niezaryglowana musi być zawsze mało precyzyjną, zaś systemu ryglowania nie można dostosować do tak słabej amunicji.

Teza że broń niezaryglowana musi być zawsze mało precyzyjną to według mnie, z dzisiejszej perspektywy, teza nieprawdziwa. Brak ryglowania zamka występuje między innymi w niemieckim samopowtarzalnym karabinie snajperskim PSG-1. Tutaj zaznaczę że choć broń działająca na zasadzie odrzutu zamka półswobodnego (między innymi PSG-1) ma element bądź elementy opóźniające ruch zamka do tyłu we wczesnej jego fazie, to opóźnianie nie jest ryglowaniem. Jednocześnie nawet jeśli odnieść słowa autora o braku ryglowania jedynie do broni działającej na zasadzie odrzutu zamka swobodnego (taka zasada działania dominuje w samopowtarzalnych karabinkach na nabój bocznego zapłonu), to również nie uważam aby broń działającą na zasadzie odrzutu zamka swobodnego była z automatu niecelna.

 

O ile strzelamy z broni bez przyspiesznika, palec wskazujący należy umieścić od razy w kabłąku, nie dotykając spustu, po złożeniu się, opieramy go lekko o spust pierwszym lub drugim członem, zależnie od długości ręki.

   Spusty z przyspiesznikami wymagają wielkich ostrożności, toteż, aby nie spowodować przedwczesnego wypału, podczas składania się, palec powinien być oparty o kabłąk, ale nie wchodzić do kabłaka.

Powyższy cytat jest w mojej ocenie bardzo interesujący, bowiem świadczy o tym że tendencja aby unikać trzymania palca na spuście bez wyraźnej potrzeby (pisząc o wyraźnej potrzebie mam na myśli między innymi chęć oddania strzału), bądź nawet wkładania palca do wnętrza kabłąka spustu, nie istniała od zawsze. Choć Podoski w swoich podręcznikach porusza tematykę bezpieczeństwa, to jednocześnie wręcz zachęca aby w broni pozbawionej przyspiesznika wkładać palec do wnętrza kabłąka spustu (choć warto zauważyć że Podoski odradza wkładanie palca do wnętrza kabłąka spustu w broni z przyspiesznikiem). Obecnie natomiast wkładanie palca do wnętrza kabłąka spustu bez wyraźnej potrzeby, a tym bardziej trzymanie palca na spuście, uważane jest za błąd, niezależnie od tego czy broń ma mechanizm spustowy z przyspiesznikiem, czy bez przyspiesznika.

 

Poniżej cytaty z podręcznika „Pistolet w sporcie i samoobronie”. Podręcznik ten został wydany w 1928 roku.

Nie ulega wątpliwości, że rewolwer jest bronią pewniejszą od pistoletu.

Powyższa teza nie dziwi mnie biorąc pod uwagę że autor pisał swoją książkę w latach 20. XX wieku. Powyższa teza spotykana jest również obecnie. Mam jednak wątpliwości czy obecnie można uznać rewolwer za broń pewniejsza od pistoletu, jeśli założyć użycie pewnej amunicji dającej znikomy odsetek niewypałów. Co ciekawe, już na przełomie XIX i XX wieku odbywały się testy sugerujące że rewolwer niekoniecznie musi być pewniejszy od pistoletu, czego przykładem między innymi testy pistoletu Colt M1900.

 

Pistolet jest stale napięty i wymaga zabezpieczenia. Oprócz bezpiecznika w rączce (należy uważać go za zupełnie niezbędny) może istnieć dodatkowy – zasuwany – raczej szkodliwy, i powinien być zastosowany tzw. bezpiecznik samocznny, polegający na tym, że nie można wystrzelić, o ile po wyjęciu z magazynka, zapomnieliśmy nabój w lufie. To ostatnie zapomnienie jest przyczyną prawie wszystkich wypadków z bronią.

Zgodnie z powyższym cytatem, autor uważał bezpiecznik chwytowy (bezpiecznik w rączce) za niezbędny, bezpiecznik nastawny (zasuwany) za szkodliwy, a bezpiecznik magazynkowy (bezpiecznik samocznny, polegający na tym, że nie można wystrzelić, o ile po wyjęciu z magazynka, zapomnieliśmy nabój w lufie), za przydatny. Rozwój pistoletów nie poszedł jednak w kierunku zgodnym z opinią Podoskiego. Obecnie istnieje wiele pistoletów wyposażonych w bezpiecznik nastawny, a jednocześnie pozbawionych bezpiecznika chwytowego. W sumie nie zdziwił bym się gdyby bezpiecznik nastawny można było uznać za częściej spotykane urządzenie we współczesnych pistoletach od bezpiecznika chwytowego. Oczywiście, taka a nie inna opinia Podoskiego mogła mieć związek z tym na jakim etapie rozwoju były pistolety w latach 20. XX wieku. Dodam że zdziwiła mnie pozytywna opinia Podoskiego o bezpieczniku magazynkowym. Czytając współczesne opinie o tym urządzeniu odnoszę wrażenie że obecnie bezpiecznik magazynkowy uważany jest za mało przydatny.

 

Aby mieć broń długą, – dubeltówkę, lub karabin w zupełnym pogotowiu, najlepiej nosić, ją w obu rękach przed ciałem z prawą ręką na spuście i bezpieczniku.

Powyższa cytat kolejny raz dowodzi że tendencja aby nie trzymać palca na spuście bez wyraźnego powodu jest całkiem współczesnym wynalazkiem.

 

W ostatnich latach ukazało się sporo pistoletów półsamoczynnych, o których doskonałości technicznej wynalazcy prawią dziwne cuda. Kurek podnosi się samoczynnie po nacisku na spust, powtarzać można bez pomocy drugiej ręki, bezpiecznik jest tak urządzony, że przełamuję iglicę przez „pół, zabezpieczając zupełnie itd.”

   Wszystko to wygląda bardzo pięknie, tylko nie mówi się o jednej drobnej sprawie: te udosnonalone pistolety mają kilkanaście drobniutkich sprężynek, części, kawałków i sztuczek, które bardzo łatwo można zgubić lub złamać, a wtedy nie tylko cudowne udoskonalenia nie działają, ale w ogóle cały pistolet jest do niczego.

   Trzymajmy się broni prostych, pewnych i dobrze wypróbowanych, zostawiając te wątpliwe udoskonalenia dla takich amatorów, którzy lubią, broń posiadać, ale nigdy jej nie noszą i nie używają dla własnego bezpieczeństwa, lepiej nie ryzykować życia z powodu jednej sprężynki.

Ogólny wydźwięk powyższego cytatu, zgodnie z którym należy trzymać się broni prostych, pewnych i dobrze wypróbowanych, jest według mnie sensowny również dzisiaj. Jednak warto zauważyć że Podoski uznał za wątpliwe udoskonalenie samonapinanie (kurek podnosi się samoczynnie po nacisku na spust) zastosowane w pistolecie samopowtarzalnym (półsamoczynnym), choć mam wrażenie że opinia Podoskiego o samonapinaniu w rewolwerze nie była aż tak negatywna. Z drugiej jednak strony, Podoski napisał swoją książkę w 1928 roku, były to czasy kiedy rewolwery z samonapinaniem nie były ewenementem, a jednocześnie były to czasy sprzed Walthera PP, który był chyba pierwszym masowo używanym pistoletem z samonapinaniem. Tutaj zaznaczę że obecnie mechanizm spustowy z samonapinaniem jest w pistoletach bardzo często spotykanym rozwiązaniem.

 

Poniżej cytaty z podręcznika „ABC strzelania”. Podręcznik ten pochodzi z 1928 roku.

Istnieją również i karabiny automatyczne, nie stosuje się jednak automatycznych karabinów wojskowych, dlatego, że mechanizm broni automatycznej musi być delikatny, złożony z wielu części, i nie wytrzymałby zabrudzenia i złego obchodzenia się w polu, z drugiej zaś strony żołnierz w walce strzelałby zbyt prędko i bezładnie, marnując naboje do celu.

Podoski w powyższym cytacie daje do zrozumienia że karabin automatyczny (samoczynny bądź samopowtarzalny) był by zbyt delikatny do celów wojskowych. Taka opinia według mnie nie powinna dziwić jeśli przyjrzeć się wzorom karabinów automatycznych (samoczynnych bądź samopowtarzalnych) istniejących w latach 20. XX wieku. Jednak co mnie nieco zaskoczyło, Podoski daje między innymi do zrozumienia że jeśli uzbroić żołnierza w karabin automatyczny, tak więc w broń o dużej szybkostrzelności praktycznej, to będzie on marnował amunicję strzelając zbyt prędko i bezładnie. Podejrzewam zresztą że w latach 20. XX wieku Podoski nie był odosobniony w swojej opinii na temat szybkostrzelnej broni indywidualnej piechoty. Opinia ta okazała się błędna, już podczas drugiej wojny światowej powszechnie używano karabinów samopowtarzalnych (choć jedynie amerykańskie siły zbrojne prawie całkowicie przezbroiły się z karabinów powtarzalnych na samopowtarzalne), a i w Polsce okresu międzywojennego pracowano nad karabinami samopowtarzalnymi. Tutaj zauważę że opracowany przez Jerzego Maroszka w międzywojennej Polsce karabin samopowtarzalny wzór 1938M został wyprodukowany w serii próbnej liczącej według niektórych źródeł około 150 egzemplarzy.

 

Należy zawsze starać się widzieć najwyraźniej cel. Muszka jeszcze dość odległa od oka, będzie wyraźna, zaś krawędzie szczerbiny, chociaż zamglone, są jeszcze dość widoczne, aby można było wyrównać nimi muszkę.

Powyższa porada bardzo mnie zdziwiła. Zazwyczaj spotykałem się z opiniami według których podczas strzelania należy dążyć do tego aby ostro widzieć przyrządy celownicze, a szczególnie muszkę, a nie cel. Pisząc o opiniach nie mam na myśli opini jakiegoś pierwszego lepszego strzelca, ale między innymi opinie zawarte w wydanej w 2007 roku książce „Celność broni strzeleckiej” Jerzego Ejsmonda.

 

…pistolet automatyczny (nosimy, przypis autora bloga) z pełnym magazynkiem, lecz bez naboju w lufie, z nabojem w lufie można nosić tylko te pistolety, które posiadają sprężynowy bezpiecznik w garści zaciskany automatycznie przy objęciu kolby, gdyż wszelkie inne nie zabezpieczają przed przypadkowym strzałem w kieszeni, a z drugiej strony możemy zapomnieć je odsunać w chwili strzału.

Powyższa opinia nie jest według mnie dziwna jeśli przyjrzeć się pistoletom występującym w Polsce lat 20. XX wieku, z drugiej jednak strony, warto zauważyć że dzisiaj istnieją pistolety pozbawione bezpiecznika chwytowego (sprężynowy bezpiecznik w garści zaciskany automatycznie przy objęciu kolby), które można bezpiecznie nosić z nabojem w komorze nabojowej. Oczywiście, trudno mieć pretensje do Podoskiego że pisząc książkę w Polsce lat 20. XX wieku bazował na pistoletach występujących w Polsce lat 20. XX wieku, a nie na pistoletach istniejących obecnie.

 

Zdziwimy zapewne większość naszych Czytelników oświadczając, że tak zwane podwójne działanie czyli możność podnoszenia kurka w rewolwerach, drogą nacisku na spust niczego nie służy, uniemożliwia jakąkolwiek celność i nie powinno być używane nawet przy największym pośpiechu.

Powyższy cytat również ma według mnie taką, a nie inną treść, ze względu na broń obecną w Polsce lat 20 XX wieku. Najpewniej używane wtedy rewolwery (między innymi rewolwer Nagant wzór 1895) charakteryzowały się tak dużą siłą spustu podczas strzelania z samonapinania, że nie dało się według autora skutecznie prowadzić z nich ognia używając samonapinania. Opinia ta, choć najpewniej nie bezpodstawna w latach 20. XX wieku, jest opinią którą w mojej ocenie trudno odnosić do współczesnych rewolwerów.

 

Na zakończenie cytat z podręcznika „Strzelanie”. Podręcznik ten został wydany w 1934 roku.

Prawidłowe celowanie odbywa się w następujący sposób.

  1. „Włożyć” muszkę w szczerbinę, widząc ostro szczerbinę, a nieco mniej ostro – muszkę, nie zwracając uwagi na cel. Wówczas, sprawdzić, czy broń nie jest skręcona.
  2. „Przestawić” oko tak, aby widzieć ostro cel. Wówczas zespół: muszka-szczerbina stanie się nieco mglisty i niewyraźny. Nic to nie szkodzi, nie należy na to zwracać uwagi. Muszka została umieszczona prawidłowo w szczerbinie i tak pozostaje.

Powyżej kolejny cytat zgodnie z którym podczas strzelania należy ostro widzieć cel, a nie przyrządy celownicze. Podczas gdy z tego co wiem obecnie występuje tendencja aby ostro widzieć przyrządy celownicze, szczególnie muszkę, a nie cel.

Podręczniki strzeleckie por. Jerzego Podoskiego

Czołgowy napęd przedni

czolg_naped_przedni_1

Rysunki oznaczone cyfrą 1, 2, 3, 4, 5 przedstawiają czołgi z „czołgowym napędem przednim” (silnik z tyłu, skrzynia biegów biegów, przekładnie boczne, koła napędowe z przodu). Rysunek oznaczony cyfrą 6 przedstawia czołg z „czołgowym napędem tylnym” (zblokowany układ napędowy umieszczony z tyłu wozu). Fragmenty zaznaczone na czerwono przedstawiają te elementy pancerza które umożliwiają dostęp do skrzyni biegów (bądź skrzyni biegów i przekładni bocznych).

 

Dzisiejszy wpis będzie o czołgowym napędzie przednim. Pod pojęciem czołgowy napęd przedni mam na myśli rozwiązanie w którym silnik czołgu znajduje się w tylnej części kadłuba, a skrzynia biegów, przekładnie boczne i koła napędowe znajdują się z przodu kadłuba. Pisząc o czołgowym napędzie przednim nie mam na myśli rozwiązania znanego z transporterów opancerzonych, bojowych wozów piechoty, czy izraelskiego czołgu Merkava, gdzie zastosowano zblokowany układ napędowy umieszczony z przodu kadłuba (silnik, skrzynia biegów, przekładnie boczne i koła napędowe umieszczone z przodu wozu). Jeśli przyjąć że prawdziwy czołg to pojazd wyposażony w obrotową wieżę, to należy uznać że czołgowy napęd przedni nie jest starszym rozwiązaniem niż czołgowy napęd tylny (pisząc o czołgowym napędzie tylnym mam na myśli zblokowany układ napędowy umieszczony z tyłu kadłuba). Już francuski pierwszowojenny czołg Renault FT, pierwszy produkowany seryjnie czołg wyposażony w obrotową wieżę, charakteryzował się zblokowanym układem napędowym umieszczonym z tyłu kadłuba (silnik, skrzynia biegów, przekładnie boczne i koła napędowe umieszczone z tyłu wozu). Oczywiście, czołgowy napęd tylny to nie tylko pierwszowojenny czołg Renault FT, ale również sporo czołgów z okresu międzywojennego, wiele czołgów z okresu drugiej wojny światowej, znaczna większość czołgów zimnowojennych i praktycznie wszystkie czołgi opracowane po zakończeniu zimnej wojny. Kiedy więc czołgowy napęd przedni był najbardziej popularny? Cóż, czas największej popularności czołgowego napędu przedniego to bez wątpienia okres międzywojenny i okres drugiej wojny światowej. Czołgowym napędem przednim charakteryzował się między innymi polski czołg lekki 7TP, radziecki czołg lekki T-26 (wóz polski i radziecki bazowały na brytyjskim czołgu Vickers E), czechosłowacki czołgi lekki LT vz. 38, francuskie czołgi lekkie Renault R-35 i Hotchkiss H-35, praktycznie wszystkie niemieckie czołgi używane podczas drugiej wojny światowej (Panzer I, Panzer II, Panzer III, Panzer IV, Panzer V Panther, Panzer VI Tiger), znaczna większość drugowojennych czołgów amerykańskich (lekkie M3/M5 Stuart i M24 Chaffe, średnie M3 Lee/Grant i M4 Sherman). Jakie były zalety czołgowego napędu przedniego? Cóż, w mojej ocenie zalety czołowego napędu przedniego związane były w dużej mierze ze skrzynią biegów umieszczoną z przodu, blisko kierowcy. Jeśli skrzynia biegów znajduje się blisko kierowcy, nie ma konieczności stosowania bardzo długich cięgieł pomiędzy dźwignią zmiany biegów a skrzynią biegów. Brak długich cięgieł powinien natomiast ułatwiać lekkie i precyzyjne włączanie biegów. Miało to według mnie szczególnie duże znaczenie jeśli dany pojazd wyposażony był w mało nowoczesną skrzynię biegów (przykładowo w skrzynię biegów z przesuwnymi kołami zębatymi) i jednocześnie nie miał układu wspomagającego włączenie biegów (przykładowo hydraulicznego bądź pneumatycznego). Jednocześnie czołgowy napęd przedni sprzyja w mojej ocenie centralnemu umieszczeniu pierścienia oporowego (brak wyraźnego przesunięcia pierścienia oporowego wieży do przodu bądź do tyłu). Centralne umieszczenie pierścienia oporowego wieży sprzyja dobremu wyważeniu czołgu. Dla porównania, czołgi które mają czołgowy napęd tylny i jednocześnie silnik umieszczony wzdłużnie (a spośród czołgów drugowojennych prawie wszystkie wozy miały silnik umieszczony wzdłużnie) często charakteryzują się pierścieniem oporowym wieży przesuniętym do przodu kadłuba, co sprzyja sytuacji w której czołg jest ciężki na dziób. Czołgowy napęd przedni ma jednak wady, które spowodowały że układ ten prawie całkowicie zanikł tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Otóż jeśli czołg ma skrzynię biegów i przekładnie boczne umieszczone z przodu kadłuba, to problematyczne może być zapewnienie dostępu do tych elementów w celu dokonywania napraw bądź wyjmowania elementów z wnętrza czołgu. Jeśli czołg ma przedni pancerz ukształtowany tak jak przód niemieckiego drugowojennego czołgu średnim Panzer IV (na wstępnej grafice rysunek oznaczony cyfrą 1), to dostęp do elementów układu przeniesienia napędu można zapewnić poprzez luk bądź luki umieszczone na poziomej (bądź prawie poziomej) płycie pancernej znajdującej się pomiędzy przednią górną a przednią dolną płytą pancerną. Takie rozwiązanie nie powinno mieć negatywnego wpływu na poziom ochrony pancernej, bowiem zakładając że czołg najczęściej jest celem dla wrogich armat przeciwpancernych i wrogich czołgów, to wtedy małe są szanse na wystąpienie sytuacji w której wrogi pocisk trafi w poziomą (bądź prawie poziomą) płytę pancerną. Jednak przód ukształtowany tak jak w czołgu Panzer IV oznacza pionowe (bądź prawie pionowe) przednie płyty pancerne, co nie jest optymalnym rozwiązaniem jeśli chcieć zapewnić jak najlepszy poziom ochrony pancernej. Jednocześnie jeśli zastosować pochyły przedni pancerz, to wtedy sprawa dostępu do umieszczonych z przodu kadłuba skrzyni biegów i przekładni bocznych może się skomplikować. Przy pochyłym przednim pancerzu i skrzyni biegów umieszczonej z przodu wraz z przekładniami bocznymi można zastosować rozwiązanie zbliżone do tego z amerykańskiego drugowojennego czołgu średnim M4 Sherman (na wstępnej grafice rysunek oznaczony cyfrą 2), gdzie cała przednia dolna część pancerza kadłuba była mocowanym przy pomocy śrub elementem który można było odłączyć od reszty pancerza. Takie rozwiązanie miało jednak mniejszy bądź większy negatywny wpływ na wytrzymałość przodu kadłuba na ostrzał, a jednocześnie to przedni pancerz czołgu zazwyczaj jest projektowany tak aby być jak najbardziej odpornym na ostrzał. Inne rozwiązanie zastosowano z kolei w niemieckim drugowojennym czołgu średnim Panzer V Panther (Pantera), który miał zarówno pochyły przedni pancerz, jak i czołgowy napęd przedni. Pantera miała na tyle długi kadłub że udało się w jej przypadku wygospodarować miejsce na właz umożliwiający między innymi wyjmowanie skrzyni biegów z wnętrza czołgu. Właz ten znajdował się na dachu kadłuba, pomiędzy przednią górną płytą kadłuba a pierścieniem oporowym wieży. Zakładając że czołg najczęściej jest celem dla wrogich dział przeciwpancernych i wrogich czołgów, można założyć że dach kadłuba raczej nie jest miejscem mocno narażonym na ostrzał. Jednak rozwiązanie zastosowane w Panterze, przy mocnym nachyleniu przedniej górnej płyty pancernej, wymagało dość długiego kadłuba, a duża długość kadłuba oznacza dużą masę wozu. Stąd też Pantera charakteryzowała się słabym stosunkiem masy do poziomu ochrony pancernej. Rozwiązanie zastosowane w Panterze (luk na dachu kadłuba umieszczony pomiędzy przednią górną płytą pancerną a pierścieniem oporowym wieży) można by najpewniej zastosować bez kadłuba charakteryzującego się dużą długością, ale wymagało by to najpewniej albo zmniejszenia nachylenia przedniej górnej płyty kadłuba, albo zastosowania przedniego pancerza ukształtowanego tak jak przedni pancerz radzieckiego zimnowojennego bojowego wozu piechoty BWP-1 bądź amerykańskiego zimnowojennego czołgu Abrams (na wstępnej grafice rysunek oznaczony cyfrą 4). Przy czym mniejsze nachylenie przedniej górnej płyty pancernej to mniejsza korzyść z nachylonego pancerza, a pancerz przedni ukształtowany tak jak w BWP-1 bądź Abramsie to raczej rozwiązanie niespotykane w druwojennych czołgach przednionapędowych (mam zresztą wątpliwości czy Pantera stała by się lżejsza gdyby jej przedni pancerz ukształtować tak jak w BWP-1 bądź Abramsie, nawet zakładając że dzięki takiemu rozwiązaniu udało by się uzyskać krótszy kadłub). Innym przykładem na to jak można zapewnić dostęp do skrzyni biegów w czołgu przednionapędowym jest niemiecki drugowojenny czołg ciężki Panzer VI Tiger (na wstępnej grafice rysunek oznaczony cyfrą 5). Wóz ten miał co prawda przód kadłuba ukształtowany podobnie do przodu kadłuba czołgu średniego Panzer IV, jednak mimo tego aby wyjąć z wnętrza Tygrysa skrzynię biegów, należało najpierw zdjąć wieżę czołgu, po czym skrzynię biegów wyjąć przez pierścień oporowy wieży. Rozwiązanie takie utrudniało ewentualną naprawę czołgu. Dla porównania, jeśli czołg ma zblokowany układ napędowy umieszczony z tyłu kadłuba (na wstępnej grafice rysunek oznaczony cyfrą 6), to zapewnienie dostępu do skrzyni biegów i przekładni bocznych nie powinno stanowić problemu, bowiem umieszczenie luku na płycie nadsilnikowej (ta część dachu kadłuba która znajduje się nad przedziałem napędowym) bądź na tylnej płycie kadłuba nie zmniejszy istotnie poziomu ochrony pancernej, zakładając że czołg najczęściej trafiany jest w przedni i boczny pancerz, a nie w pancerz górny i tylny. Podobnie poziom ochrony pancernej nie powinien ulec istotnej redukcji jeśli zapewnić możliwość demontażu płyty nadsilnikowej i tylnej płyty kadłuba. Wady czołgowego napędu przedniego to nie tylko możliwość wystąpienia problemów z zapewnieniem dostępu do skrzyni biegów i przekładni bocznych. Dość często za wadę czołgowego napędu przedniego uchodzi konieczność skonstruowania na tyle wysokiego czołgu, aby pod podłogą wieży (bądź pod samymi stopami czołgistów siedzących w wieży, jeśli czołg podłogi wieży nie ma) zmieścił się wał napędowy. Jednak według mnie czołgowy napęd przedni jedynie w niektórych sytuacjach wymusza skonstruowanie wyższego czołgu niż w przypadku czołgowego napędy tylnego. Przykładowo, jeśli jakiś tylnonapędowy czołg ma podłogę wieży (bądź same stopy czołgistów siedzących w wieży, jeśli wóz podłogi wieży nie ma) znajdującą się tuż nad dnem kadłuba (na poniższej grafice rysunek oznaczony cyfrą 1), to gdyby taki wóz przekonstruować do czołgowego napędu przedniego, to wysokość czołgu najpewniej musiała by ulec zwiększeniu, aby możliwe było wygospodarowanie miejsca pod podłogą wieży (bądź pod samymi stopami wieżowych czołgistów) na wał napędowy. Jednak jeśli jakiś tylnonapędowy czołg ma pod podłogą wieży (bądź pod samymi stopami wieżowych czołgistów) przestrzeń wykorzystywaną na przechowywanie czegoś (przykładowo na przechowywanie pojemników z amunicją), to wtedy przekonstruowanie takiego wozu do czołgowego napędu przedniego najpewniej nie musiało by się wiązać ze wzrostem wysokości czołgu, bowiem przestrzeń znajdującą się pod podłogą wieży (bądź pod samymi stopami wieżowych czołgistów) można by wykorzystać dla wału napędowego. Sytuację w której pod podłogą wieży znajduje się przestrzeń wykorzystywana na przechowywanie czegoś przedstawia umieszczony na poniższej grafice rysunek oznaczony cyfrą 2 (na niebiesko zaznaczono ewentualny wał napędowy). Tutaj zaznaczę że wiele czołgów drugowojennych, również tych tylnonapędowych, miało przestrzeń pod podłogą wieży (bądź pod samymi stopami wieżowych czołgistów) wykorzystywaną na przechowywanie czegoś (tym czymś często była amunicja armatnia). Przykładowo, spośród drugowojennych wozów tylnonapędowych, zarówno radzieckie czołgi T-34 i IS-2, jak i amerykański czołg M26 Pershing, miały pojemniki z amunicją armatnią umieszczone na dnie kadłuba, pod stopami czołgistów siedzących w wieży. Tym samym choć były to wozy tylnonapędowe, to możliwe że w ich przypadku dało by się wygospodarować miejsce na wał napędowy bez zwiększenia wysokości czołgu (choć pewnie w przypadku tych wozów trzeba by zmniejszyć ilość amunicji armatniej przechowywanej na dnie przedziału bojowego aby wygospodarować miejsce na wał napędowy). Na zakończenie dodam że choć czołgowy napęd przedni ma zalety, to jednak okazał się wyraźnie gorszym rozwiązaniem od czołgowego napędu tylnego. Czołgowy napęd przedni zanikł prawie całkowicie tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Jednym z ostatnich czołgów charakteryzujących się czołgowym napędem przednim był japoński czołg Typ 61 produkowany od lat 60., jednak już jego następca, japoński czołg Typ 74 produkowany od lat 70., miał zblokowany układ napędowy umieszczony z tyłu.

 

czolg_naped_przedni_2

Rysunek oznaczony cyfrą 1 przedstawia czołg z podłogą wieży znajdującą się tuż przy dnie kadłuba. Rysunek oznaczony cyfrą 2 przedstawia czołg który ma pod podłogą wieży przestrzeń wykorzystywaną na przechowywanie czegoś (przykładowo na przechowywanie pojemników z amunicją armatnią). Na rysunku numer 2 kolorem niebieskim zaznaczono „ewentualny” wał napędowy przechodzący pod podłogą wieży.

Czołgowy napęd przedni

Podłoga wieży w czołgu

Wielokrotnie czytając internetowe dyskusje o broni pancernej spotykałem się z tezą według której wadą radzieckiego drugowojennego czołgu średniego T-34 był brak podłogi wieży. Postanowiłem stworzyć więc wpis dotyczący występowania podłogi wieży w czołgach, z naciskiem na czołg T-34 i inne wozy drugowojenne. Czołg T-34 podłogi wieży nie miał, co jednak było powodem braku tego elementu w T-34? Według mnie głównym powodem dla którego zarówno T-34/76, jak i T-34/85, nie miały podłogi wieży, było umieszczenie w obu wozach głównego zapasu amunicji armatniej na dnie kadłuba. Tutaj dodam że według mnie umieszczenie głównego zapasu amunicji armatniej na dnie kadłuba to dobre rozwiązanie jeśli chcieć zapewnić załodze duże szanse przeżycia przy przebiciu (perforacji) pancerza przez pocisk przeciwpancerny, bowiem szanse na to że pocisk przeciwpancerny po przebiciu pancerza trafi w amunicję umieszczoną na dnie kadłuba, są małe. Co prawda jeśli główny zapas amunicji armatniej znajduje się na dnie kadłuba czołgu, to zazwyczaj pojedyncze naboje armatnie znajdują się wyżej, pełniąc rolę amunicji podręcznej (amunicji pierwszego rzutu). Inaczej problematyczne było by osiągnięcie zadowalającej szybkostrzelności praktycznej (pobieranie amunicji armatniej umieszczonej na dnie kadłuba raczej nie jest zbyt wygodne). Przykładowo czołg T-34/76 miał pojedyncze naboje armatnie umieszczone na ścianach przedziału bojowego, natomiast czołg T-34/85 miał podręczny zapas amunicji armatniej umieszczony w wieży. Jednak zaryzykuję stwierdzenie że pojedyncze podręczne naboje armatnie nie stanowią tak dużego zagrożenia jak główny zapas amunicji armatniej, stąd też umieszczenie głównego zapasu amunicji armatniej na dnie kadłuba czołgu i pojedynczych podręcznych naboi armatnich zdecydowanie wyżej niż dno kadłuba czołgu, uważam za sensowny kompromis pomiędzy chęcią zapewnienia załodze dużych szans na przeżycie perforacji wozu a chęcią umożliwienia załodze prowadzenia ognia z dużą szybkostrzelnością praktyczną. Jednak jeśli umieścić główny zapas amunicji armatniej na dnie kadłuba czołgu i jednocześnie zastosować podłogę wieży, to wtedy podłoga wieży najpewniej utrudni pobieranie naboi armatnich należących do głównego zapasu amunicji. Stąd też T-34 podłogi wieży nie miał. Podobnie było w radzieckim drugowojennym czołgu ciężkim IS-2, który tak jak T-34 miał główny zapas amunicji armatniej umieszczony na dnie kadłuba i jednocześnie charakteryzował się brakiem podłogi wieży. Aby ocenić czy brak podłogi wieży jest sensownym rozwiązaniem według mnie dobrze przytoczyć jak wyglądała ewolucja amerykańskich drugowojennych czołgów średnich. Otóż wczesne i średnie egzemplarze amerykańskiego czołgu średniego M4 Sherman miały główny zapas amunicji umieszczony w sponsonach i jednocześnie charakteryzowały się pełną podłogą wieży. Aby zmniejszyć szanse na zapalenie się Shermana w przypadku przebicia pancerza przez pocisk przeciwpancerny, a tym samym zwiększyć przeżywalność załogi w razie sperforowania wozu, w późnych Shermanach (zwanych mokrymi Shermanami) główny zapas amunicji umieszczono na dnie kadłuba, w mokrych zasobnikach amunicyjnych napełnionych roztworem składającym się z wody i glikolu etylenowego (Shermany bez mokrych zasobników amunicyjnych, tak więc Shermany wczesne i średnie, zwane są suchymi Shermanami). Shermany z mokrymi zasobnikami amunicyjnymi uzbrojone w armatę M3 kalibru 75 mm miały co prawda pełną podłogę wieży z lukami przez które można było pobierać amunicję armatnią znajdującą się na dnie kadłuba, jednak większość mokrych Shermanów stanowiły wozy uzbrojone w potężniejszą armatę M1 kalibru 76 mm, które z kolei miały jedynie połowę podłogi wieży. Tutaj dodam że w mokrych Shermanach z armatą M1 podłoga znajdowała się pod dowódcą i działonowym, natomiast nie dysponował nią ładowniczy. Dodam również że według mnie podłoga wieży najbardziej przydaje się ładowniczemu, bowiem ładowniczy podczas swojej pracy zazwyczaj nie korzysta z przymocowanego do wieży siedzenia. Natomiast dowódca i działonowy podczas swojej pracy korzystają, albo chociaż mogą korzystać, z przymocowanych do wieży siedzeń, które obracają się wraz z wieżą. Dodam też że w niektórych pozbawionych podłogi wieży czołgach dowódca bądź działonowy mogą podczas swojej pracy korzystać nie tylko z przymocowanego do wieży siedzenia, ale również z przymocowanego do wieży podnóżka, który obraca się wraz z wieżą. Ogólnie rzecz biorąc, według mnie mokre Shermany z armatą M1 pod względem podłogi wieży (bądź jej braku) bardziej przypominały czołg T-34, tak więc wóz bez podłogi wieży, niż wczesne i średnie Shermany wyposażone w pełną podłogę wieży przeznaczoną między innymi dla ładowniczego. Co ciekawe, wprowadzony do uzbrojenia pod koniec drugiej wojny światowej następca Shermana, amerykański czołg M26 Pershing, nie miał podłogi wieży w ogóle. Było to najpewniej spowodowane tym że M26 Pershing, podobnie jak mokre Shermany, miał główny zapas amunicji umieszczony na dnie kadłuba. Inne amerykańskie wozy bez podłogi wieży to drugowojenny czołg lekki M24 Chaffe oraz powojenne czołgi średnie M46 Patton i M47 Patton. Co ciekawe, w internetowych dyskusjach o broni pancernej stosunkowo często spotykałem się z argumentem według którego zaletą Shermana względem radzieckiego czołgu T-34 było zastosowanie w Shermanie podłogi wieży. Według mnie argument ten jest bardzo słaby, skoro w Shermanie amerykanie przeszli od układu z pełną podłogą wieży (suche Shermany oraz część mokrych Shermanów) do układu bez podłogi wieży dla ładowniczego (większość mokrych Shermanów), a następca Shermana, czołg M26 Pershing, nie miał jakiejkolwiek podłogi wieży. Na zakończenie napiszę że w mojej ocenie zastosowanie podłogi wieży nie jest rozwiązaniem złym. Podłoga wieży jest według mnie szczególnie przydatna jeśli chcieć zapewnić dobrą ergonomię na stanowisku ładowniczego. Nie uważam jednak aby zastosowanie podłogi wieży było konieczne aby stworzyć dobry czołg. Uważam też że podłoga wieży oprócz zalet ma również wady, widoczne szczególnie wyraźnie w tych czołgach które mają główny zapas amunicji armatniej umieszczony na dnie kadłuba. Stąd też w mojej ocenie brak podłogi wieży to sensowne rozwiązanie w tych wozach które mają główny zapas amunicji armatniej znajdujący się na dnie kadłuba, a do wozów z tak umieszczoną amunicją zalicza się między innymi radziecki czołg średni T-34.

Podłoga wieży w czołgu